Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Uszkodził „jacht Putina”. Kapitan uniewinniony

Prawomocny, uniewinniający wyrok więzienia usłyszał w środę, 5 czerwca w Gdańsku Jerzy J., kapitan statku, któremu w trakcie holowania z lin zerwał się i uderzył o skały jacht, co spowodowało zniszczenia szacowane na ponad 4 mln euro. – Sąd rejonowy prawidłowo ustalił, że oskarżony dopuścił się uchybień i błędów jako kapitan statku holującego kadłub jachtu, ale samo dopuszczenie się zaniedbań nie jest równoznaczne z popełnieniem przestępstwa – powiedziała sędzia w ustnym omówieniu uzasadnienia orzeczenia. Jacht formalnie był własnością spółki zarejestrowanej na Wyspach Dziewiczych, choć jego faktyczna własność przez rosyjskie, niezależne media przypisywana jest Władimirowi Putinowi, prezydentowi Federacji Rosyjskiej.
ogłaszanie w Gdańsku prawomocnego wyroku, uniewinniającego Jerzego J.
Kapitan Jerzy J. usłyszał w Gdańsku uniewinniający wyrok

Autor: Jacek Wierciński | Zawsze Pomorze

Kapitan Jerzy J. [mimo uniewinnienia, nie zdecydował się zgodzić na publikację wizerunku ani pełnego nazwiska – dop. red.] oskarżony został o sprowadzenie katastrofy w ruchu wodnym, zagrażającej mieniu w wielkich rozmiarach. Chodziło o sytuację z 2010 roku, gdy od jego holownika na wodach terytorialnych Norwegii, wskutek sztormowej pogody, odczepił się transportowany z Archangielska do Hamburga kadłub jachtu. 

Polski kapitan uszkodził „jacht Putina”. Zapadł wyrok 

Uderzenie cennego ładunku o skały spowodowało zniszczenia, które wyliczone zostały na niemal 4,2 miliona euro. Jacht formalnie był własnością spółki zarejestrowanej na Wyspach Dziewiczych, choć jego faktyczna własność przez rosyjskie, niezależne media przypisywana jest Władimirowi Putinowi, prezydentowi Federacji Rosyjskiej.

W pierwszej instancji Sąd Rejonowy Gdańsk-Północ uznał Jerzego J. za niewinnego. Zaś apelację od tamtego wyroku złożyła prokuratura, która domagała się uchylenia orzeczenia i przekazania sprawy do ponownego rozpatrzenia. Bezskutecznie, w środę, 5 czerwca Sąd Okręgowy w Gdańsku zdecydował się utrzymać uniewinniający wyrok. Kosztami procesu apelacyjnego obciążył w połowie Skarb Państwa, w połowie oskarżyciela posiłkowego – przedstawicieli firmy, która była właścicielem jachtu.

– Sąd okręgowy nie dopuścił się żadnych uchybień w zaskarżonym wyroku. W tym wyroku oskarżony został uniewinniony od popełnienia zarzucanego mu czynu. Sąd rejonowy prawidłowo ustalił, że oskarżony dopuścił się uchybień i błędów jako kapitan statku holującego kadłub jachtu, ale samo dopuszczenie się zaniedbań nie jest równoznaczne z popełnieniem przestępstwa – tłumaczyła w ustnym omówieniu motywów prawomocnego wyroku sędzia Edyta Frycz, przewodnicząca trzyosobowego składu orzekającego.

Wskazała, że przestępstwo, o jakie oskarżony został Jerzy J., to tzw. przestępstwo „skutkowe”, a więc takie, w którym powstała „katastrofa” byłaby efektem jego działań lub zaniechań, i musiałoby dojść właśnie do wspomnianej katastrofy, podczas gdy I instancja, dokładnie analizując ten termin, uznała, że sytuacja z 2010 roku nie kwalifikuje się do nazwania w ten sposób. Według definicji uznanej przez sąd, musiałoby chodzić o „zdarzenie tragiczne, rozległe w skutkach, zakłócające w sposób nagły i groźny ten [wodny – dop. red.] ruch”.

To było miejsce odległe, w pobliżu nie było żadnych jednostek pływających, zatem nie doszło do zagrożenia życia i zdrowia żadnych osób. Nie doszło do zakłócenia ruchu wodnego. Samo zerwanie się kadłuba z holu było nagłe, ale nie było groźne dla ruchu. Nie było rozległe i tragiczne w skutkach.

sędzie Edyta Frycz / przewodnicząca trzyosobowego składu orzekającego

– Jesteśmy w świątyni sprawiedliwości – w sądzie. Dzisiaj sąd wydał wyrok uniewinniający, jestem z tego zadowolony. Ostatnie 3 lata [okres, kiedy doszło do oskarżenia i trwały procesy w obu instancjach] były ciężkie – nie ukrywał tuż po opuszczeniu sądowej sali kapitan Jerzy J. – Kamień spadł mi z serca – dodał.

Uniewinniony marynarz dziękował swoim obrońcom: adwokatowi Jackowi Potulskiemu, a przedtem adwokatowi Łukaszowi Kminkowskiemu. Z nazwiska wymienił prokuratora, przez którego został oskarżony, i prawników – pełnomocników oskarżyciela posiłkowego, którzy – jak powiedział – „dzisiaj przegrali”.

– Może dziwnie to zabrzmi, ale bardziej cieszę się z porażki polskiej prokuratury i z porażki tych ludzi, niż ze swojej wygranej – stwierdził Jerzy J.

Przyznał, że życie w stresie było dla niego trudne, a uciekał od niego w życie rodzinne i sport.

– Obawiam się tylko, że oni na tym nie spoczną, że pójdą po kasację do Sądu Najwyższego, ale, miejmy nadzieję, że tam im też się nie uda – zastrzegł, podkreślając, że w sprawie od początku nie chodziło o niego, bowiem nie dysponuje pieniędzmi, jakich jako rekompensaty oczekuje firma będąca właścicielem jachtu. 

Bardziej chodziło im o moją firmę, w której cały czas pracuję, i chodziło im o to, żeby te 4 miliony euro z odsetkami wydobyć od mojej firmy. Ja byłem od początku takim haczykiem, który zastawiono na większą rybę.

Jerzy J. / uniewinniony kapitan


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama