Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Wojska pruskie pokonane! Bitwa o Tczew za nami

Dym, huk wystrzałów, szczęk broni, zabici i ranni – to wszystko rozegrało się w Tczewie. Wojska napoleońskie odbiły miasto z rąk Prusaków, przypieczętowując zwycięstwo rozbojami, grabieżami, gwałtami. Stare Miasto w sobotnie popołudnie, 18 lutego znów zamieniło się w pole bitwy o Tczew rodem z 1807 roku, z udziałem Wielkiej Armii Napoleona Bonapartego. Ponad stu rekonstruktorów w umundurowaniu i uzbrojeniu z epoki stoczyło bitwę zakończoną kapitulacją wojsk pruskich.
bitwa o Tczew, 2023

Autor: UM Tczew

Bitwa o Tczew. Wojska pruskie znów pokonane!

W Tczewie w sobotę, 18 lutego ponad stu rekonstruktorów (zgłosiło się 125 – dop. red.) z całej Polski, m.in. z: Gdańska, Nysy, Grudziądza, Płocka, Rypina, w umundurowaniu i uzbrojeniu z epoki stoczyło bitwę zakończoną kapitulacją wojsk pruskich. To właśnie pod Tczewem walczyli i odnieśli rany generał Jan Henryk Dąbrowski i jego syn, pułkownik Jan Michał, który został inwalidą.

Jak podają historyczne źródła 3. Dywizja (Legia) generała Jana Henryka Dąbrowskiego, uczestnicząc w operacji wojsk francuskich, której celem było zajęcie Gdańska, pozostającego w rękach Prusaków, natarła wspólnie z grupą generała Amilkara Kosińskiego na dobrze ufortyfikowane i obsadzone miasto nad Wisłą. W ciągu całodniowych, zaciętych starć, także ulicznych, Polacy zdobyli Tczew i odparli próbę odbicia miasta.

To właśnie ten wyjątek z historii odwzorowano podczas prawie dwugodzinnej bitwy o Tczew. Stare miasto stało się miejscem widowiskowych wydarzeń rodem z 1807 roku, kiedy to właśnie rozpętała się zacięta bitwa o wolny dostęp do Gdańska. Barwne mundury wojsk napoleońskich i nieco bardziej stonowane Prusaków można było podziwiać podczas przemarszu ulicami Starego Miasta.

Zasadnicza część inscenizacji odbyła się przy murach obronnych na ul. Wąskiej, ale rekonstruktorzy przenieśli się też na ul. Krótką, plac Hallera i fragment ul. Wyszyńskiego, gdzie wojska zwarły się na „śmierć i życie”. Rozległy się odgłosy wystrzałów. Huk był tak głośny, że do wtóru włączyły się autoalarmy w pojazdach zaparkowanych nieopodal miejsca, gdzie toczono bitwę.

Wojskami napoleońskimi pod Tczewem dowodził Marek Gniewek, kpt. Legii Polsko-Włoskiej, obwołany twarzą wydarzenia.

– Mamy tczewskiego Napoleona Bonaparte – słychać było na jego widok.

PRZECZYTAJ TEŻ: Vivat Vasa! Szwedzi zajęli Gniew. Wojenna batalia rodem z 1626 r. - Bitwa Dwóch Wazów

Co ciekawe, wojska, jakie pojawiły się w Tczewie, to nie tylko mężczyźni. Wśród żołnierzy nie brakowało też kobiet. Część z nich wcieliła się w rolę markietanek.

– Jestem na bitwie o Tczew po raz pierwszy, ale nasi rekonstruktorzy są niemal od samego początku – mówi Katarzyna Wróblewska, regiment 47. z Kłodzka. – Kobiety w czasach napoleońskich w samym wojsku nie służyły, ale były markietankami. Kobiety szły za wojskiem, gotowały, szyły, opatrywały rany. Robiły to, co w danej chwili było najpotrzebniejsze. 

Co tak bardzo urzeka kobiety w epoce napoleońskiej?

– Pochodzimy z tamtych rejonów, gdzie były wojska pruskie, stąd pewnie łatwiej nam odtwarzać realia tamtej epoki – mówi Katarzyna Wróblewska. – Mamy tam twierdzę, a właściwie dużo twierdz dookoła. To przede wszystkim zadecydowało o zainteresowaniu się historią tamtych czasów. W grupie rekonstruktorskiej jestem od kilku lat. Początkowo do przystąpienia namawiał mnie ktoś ze znajomych, ale jak już tego „posmakowałam”, to samo to dalej popłynęło.

PRZECZYTAJ TEŻ: Żywa lekcja historii w Krojantach

Jak wyglądało umundurowanie Prusaka?

– Na głowie miał Dreispitze, czyli trikorn (rodzaj kapelusza z trzema „ramionami”), który posiada Puschle – czyli pompony – zawsze w barwach regimentu – tłumaczy Adrian Stachowicz z Garnizonu Grudziądz. – To akurat są barwy 52. regimentu von Hamberger. Na wierzchu kurtka mundurowa. Pod nią jest kamizelka, a pod kamizelką – długa koszula. Były one wtedy długie prawie do kolan, bo nie były jeszcze znane majtki. Na sobie mam jeszcze spodnie trzy czwarte. Na nogach znajdują się pończochy, które są chronione tzw. kamaszami, i trzewiki. Dodatkowo na wyposażeniu żołnierskim były chlebak, w którym noszono żywność, a także tornister, w którym znajdowała się część wyposażenia.

– Każdy żołnierz zawsze miał ze sobą jeden zapasowy but. Wtedy nie znano pojęcia prawy i lewy, wszystkie buty były takie same. Do tego ładownica z gotowymi ładunkami. Oczywiście, na wyposażeniu były jeszcze bagnet, pruski tasak, karabin skałkowy. Szyję chroniła Halspinda – taka wzmocniona apaszka. Warto jeszcze wspomnieć, że przy Dreispitzu był Hartag, czyli warkocz zaplatany albo z własnych włosów, albo posiadało się go przy peruce, z końskiego włosia. W warkocz wplatany był metalowy drucik, to było dodatkowe zabezpieczenie przed ciosem szablą – dodaje rekonstruktor.

PRZECZYTAJ TEŻ: Wprowadzenie stanu wojennego w historycznej rekonstrukcji w centrum Gdańska

Anna Sobieraj, której firma zadbała o efekty pirotechniczne podczas bitwy o Tczew, na placu boju pojawiła się ze swoim pieskiem Leo. Oprócz walorów militarnych wydarzenia, to właśnie Leo skradł serca wielu widzów. Niewielkich rozmiarów psiak w ogóle nie bał się huku wystrzałów. Jak zaczęła się batalia, on „za pazuchą” swojej pani wybrał się na drzemkę. Nie przestraszył go żaden wystrzał, wręcz każdy kolejny huk po prostu go usypiał.

– Leo jest przyzwyczajony do takich hałasów – mówi Anna Sobieraj. – Początkowo po cichu puszczałam mu odgłosy fajerwerków, potem strzały z pistoletów, wybuchy. Zabieram go na wszystkie inscenizacje. Żadna bitwa Leo niestraszna. Teraz już w ogóle nie reaguje na wystrzały z karabinów czy z armat. Ucina sobie drzemkę w tym czasie.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama