Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Gdyńscy strażnicy miejscy nagrodzeni za swoją pracę. Uratowali życie dziecku!

Funkcjonariusze Straży Miejskiej w Gdyni: Sylwia Bonio-Kwiecień, Mirosław Szczygłowski, Rafał Tiszer oraz Paweł Połujan nagrodzeni zostali przez prezydenta miasta Wojciecha Szczurka. Czwórka strażników wykazała się niezwykłym opanowaniem, refleksem i żelaznymi nerwami w dwóch skrajnie trudnych przypadkach, związanych z ratowaniem życia, które kilka tygodni temu wydarzyły się w Gdyni.
Gdyńscy strażnicy miejscy nagrodzeni za swoją pracę. Uratowali życie dziecku!

Autor: Zygmunt Gołąb

Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni nagrodził dwóch strażników miejskich, którzy 21 kwietnia uratowali życie 2,5-letniemu chłopcu oraz kolejnych dwoje, którzy złapali biegające po ul. Puckiej dwa konie. Do drugiego ze zdarzeń doszło 12 kwietnia.

- Praca strażnika miejskiego to praca, która wymaga rzetelności, dużego przygotowania, wymaga szczególnego wyszkolenia i potem rozliczenia z tego wyszkolenia w postaci egzaminu, ale też praca, w której trzeba być przygotowanym na sytuacje bardzo często zaskakujące – mówił podczas uroczystości prezydent Gdyni. - Bardzo dziękuję obecnym tu strażnikom za podjęcie działań w sytuacjach rzeczywiście mocno zaskakujących, ale ono najlepiej obrazuje poziom przygotowania i motywację do pracy w Straży Miejskiej. Bardzo dziękuję za to zaangażowanie, za błyskawiczną reakcję i bardzo precyzyjne działania. Rzeczywiście sposób zareagowania to nie tylko troska o bezpieczeństwo, ale też budowanie przekonania, że jak dzieją się nadzwyczajne rzeczy w naszym mieście, to są służby i są ludzie, którzy znakomicie sobie z tymi sytuacjami radzą.

Wojciech Szczurek wręczył wyróżniającym się strażnikom podziękowania oraz nagrody finansowe.
Przypomnimy, co się wydarzyło. Dziecko podczas zakupów z prababcią przestało oddychać. Strażnicy podczas patrolu przy ul. Unruga spostrzegli starszą kobietę z dzieckiem w ramionach, która wyraźnie szukała pomocy. Dziecko nie oddychało, a jego serce nie biło. Natychmiast podjęli akcję resuscytacyjną. Do przyjazdu medyków chłopiec zaczął oddychać. Został już wypisany ze szpitala i czuje się dobrze.

Nawet trudno sobie wyobrazić, co mogło się wydarzyć, gdyby nie szybka pomoc strażników miejskich…

- Z kolegą zjeżdżaliśmy z dyżuru na przerwę, na wysokości ulicy Unruga, na wysokości stacji benzynowej, zobaczyliśmy zbiegowisko ludzi – relacjonował jeden ze strażników, który uczestniczył w akcji ratowniczej - Rafał Tiszer. – Podjechaliśmy na miejsce, zatrzymała nas kobieta, która powiedziała, że 2,5 - letni chłopczyk nie oddycha i ma zatrzymane krążenie. Z kolegą odebraliśmy tego chłopca od prababci, ułożyliśmy na ziemi, udrożniliśmy mu drogi oddechowe i rozpoczęliśmy resuscytację – dodaje.

Dziecku udało się przywrócić oddech i krążenie już przy 12. uciśnięciu klatki piersiowej dziecku.

- Kolega, który ze mną był, Paweł Połujan, został przy dziecku, by pilnować jego funkcji życiowych, a ja udałem się do radiowozu, by wezwać karetkę pogotowia – kontynuował Tiszer. - To poskutkowało tym, że koledzy, którzy byli w patrolu usłyszeli, że potrzebujemy pomocy, a ponieważ na pokładzie mieli defibrylator, na sygnale ze śródmieścia przyjechali do nas, na Unruga.

Na szczęście, defibrylator nie był już potrzebny. Strażnicy poradzili sobie bez tego urządzenia. Wkrótce na miejsce dotarła wezwana przez Rafała Tiszera karetka pogotowia. Dziecko trafiło pod opiekę personelu medycznego. Kilkulatek trafił do szpitala. Strażnicy nie zapomnieli o uratowanym chłopcu. Następnego dnia zadzwonili do prababci dziecka z zapytaniem o zdrowie malca. Okazało się, że został już wypisany do domu - nic nie zagraża jego życiu.

Prezydent Gdyni nagrodził jeszcze dwoje innych strażników, którzy brali dział w akcji łapania dwóch spłoszonych koni, które uciekły z zagrody. O tamtej sytuacji, w magistracie, opowiedziała Sylwia Bonio-Kwiecień, która wraz z Mirosławem Szczygłowskim podjęła się tej niebezpiecznej interwencji.

- Po otrzymaniu zgłoszenia od dyżurnych zastaliśmy na miejscu zastaliśmy dwa konie, biegające po torowisku i pobliskich drogach – mówiła Sylwia Bonio-Kwiecień. - Były spłoszone i niespokojne.

Spłoszone konie znajdowały się to teren, na którym realizowany jest remont torowiska. Dodatkowym utrudnieniem była spora ilość ciężkiego sprzętu, a także odbywający się ruch pociągów. To nie były przyjazne warunki dla i tak już zdenerwowanych koni.

- Razem z pracownikami udało nam się te konie zagonić na teren jednej z pobliskich posesji, której właściciele, bardzo mili państwo, zgodzili się zabezpieczyć zwierzęta do momentu odbioru przez właściciela – podsumowała Sylwia Bonio – Kwiecień.

Okazało się, że konie uciekły z Dębogórza. Dzięki strażnikom, wróciły do domu całe i zdrowe unikając wypadku, który mogły spowodować na drodze.

Warto zapamiętać alarmowy numer do Straży Miejskiej - 986. Nigdy nie wiadomo, kiedy taka wiedza okaże się na wagę "złota".
 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama