Reklama Sopot Jazz Festival

Globus (nie tylko) Polski. 11 września – wtedy wierzyliśmy, że to da się naprawić

Ćwierć wieku temu runęły wieże WTC. Był to wstrząs, który na chwilę scalił cały szeroko pojęty zachodni świat – i, co ważniejsze, dał złudne poczucie, że zdecydowanym, wspólnym działaniem da się ten świat naprawić. Dziś, po 25 latach, tej nadziei nie widać.

Putin pierwszym sojusznikiem

Pamiętacie, kto jako pierwszy zadzwonił do prezydenta George’a W. Busha i zaoferował mu wsparcie? Władimir Władimirowicz Putin, który nie dość, że udostępnił amerykańskiemu wywiadowi dane o Al-Kaidzie i Talibach, to także zaakceptował utworzenie amerykańskich baz wojskowych w Azji Środkowej, dotąd uznawanej za rosyjską strefę wpływów. 

NATO po raz pierwszy i jedyny w swojej historii uruchomiło artykuł 5 – jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Europa, w tym Polska, ruszyła do antyislamskiej krucjaty, choć w Iraku powód interwencji okazał się mocno naciągany. Warto to sobie przypomnieć teraz, gdy Donald Trump publicznie zastanawia się, czy sojusznicy w ogóle staną w obronie Ameryki – zapominając, że już to zrobili, płacąc za to setkami żołnierskich istnień w Afganistanie. 

Koniec pewnego mitu

Tamtego 11 września zaczął się rozpadać mit ogłoszonego przez Francisa Fukuyamę w 1989 „końca historii” po upadku ZSRR – przekonanie, że liberalna demokracja to już ostateczna forma rządzenia ludzkością. Terroryści zburzyli go razem z wieżami. Modna stała się za to teza Samuela Huntingtona o zderzeniu cywilizacji. Czy słusznie? Sam Huntington nigdy nie twierdził, że islam jest monolitem dążącym do konfliktu z Zachodem. W tym kontekście Osama bin Laden i jego organizacja jawią się nie jako reprezentanci całej cywilizacji muzułmańskiej, ale marginalnej ideologii wykorzystującej religię do celów politycznych. 

Faktycznie, islamski terroryzm, jako główne zagrożenie dla Zachodu, zniknął dziś niemal całkowicie z pola widzenia. Jego miejsce zajął terroryzm państwowy, rosyjski. Nawiasem mówiąc, posługujący się bardzo podobną retoryką o moralnej zgniliźnie liberalnej cywilizacji. Zachód z kolei jest dziś daleki od jedności, którą pamiętamy z tamtych czasów. Stany Zjednoczone przestały być „przywódcą wolnego świata” – same z tej roli zrezygnowały, wprowadzając transakcyjne podejście do sojuszy, w którym pomoc zależy od tego, ile sojusznik zapłacił. 

Ten cios zadaliśmy sobie sami

Jak po 25 latach ocenić znaczenie 11 września? Czy mocniejszego ciosu niż ten od Al-Kaidy Ameryka, a właściwie cały globalny kapitalizm, nie zadała sama sobie w 2008? Ówczesny krach finansowy i reakcja nań – publiczne dotowanie banków „za dużych by upaść”, podczas gdy zwykli Amerykanie tracili domy i pracę – podkopały zaufanie społeczeństwa do rządu i elit. Poskutkowało to zwycięskim pochodem populizmu, z jego słabością do teorii spiskowych i antyliberalną retoryką. Czy to nie jest, w gruncie rzeczy, zwycięstwo bin Ladena zza grobu? 

Przez lata skutki 9/11 (jak to zapisują Jankesi) najbardziej namacalnie odczuwaliśmy na lotniskach przelewając płyny do stumililitrowych buteleczek i stojąc na bosaka w kolejkach do kontroli bezpieczeństwa. Dopiero teraz powoli z tego wychodzimy, dzięki nowoczesnym skanerom. I to właściwie jedyna płaszczyzna, na której możliwy jest jakikolwiek powrót do świata sprzed ataków. 

Zgoda – tamten optymizm lat 90. był naiwny. Świat, a szczególnie Europa, zapomniała o starorzymskiej maksymie „Si vis pacem, para bellum”, czyli: chcesz pokoju, szykuj się na wojnę. Dziś za to na wojnę szykują się niemal wszyscy. Tylko jakoś mało kto przy tym mówi, że chce pokoju. Żyjemy w zupełnie innej rzeczywistości, daleko niebezpieczniejszej, niż nam się wówczas śniło, choć przecież to wtedy na nagłówkach gazet widniało słowo „horror”. Wtedy go nadużywaliśmy. Dziś, gdy pasowałoby ono bardziej niż kiedykolwiek, zdążyliśmy już przywyknąć – i do tej rzeczywistości, i do braku wiary, że da się ją jeszcze naprawić. 

Więcej o autorze / autorach:
tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Sopot Jazz Festival
Reklama Sopot Jazz Festival