Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Ziaja kosmetyki kokos i pomarańcza

Transport z pomocą od Tczew dla Ukrainy trafił do Bachmutu

Tczew dla Ukrainy zorganizował 23. transport humanitarny na Ukrainę (12 samodzielny). Tym razem celem była pomoc dla ludności cywilnej znajdującej się w Bachmucie. Ekipa podsumowała ostatnią akcję i nie wyklucza, że kolejnym celem najprawdopodobniej będzie Lwów.
Transport z pomocą od Tczew dla Ukrainy trafił do Bachmutu

Autor: Tczew dla Ukrainy

Tczew dla Ukrainy podczas ostatniego transportu na Ukrainę tradycyjnie już reprezentowało dwóch tczewian Łukasz Brządkowski oraz Tomasz Brzyski. Z transportem zabrał się także zaprzyjaźniony Holender, który próbuje organizować wsparcie dla ludności Ukrainy.

- Nasz ostatni transport odbył się w dniach 2-8 stycznia – mówi Łukasz Brządkowski. - Tym razem naszym celem była pomoc dla ludności cywilnej znajdującej się w Bachmucie. Miasto to jest świadkiem bardzo ciężkich walk i regularnego ostrzału artyleryjskiego i rakietowego. Z racji ogromnej odległości podróż w jedną stronę trwała trzy dni.

Tczewianie najpierw 4 stycznia zameldowali się do zaprzyjaźnionego oddziału medyków w Konstantynówce, 20 km od Bachmutu. Po przekazaniu im dwóch kartonów wojskowego wsparcia, spędzili z nimi w ich bazie noc.

- Następnego dnia udaliśmy się do wsi Czachiw Jar 12 km od Bachmutu, przy drodze do tego miasta – mówi Łukasz Brządkowski. - Dzięki kontaktowi z jednym z mieszkańców przystąpiliśmy do rozdawania pomocy w centrum wsi. Mieszkańcy, przeważnie osoby starsze, zwoływały się po odbiór żywności i świec. W czasie wydawania wsparcia widzieliśmy jak w pobliżu został strącony przez ukraińską obronę przeciwlotniczą dron rosyjski. Po rozdaniu żywności w tym miejscu pojechaliśmy główną drogą na Bachmut. Żołnierze na punkcie kontrolnym nas przepuścili z informacją, że na wzniesieniach należy jechać szybko, bo będziemy widoczni dla Rosjan. Po przekroczeniu uszkodzonego mostu wjechaliśmy do Bachmutu.

Członkowie transportu przyznają, że miasto sprawia bardzo przygnębiające wrażenie. Uszkodzone i wypalone budynki, zerwane przewody elektryczne, blokady na drogach, mnóstwo sprzętu i wojska.

- W mieście wyraźnie słuchać wybuchy artylerii oraz - co dla nas było nowością - broń małokalibrową podkreślają tczewianie. - Okazało się, że w Bachmucie wciąż funkcjonują dwa centra pomocy dla tych kilkuset mieszkańców, którzy wciąż nie opuszczają miasta. Wydawanie świec i żywności zrealizowaliśmy przy jednym z punktów pomocy, w towarzystwie przejeżdżających na front czołgów. Rosjanie znajdowali się mniej niż 5 km od naszego postoju jednak zasłaniały nas wysokie budynki.

Tym razem naszym celem była pomoc dla ludności cywilnej znajdującej się w Bachmucie. Miasto to jest świadkiem bardzo ciężkich walk i regularnego ostrzału artyleryjskiego i rakietowego. Z racji ogromnej odległości podróż w jedną stronę trwała trzy dni.

Łukasz Brządkowski / Tczew dla Ukrainy

Po udzieleniu wsparcia ekipa ratunkowa rozmawiała z innymi wolontariuszami.

- Spotkaliśmy, m.in. dwóch Anglików którzy realizowali ewakuację ludności cywilnej do Dnipro – mówi Łukasz Brządkowski. - Niestety, następnego dnia zaginęli na drodze na Sołedar i do dzisiaj ich los jest nieznany. Po spędzeniu około godziny w Bachmucie udaliśmy się w drogę do Izium, gdzie mieliśmy nocleg u poznanego w listopadzie Andreja. Po drodze w Konstatinówce przekazaliśmy wsparcie dla żołnierzy obrony terytorialnej z frontu (generator, powerbanki, racje żywnościowe, skarpety). W Izumie spotkaliśmy się z innymi żołnierzami, których także poznaliśmy wcześniej. Dla nich przywieźliśmy generator, odzież i żywność wojskową oraz lekarstwa.

Tczewianie przyznają, że dotychczas jeszcze nigdy nie doświadczyli tak realnie wojny. Kule świstały nad głowami, już nie tylko co jakiś czas, kilka razy w ciągu doby. Teraz można by powiedzieć, że ostrzał był niemal ciągły.

Po noclegu spędzonym w piwnicy - schronie zniszczonego budynku ekipa z Tczewa wróciła do Bachmutu. - Po drodze, w miastach Kramatorsk i Słowiańsk dokonaliśmy dodatkowych zakupów dla personelu wojskowego – mówi pan Łukasz. - Wiedząc o trudnej sytuacji w podbachmuckim Sołedarze próbowaliśmy tam dojechać z pomocą, ale napotkani żołnierze odradzili nam tę drogę. Pomoc w postaci leków i opatrunków oraz żywności dla żołnierzy przekazywaliśmy napotkanym na drodze kolumnom powracających z rannymi z frontu. Cofnęliśmy się do Bachmutu, gdzie poszukiwaliśmy ludzi ukrytych w schronach i piwnicach, gdzie przekazywaliśmy żywność i świece.

Po rozdaniu całej pomocy rozpoczęła się długa podróż powrotna do domu.

- W Równym dowiedzieliśmy się, że jeden z busów z pomocą z Krakowa został trafiony w Bachmucie przez artylerię i osoby w nim podróżujące zostały ciężko ranne – mówi zasmucony tczewianin. - W obie strony pokonaliśmy 4765 km i przewieźliśmy 200 pakietów z pomocą żywnościową (6 kg każdy), 12 kartonów świec, 2 kartony leków i opatrunków, 2 kartony racji żywnościowych, 2 kartony żywności instant, karton odzieży wojskowej, 4 generatory oraz powerbanki i czekolady - wymienia.

Całość transportu została sfinansowana ze środków Towarzystwa Przyjaźni Tczew – Witten, zrzutki internetowej, dotacji osób prywatnych z Wlk. Brytanii i Belgii oraz zbiórki wśród mieszkańców Tczewa. Auta do transportu po raz kolejny użyczył nam Hotel & Gościniec nad Wisłą.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama Kampania 1,5 % Fundacja Uśmiech dziecka