Klasyka gatunku
Wiadomo - święta do przygody Kevina. Czy to kiedy jest sam w domu, czy w Nowym Jorku. To filmy ponadczasowe, które nieustannie bawią, nawet jeśli widzieliśmy je już dziesiątki, jak nie setki razy. Cwany i rezolutny kilkulatek, który w absurdalny sposób rozprawia się z dwójką złodziei to klasyka świątecznego kina familijnego. Podobnie zresztą jak „Grinch” czy „Opowieść wigilijna”.
Nie można też zapomnieć o absolutnym złocie. „W krzywym zwierciadle: Witaj Święty Mikołaju”. Chevy Chase i jego świąteczne perypetie zyskały tak ogromną popularność nie tylko dlatego, że są zabawne. To tak naprawdę pokazanie z przymrużeniem oka wszystkiego, z czym większość z nas zmaga się w tym gorącym okresie. A scena z choinką to jest peak całej tej historii.
Oczywiście mamy też świąteczne rom-komy. „Holiday” czy „Love Actually” to klasyki, które bardzo dobrze się zestarzały i jednocześnie pokazały, że ten gatunek można zrobić z sensem, smakiem i jakością. Miłość jest tu jedynie punktem wyjścia do nieco głębszej opowieści o tym, co jest ważne nie tylko w święta. Trochę też chcą to pokazywać polskie „Listy do M.” - momentami wychodzi dobrze, a momentami to klasyczne żenujące polskie kino dla mas.
CZYTAJ TEŻ: „Heweliusz” najlepszym polskim serialem 2025. Lena Góra z nagrodą za „Przesmyk”
Święta, kamera - akcja!
Nie każdy lubi komedie czy ckliwe historie. A święta mają wiele oblicz. Jednym z tych filmowych są akcyjniaki. Oczywiście na pierwszym miejscu jest „Szklana Pułapka”. Mimo że wielokrotnie podkreślano, że nie jest to film świąteczny, widzowie wiedzą swoje - jest i kropka. Absolutna klasyka kina akcji z Brucem Willisem - humor, strzelanina i cała paleta wszystkiego, co najlepsze w amerykańskim kinie sensacyjnym.
Są i tacy, którzy do tego grona wciskają pierwszy film o Johnie Rambo, jednak wydaje się, że to już zbyt daleko posunięta interpretacja. Owszem, akcja rozgrywa się w grudniu, jednak na tym kończą się powiązania z Bożym Narodzeniem.
W ostatnich latach jednak mamy sporo całkiem przyjemnych produkcji kina akcji już z typowo świątecznym motywem - „Dzika noc”, „Czerwona jedynka” czy „Zły Mikołaj” to tylko kilka przykładów, ale zdecydowanie wartych uwagi.
ZOBACZ TAKŻE: Efekt „Domu dobrego”. Film Wojciecha Smarzowskiego wywołał lawinę zgłoszeń
Krwisty Mikołaj, czyli tortury zamiast prezentów
Kino familijne? Komedie romantyczne? Strzelanki? Twórcy horroru mówią „potrzymajcie nam piwo” i wynoszą świąteczne opowieści na zupełnie nowy poziom. To propozycje dla tych, którzy święta traktują przede wszystkim jako popkulturowy koncept i szukają czegoś innego, niż utarte i nudne propozycje.
Jednym z pierwszych takich filmów była „Cicha noc, śmierci noc” z 1984 roku - teraz całkiem sprawny remake można oglądać w kinach - opowiadająca historię Billy’ego, który w związku z tragicznymi wydarzeniami z dzieciństwa powoli zamienia się w maniaka żadnego zemsty. Ciekawa propozycja, ponieważ nie jest to typowy slasher, gdzie chodzi tylko o wymyślne mordowanie.
Aczkolwiek, skoro już o tym mowa… Druga i trzecia część „Terrifiera” - Damien Leone całkowicie puścił hamulec, dając widzom najkrwawsze święta jakie widzieli. Filmy świeże, ale już zyskały miano klasyki gatunku. Głównie dlatego, że są niezależne, co pozwala twórcom robić wszystko, na co mają ochotę, bez obawy o kastrowanie scenariusza przez wytwórnie. Jeśli ktoś lubi slashery, to przygody klauna Arta - którego nie da się nie lubić! - będą dla nich fenomenalną rozrywką.
Poza tym mamy całą masę różnych produkcji lepszych i gorszych. Warto zwrócić uwagę na historię morderczego bałwana, czyli „Jack Frost” - tytuł taki sam jak filmu familijnego, więc łatwo się pomylić. Poza tym „Najście”, „Krampus. Duch Świąt” czy „Dzień bestii”. No, jest w czym wybierać.
Święta pełne rozmaitości
Jak widać świątecznej kinematografii jest bez liku i każdy wybierze to, co mu najbardziej odpowiada. Jednak jeśli ktoś nie czuje tej tematyki, zawsze można skupić się tam, co obecnie jest na topie. A jest w czym wybierać.
„Jedyna” od Vince’a Gilligana, który wcześniej dał nam jedne z najlepszych seriali wszech czasów, czyli „Breaking Bad” i „Better Call Saul”. Teraz znowu daje nam niespiesznie prowadzony, ale pełen smaczków majstersztyk. Kapitalna, nieoczywista historia o swego rodzaju końcu świata.
Do tego bardzo ładnie spinające uniwersum Kinga „Witajcie w Derry” czy świeże odcinki nowego sezonu „Fallout” - tu nawet ci, którzy nie grali w ten tytuł mogą zachwycić się świetnie prowadzoną historią i genialnie zbudowanymi postaciami.























Napisz komentarz
Komentarze