Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Grypa atakuje Pomorze. Przeciążone przychodnie, kolejki w aptekach

W ostatnim, przedświątecznym tygodniu na grypę w Polsce zachorowało około 300 tys. osób. Aż 15 proc. zachorowań przypadło na Pomorze, gdzie stwierdzono 44 254 przypadki grypy i pozostałych infekcji wirusowych.
termometr

Autor: Canva | Zdjęcie ilustracyjne

Rozwija się w przeciągu kilku godzin i dosłownie zwala z nóg. Wysoka, sięgająca 40 st. C gorączka, łamanie w kościach, uczucie rozbicia, kaszel.

Ledwo próbujemy zapomnieć o Covid-19, a już wróciła grypa. Od września zachorowały na nią w Polsce 2 mln osób. Według ministra zdrowia Adama Niedzielskiego, tylko w ostatnim tygodniu przed świętami w kraju odnotowano niemal 300 tys. zakażeń grypą, czyli 40-50 tys. dziennie. - Tak było w najgorszych czasach pandemii - stwierdził minister Niedzielski.

Wirus nie ominął niestety Pomorza.

- Liczba zachorowań oraz podejrzeń zachorowań na grypę w woj. pomorskim za okres od 16.12.2022 do 22.12.2022 wynosi 44 254 - mówi Zbigniew Zawadzki, rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku. - Do szpitali trafiło 151 osób. Te dane liczbowe, zgodnie z przyjętą definicją, obejmują zarówno grypę, jak i jej podejrzenia, przypadki grypopodobne oraz ostre zakażenia dróg oddechowych. Mogą się zatem w tej liczbie mieścić także przypadki Covid-19 i RSV.

Grypa. Wróciła, czy była zawsze?

Według Państwowego Zakładu Higieny średnia zapadalność na grypę wyniosła 11 osób na 100 tys. mieszkańców. Jak powiedział w oko.press dr Paweł Grzesiowski - jest to najwyższy poziom zapadalności na grypę od 20 lat.

Dr Marek Prusakowski, specjalista chorób zakaźnych, twierdzi jednak,  że nie można mówić o "powrocie grypy". - Podczas pandemii grypa nie zniknęła - wyjaśnia lekarz. - Jeśli u 60 proc. pacjentów, którzy trafiali do szpitala zakaźnego nie wykrywano wirusa SARS-CoV-2, to na co oni chorowali? Na grypę! Inna sprawa, że pośrednim skutkiem pandemii był mały kontakt między ludźmi, więc nie nabieraliśmy odporności stadnej.

Najpierw mieliśmy kilka podejrzeń grypy w tygodniu, potem kilkanaście, a w ostatnim tygodniu aż 60! Wzrost jest kilkakrotny. Lekarze przyjmują od 35 do nawet 58 pacjentów dziennie

Jan Tumasz / prezes przychodni Aksamitna w Gdańsku

Chorują dorośli i dzieci. Jeszcze przed świętami przedszkola i młodsze klasy w szkołach świeciły pustkami. Niestety, mali pacjenci coraz częściej trafiają z niewydolnością oddechową i powikłaniami do szpitali. Jak niedawno pisaliśmy, oddziały pediatryczne pracują "na styk", zdarza się, że dziecko trzeba transportować do placówek w innych miastach. Ministerstwo zdrowia obiecało przygotować "bufor" łóżek pediatrycznych oraz zwiększoną aprowizację leków przede wszystkim antywirusowych, a także antybiotyków.

Grypa. Lekarze nie dają rady

W poświąteczny wtorek i środę - 27 i 28 grudnia - wielu mieszkańców Pomorza miało problem z zapisaniem się do lekarza. Nawet trzy osoby dyżurujące przy telefonach w rejestracji  nie nadążały z odbieraniem zgłoszeń. - Jest ciężko, ze względu na ilość pacjentów - przyznaje Jan Tumasz, prezes  przychodni Aksamitna w Gdańsku. -  Lekarze nie dają rady, zresztą nikt nie daje rady - jest taka ilość zgłoszeń. Najpierw mieliśmy kilka podejrzeń grypy w tygodniu, potem kilkanaście, a w ostatnim tygodniu aż 60! Wzrost jest kilkakrotny. Lekarze przyjmują od 35 do nawet 58 pacjentów dziennie.

Podobnie było w przychodni BaltiMed na gdańskiej Morenie. - Mamy dużo infekcji, wydolność lekarzy jest ograniczona - twierdzi dr Andrzej Zapaśnik, prezes przychodni. - U pacjentów przeprowadzamy testy typu combo, badające zakażenie zarówno grypą, jak i SARS-CoV-2. U wszystkich testowanych na razie wychodzi sama grypa. Grypa zaczęła się w grudniu, miesiąc wcześniej niż zwykle. Można jedynie mieć nadzieję, że brak lekcji między świętami a nowym rokiem zmniejszy rozprzestrzenianie się wirusów.  Zawsze, gdy dzieci mają ferie, infekcji jest mniej.

Dr Zapaśnik przypomina, że warto  jeszcze zaszczepić się przeciw grypie. Zwłaszcza, że powikłania mogą być naprawdę niebezpieczne.

Powrót maseczek?

Wirus grypy przenoszony jest drogą kropelkową, choć możliwe także zakażenie przez kontakt ze skażonymi przedmiotami lub poprzez ręce dotykające okolic ust, nosa, oczu. Osoby starsze, z obniżoną odpornością powinny rozważyć w najbliższych tygodniach powrót do noszenia maseczek. Warto wrócić do nawyku częstszego mycia rąk.

Jako że okres wylęgania choroby wynosi od jednego do siedmiu dni (średnio dwa dni), nie wystarczy unikanie osób z wyraźnymi objawami grypy. Do końca tygodnia zapewne część z nas odczuje skutki przedświątecznych zakupów w dużych centrach handlowych i spotkań z rodziną i przyjaciółmi. W przyszłym tygodniu pojawią się zdrowotne konsekwencje zabaw sylwestrowych.

Minister zdrowia zapowiedział, że w nowym roku zostaną wprowadzone do przychodni i szpitali testy różnicujące grypę, RSV i Covid-19, co pozwoli szybko określić, jaki wirus odpowiedzialny jest za pogorszenie naszego stanu zdrowia.

- To nie ma żadnego znaczenia - uważa dr Prusakowski. -  Leczenie we wszystkich przypadkach jest identyczne, czyli objawowe. Jeśli zachorujemy, należy izolować się, nie pchać w tłum, brać preparaty typu coldrex, pić herbatę malinową i kłaść się do łóżka. Grypę trzeba przeleżeć. Nie można ryzykować, bo w takiej sytuacji grożą groźne powikłania.

Należą do nich: zapalenie płuc, zapalenie ucha środkowego, angina paciorkowcowa, zaostrzenie chorób przewlekłych (astmy, POChP, choroby niedokrwiennej serca, cukrzycy). Jednym ze skutków grypy  jest  zapalenie mięśnia serca, którego konsekwencją może być nawet konieczność przeszczepu.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama