Przedwojenne przygraniczne położenie Chojnic i gminy Chojnice miało swoje odzwierciedlenie w pierwszych dniach, a nawet godzinach II wojny światowej. Niektóre z wydarzeń z 1 września 1939 są dobrze znane i „rozreklamowane" – chociażby słynna bitwa pod Krojantami, bo to właśnie w gminie Chojnice odbyła się pierwsza szarża kawaleryjska w obronie Polski, która stała się przykładem etosu polskiego oręża. Co roku w pierwszą niedzielę września, pod pomnikiem 18. Pułku Ułanów Pomorskich, odbywają się uroczystości ku czci ułanów, a na pobliskim polu organizowane są rekonstrukcje i inscenizacje z tamtych działań.
Niedawno pasjonat historii Andrzej Lorbiecki, również na łamach „Zawsze Pomorze", potwierdził – opierając się na znalezionych w archiwach dokumentach – że w Chojnicach rozpoczęły się też jedne z pierwszych działań wojennych 1939 roku.
1 września tuż po godzinie 4.23, a więc jeszcze przed wystrzałami z pancernika Schleswig-Holstein na Westerplatte, na dworcu w Chojnicach padły pierwsze strzały – zaraz po wjeździe na peron niemieckiego pociągu pancernego PZ-3, który podstępnie wjechał tam zamiast spodziewanego pociągu osobowego.
Wyskoczyły z niego dwa plutony żołnierzy w pełnym umundurowaniu, z bronią. Teraz okazuje się, że historia regionu chojnickiego skrywa kolejny mało znany fakt, o którym wiedzą tylko nieliczni pasjonaci historii i miłośnicy wojennej literatury.
Sukces polskiej obrony przeciwlotniczej
1 września 1939 rano, w spowitych gęstą mgłą Lichnowach w gminie Chojnice, doszło do pierwszego sukcesu polskiej obrony przeciwlotniczej. Z ziemi trafiony został tu niemiecki samolot rozpoznawczy Heinkel He-45, który musiał awaryjnie lądować na polu. Jak podkreślają Andrzej Lorbiecki i sołtys wsi Zbigniew Nojman, to właśnie w Lichnowach doszło do pierwszego zestrzelenia niemieckiego samolotu z ziemi w czasie II wojny światowej.
– Wiem to z dokumentów niemieckich i polskich, które opisują ten fakt. Ale prawdą jest, że to jest wiedza, o której mało osób jeszcze wie, oprócz tych, którzy – tak jak ja – zainteresowani są tą lokalną historią i tym, co działo się tutaj w rejonie Chojnic – mówi w rozmowie z „Zawsze Pomorze" pasjonat historii Andrzej Lorbiecki.
Zasadzka w dziurach we mgle
Jak tłumaczy Lorbiecki, do uszkodzenia samolotu doszło 1 września, jego zdaniem już ok. godz. 7.00–7.30.
– To w dokumentach przyznają sami Niemcy – opowiada Andrzej Lorbiecki. – Jak podają, samolot został zestrzelony w rejonie wsi Lichnowy prawdopodobnie około godziny 7.30, bo gdy Niemcy podeszli pod samolot, który musiał awaryjnie lądować, to zegarek na ręku obserwatora, który zginął od strzałów, wskazywał godzinę 7.35. A wyglądało to w ten sposób, że ten samolot nadleciał około godziny 7.00 od strony Chojnic w rejon wojennych działań 18. Pułku Ułanów Pomorskich. Samolot wykonał dokładnie dwa okrążenia, jedno nad wsią, a drugie nad kościołem. Panowała wtedy gęsta mgła. Samolot leciał na dość wysokim pułapie i trudno było go zauważyć. Ale będący na stanowisku dowodzenia przy pułkowniku Mastalerzu Janusz Pasturczak nakazał swoim erkaemistom z drugiej baterii 11. DAK, czyli Dywizjonu Artylerii Konnej, pilnować „dziur" w tej mgle, podkreślając, że ten samolot na pewno w którejś z nich się wkrótce pojawi, by obserwować pozycje polskich oddziałów. No i tak się faktycznie stało i wtedy poszły serie z cekaemów.

Awaryjne lądowanie na podmokłej łące
Wiadomo, że od strzałów zginął w samolocie obserwator, a pilot został ranny. Musiał więc awaryjnie wylądować na polu, żeby nie rozbić całej maszyny. Jak relacjonuje Lorbiecki, w miejscu, w którym pilot posadził samolot, łąka była bardzo podmokła, przez co maszyna przewróciła się, przygniatając pilota i nieżyjącego już obserwatora. Niemieccy żołnierze, którzy dotarli na miejsce, musieli rozbierać samolot, by ich stamtąd wydostać.
– Obserwator, który zginął, to Rudolf Baumann, pośmiertnie awansowany do stopnia kapitana. Był on jednym z pierwszych niemieckich oficerów poległych w trakcie II wojny światowej. Natomiast pilotem był kapral Muzolf, który pochodził ze wsi Ciechocin z dawnej Kosznajderii – mówi Lorbiecki. – Jak opowiadali mi starsi mieszkańcy, pogrzeb Baumanna odbył się z wielką pompą – podobno byli na nim obecni niemieccy generałowie. Jak udało mi się ustalić, pozostałość po grobie Baumanna istnieje do dziś na cmentarzu w Lichnowach – odnalazłem tam krzyż z inskrypcją. Natomiast samego grobu już nie ma, bo w 1990 dokonano ekshumacji i jego ciało zostało przeniesione na cmentarz w Szczecinie.
CZYTAJ TEŻ: 81 lat spoczywał na dnie Zatoki Gdańskiej. Nurek odnalazł Iła-2. „Samolot jest w świetnym stanie”
Przetrwały ślady
Niemcy zabrali samolot, więc śladów po nim prawie nie ma, choć Andrzej Lorbiecki potwierdza, że kiedyś detektoryści z Bydgoszczy odnaleźli kilka niewielkich odłamków aluminiowej blachy.
Sołtys Lichnów Zbigniew Nojman, również miłośnik lokalnej historii, marzy, by za trzy lata w Lichnowach przygotować „coś większego" z okazji 90. rocznicy wybuchu wojny i głośniej opowiedzieć o tym, co działo się tu w pierwszych godzinach wojny. W centrum wsi, z inicjatywy sołtysa, już znajduje się Aleja Historyczna ze zdjęciami i najważniejszymi informacjami z historii miejscowości.



Napisz komentarz
Komentarze