O tym, że na redzie portu w Ustce pojawiła się wielka, ponad 3 kilometrowa plama substancji ropopochodnej, ratownicy dowiedzieli się od bosmana dyżurnego Kapitanatu Portu w Ustce. Temu natomiast zgłoszenie przesłała załoga samolotu, który regularnie, raz w tygodniu, patroluje wody morskie redy portów.
Tego dnia akurat na bazie Brzegowej Stacji Ratowniczej w Ustce odbywały się wspólne ćwiczenia z rozlewów prowadzone przez ratowników z Ustki i Darłowa. Dzięki temu ratownicy od razu po zgłoszeniu byli gotowi do działań. W akcji uczestniczyły jednostki ratownicze R-16, R-26 i R-45 oraz ratownicy Brzegowych Stacji Ratowniczych w Ustce i Darłowie.
Plama miała ponad 3 kilometry długości
- Rozlew przemieszczał się w kierunku wschodnim, wzdłuż wybrzeża - wyjaśnia Przemysław Soiński, rzecznik prasowy Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa SAR. - Według napływających informacji zanieczyszczenie rozciągało się na odcinku około 3 kilometrów. Ratownicy prowadzili działania przeciwrozlewowe z wykorzystaniem sorbentów i dyspergentów, a zasięg zanieczyszczenia monitorowano również za pomocą dronów.

Działania utrudniały falowanie oraz znaczny obszar zanieczyszczenia. W trakcie akcji dwóch ratowników zgłosiło złe samopoczucie, w związku z czym na miejsce zadysponowano zespół ratownictwa medycznego.
O godzinie 16:45 załoga R-16 poinformowała o braku widocznych plam w kontrolowanym rejonie. Kolejne fale powodowały jednak ponowne nanoszenie substancji w kierunku brzegu, dlatego działania kontynuowano.
Akcję zakończono dopiero po zapadnięciu zmroku
Ze względu na zapadający zmrok o godzinie 18:15 zakończono działania na wodzie, a jednostki rozpoczęły powrót do portu. Stacje ratownicze odnowiły gotowość około godziny 20:00.
Następnego dnia rano ratownicy z Ustki dokonali jeszcze oględzin plaży, ale zarówno na wodzie, jak i pliasku nie wykryto już żadnych zanieczyszczeń.
Wyjaśnieniem przyczyny wypadku i ustalaniem sprawców zajmie się Kapitanat Portu w Ustce i Urząd Morski w Słupsku.



Napisz komentarz
Komentarze