Szkoła podczas rządów ministra Czarnka stała się bardzo smutnym miejscem – mówią nauczyciele

Nie dla lewaków
i komunistów – mówi minister Czarnek, po czym odmawia dotacji gdańskiej Caritas i salezjanom

Żadna z 46 organizacji obdzielonych przez ministra Czarnka łączną kwotą 40 milionów złotych, nie pochodzi z Pomorza. Wszystkie mają za to związki z działaczami Prawa i Sprawiedliwości, za to niewiele wspólnego z edukacją.
Dariusz
Szreter
12.02.2023 / 05:00

Wydawało się, że takich konkursów od początków rządów Zjednoczonej Prawicy było już wiele, nie tylko w Ministerstwie Edukacji i Nauki. W ich efekcie państwowe pieniądze szły do szerokim korytem do przeróżnych organizacji bądź bezpośrednio powiązanych z władzą, bądź do środowisk, na przychylności których zależało rządzącym. Tym razem stawka miała się okazać wyższa niż dotychczas. - To kontynuacja nieudanego projektu dwóch wież na Srebrnej – mówi prof. Antoni Dudek.

Rozwój potencjału infrastrukturalnego”

17 stycznia Katarzyna Lubnauer i Krystyna Szumilas z Koalicji Obywatelskiej, w wyniku kontroli poselskiej w Ministerstwie Edukacji i Nauki odkryły, że Fundacja Polska Wielki Projekt dostała od MEiN 5 mln złotych na zakup 400-metrowej willi na warszawskim Mokotowie. W dodatku po pewnym czasie nowy właściciel będzie mógł ten obiekt przeznaczyć na cele komercyjne. To ewidentny „posag” od rządu dla organizacji, która od lat stanowi zaplecze programowe Prawa i Sprawiedliwości. Na organizowanych przez Polskę Wielki Projekt dorocznych kongresach dyskutowano na programem PiS, a w jej radzie programowej zasiadają, bądź zasiadali, tacy prominentni działacze jak Piotr Gliński, Zdzisław Krasnodębski, Ryszard Legutko, Andrzej Zybertowicz, Bronisław Wildstein czy Andrzej Przyłębski, mąż szefowej zwasalizowanego przez PiS Trybunału Konstytucyjnego.

Na zakup tej nieruchomości w Karczowiskach Górnych, nieopodal Elbląga ministerstwo przynało 2,2 mln złotych szerzej nieznanej Fundacji Dumni z Elbląga 

Okazało się, że takich „szczęściarzy” było więcej. W konkursie „Rozwój potencjału infrastrukturalnego podmiotów wspierających system oświaty i wychowania” Ministerstwo Edukacji i Nauki przyznało 46 organizacjom zajmującym się krzewieniem edukacji ponad 40 mln złotych na zakup bądź remont nieruchomości. Ponad połowa tej kwoty przypadła 12 podmiotom, które zadeklarowały chęć nabycia domów bądź mieszkań „na cele statutowe”. Poza wspomnianą Polską Wielkim Projektem, są to m. innymi Wolność i Demokracja, założona i przez szereg lat kierowana przez Michała Dworczyka, do niedawna szefa kancelarii premiera (4,5 mln), Fundacja na rzecz Wspólnych Spraw Megafon (także 4,5 mln zł) czy Fundacja Dumni z Elbląga (2,2 mln zł). Ta ostatnia zarejestrowana została w kwietniu ubiegłego roku i ma na swoim koncie – jak podała „Gazeta Wyborcza” – dwie „akcje” charytatywne: przygotowała paczkę dla jednej rodziny i przekazała kaszki dla dzieci z ręki do ręki. Mimo to zasłużyła na dofinansowanie zakupu posiadłości w Karczowiskach Górnych, nieopodal Elbląga.

Największe oburzenie budzi jednak fakt, że owe organizacje po kilku latach (po wybuchu afery min. Czarnek ogłosił, że termin ten wydłużono do 15 lat) będą mogły w zakupionych za państwowe pieniądze nieruchomościach prowadzić działalność komercyjną, a więc wynajmować je innym podmiotom, albo nawet sprzedać.

Dotacje wcale nie na edukację

Ta skandaliczna sytuacja stała się możliwa dzięki zmianie ustawy o systemie oświaty, przyjętej w maju 2022 roku pod pozorem… walki ze skutkami pandemii covid-19. Jej celem miało być zapewnienie uczniom lepszego dostępu do pomocy psychologicznej i pedagogicznej. I do tej ustawy dorzucono poprawki pozwalające ministrowi na „ustanawianiu programów inwestycyjnych”, co de facto oznaczało możliwość dotowania remontu i zakupu nieruchomości. Była to zasadnicza zmiana, wcześniej tzw. trzeci sektor dostawał dotacje na działalność statutową. Teraz ministerstwo zapewniło im stałe źródło utrzymania w przyszłości, niezależnie od tego, co będą robić.

Katarzyna Lubnauer
posłanka Kolalicji Obywatelskiej

W interesie społecznym jest, żeby dana fundacja wykonała konkretne działanie na rzecz społeczeństwa i na to dostała dofinansowanie, a nie żeby otrzymała nieruchomość. Zwłaszcza że obdarowane zostały fundacje czy stowarzyszenia, które miały minimalny staż, zerowe doświadczenie. I w ogóle niezwiązane z edukacją.

Dotacje minister Przemysław Czarnek przyznał „po uważaniu”. Jak wykazała kontrola posłanek Szumilas i Lubnauer - z 46 wniosków, które zostały ostatecznie dofinansowane, komisja konkursowa zaopiniowała negatywnie 28. W tym za niezasadne uznano aż dziewięć z 12 wniosków na zakup nieruchomości.

W interesie społecznym jest, żeby dana fundacja wykonała konkretne działanie na rzecz społeczeństwa i na to dostała dofinansowanie, a nie żeby otrzymała nieruchomość – komentowała w rozmowie z OKO Press Katarzyna Lubnauer. – Zwłaszcza że obdarowane zostały fundacje czy stowarzyszenia, które miały minimalny staż, zerowe doświadczenie. I w ogóle niezwiązane z edukacją.

Niemal wszystkie organizacje, którym przyznano dotacje, powiązane były personalnie z osobami z kręgu władzy. 14 z 45 wybranych wniosków pochodzi z Lubelszczyzny, a więc rodzinnych stron ministra Czarnka.

Dziennikarze TVN2 Justyna Suchecka i Piotr Szostak prześwietlili dokładnie 12 fundacji „od willi”, czyli tych, które dostały pieniądze na zakup nieruchomości. Z reguły to prestiżowe lokalizacje w dobrych dzielnicach dużych miast, bądź poza miastem w atrakcyjnych turystycznie okolicach.

Niektóre z nagrodzonych organizacji działają od niedawna. Jedna powstała dosłownie trzy dni przez zakończeniem konkursu, co jednoznacznie sugeruje, że powołano ją specjalne, by starać się o wsparcie. Wbrew przepisom dotację otrzymała instytucja, która nie jest organizacją pozarządową, lecz rządową – Instytut Romana Dmowskiego.

Były też tak kuriozalne wnioski, jak ten rzeszowskiej fundacji Solidarni im. ks. Jerzego Popiełuszki, która została zarejestrowana na trzy dni przed złożeniem wniosku (a jednym z kryteriów było doświadczenie w wydatkowaniu pieniędzy i realizowaniu tego typu projektów), a mimo to dostała 500 tys. złotych na ocieplenie przyziemia kościoła, który... dopiero się buduje, z przeznaczeniem na „centrum edukacji międzypokoleniowej”.

Pomorze jest, że tak powiem, po drugiej stronie

Z Pomorza o dotacje ubiegały się 54 organizacje. Nie dostała żadna. Zdecydowana większość miała negatywne opinie komisji, ale jest kilka, które miały pozytywną opinię ministerialnej komisji, a mimo to nie dostały dofinansowania.

Najsłynniejszy przypadek to Caritas Archidiecezji Gdańskiej, która wnioskowała o 2,8 miliona złotych.

Michał Gurowski
prezes Fundacji Solutum z Kościerzyny

Nie było ani punktacji, ani informacji, które obszary przy rozpatrywaniu wniosków będą bardziej brane pod uwagę, a które mniej. Wyglądało to tak, jakby od początku chodziło o to, że mieli dostać „swoi”

Poproszony o odniesienie się do sprawy rzecznik gdańskiej kurii, ks. Maciej Kwiecień przysłał nam maila:Wniosek został złożony w określonym terminie zgodnie z przyjętymi kryteriami. Caritas Archidiecezji Gdańskiej nie otrzymała żadnych informacji odnoszących się do jakichkolwiek braków formalnych czy też merytorycznych, związanych ze złożonym dokumentem. Ostatecznie wniosek nie znalazł się na opublikowanej liście wniosków dofinansowanych przez MEiN. Caritas Archidiecezji Gdańskiej nie zna merytorycznej oceny złożonego wniosku. W tej sprawie proszę kontaktować się z MEiN. Kuria Metropolitalna Gdańska nie komentuje działań MEiN odnoszących się do innych organizacji starających się o dofinansowanie tworzonych przez nie projektów”.

Ks. Kwiecień nie odpowiedział na nasze pytanie, na co Caritas chciał przeznaczyć blisko trzy miliony, o które wnioskowała. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, chodziło o remont jednego z budynków należących do stowarzyszenia.

Pozytywną opinię miała też Fundacja Solutum, zajmująca się w Kościerzynie niesieniem pomocy dzieciom niepełnosprawnym. Starała się o 280 290 zł na wyposażenie i doposażenie trzykondygnacyjnego internatu dla 40 osób przy Specjalnym Ośrodku-Szkolno-Wychowawczym w Kościerzynie oraz na dodatkowe zajęcia dla uczniów niepełnosprawnych intelektualnie, które fundacja miała prowadzić.

Mieliśmy pozytywną opinię i mieliśmy dostać pieniądze. Taką informację dostaliśmy od pań, które były w tej komisji – mówi prezes Solutum Michał Gurowski. – A po trzech dniach okazało się, że poszło jak poszło...

Informacji, z jakiego powodu ich projekt się nie zakwalifikował, nie dostali. Odwoływać się nie będą, bo drogi odwoławczej warunki konkursu nie przewidywały.

Nie było ani punktacji, ani informacji, które obszary przy rozpatrywaniu wniosków będą bardziej brane pod uwagę, a które mniej. Wyglądało to tak, jakby od początku chodziło o to, że mieli dostać „swoi” – mówi Michał Gurowski, który od kilkudziesięciu lat pisze różne wnioski konkursowe, więc dobrze zna reguły. Z tym, że – jak zauważa – od czterech-pięciu lat, niestety, nie ma żadnych reguł.

To było do przewidzenia – podsumowuje wyniki konkursu. – Najwięcej dostała Lubelszczyzna, czyli teren wyborczy ministra, a Pomorze jest, że tak powiem, po drugiej stronie.

prof. Antoni Dudek
politolog

Rolą ministra nie jest wspieranie organizacji patriotycznych. On się powinien zająć edukacją.

Na tej drugiej stronie zostały też – z pozytywnymi opiniami komisji, ale bez dofinansowania: Niepubliczne Przedszkole i Żłobek „Bajkowe” w Tczewie (starali się o 360 tys. złotych m.in. na fotowoltaikę), Niepubliczne Przedszkole Językowe „Bajkowy domek” z Tupadł k. Jastrzębiej Góry (42 949 zł), Salezjańska Fundacja Zwiastowanie z Kniewa koło Rumi (122 715 zł), Lęborskie Towarzystwo Oświatowe (228 498 zł), Stowarzyszenie Twórczego Rozwoju DyNaMo z Gdańska oraz Zakład Doskonalenia Zawodowego w Słupsku.

Dwie wieże” ministra Czarnka

To, co oburza opozycję, zupełnie nie razi partyjnych kolegów Przemysława Czarnka.

Premier Morawiecki pytany przez dziennikarzy mówił, że zamierza podziękować ministrowi za to, że stara się według „bardzo jasnych, transparentnych i obowiązujących wszystkich kryteriów”, wspomagać różne organizacje pozarządowe

Sam Czarnek sprecyzował zresztą te jasne kryteria, mówiąc: nie dajemy pieniędzy lewakom i komunistom, bo to jest sprzeczne z konstytucją. Bronił się też mówiąc, że to wyrównywanie szans środowisk patriotycznych, które były odcięte od ministerialnych dotacji w czasach nim PiS objęło władze.

Taka argumentacja broni się w bardzo ograniczonym zakresie – komentuje politolog, prof. Antoni Dudek z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. – Jest faktem, że w przeszłości rządzący zawsze bardziej wspierali swoje zaplecze, niż zaplecze innych środowisk politycznych i wokół tego dochodziło do różnego rodzaju kontrowersji.

Tu profesor wspomina fundusz wspierania czasopism przy w Ministerstwie Kultury. Zaznacza jednak, że to było w epoce, w której nie istniał Narodowy Instytut Wolności, który PiS powołał z wielkim hukiem i przytupem, jako instytucję, która miała wspierać społeczeństwo obywatelskie.

I jak się przyjrzeć, komu ten instytut przydziela środki, to od dawna widać, że są to głównie, a może nawet wyłącznie, te organizacje „patriotyczne”, jak je nazywa minister Czarnek – zauważa prof. Dudek. – Tymczasem rolą ministra nie jest wspieranie organizacji patriotycznych. On się powinien zająć edukacją. A problem polega na tym, że niezależnie od afiliacji politycznych tych różnych środowisk, organizacji i fundacji, które dostały dotacje, to one praktycznie nie mają żadnego dorobku w sferze edukacyjnej.

Zdaniem politologa celem tych działań jest próba budowy zaplecza metapolitycznego dla PiS i to niezależnie od tego, czy ta partia straci władzę po jesiennych wyborach, czy nadal będzie ją sprawowała. Antoni Dudek widzi w tym kontynuację nieudanego projektu „dwóch wież” na działce przy ul. Srebrnej, o którym Jarosław Kaczyński przyznał kiedyś, że miał przynosić dochód dla podtrzymywania finansowania działalności politycznej jego środowiska.

Dotacje w ramach ministerialnego konkursu, nomen omen, „Sport dla wszystkich" dostało osiem z 1080 organizacji pozarządowych, które się do niego zgłosiły. W dodatku aż 14 z 30 milionów złotych do rozdysponowania dostało Krajowe Zrzeszenie Ludowe Zespoły Sportowe, którego prezesem jest poseł Mieczysław Baszko, partyjny kolega ministra Kamila Bortniczuka

Stąd nieprzypadkowo największym beneficjentem jest Fundacja Polska Wielki Projekt – mówi prof. Dudek.

Wszyscy kradną, więc o co chodzi?

W poniedziałek 6 lutego Koalicja Obywatelska złożyła zawiadomienie do prokuratury i Najwyższej Izby Kontroli, sugerując iż minister Czarnek i jego współpracownicy „działając w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez inne osoby i podmioty – wyrządzili Ministerstwu Edukacji i Nauki – Skarbowi Państwa szkodę majątkową w wielkich rozmiarach”. Następnego dnia Lewica złożyła w sejmie wniosek o wotum nieufności wobec ministra edukacji i nauki, bo – jak mówiła w Sejmie posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk – „zabiera dzieciom, żeby dać kolegom”.

Nie wydaje się, by to mogło przynieść jakikolwiek rezultat. Zjednoczona Prawica nadal ma większość, żeby wybronić swoich ludzi w rządzie. Raporty NIK, nawet najbardziej krytyczne wobec instytucji rządowych, pozostają bez konsekwencji. A prokurator generalny, czyli Zbigniew Ziobro, sam ma duże osiągnięcia w rozdysponowywaniu pieniędzy z Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym, na cele niezwiązane z ideą jego założenia.

W tym samym czasie, w którym ujrzała światło dzienne afera „willa plus" posłowie Małgorzata Niemczyk, Michał Szczerba i Dariusz Joński z KO przeprowadzili kontrolę poselską w Ministerstwie Sportu. Ujawniła ona, że dotacje w ramach ministerialnego konkursu, nomen omen, „Sport dla wszystkich" dostało osiem z 1080 organizacji pozarządowych, które się do niego zgłosiły. W dodatku aż 14 z 30 milionów złotych do rozdysponowania dostało Krajowe Zrzeszenie Ludowe Zespoły Sportowe, którego prezesem jest poseł Mieczysław Baszko, partyjny kolega ministra Kamila Bortniczuka z Partii Republikańskiej.

W to, że nagłośnianie tego typu afer, może wpłynąć na decyzje wyborców, nie wierzy też prof. Antoni Dudek.

Jeśli chodzi o zwolenników PiS, to oni prawdopodobnie są impregnowani na wszelkie tego typu argumenty. Natomiast na wahających się zrobiłaby wrażenie informacja, że min. Czarnek kupuje willę komuś ze swojej rodziny. Ale na to, że za publiczne pieniądze kupuje on nieruchomości swoim politycznym przyjaciołom, ludzie przymykają oczy. Tu wracamy do rozpowszechnionego przekonania Polaków, że wszystkie kolejne rządy zawsze kradną, a PiS „przynajmniej się dzieli”, bo dają jakieś ochłapy w postaci programów społecznych. Czyli są lepsi od innych, którzy by tylko kradli. Takie mamy dominujące nastroje.

Wesprzyj nas,

aby mieć wybór, alternatywę i dostęp do obiektywnej, wiarygodnej i rzetelnej informacji.
BEZ PROPAGANDY

Zawsze Pomorze Logo

 

ZAPRENUMERUJ E-WYDANIE

Zaprenumeruj

Komentarze