Dzieci wymagają wsparcia psychologicznego, ale dostęp do fachowej pomocy jest utrudniony

Aleksandra Hotowy, psycholożka z Tczewa na co dzień pracuje z dziećmi i młodzieżą. Specjalizuje się w pracy z nastolatkami. Jak wygląda sytuacja z dostępem do pomocy psychiatrycznej, psychologicznej dzieci oraz młodzieży z powiatu tczewskiego?
Krystyna
Paszkowska
2.02.2024 / 20:33

Jest lepiej, ale do ideału bardzo daleko

Ratujmy nasze dzieciDwa lata pandemii COVID-19, depresja coraz częściej dotykająca młode osoby oraz niepokój związany z wojną w Ukrainie, spowodowały nawarstwienie problemów, z którymi zmaga się młodzież. Czy jednak to jedyne sytuacje powodujące coraz częstsze problemy młodych mieszkańców powiatu tczewskiego?

- W ostatnim czasie nieco poprawiła się sytuacja z dostępem do pomocy psychiatryczne oraz psychologicznej dla dzieci i młodzieży – mówi Aleksandra Hotowy. - W szpitalach w Starogardzie Gdańskim i na Srebrzysku trochę zwiększyła się liczba miejsc. W obu tych miejscach przeprowadzono remonty. Można powiedzieć, że tam się troszkę zadziało. Czy jednak, to jest adekwatne do rzeczywistych potrzeb młodych ludzi? Absolutnie nie. Z mojego punktu widzenia jest jeszcze jedna rzecz – kwestia czegoś, co nazwałabym szeroko pojętymi działaniami środowiskowymi. Umieszczenie dziecka na oddziale psychiatrycznym, to jest ostateczność, a żeby to się nie zadziało, to potrzebna jest bardzo szeroka współpraca osób, organizacji i instytucji. W tej materii i rodzina powinna zostać objęta wsparciem, bardzo często całościowo. Jeżeli jest kryzys zdrowia psychicznego w rodzinie i dotyczy on dziecka – to on się nie bierze znikąd. Bardzo silnie wpływa na to jak rodzina funkcjonuje – dodaje psycholożka.

Tak naprawdę, wszystko co zaburza system rodzinny tak działa. Kryzysy psychiczne też tak działają. Jak zauważa Aleksandra Hotowy, kolejną kwestią są działania edukacyjne, wspieranie w tym zakresie szkół.

- Kadra i nauczyciele też powinni być wzmacniani i też powinni wiedzieć, jak pomóc dziecku – uważa nasza rozmówczyni. - Przeładowanie na przykład szkół. Szkoły, które są bardzo duże, a mamy w powiecie takie placówki. To jest chyba już wiedza powszechna - jeżeli szkoła jest molochem i jest tam dużo dzieci, to jednostki w niej „giną”. A jeżeli są dzieci z trudnościami, to w dużej szkole kiedy wychowawca ma klasę, gdzie jest nawet trzydziestka dzieci – nie jest w stanie podejść w sposób oczekiwany przez dziecko, przez rodziców, czy przez poradnię do procesu wsparcia tego dziecka. Nauczyciele też są przeładowani. W tym zakresie dużo jest jeszcze do zrobienia.

Jeżeli jest kryzys zdrowia psychicznego w rodzinie i dotyczy on dziecka – to on się nie bierze znikąd. Bardzo silnie wpływa na to jak rodzina funkcjonuje

Problemy już na etapie wczesnoszkolnym

Psycholożka podkreśla, że obecnie niewątpliwie mamy do czynienia z dużym kryzysem, chociaż jak dodaje, nie miałaby śmiałości, aby wskazać skąd ten kryzys. Tych przyczyn jest bardzo dużo i tak naprawdę nad każdym przypadkiem trzeba byłoby zastanowić się indywidualnie.

- Są jednak pewne kwestie, problemy, które widać – dodaje Aleksandra Hotowy. - To na co szczególnie zwracam uwagę, to pewne problemy emocjonalne dzieci, które zaczynały swoją edukację wczesnoszkolną w momencie, kiedy była pandemia. Na przykład dzieci w klasach I-III i one też funkcjonowały w trybie online. Pod względem rozwoju psychicznego, społecznego, emocjonalnego dzieci, jest to czas trochę stracony. Dziecko, które ma 6-7 lat wchodzi w system edukacji – nie wchodzi płynnie, jak to było chociażby przed pandemią. Przedszkole, zerówka, szkoła – to był swego rodzaju rytm. Część z tych dzieci, ten rytm w czasie pandemii straciła. Zamiast w pierwszej klasie swoją grupę szkolną odzyskiwały w drugiej, czy nawet trzeciej klasie.

Jak zauważa psycholożka, często nawet te więzi przedszkolne, które były zawiązywane, a są tak ważne dla rozwoju społecznego dziecka, zaniknęły na jakiś czas. Ciężko jest też takim dzieciom po takiej przerwie się odbudować.

CZYTAJ TEŻ: Samobójstwa dzieci w 2023 roku. Spadły ponure statystyki na Pomorzu

- Jest gros dzieci w wieku 9-10 lat, gdzie rodzice zwracają się z prośbą o wsparcie, bo widzą, że dziecko ma problemy emocjonalne - mówi tczewianka. - I ciężko jest ten czas nadrobić. Ciężko jest ten czas naprawiać indywidualnie. Pomyślałam ostatnio, że przydałyby się – może to marzenie ściętej głowy – działania takie miękkie, grupowe, integracyjne, trochę edukacyjne, może trochę terapeutyczne w grupach szkolnych. Niestety, ten system pomocowy bardzo rozbija się też o środki finansowe. Bo, o ile podejmowane są działania systemowe chociażby przez Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego, to wiemy, że to jest niewystarczające, tych pieniędzy brakuje.

Zdaniem Aleksandy Hotowy, w dwa obszary, które są najbardziej chłonne finansowo, jak obszar zdrowia i obszar pomocy społecznej, można wkładać pieniądze i wkładać, a zawsze będzie ich brakowało. To jednak strefa, która jest najważniejsza dla funkcjonowania każdego z nas.

- Dla funkcjonowania dzieci, jeżeli myślimy pod kątem edukacyjnym w szkole – wskazuje. - Ale to się przekłada na to, jakim jesteśmy społeczeństwem, kiedy już dorośniemy. Należy także pamiętać o dużej presji u dzieci i młodzieży. Młodzi ludzie często wspominają o tym, że są po prostu zmęczeni, bo te pytania rodziców o szkołę, o oceny, o wyniki pojawiają się bardzo często. Mamy chyba takie społeczne poczucie, że jak dziecko ma dobre oceny, to znaczy, że jest dobrym uczniem i poradzi sobie w życiu. Tak jednak często nie jest. Absolutnie te szkolne wyniki dziecka nie przekładają się na to czy dziecko sobie poradzi w życiu. Tych kompetencji społecznych, których używamy potem jako dorośli, nie nauczymy się na języku polskim czy fizyce. Brakuje takiego zakresu z nauki życia społecznego – puentuje psycholog.

Presja ze strony szkoły i rodziców

Niestety, jest presja ze strony rodziców, ze strony szkoły, która też chce chwalić się wynikami swoich uczniów. W ten sposób mocno się nakręca. Jak przyznaje Aleksandra Hotowy, często myśli o kwestiach diagnozy dzieci. Czy rzeczywiście mamy tak dużo dzieci z deficytami, czy zaburzeniami? Psycholożka zastanawia się nad jeszcze jednym faktem – diagnozowania dzieci z punktu widzenia rodziców, nauczycieli, pedagogów, psychologów. Przestaje funkcjonować takie tabu społeczne, że dziecko z diagnozą, to jest dziecko niedostosowane. To jest dziecko, które potrzebuje wsparcia.

- Rodzice nie powinni się obawiać diagnozy – zaznacza psycholog. - To nie jest etykietowanie tych dzieci w żaden sposób, tylko to jest realne wsparcie – jak to powiedziała mi mama jednej z dziewczynek – dzięki diagnozie nabyła „instrukcję”, pewne wytyczne i może inaczej popatrzeć na swoje dziecko. Nie jak na dziecko, które sprawia problemy rodzicom, czy w szkole, tylko jak na dziecko potrzebujące większej uwagi, zaopiekowania.

Rodzice nie powinni się obawiać diagnozy. To nie jest etykietowanie tych dzieci w żaden sposób, tylko to jest realne wsparcie – jak to powiedziała mi mama jednej z dziewczynek – dzięki diagnozie nabyła „instrukcję”, pewne wytyczne i może inaczej popatrzeć na swoje dziecko. Nie jak na dziecko, które sprawia problemy rodzicom, czy w szkole, tylko jak na dziecko potrzebujące większej uwagi, zaopiekowania

Ważną kwestią, zwłaszcza w wieku dziecięcym jest spędzanie czasu razem z dzieckiem. I to nie na zasadzie, że ja coś robię, a dziecko jest obok mnie. To nie jest spędzanie czasu razem, podkreśla psycholożka.

- Zawsze mówię, żeby dziecko włączyć w to, co robimy – zachęca Aleksandra Hotowy. - Z jednej strony ono się nauczy czegoś nowego – z drugiej ma to poczucie, że jeżeli mama czy tata jest obok, tłumaczy: słuchaj a spróbuj zrobić to w ten sposób, albo ja ci pokażę, a ty potem spróbujesz sam czy sama, jest to kontakt z dzieckiem. To jest tworzenie bliskości, poczucia bezpieczeństwa u dziecka, tworzenie więzi.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Każda śmierć samobójcza jest tragedią. Jest także aktem agresji uderzającej w otoczenie

Jako osoby dorosłe z reguły mamy różnego rodzaju kursy i szkolenia, ale nikt nie uczy nas bycia rodzicem.

- Tak naprawdę, to więź z dzieckiem buduje się przez całe życie, od momentu narodzin – mówi tczewianka. - To że mam niemowlę, to wcale nie znaczy, że to dziecko nie potrzebuje bycia jak najbliżej niego. To budowanie więzi od małego przynosi pozytywne wartości. Młodzi nie mają potem problemów z poczuciem wartości, z lękiem przed odrzuceniem, z lękami społecznymi. We wszystkim jednak trzeba zachować rozsądek, rozwagę, aby nie przebodźcować takiego małego dziecka.

Dziecko w krainie zabawek elektronicznych

Aleksandra Hotowy przyznaje, że należy do grupy tych ludzi, którą irytują takie obrazki: małe dziecko w krainie stu milionów zabawek, sprzętu elektronicznego, dziecko z telefonem, dziecko z tabletem, czy dziecko siedzące przed telewizorem.

- Nie zgadzam się z tym, że jest się z dzieckiem, czy obok dziecka w momencie kiedy ono siedzi i ogląda bajki, a rodzic siedzi obok i robi coś swojego, albo siedzi z głową w telefonie – podkreśla pani psycholog. - To nie budowanie więzi, a odwracanie uwagi dziecka od różnych rzeczy. Wiadomo, że dzieci nudzą się dużo szybciej niż dorośli, więc one będą poszukiwały w sposób naturalny dodatkowych bodźców. Pamiętajmy, elektronika nie zastąpi człowieka.

Jak się okazuje, wiodącą grupą, która szuka pomocy dla dzieci są rodzice. Chociaż warto zauważyć, że jest to pochodna wcześniejszych rozmów mobilizujących rodziców do działania z pedagog szkolną. W przypadku nastolatków, to także rodzice zabiegają o wsparcie dla swoich dzieci, najczęściej w sytuacji, gdy nie wiedzą co się dzieje w życiu ich dziecka.

ZOBACZ TEŻ: W szpitalu na Srebrzysku otwarto oddział dzienny dla dzieci

- Ciężko jest rozmawiać z rodzicem, gdy jest się nastolatkiem, o tym, co wzbudza niepokój, co stresuje, co denerwuje, co doprowadza momentami też do rozpaczy, albo nawet rozmawiać o tym, co cieszy, jeżeli z rodzicem nie zbudowało się tej więzi wcześniej – zauważa Aleksandra Hotowy. - Rodzice zauważają odcięcie się całkowite dziecka, zamykanie się w pokoju, które już wzbudzają w nich niepokój. Często słyszę, po mam rozmawiać z rodzicem, skoro jego jedynym pytaniem jest co tam w szkole. Jest prosta odpowiedź na to: dobrze. To już powinno zapalić u rodzica pomarańczowe światło, bo to niczego nie wyjaśnia, a pytanie jest tak skonstruowane żeby – proszę o wybaczenie rodziców – nie usłyszeć odpowiedzi. Czemu nie pytamy dzieci, jak się dzisiaj czuły, co dobrego się wydarzyło, czy też co trudnego doświadczyłeś. Czy chcesz ze mną o czymś porozmawiać, czy masz ochotę na przykład posiedzieć w pokoju. Pamiętajmy, że nastolatek też potrzebuje czasu na posiedzenie w pokoju żeby ogarnąć własne myśli. To pozwala mu dorosnąć, odcinać się stopniowo od rodziców i budować swój własny sposób funkcjonowania w tej dłuższej perspektywie.

Tczewianka zachęca, aby dać nastolatkom po lekcjach odpocząć. Organizm nastolatka funkcjonuje inaczej niż u osoby dorosłej, czy dziecka w wieku wczesnoszkolnym. Drzemka u dziecka nastoletniego jest nie tylko dozwolona, ale wręcz pożądana.

Kiedy jednak potrzebna jest konsultacja z psychiatrą dziecięcym – rodzice odbijają się od muru bezsilności. Nie tylko w województwie pomorskim, ale w całym kraju brakuje specjalistów tej dziedziny. W Tczewie nie ma ani jednego lekarza psychiatry, który przyjmowałby pacjentów na NFZ. Wsparcie psychiczne – diagnozę – leczenie można uzyskać tylko w jednym prywatnym gabinecie. Rodzice mogą liczyć jedynie na pomoc medyczną w starogardzkim szpitalu – na to jednak trzeba zwykle poczekać kilka miesięcy.

Wesprzyj nas,

aby mieć wybór, alternatywę i dostęp do obiektywnej, wiarygodnej i rzetelnej informacji.
BEZ PROPAGANDY

Zawsze Pomorze Logo

 

ZAPRENUMERUJ E-WYDANIE

Zaprenumeruj

Komentarze