Sylwester – noc strachu dla ptaków
Karmnik stoi przy Domku Żeromskiego w Gdyni Orłowie. Od lat Sławomir Kitowski, przewodniczący Towarzystwa Przyjaciół Orłowa kupuje specjalne ziarno dla małych ptaków, wysypując je dla skrzydlatych gości przybywających na posiłki z pobliskiego rezerwatu Kępa Redłowska. I co roku, w styczniu, serce mu zamiera, gdy widzi, że po Sylwestrze przez cały miesiąc ziarno z karmników nie znika. Bo w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia znikają ptaki.
– Może petardy rozrywają im błony bębenkowe. Tracą orientację i się rozbijają o drzewa i mury. Może nawet chowają się w lesie, ale potem tam giną – zastanawia się Sławomir Kitowski. – Wszystko przez to, że w sylwestrową noc Orłowo ma szczególny dar przyciągania wszelkiej maści miłośników odpalania petard. Opiekunowie jeszcze mogą jakoś chronić psy i koty, dając im leki lub chowając się z nimi w piwnicach. Ptaków nikt nie chroni.
CZYTAJ TEŻ: Ile Polacy wydają na fajerwerki? Z dymem pójdą setki milionów złotych
Apel o zakaz fajerwerków w Gdyni
Na początku grudnia szef TPO wysłał do prezydent Gdyni Aleksandry Kosiorek, wiceprezydenta Rafała Geremka, przewodniczącego RM Tadeusza Szemiota i Straży Miejskiej mail, w którym poprosił o podjęcie – wzorem Krakowa – decyzji zakazującej używania fajerwerków w mieście.
– Przygotowujemy odpowiedź dla pana Kitowskiego – mówi Tomasz Złotoś, rzecznik gdyńskiego magistratu. – Czekamy jeszcze na opinię prawników.
Nieoficjalnie słyszę, że od strony prawnej może być kłopot. W Sejmie nadal czekają na głosowanie trzy projekty ustaw w tej sprawie, w tym obywatelski, pod którym zebrano pół miliona podpisów. Problem w tym, że obywatelski projekt, który dotyczy także łańcuchów, został zastąpiony „łagodniejszym”, rządowym. A ten i tak przepadł z prezydenckim weto.
Zostały jeszcze dwa poselskie, „fajerwerkowe” projekty ustaw. Ale mimo zapowiedzi, nie ma szans, by w tym roku zajął się nimi parlament.
Ponadto odwaga radnych Krakowa może pójść na marne. Jak doniosły media, wojewoda małopolski Krzysztof Jan Klęczar zamierza zaskarżyć uchwałę o zakazie fajerwerków w Krakowie. Uważa, że do dyscyplinowania miłośników petard powinien wystarczyć sam Kodeks Wykroczeń.
I jeszcze jedno. Z końcem października Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków zwróciło się a apelem do Krzysztofa Paszyka, ministra rozwoju i technologii, o zdecydowane działania wprowadzające zakaz używania fajerwerków. Petycje podpisało ok. 26,5 tys. osób.
Polska nie byłaby pierwsza. Lokalne ograniczenia wprowadziły miasta we Włoszech, w tym Rzym, miejscowości Belgii, Holandii, Niemiec, a także Oslo – stolica Norwegii.
Pięć tysięcy na milę kwadratową
Tak naprawdę trudno określić, ile ptaków ginie wskutek sylwestrowej kanonady. Pierwsi policzyli to Amerykanie po Sylwestrze w 2010 r., kiedy to w stanie Arkansas na milę kwadratową spadło około pięć tysięcy martwych ptaków. Były to głównie kosy czerwonoskrzydłe, szpaki, perkozy i kowboje brązowogłowe. Trzy lata później w pierwszym dniu Nowego Roku znaleziono w Pradze nad Wełtawą dziesiątki martwych i rannych ptaków. Sylwester 2024/25 „zaowocował” w okolicy Kopriwsztic w Bułgarii ponad tysiącem martwych jerów, będącym gatunkiem zięby.
– Takie wydarzenia jak Nowy Rok, są hucznie obchodzone tam, gdzie występuje człowiek, czyli na obszarach zurbanizowanych. To są zarówno miasta, jak i obszary podmiejskie. Musimy też brać pod uwagę, że na przykład Trójmiasto jest otoczone lasem i nasze świętowanie wpływa też na obszary cenne przyrodniczo – twierdzi dr hab. Agnieszka Ożarowska z Katedry Ekologii i Zoologii Kręgowców, Wydziału Biologii Uniwersytetu Gdańskiego. – Ptaki, które żyją w mieście z nami, są w pewnym sensie przyzwyczajone do człowieka i do hałasu, który generujemy. Na co dzień to miasto też nie jest ciche. Problem z fajerwerkami tak naprawdę polega na tym, że mamy do czynienia z kumulacją hałasu i natężenia mocnych sygnałów świetlnych. One po prostu płoszą ptaki. W dodatku są to z reguły ptaki dzienne, takie jak kawka, inne krukowate lub kosy, które śpią zimą w większych skupieniach. Kiedy się nagle wszystkie przestraszą, może dojść do ptasiej tragedii.
Czy oznacza to, że serce się im zatrzymuje ze strachu? – pytam.
– Pierwszy efekt to stres i przede wszystkim panika – wyjaśnia biolog. – Jeżeli jeden ptak się spłoszy, cała reszta reaguje. I jest to naturalna reakcja obronna. Masowe śmiertelności, podawane np. przez badaczy w Stanach Zjednoczonych, są głównie efektem kolizji z budynkami czy liniami wysokiego napięcia, ale nie można wykluczyć, że osobniki bardziej wrażliwe mogą umrzeć z powodu nagłego i bardzo silnego stresu. W Polsce ptaki głównie giną, rozbijając się o powierzchnie – szyby, wiaty przystanków, mury wysokich budynków.
ZOBACZ TAKŻE: „Nie strzelam w sylwestra”. Kary za fajerwerki. W ekstremalnym przypadku nawet sprzedaż mieszkania
Sylwestrowa aktywność
Ucieczka po wybuchu petardy, spłoszenie ptaków jest bardzo naturalnym zachowaniem zwierzęcia. Dr Ożarowska podkreśla, że najgorsza jest panika. Na pewno reakcja stresowa może doprowadzić do tego, że ptak umrze, najczęściej wskutek kolizji.
– Szkody są udokumentowane – dodaje Szymon Bzoma z Grupy Badawczej Ptaków Wodnych Kuling. – Huk fajerwerków płoszy ptaki, część przypłaca to śmiercią. Niekoniecznie to zawał. Kiedy nadchodzi okres zimowy przestraszone ptaki łatwiej stają się ofiarą drapieżników. Środowisko jest pełen zagrożeń, a używanie petard to jeden z wielu „gwoździ” do ptasiej trumny.
O innych badaniach mówi Katarzyna Skakuj z Fundacji Szklane Pułapki. Przeprowadzone w Niderlandach w 2011 r. analizy danych pochodzących z radarów meteorologicznych pokazują reakcję ptaków na rozpoczęcie obchodów Sylwestra. Aktywność ptaków po godzinie 24.00 wzrosła tysiąckrotnie (!) względem czasu przed tą godziną. Wysokość lotu miała miejsce do ok. 500 m i trwała ok. 45 minut.
– Podczas chaotycznego lotu może dochodzić do licznych kolizji z budynkami, liniami wysokiego napięcia, samochodami, drzewami. Spanikowane ptaki potrafią się również zderzać ze sobą nawzajem – wylicza Katarzyna Skakuj.
Te odlatują, te zostają
Kiedy jednak pytam, jaka jest dokładna skala ptasiej tragedii, związanej z hukiem petard w naszym kraju, specjaliści rozkładają ręce.
Trzeba zacząć od tego, że ptaki są zwierzętami trudnymi do policzenia. Ocenia się, że w naszym kraju żyją około 94 miliony par lęgowych, czyli szacunkowo 188 milionów ptaków. Na każdego z nas przypada więc średnio pięciu skrzydlatych braci mniejszych.
W otoczonym lasami Trójmieście zapewne jest ich więcej, niż w innych miastach.
– Mamy coraz więcej danych – uważa Szymon Bzoma. – Wyraźnie widać, że w ostatnich latach ptaki wróciły do miast. To efekt cieplarniany, gdyż obecnie miasta są coraz cieplejsze. Przy czym jedne gatunki są zastępowane przez inne. Choć wróble wyginęły, mamy obecnie kawki. Wielkim wysiłkiem Urzędu Morskiego w Gdyni i gdańskiego portu było powstanie sztucznej ptasiej wyspy, która jest jedynym miejscem gnieżdżenia się rybitwy czubatej w Polsce. Ciekawa sprawa jest też z żurawiami. Kiedyś były to bardzo dzikie ptaki, kryjące się przed ludźmi. Dziś można zobaczyć je w obrębie miast, chociażby w Gdyni.
Jak to się stało? Żurawie zimują na Półwyspie Iberyjskim, we Francji, na Bliskim Wschodzie. Czyniły duże szkody w uprawach, więc we Francji na przełomie XX i XXI wieku zadecydowano, że lepiej dokarmiać je zimą, niż do nich strzelać. Dzięki temu nauczyły się – w ciągu jednego pokolenia – że człowiek nie jest dla nich zagrożeniem.
Niestety, w Polsce nadal wolimy strzelać do ptaków i wypłacać rolnikom odszkodowania.
– To pokazuje, jak nieprawidłowe jest nasze wyobrażenie o ochronie przyrody i jak duży wpływ jako ludzie mamy na to, co nas otacza – twierdzi Szymon Bzoma. I dodaje że w dokładnym policzeniu ptaków oraz w ocenie ile z nich ginie wskutek sylwestrowej działalności człowieka pomoże zapewne niedługo sztuczna inteligencja.
SPRAWDŹ RÓWNIEŻ: W Tczewie nie było pokazu fajerwerków, za to do miejskiego schroniska trafiła karma dla zwierzaków
Zasada „trzy razy C”
– Na razie jednak w Polsce brakuje badań na temat śmiertelności, pozostaje nam sylwestrowe liczenie – słyszę od Katarzyny Skakuj.
Już szósty rok Fundacja Szklane Pułapki i prowadzi noworoczne liczenie ptaków – ofiar huku petard. Martwe ptaki liczy się podczas dwóch spacerów – grudniowego i prowadzonego po Sylwestrze. W miarę możliwości trzeba przejść tą samą trasą.
Porównanie danych z obu spacerów z reguły pokazuje, że śmiertelność noworoczna jest nawet kilka razy większa, niż w pozostałych okresach roku. Uczestnicy znajdują łącznie kilkaset nieżywych ptaków. Najczęściej są to gołąb miejski, kawka i gawron.
– Istotne są także badania radarowe – dodaje przedstawicielka Fundacji. – Kiedy wybuchają fajerwerki, nagle w powietrzu robi się gęsto od ptaków. Zbieramy też informacje na temat zderzeń z wiatami przystankowymi, w których nawet tysiąc ptaków ginie. I to częstsza przyczyna śmierci, niż zatrzymanie akcji serca.
Fundacja prowadzi stroną internetową z rejestrem szklanych pułapek. Zaznacza na mapie każde miejsce znalezienia oszołomionego, rannego lub martwego ptaka.
Co zrobić po znalezieniu ogłuszonego ptaka? Jeśli nie ucieka, to pierwszy sygnał, że coś jest nie tak. Powinna wówczas obowiązywać zasada trzech C, czyli „cicho, ciemno, ciepło”.
– Wsadzamy ptaka do pudełka po butach z otworami, pozwalającymi na dopływ powietrza. Gdy nic się nie dzieje – to go po jakimś czasie wypuszczamy – tłumaczy Katarzyna Skakuj. – Jeśli jednak pojawi się np. krew, asymetria skrzydła, lub coś nie tak z łapką, aplikacja Animal Helper pomaga rozwiązać problem. W Gdańsku zawozimy takiego ptaka do lecznicy przy ul. Kartuskiej, w Gdyni pomocy udziela placówka przy ul. Stryjskiej. Potem ranny ptak wędruje do ośrodka Ostoja.
Nie tylko ptaki cierpią w Sylwestra
O cierpieniu w sylwestrową noc psów, które wychwytują dźwięki o wyższej częstotliwości, niż człowiek, pisano już wielokrotnie. Nie ma w Polsce schroniska, do którego w Nowy Rok nie trafiłoby kilkanaście zaginionych czworonogów.
– Co roku organizujemy sylwestrowy patrol – mówi Ewa Gebert OTOZ Animals. – Na pewno obejmie on północ kraju, na Pomorzu Trójmiasto i Kaszuby, w tym Kościerzynę i rejon Pucka. Odpowiednie służby i schroniska będą wysyłać samochody po zagubione zwierzęta.
Nikt nie liczy saren i lisów, które uciekając w przerażeniu wpadają pod koła samochodów. Nie ma także dokładnych danych na temat ludzi, dla których petardowa kanonada jest traumą.
– Liczę na prawne załatwienie kwestii fajerwerków – uważa Ewa Gebert. – To jest kwestia czasu.
Katarzyna Skakuj mówi, że już teraz warto zastanowić się nad alternatywą.
– Trzeba dać ludziom coś w zamian – podkreśla. – Może światełka do nieba, lasery, drony? I na początku fajerwerki ograniczyć tylko do imprez organizowanych przez miasto.
Oznacza to jednak poważne ograniczenie sprzedaży, więc trzeba liczyć się z dużym naciskiem ze strony sprzedawców. Polska jest potentatem – jednym z największych rynków fajerwerków w Europie, o obrotach sięgających wielu milionów złotych. Cóż przy tym znaczy ofiara z życia tysięcy kawek, kosów, gołębi?
A może jednak?























Napisz komentarz
Komentarze