Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Mary Montegu z Lwowa: Tczew stał się moim drugim domem

Dla mnie i dla wielu Ukraińców, którzy uciekli przed wojną, Tczew stał się drugim domem. Trafiło tu prawie 2000 moich rodaków. Mija już rok od tych tragicznych wydarzeń. Większość z nas znalazła pracę, mieszkanie – radzą sobie – mówi Mary Montegu, lwowianka, która nie tylko odnalazła się w nowej rzeczywistości, ale i jest wsparciem dla swoich rodaków.
Mary Montegu z Lwowa: Tczew stał się moim drugim domem

Autor: Archiwum prywatne

Mary Montegu nie należy do osób, które biernie czekają na to co przyniesie im los. W Tczewie znalazła grono osób, które podobnie, jak ona, interesują się sztuką i to szeroko rozumianą sztuką. Zaangażowała się w działania istniejącego teatru, który działa przy Tczewskim Uniwersytecie III Wieku. Jest nie tylko aktorem teatralnych działań, ale i współautorką kulturalnych inicjatyw łączących poprzez kulturę Polaków z Ukraińcami. Jak sama przyznaje, proces twórczy to bardzo trudna sprawa.

- Kiedy pracowaliśmy nad pierwszym wspólnym tekstem do naszej zbiórki, to wymagało trochę czasu, aby przyniosło pozytywny efekt - mówi lwowianka. - Będzie to coś bardzo poetyckiego, pięknego, pełnego miłości i wdzięczności... Będzie o Tczewie, który stał się ojczyzną uciekających przed wojną kobiet i dzieci... A poza tym czytaliśmy swoje wiersze.

A jak to wszystko się zaczęło? Mary Montegu z Lwowa do Tczewa dotarła jako jedna z pierwszych uciekających przed wojną Ukrainek.

- Przyjechałam 25 lutego, niemal zaraz po wybuchu wojny na Ukrainie – mówi lwowianka. - Tutaj mieszka mój syn z rodziną. Jak tylko dowiedzieli się, że w kraju zaczęła się wojna nalegali żebym do nich przyjechała.

Pani Maria, bo tak zwracają się do niej tczewianie, przyznała, że ten rok z jednej strony miał swój tragiczny wymiar przez wojnę, ale ma i dobre strony.

- Tutaj w Tczewie spotkałam tylu nowych przyjaciół – mówi. - Polacy są niewiarygodnymi ludźmi. To taki naród, który daje swoje serce.

Mary Montegu działa od wielu lat w organizacji ukraińskich skautów. Jak podkreśla, nigdzie nie doświadczyła tak pozytywnych uczuć.

- Jak tylko mieszkańcy dowiedzieli się skąd jestem, to dosłownie posypała się zewsząd pomoc – wspomina.

To co się wydarzyło w tym mijającym roku, to takie szczęście w tym wojennym nieszczęściu. Słowiańscy ludzie mają dobrą duszę, dobre serce. Nie wiem, czy jest jakiś inny naród, który tak bardzo zaangażowałby się w pomoc. Polacy otworzyli przed nami nie tylko serca, ale i swoje domy

Kobieta zaangażowała się w pomoc innym rodakom, którzy tak jak ona szukali dla siebie bezpiecznego miejsca.

- To co się wydarzyło w tym mijającym roku, to takie szczęście w tym wojennym nieszczęściu – przyznaje pani Mary. - Słowiańscy ludzie mają dobrą duszę, dobre serce. Nie wiem, czy jest jakiś inny naród, który tak bardzo zaangażowałby się w pomoc. Polacy otworzyli przed nami nie tylko serca, ale i swoje domy.

Lwowianka znalazła tu nie tylko schronienie, ale i miejsce gdzie może realizować swoje pasje, a jest ich sporo – tańczy, śpiewa, gra. Zaangażowała się w działalność Teatru III Wieku. Tam znalazła nowych przyjaciół, chociaż bardzo tęskni za rodzimym Lwowem. Zapytana o to czego się spodziewa w tym roku, kobieta podkreśliła, że najważniejszą sprawą jest, aby skończyła się wojna, żeby mogła wrócić do ukochanego Lwowa.

Polacy są niewiarygodnymi ludźmi. To taki naród, który daje swoje serce. Jak tylko mieszkańcy dowiedzieli się skąd jestem, to dosłownie posypała się zewsząd pomoc

- Chciałabym żeby ludzie więcej nie ginęli na wojnie - mówi smutno. - Chociaż nie żal mi Rosjan, to przecież oni też na tej wojnie giną. Ukraina jest bardzo zniszczona Ciężko będzie ją odbudować.

Czekając na dobre wieści z ojczyzny, Mary Montegu działa pełną parą. Napisała projekt, który ma za zadanie zintegrować społeczność ukraińską z mieszkańcami Tczewa.

- Zastanawiałam się, co najszybciej połączyłoby tczewian z Ukraińcami – mówi Mary Montegu. - Założyliśmy Klub Polsko – Ukraiński. Najpierw zorganizowałam wspólne spotkanie, ale takim faktycznym przełomowym momentem był wspólne przygotowywanie posiłków. Najpierw panie z Ukrainy gotowały tradycyjne ukraińskie potrawy, a potem tczewianki – polskie dania. Było przy tym dużo powodów do uśmiechu, przyjaznej atmosfery i na finał wspólne spożywanie przygotowanych potraw. Jak się okazało, w kuchni nie ma barier językowych – dodaje z uśmiechem.

Teraz wspólnie przygotowują programy kulturalne, dzielą się i poznają kulturę ukraińską i polską. To zbliża do siebie ludzi.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama