Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Jak nie z granatnika, to [nl] z wysięgnika. Polska policja psuje się od głowy

Upolityczniona, z komendantem-memem na czele policja trochę śmieszy, ale bardziej straszy. A przestępczość, szczególnie ta drobna – najbardziej dokuczliwa – rośnie.
policja

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Odpalony granatnik, rozbity radiowóz z zatrzymanymi w dziwny sposób nastolatkami, inwigilacja ze strażackiego wysięgnika, wypuszczenie „hiszpańskich poszukiwaczy bursztynu”, policyjna akcja w sprawie wartej 33 grosze bułki, którą zjadło dziecko, komendant z Włodawy, który po pijaku zdemolował restaurację i straszył hotelowych gości, komendant z Radomia, który potrącił pieszego, ale prawo jazdy zachował. To tylko kilka wpadek w ostatnim czasie z czarnej policyjnej serii. Niby śmiesznie, ale jak pomyśleć, to zaczyna być strasznie.

Co z tą policją?

Na tak postawione pytanie, Barbara Nowacka, posłanka Koalicji Obywatelskiej odpowiada, że, niestety, ryba psuje od głowy. I to psucie oglądamy już od kilku lat.

– Pamiętamy, jak policjanci z Białegostoku, zamiast patrolować miasto, musieli ciąć kartony na biało-czerwone konfetti, które później rozrzucono z helikoptera na przywitanie wiceministra spraw wewnętrznych Jarosława Zielińskiego. Albo że nad jego głową trzymali parasol. Już wtedy oburzały nas te zachowania. Ale ostatnie miesiące są coraz smutniejsze, chociaż w wydaniu komediowym.

Bo czyż nie jest i strasznie, i śmiesznie, kiedy komendant główny odpala w siedzibie policji granatnik, który przewiózł przez granicę „bez żadnego trybu”? To budzi śmiech. Ale też strach, bo pokazuje absolutną słabość w myśleniu i w wyszkoleniu.

Barbara Nowacka / posłanka Koalicji Obywatelskiej

Na stwierdzenie, że w tej sprawie generał Jarosław Szymczyk ma status ofiary, Barbara Nowacka odpowiada, że jeśli tak, to ofiary... własnej głupoty. Bo trudno to inaczej nazwać.

– Pytałam policjantów, czy odróżnią granatnik od atrapy, uzbrojony od nieuzbrojonego, i słyszałam, że odróżnią. W normalnym państwie wszczętoby natychmiast dochodzenie. Ale nie w państwie PiS. Zresztą, sprawa granatnika to taki „michałek”. Poważne rzeczy działy się, kiedy policja była używana do brutalnego tłumienia protestu kobiet. Wtedy rozważano też dorzucenie wojska do tłumienia tych protestów. Policjanci wówczas masowo brali zwolnienia, żeby uniknąć udziału w tej politycznej i brutalnej akcji, albo powoli odchodzili ze służby. Równolegle, coraz mniej było dla nich szkoleń. Dobrzy policjanci odeszli, a ci nowo przyjmowani są słabo szkoleni – tłumaczy posłanka.

Na przypomnienie, że ona sama dostała podczas strajku gazem w oczy, Barbara Nowacka odpowiada:

– Wielu policjantów nie potrafi używać gazu i pałki teleskopowej. Inni ignorowali zasady instrukcji, które zabraniają używać gazu prosto w twarz i pałki teleskopowej w spokojnie zachowującym się tłumie, bo było na to przyzwolenie polityczne.

PRZECZYTAJ TEŻ: Ponad 2,5 kg narkotyków w dwóch mieszkaniach! Finał akcji chojnickiej policji

– Ale to był tylko margines. Bo wtedy zastraszano dzieciaki, przetrzymywano je w radiowozie, protestujących wywożono w nieznanym kierunku, nie informowano prawników kto i gdzie jest przetrzymywany. I to też były działania policji podyktowane politycznie. Dokładnie spisywano dane z dowodów, a w przypadku tzw. hiszpańskich poławiaczy bursztynu, policja „łyknęła” ich tłumaczenia. Wystarczy powiedzieć, że jest się nurkiem z Hiszpanii, i nie spisuje się dokładnie danych, wypuszczając ich wolno. A premier twierdzi, że służby w tej sprawie mają wszystko pod kontrolą – mówi Barbara Nowacka.

– Policja przez lata budowała swoją markę i zaufanie. I była na dobrej drodze. Ludzie zaczynali jej ufać, nie bać się jej i szanować ją. Ale przez ostatnich kilka lat zniszczono tę pracę. Przymyka się oczy na policyjne występki, jak w sprawie nastolatek wywiezionych policyjnym radiowozem, który wpadł na drzewo. Policjanci nie udzielili dziewczynkom pomocy, tylko w ordynarny sposób kazali im uciekać. Po co je wywozili? Dlaczego w tej sprawie nie ma odpowiedniej interwencji? Nie wiemy. To zasmuca nie tylko obywateli, ale też samych policjantów, którzy na poprawę wizerunku pracowali – dodaje.

Na pytanie, co z tym problemem zrobić, Barbara Nowacka odpowiada:

– Natychmiast zmienić komendanta głównego. Bo on jest dowodem na koniunkturalizm w policji, na trzymanie ludzi usłużnych. Ale trzeba się też zająć poprawą warunków pracy w policji i zwiększeniem szkoleń. Przede wszystkim potrzebne jest odklejenie policji od bieżącej polityki i fanaberii ministrów. Tak, żeby na lata nie przykleiła się do niej łatka policji partyjnej.

– Z policją jest źle, a od marca będzie jeszcze gorzej – mówi Marek Biernacki, poseł Koalicji Polskiej, były minister MSWiA i koordynator do służb specjalnych.

Jego zdaniem, minister Mariusz Kamiński nie ma żadnych szans na odbudowę zaufania policji, jeśli będzie nadal upierał się przy tak wizerunkowo obciążonym szefie KGP.

PRZECZYTAJ TEŻ: Salon sukien ślubnych na Przymorzu zamknięty. Sprawą zajęła się policja

– Policja ma wyjątkowo czarną serię wpadek – tłumaczy poseł. – I to nie jest przypadek, że duża grupa policjantów planuje do marca tego roku odejść ze służby na emeryturę. Dzieje się tak nie tylko z powodów finansowych, ale także dlatego, że coraz bardziej gęstnieje atmosfera wokół policji. Skandaliczna sprawa granatnika pokazuje, że komendant główny nie ma już zdolności dowodzenia służbą, bo się tym ośmieszył. Policjanci przesyłają sobie memy z generałem Szymczykiem i granatnikiem. Mówią, że gdyby to im pistolet wystrzelił na komendzie, to od razu każdy z nich byłby zawieszony. Do tego dochodzą działania, w których wstydzą się uczestniczyć. Te słynne wysięgniki, masowa ochrona domu prezesa… Policjanci czują, że są ośmieszani. Bo nie od tego jest policja – dodaje Marek Biernacki.

Jego zdaniem, od początku rządów PiS ścieżka awansu w policji była oparta o klucz partyjny, nie merytoryczny.

– Kiedyś o przyjęciu do policji decydowały testy psychologiczne i sprawnościowe. W pewnym momencie było rzeczywiście tak, że na jedno wolne stanowisko kandydowało po kilka osób. Można więc było wybierać najlepszych. A ostatnio, kto był związany jakoś z partią władzy, mógł awansować, także na prowincji. Karierę w ostatnich latach często robili nie policjanci z największymi dokonaniami, a osoby mające, na przykład, jakiegoś dobrego znajomego wśród polityków PiS. Co najgorsze, to realia panujące nie tylko na szczeblu KGP, ale i wojewódzkim, powiatowym czy miejskim. Jeśli ktoś chciał robić karierę, przestało liczyć się to, czy ma właściwe predyspozycje psychiczne, kondycyjne i czy jest dobry w tej pracy. Ważna stała się lojalność wobec ugrupowania rządzącego. To też elementy demoralizujące, których uczciwy policjant się wstydzi, a obywatel ma prawo się bać – przyznaje poseł.

Wzrasta drobna przestępczość. „Ze strony policji nie ma zdecydowanej odpowiedzi”

I dodaje: – A do tych wszystkich interesujących media spraw trzeba dodać jeszcze inne, zatrważające informacje – wyraźnie wzrasta drobna przestępczość To jest już naprawdę dotkliwy problem, widoczny, na przykład, u nas na Pomorzu, gdzie coraz częściej mają miejsce włamania do domów, siedzib firm, kradzieże aut lub ogałacanie zaparkowanych samochodów z wartościowych części. Te grupy przestępcze działają jak… odkurzacz. Ta drobna przestępczość jest naprawdę widoczna. Wróciła. Rozlewa się na cały kraj, ale ze strony policji nie ma zdecydowanej odpowiedzi. Widoczne są marazm i bezsilność. To musi martwić. Płace też policjantów nie nastrajają dobrze. Widać, że podwyżki, które dostali, zjada inflacja. I waloryzacja, która sięga 6-7 procent, nie zniweluje tych 16 procent inflacji.

PRZECZYTAJ TEŻ: Policja szuka wandali, którzy uszkodzili Pomnik Chłopa

Na pytanie, co by doradził ministrowi Kamińskiemu, któremu podlega także policja, poseł Biernacki odpowiada, że sam komendant główny powinien rozumieć, iż w tej chwili jest obciążeniem dla autorytetu policji, i powinien się podać do dymisji. Nie jest już naczelnym szeryfem kraju, tylko królem memów. I tej kompromitacji nie da się obronić.

– On stracił zdolność dowodzenia i policja musi pod jego rządami pracować gorzej. Trzeba koniecznie wrócić do klucza merytorycznego.

Komendant główny brzmi dumnie, to pierwszy policjant w kraju. I to nie może być tak, że jest z nominacji partyjnej. I robi to, co mu każą, bo chce się przypodobać politycznie. Że nie przypodoba się władzy tym, że „rozwali” gang przestępców, tylko kiedy staje się totumfackim polityka.

Marek Biernacki / poseł Koalicji Polskiej, były minister MSWiA i koordynator do służb specjalnych

Janusz Kaczmarek, obecnie adwokat, a w rządzie Jarosława Kaczyńskiego w 2007 roku minister spraw wewnętrznych i administracji, słysząc opinię opozycji, że teraz to już nie jest policja obywatelska, tylko partyjna, odpowiada:

– To za daleko idące stwierdzenie. Krzywdzące dużą część policjantów. Nie można patrzeć na całą formację w ten sposób. Aczkolwiek to określenie prawdziwe jest w przypadku kierownictwa policji. Wiadomo, że to formacja mundurowa, hierarchicznie podporządkowana, w której najważniejszy jest rozkaz. Zwykły, szeregowy funkcjonariusz nie ma czasami wyboru, tylko musi wykonywać polecenia swoich przełożonych. Może je kontestować, ale odmówić nie może.

Z uwagi na pełniony dziś zawód, mam liczne kontakty z policjantami, którzy w różnych sprawach korzystają z porad prawnych. I czasami słyszę utyskiwania na to, co muszą robić, słowa krytyki wobec ich przełożonych, ale właśnie z akcentowaniem tego, że nie mają wyjścia.

Janusz Kaczmarek / adwokat

– Duża grupa funkcjonariuszy nie doświadcza tego, o czym pani mówi, bo pracują przy sprawach, które nie mają politycznego aspektu, jak np. wypadki drogowe, bójki, kradzieże czy rozboje. Tam polityka nie rozciąga swoich macek, chociaż bywają takie przypadki – dodaje Janusz Kaczmarek.

Jak mówi mecenas, wszystkie te ostatnie afery, które dotyczą policji, źle świadczą o formacji. Ale najbardziej ośmiesza ją historia z granatnikiem. W jego ocenie komendant stracił nie tylko autorytet, ale nawet zdolność dowódczą.

PRZECZYTAJ TEŻ: Ukradł puszkę WOŚP? Tego mężczyzny szuka policja

Na pytanie, co by zrobił, gdyby był na miejscu ministra Mariusza Kamińskiego, odpowiada:

– Kiedy byłem ministrem MSWiA, mój najbliższy współpracownik w randze wiceministra wysyłał policjantów po hamburgery dla podróżującej pociągiem koleżanki z rządu i partii, wiceminister pracy Elżbiety Rafalskiej. Policjanci czekali aż wagon z głodną wiceminister zatrzyma się we Wrocławiu. Sprawa dzięki mediom stała się głośna. I zaczęła rzutować na autorytet formacji. Ośmieszała ją, a nawet hańbiła mundur. Wyjednałem więc u ówczesnego premiera odwołanie tego wiceministra. W tym przypadku też nie miałbym skrupułów – puentuje rozmowę.

Komendant główny obciążeniem?

Być może PiS też już zauważa nie tylko problem policji, co obciążenie, jakim jest dla niej komendant główny.

– Nie chciałbym tego tak nazywać, ale rzeczywiście pewien kłopot się pojawił – dość jednoznacznie przed kilkoma dniami na sejmowym korytarzu Ryszard Terlecki odpowiedział na pytanie, czy „Jarosław Szymczyk nie jest balastem dla jego obozu politycznego”.

Teraz nad tym problemem, jak donoszą media, pochyla się sam prezes na Nowogrodzkiej Jarosław Kaczyński.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama