Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Nie żyje Krzysztof Koczurowski, pionier badań społecznych w wolnej Polsce

W środę 15 marca w wielu 76 lat, po długiej chorobie zmarł Krzysztof Koczurowski, twórca i pierwszy prezes sopockiej Pracowni Badań Społecznych, jednej z pionierskich niezależnych instytucji zajmujących się badaniami opinii publicznej, ale też i rynkowymi w wolnej Polsce.
Krzysztof Koczurowski
Krzysztof Koczurowski

Autor: Pracownia Badań Społecznych

Z wykształcenia prawnik, pracę na Uniwersytecie Gdańskim stracił po wprowadzeniu stanu wojennego. Związany z opozycją, pod koniec lat 80. znalazł się w gronie założycieli Kongresu Liberalno-Demokratycznego.

Z tamtych czasów pamięta go Jacek Kozłowski, wówczas opozycjonista, później polityk, wojewoda mazowiecki w latach 2008-15.

- Pojawił się w środowisku zbliżonym do Kongresu Liberałów i do Klubu Myśli Politycznej im. Lecha Bądkowskiego w momencie, kiedy zaczęliśmy bardzo owocną współpracę ze środowiskiem ekonomistów z Uniwersytetu Gdańskiego - mówi Kozłowski. -  Dołączył do nas z kręgiem takich ludzi, jak Janusz Lewandowski, Jan Szomburg, Jan Majewskczy Dariusz Filar. Był jednym z założycieli Kongresu Liberalno-Demokratycznego w tym pierwszym okresie, kiedy Kongres nie był formalnie zarejestrowaną partią. Później do partii chyba nigdy nie przystąpił, bo zaangażował się w tworzenie pracowni badawczej. Uznał, że w tej sytuacji powinien być osoba poza politycznym zaangażowaniem.

Utworzona przez Krzysztofa Koczurowskiego i Ryszarda Pieńkowskiego wraz z grupą socjologów Pracownia Badań Społecznych w Sopocie, w latach 90. była w Polsce pionierem, jeśli chodzi o wprowadzanie nowych technik badawczych, nowych sposobów badania opinii publicznej, także w świecie polityki.

W tamtych czasach byłem zaangażowany w wiele kampanii wyborczych, w związku z tym wielokrotnie miałem przyjemność współpracować z Krzysztofem Koczurowskim. I podkreślam „przyjemność”, bo to była zawsze bardzo profesjonalna, a z drugiej strony bardzo życzliwa i przyjacielska współpraca – mówi Jacek Kozłowski.

PBS była chyba jedną z pierwszych, jeśli nie pierwszą, prywatną instytucją, która obsługiwała zarówno rynek komercyjny, czyli zbierała dane ze sklepów na temat produktów, a jednocześnie robiła badania opinii publicznej.

Ostatni raz z nim rozmawiałem dwa, może trzy tygodnie temu. Umawialiśmy się na spotkanie w Warszawie. Rozmawialiśmy o tym, co można zrobić, żeby odwrócić te trendy, które się zarysowały, to znaczy spadek notowań opozycji. Ani on, ani ja nie byliśmy nigdy członkami Platformy Obywatelskiej, ale byliśmy jej zapleczem intelektualnym i zaangażowanymi wyborcami, którzy mają instrumenty i potrafią mobilizować pewne środowiska do działań – mówi Andrzej Długosz, prezes agencji Cross Media PR, PR-owiec, dzięki którego pracy (przynajmniej wg jego słów) „reklama piwa jest legalna w Polsce”, a zarazem jedna z osób podsłuchiwanych Pegasusem.

Z Krzysztofem Koczurowskim poznali się w 1990, kiedy pochodzący z Krakowa Długosz był konsultantem PBS w Małopolsce.

Przemiany 1989 roku spowodowały, że wielu ludzi zajęło się rzeczami, o których wcześniej nie miało pojęcia, że istnieją, jak na przykład PR. Badaniami socjologicznymi wtedy praktycznie nikt w Polsce się nie zajmował, poza CBOS, który był instrumentem PZPR i służył temu, żeby udowodnić, że partia wygra wybory. A jak wiemy, przegrała, chociaż z notowań wychodziło im, że wygra – tłumaczy fenomen sukcesu PBS Andrzej Długosz. – PBS była chyba jedną z pierwszych, jeśli nie pierwszą, prywatną instytucją, która obsługiwała zarówno rynek komercyjny, czyli zbierała dane ze sklepów na temat produktów, a jednocześnie robiła badania opinii publicznej.

