Reklama

Joanna Łapińska: Polskie kino pokazuje nasze lęki, historię i przyszłość

Nasze kino nie daje się, na szczęście, zamknąć w jednej szufladce. Prowadzi nas szeroko, różnymi ścieżkami. A słowem, które najbardziej oddaje charakter polskiego kina jest nadal różnorodność - mówi Joanna Łapińska, dyrektorka artystyczna 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni
Joanna Łapińska: Polskie kino pokazuje nasze lęki, historię i przyszłość
Joanna Łapińska: Nie ma ważniejszego dla naszego środowiska filmowego miejsca w Polsce niż Gdynia

Autor: Anna Rezulak

Czym żyje polskie kino w tym roku? O czym nam opowiada?
O świecie tuż za oknem. I opowiada nam w sposób niezwykle różnorodny. Stylistycznie, tematycznie i pokoleniowo. W tym roku nasi widzowie znowu będą mogli obejrzeć wiele filmów tworzonych przez młodych filmowców z ich świeżym spojrzeniem na świat. Ten pazur młodości pojawił się już w ubiegłym roku. Przywołajmy chociażby „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej” Emi Buchwald.

Który rozbił bank z nagrodami nie tylko na gdyńskim festiwalu.
Dokładnie. I znowu młodzi opowiadają nam o swoim świecie. Robią to często swoim unikalnym językiem. Oczywiście różnorodnym, ale i tak wyłuskają państwo pewne cechy wspólnie.

Jakie na przykład?
Młody humor, który wyróżnia się pewną delikatnością, dystansem do siebie i do świata.

Co jeszcze wybrzmiewa w polskim kinie?
Lęki, które w sobie nosimy. I to zarówno te dotyczące dnia dzisiejszego, jak i przyszłości. Tego, co ona ze sobą przyniesie. Jest też sporo filmów z akcją osadzoną w przeszłości. Wśród nich biografie osób znanych, ale też rozrachunek z historią i czasami minionymi. Przy czym to także jest spojrzenie na współczesne czasy. Przeszłość to lustro, w którym się przeglądamy z naszą codziennością, to mocny komentarz do współczesnego świata.

Zwróciłam uwagę na to, że w konkursie głównym mamy dwa filmy, które można nazwać futurystycznymi. Takim gatunkiem polskie kino nie rozpieszczało do tej pory widza.
Pani mówi o filmach w konkursie głównym. Ale jeśli spojrzymy na propozycje kina krótkometrażowego, to znajdziemy tam kolejne tytuły, które poruszają te tematy i lęki. Warto to odnotować. A przy okazji widać, że nie ma sensu rozgraniczanie opowieści o polskim kinie na poszczególne konkursy: Główny, Perspektywy czy Filmów Krótkometrażowych. Bo jeśli pytamy: o czym mówi polskie kino, każda z tych sekcji prowadzi nas przez te same tropy.

W tym roku mamy też bardzo mocną obsadę w postaci festiwalowych weteranów: Paweł Pawlikowski, Agnieszka Smoczyńska, Jan Komasa, Jan Holoubek, Piotr Domalewski, Łukasz Palkowski, Janusz Zaorski czy Kasia Adamik. Oni wiedzą, jak wygrywać w Gdyni. I to oni przyciągają widzów.
Ich filmy doskonale balansują w Gdyni kino młodych, dopełniając w ten sposób opowieść o naszej kinematografii dziś. A nam pozwalają świadomie budować przestrzeń szerokiego spotkania środowiska filmowego, spotkania międzypokoleniowego właśnie.

Co w takim razie wyróżnia polskie kino? Kiedyś się mówiło, że mamy wspaniałych operatorów, których potem „podkradało” nam Hollywood... A dziś?
Często słyszę to pytanie, podobnie jak pytanie o wspólny mianownik polskiego kina, i od lat powtarzam to samo, że nasze kino nie daje się, na szczęście, zamknąć w jednej szufladce. Prowadzi nas szeroko, różnymi ścieżkami. A słowem, które najbardziej oddaje charakter polskiego kina jest nadal różnorodność. I podobnie widzę polskie kino na tle kina światowego. To nie jest tak, że my od niego w jakiś sposób odstajemy, czymś się różnimy. Jak pewnie wiele osób już zauważyło, część prezentowanych filmów na naszym festiwalu to koprodukcje, tworzone przy dużym udziale zarówno finansowym, produkcyjnym, jak i osobowym kina światowego. Ta granica tym bardziej się więc zaciera. Czy do dobrze? Na pewno. Tak właśnie powinniśmy widzieć polskie kino, jako część większego ekosystemu, któremu dajemy dużo, ale też wiele z niego czerpiemy.

Idąc tym tropem... jest duża szansa, że w tym roku nagrodę za najlepszą rolę odbierze aktor lub aktorka z zagranicy. Tak silną mamy międzynarodową obsadę w filmach konkursowych. To nie byłby pierwszy taki przypadek. Nie dalej jak w ubiegłym roku nagrodę za Franza Kafkę odebrał Idan Weiss.
Było kilka takich przypadków w historii festiwalu. Ostatnio wręcz co roku widzimy wśród nominowanych w kategoriach indywidualnych osoby z zagranicy. I nie dotyczy to tylko aktorów, ale też filmowców w innych kategoriach.

Można powiedzieć, że Gdynia jest polskim Cannes? Czy to porównanie na wyrost?
To bardzo właściwe porównanie i to pod każdym względem. Tak jak Cannes prezentuje szeroko kinematografię światową, tak my bardzo szeroko patrzymy na nasze kino. Starając się, żeby nam nic istotnego w tej opowieści nie umknęło. Stąd w programie nowe kina, a do tego starannie zaplanowany program pokazów klasyki. Dodatkowo, tak jak Cannes jest tym najważniejszym na świecie marketem kina światowego, miejscem gdzie spotyka się cała branża filmowa, tak nie ma ważniejszego dla naszego środowiska filmowego miejsca w Polsce niż Gdynia. To tu odbywają się liczne i ważne spotkania i rozmowy branży filmowej.

Niedawno podczas naszej wewnętrznej prezentacji programu sekcji „Gdynia Industry” ktoś powiedział: - No, to jest właściwie drugi festiwal. I to prawda. To bogaty, wielopoziomowy, różnorodny program wydarzeń adresowanych do branży, które są nieodłączną częścią naszego festiwalu.

Kiedyś mówiono: - Nie ma festiwalu bez skandalu. Ale pani się jakoś udaje tych skandali unikać.
Naprawdę życzę festiwalowi, sobie i wszystkim uczestnikom, żeby nasz festiwal był pełen emocji i dyskusji o wysokiej temperaturze, ale żebyśmy dyskutowali o polskim kinie, a nie o skandalach.

Zawsze, do każdego festiwalu, lubi pani wprowadzić jakiś własny, nowy akcent. Czego możemy się spodziewać w tym roku?Każdego roku mam długą listę wydarzeń bliskich mojemu sercu. W tym roku jestem na przykład bardzo dumna z sekcji „Portrety” i z tego, jak ją ułożyliśmy, z jaką dokładnością i starannością przygotowaliśmy wszystkie spotkania i prelekcje wokół filmów prezentowanych w Portretach

To będzie jedna z najbardziej wyrazistych sekcji 51. FPFF, po której przewodnikami są mistrzowie: Krzysztof Kieślowski, Tadeusz Konwicki, Barbara Sass i Andrzej Wajda.

Pokażemy ich filmy - kino wartości, moralnych postaw i ocen. Przy czym każdy z czworga artystów prezentował takie postawy również w swoim życiu. Trudno o lepszych patronów dyskusji o społecznej odpowiedzialności kultury. Taką więc debatę przygotowaliśmy w tym roku – kolejne bliskie mi wydarzenie.

Jak powiedziałam, cieszą mnie też inne spotkania wokół filmów. Tych jest wiele, ale pozwolę sobie wspomnieć o jednym. Opowiadając o Andrzeju Wajdzie chciałam pokazać reżysera przede wszystkim jako twórcę niezwykle nowatorskiego, poszukującego, który nigdy nie zatrzymywał się w miejscu i z odwagą przekraczał granice własnego języka filmowego. Stąd seans filmu „Wszystko na sprzedaż”. A że bardzo lubię podcast Michała Oleszczyka „SpoilerMaster” i cenię sobie spojrzenie prof. Tadeusza Lubelskiego na kino Andrzeja Wajdy, miałam takie marzenie, żeby po seansie filmu rozmawiali o nim właśnie Michał Oleszczyk i prof. Lubelski.

Kiedy zadzwoniłam z zaproszeniem do profesora, usłyszałam: - A wie pani, że „Wszystko na sprzedaż” to także jeden z moich ulubionych filmów Andrzeja Wajdy?

Na takie spotkanie państwa zapraszam.

 A co panią jeszcze cieszy?
Cieszy mnie przekraczanie granic przez festiwal, nasze szerokie spojrzenie. Na przykład w tym roku zapraszam państwa na wyjątkowe spotkanie najpierw z filmem Agnieszki Holland „Europa, Europa”, a potem z operą inspirowaną tym filmem „Głos potwora” Alka Nowaka, w reżyserii Agnieszki Smoczyńskiej. To będzie też okazja do rozmowy Agnieszki Holland i Agnieszki Smoczyńskiej o tych dwóch materiach, o tym, co je łączy, różni, jak przenosić jedną w drugą

Podobnie ciekawych spotkań podczas festiwalu będzie wiele. Co mnie ogromnie cieszy.

Więcej o autorze / autorach:
tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama