Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Makurat Serwis Audi w Gdańsku

O muzyce nade wszystko. Śladami Wyntona Marsalisa

Po tym, jak Ignacy Wendt Band, nieznany wcześniej zespół pochodzącego z Tczewa trębacza Ignacego Wendta zdobył I nagrodę w konkursie Złotej Tarki na festiwalu Old Jazz Meeting w sierpniu br., musiałem się z liderem zobaczyć, by zadać mu kilka pytań.

Jak to się stało, że zespół, o którym wcześniej nikt nie słyszał, zabłysł tak nagle i to w dziedzinie tradycyjnego jazzu, wydawałoby się bezpowrotnie opuszczonej przez młodych muzyków? Czy Ignacy Wendt Band jest polską odpowiedzią na prowadzoną od lat akcję przywracania zbiorowej pamięci historycznych stylów, pieczołowicie kultywowanych w różnych projektach Lincoln Center? Kto nie wie, o czym tu wspominam, niech posłucha choćby wydanej w 2018 roku płyty Wynton Marsalis Septet „United We Swing”, będącej zapisem galowych dorocznych koncertów w Lincoln Center z lat 2003-2007, z gościnnym udziałem takich sław, jak np. Ray Charles, Eric Clapton, Bob Dylan, Willie Nelson, John Legend, Lenny Kravitz. Stylistyka aranżacji, specjalnie przygotowanych dla każdego utworu, jest wizytówką Marsalisa: twórczo kontynuować to, co w amerykańskiej muzyce jest najwartościowsze.

Ignacy Wendt tak odpowiedział na owe pytania, które zadałem mu trzy tygodnie po wygraniu konkursu w Iławie:

Zespół powstał mniej więcej dwa miesiące przed występem na Old Jazz Meeting, więc nic dziwnego, że nikt o nim wcześniej nie wiedział. Utworzyłem go specjalnie na tę okazję, gdy dowiedziałem się, że istniejący od 50 lat festiwal po kilkuletniej przerwie przywraca konkurs, przeznaczony dla młodych muzyków, kultywujących tradycję historycznych stylów – dixielandu i swinga.

Lekcja, na którą składają się lata słuchania zróżnicowanej stylistycznie muzyki jest chyba odrobiona. Nasz zespół po swoim debiucie został zaproszony do udziału w kilku znaczących festiwalach,

Ignacy Wendt

Musiałem więc znaleźć wśród muzyków młodego pokolenia współpracowników, którzy nie tylko myślą o muzyce tak jak ja, ale też posiadają warsztat, sprawdzili się jako wykonawcy o odpowiedniej linii stylistycznej. Od ponad dwóch lat jestem studentem jazzowej trąbki Uniwersytetu Muzycznego w Warszawie, a tam środowisko jest bogate w idee i talenty, więc udało mi się trafić na właściwe osoby. Lena Nowak (klarnet) i Krzysztof Baranowski (kontrabas) grają na stałe w Warszawskiej Orkiestrze Sentymentalnej, oryginalnie interpretującej przedwojenne polskie przeboje. Matusza Kaszubę (fortepian) znam dłużej, a pochodzący z Nowego Jorku perkusista Sam Levin związany jest ze środowiskiem wydziału jazzu katowickiej Akademii Muzycznej.

To był trafny wybór. Lena Nowak np. wyraźnie kontynuuje linię klarnecisty i sopranisty Sidneya Becheta, z jego emocjonalnymi, wibrującymi dźwiękami solówek. Mnie to przekonuje, bo sam sięgam po elementy stylistyki wielkich trębaczy tradycyjnego jazzu: Bixa Beiderbecke’go, Kinga Oliviera, Louisa Armstronga, ale i trębaczy swingowych, oczywiście również Wyntona Marsalisa, którego występy w Lincoln Center są niedościgłym wzorem.

Podsumowując: lekcja, na którą składają się lata słuchania zróżnicowanej stylistycznie muzyki jest chyba odrobiona. Zespół po swoim debiucie został zaproszony do udziału w kilku znaczących festiwalach, więc wiele wskazuje, że będziemy kontynuować ten kierunek”.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama Kampania 1,5 % Fundacja Uśmiech dziecka