Jan Szomburg, który mniej więcej w tym samym czasie co Koczurowski PBS, założył w Gdańsku Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową, w działalności Pracowni widzi wyraz ducha gdańskiej przedsiębiorczości.

To było niezwykle pozytywne, że nie w Warszawie, ale w Gdańsku mieliśmy taką pionierską firmę, która coś znaczyła w Polsce. Korzenie tego tkwią – moim zdaniem – w sukcesie Solidarności, który wyzwolił w nas wtedy poczucie sprawczości.

Umiał słuchać, a to jest rzadką cechą u ludzi, którzy są szefami firm. Zanim coś powiedział, słuchał, co mają do powiedzenia jego rozmówcy, a dopiero potem zabierał głos

Wojciech Fułek, były wiceprezydent Sopotu, przypomina inne aspekty działalności Krzysztofa Koczurowskiego.

Oczywiście sopocka Pracownia Badań Społecznych to dzieło jego życia, łącznie z wieloma pokoleniami ludzi, których wykształcił, i którzy się rozeszli w różne miejsca - przyznaje. – Ale mało kto pamięta, że jeszcze wcześniej on założył sopocka spółdzielnię artystów Format, w której zarabiali różni artyści w ciężkim czasie tuż po stanie wojennym. To on wpadł na pomysł wyremontowania budynku w Kamiennym Potoku, w którym jest główna siedziba PPS. Była tam wielka ściana, na której – dzięki Krzysztofowi – powstał fresk autorstwa honorowego obywatela Sopotu, zmarłego niedawno Andrzeja Dudzińskiego. Sztuka, artyści, kultura i Sopot to był jego konik. Można go było zobaczyć na wszystkich ważniejszych wydarzeniach koncertach premierach na przykład teatru  Atelier. W PBS przez dłuższy czas organizował koncerty, spotkania literackie, spotkania z ciekawymi ludźmi. Kiedy Paweł Huelle przez jakiś czas pozostawał bez pracy, Krzysztof specjalnie dla niego utworzył stanowisko „kierownika literackiego Pracowni Badań Społecznych” i przez jakiś czas Paweł taką funkcję pełnił, pisząc jakieś teksty czy wygłaszając różnego rodzaju odczyty dla zapraszanych gości. Jego żona Jola, po Marku Kotańskim  została szefową Monaru, a córka Kaja, niegdyś odnosząca sukcesy w zawodach jeździeckich, jest obecnie szefową sopockiego Hipodromu. Pamiętam wesele Kai, z występem trzech tenorów, oczywiście nie tych najsłynniejszych. Krzysztof sam je wyreżyserował. To jest właśnie jego charakterystyka, że on zawsze różne rzeczy planował od początku i doprowadzał je do końca. Podejrzewam, że był bardzo dobrym szefem. W każdym razie wiele osób, które z nim współpracowało, wspominało go w ten sposób w rozmowach ze mną.

Potwierdza to Andrzej Długosz: Ciepły uczynny, otwarty człowiek, reagujący na każdą prośbę o pomoc. Człowiek, który umiał słuchać, a to jest rzadką cechą u ludzi, którzy są szefami firm. Szef najpierw mówi, co myśli, a dopiero potem ewentualnie ma ochotę posłuchać co druga strona ma do powiedzenia. On – odwrotnie, zanim coś powiedział, słuchał, co mają do powiedzenia jego rozmówcy, a dopiero potem zabierał głos: z tym się zgadzam, z tym się nie zgadzam, to uważam za sensowne, to nie, a to wymaga sprawdzenia. Takie podejście na pewno było bardzo silnym wyróżnikiem jego osoby. A jego zaangażowanie w politykę wynikało z idei, a nie potrzeby robienia kariery politycznej. Nie interesowała go pozycja urzędnika państwowego, ministra czy posła. Jemu zależało na tym, żeby określony sposób myślenia, któremu hołdował, był tym z dominującym zwycięskim pomysłem.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama