Zima to raczej dyscypliny sportu, które mniej kojarzą się z Pomorzem, ale i tu mamy kilka atrakcyjnych stoków narciarskich, na których narciarze mogą szusować do woli. O ile w latach 50. i początku 60. wybrzeżowe gazety donosiły o wynikach amatorskich zawodów narciarskich, które odbywały się wtedy regularnie choćby w oliwskich lasach, to teraz już trudno o podsumowania takich rywalizacji.
Spotkanie z dawnymi znajomymi
W lutym 2025 roku kibice mogli już emocjonować się międzypaństwowym meczem rugby Polski z Chorwacją. Ostatni raz w Gdyni Chorwatów w konfrontacji z biało-czerwonymi mogliśmy oglądać jeszcze na starym stadionie przy ul. Olimpijskiej w 2007 roku.
Lutowy pojedynek z Chorwatami w Gdyni był trzecim spotkaniem o punkty naszej reprezentacji w ramach rozgrywek Rugby Europe Trophy. Biało-czerwoni przed tym meczem mieli za sobą dwa zwycięstwa odniesione w listopadowych meczach. Najpierw w Gdyni pokonali Litwinów 40:13, a tydzień później w Pradze nasza reprezentacja wygrała po dramatycznym meczu z Czachami 22:15.
Dla całego środowiska polskiego rugby mecz w Gdyni stanowił też raport ze stanu tworzenia nowej reprezentacji Polski, z którą, wtedy, od ośmiu miesięcy pracował duet trenerski Kamil Bobryk i Tomasz Stępień.

W polskiej drużynie debiutowało trzech zawodników Bercho Botha, Thomas Toevalu i Peet Vorster. Dwóch pierwszych wybiegło na boisko w pierwszej piętnastce.
Na boisku nie było niespodzianki. Nasza reprezentacja górowała nad Chorwacją organizacja gry, pomysłowością i siłą fizyczną. Owszem, kilka błędów w defensywie spowodowało, że goście zdobyli punkty, ale to Polacy prezentowali większą dojrzałość w grze i zasłużenie przeważali wygrywając trzeci mecz w sezonie 2024/25 Rugby Europe Trophy 58:27.
Gorąca czekolada dla mistrza
Lekkoatletyka była kiedyś sportową wizytówką Pomorza. Dziś tak dobrze jak kiedyś już nie jest, ale Sopocki Klub Lekkoatletyczny to ciągle marka sama w sobie. Jego reprezentantem jest m.in. Jakub Szymański, który dokonał historycznego wyczynu. 7 marca 2025 roku w Apeldoorn polski płotkarz zdobył złoty medal Halowych Mistrzostw Europy w biegu na 60 metrów przez płotki.

Szymański w finale pokonał faworyzowanych Francuzów Wilhema Belociana (7,45 s) i Justa Kwaou-Matheya (7,50 s)., uzyskując czas 7,43 s. 22-letni zawodnik potwierdził swoją dominację w Europie na tym dystansie. Po biegu zawodnik sopockiego klubu podkreślił, że odczuwał presję związaną z rolą faworyta, ale udało mu się ją udźwignąć, co uczyniło zwycięstwo jeszcze bardziej satysfakcjonującym. Sukces Szymańskiego jest pierwszym złotym medalem dla Polski w tej konkurencji od 1984 roku, kiedy to Romuald Giegiel triumfował na Halowych Mistrzostwach Europy.
Mistrz Europy znany jest ze swojego zamiłowania do słodyczy. Dzień po sukcesie, przy okazji spaceru, nie odmówił sobie… gorącej czekolady z dużą porcją bitej śmietany.
Tam gdzie Arka spotkała się z Lechią
Kibice Arki Gdynia rok 2025 będą wspominać bardzo dobrze. Zwłaszcza jego pierwsza połowę, bo to był czas kiedy żółto-niebiescy grali jeszcze w piłkarskiej Betclic 1 Lidze. I grali w niej na tyle skutecznie, że wywalczyli w maju awans do PKO BP Ekstraklasy. Arkowcy czekali na niego pięć lat, za każdym razem będąc blisko upragnionego celu. Tym razem się udało, Arka w pełni zasłużyła na sukces i promocję do najwyższej klasy piłkarskich rozgrywek w Polsce.
Maj był tez ważnym miesiącem dla kibiców piłkarskiej drużyny Lechii Gdańsk. To wtedy ważyły się losy biało-zielonych walczących o utrzymanie się w PKO BP Ekstraklasie. Biorąc pod uwagę to, co działo się w minionym sezonie w klubie i drużynie, to pozytywne zakończenie batalii pod nazwą „Utrzymanie się w ekstraklasie”, należy uznać za wielki sukces. Jego głównym architektem był angielski szkoleniowiec gdańskiej Lechii John Carver. To on przejął drużynę w grudniu 2024 roku po Szymonie Grabowskim i zmienił jej oblicze. Drużynie ciągle brakowało stabilności formy i regularnego punktowania, ale im dłużej Anglik pracował z Lechią, tym bardziej widoczne były postępy w grze i siła mentalna tego zespołu. Efekt był taki, że drużyna Lechii mimo 17 przegranych w lidze spotkań, potrafiła wygrać 10 meczów i 7 zremisować, co dało jej w ostatecznym rozrachunku 37 punktów i bezpieczne 14. miejsce w tabeli na koniec sezonu 2024/25.

Skoro jesteśmy przy awansach, to nie wszystkie oczekiwania pomorskich kibiców zakończyły się szczęśliwie. Żużel to ciągle jedna z najpopularniejszych dyscyplin, także w naszym regionie, choć od lat mocno podupadła. Jazda w Krajowej Lidze Żużlowej gdańskiego Wybrzeża to zdecydowanie poniżej aspiracji całego środowiska kibicowskiego, a to jest ciągle dość liczne, choć częściowo nieco zniechęcone do liczniejszego uczestnictwa w meczach rozgrywanych na stadionie im. Zbigniewa Podleckiego w Gdańsku. Swoją drogą, warto wiedzieć, że to za czasów pierwszych startów obecnego patrona gdańskiego toru żużlowego nasza drużyna startowała w III, najniższej, lidze żużlowej w Polsce. Tak jest i teraz, a stało się to z powodu fatalnego zakończenia dobrego sezonu 2025 w wykonaniu Wybrzeża Gdańsk.
Drużyna trenera Lecha Kędziory w sezonie zasadniczym przegrała tylko jeden mecz ze Startem w Gnieźnie. To w tej drużynie upatrywano głównego kontrkandydata Wybrzeża do awansu, tymczasem koniec sezonu okazał się szczęśliwy dla Polonii Piła, z którą w finale play-off mierzyło się faworyzowane Wybrzeża. Dlaczego gdańska drużyna przegrała dwa finałowe mecze? To pytanie, które ciągle jest aktualne i warto, by przed rozpoczęciem nowego sezonu w gdańskim klubie znaleziono na to odpowiedź.
Pół wieku od pamiętnego rejsu
Nie sposób wspomnieć o pomorskim sporcie w 2025 roku z pominięciem żeglarstwa. Tu jak co roku żeglarski i żeglarze zdobywają niemal wszystkie możliwe medale w różnych kategoriach, klasach i akwenach. Miniony rok był też szczególny dla gdańskiego żaglowca Generał Zaruski i całego środowiska skupionego wokół tego projektu. Żaglowiec dokładnie 50 lat po tym jak wypłynął w pierwszy rejs na Spitsbergen, ruszył latem 2025 roku w tym samym kierunku.
Po ponad trzech miesiącach żeglugi i pokonaniu pięciu tysięcy mil morskich żaglowiec Generał Zaruski w październiku zacumował z powrotem w Gdańsku. Celem wyprawy było dotarcie na Spitsbergen – dokładnie pół wieku po pierwszej wizycie tego żaglowca w tym rejonie. W 1975 roku dowodził nim kapitan Andrzej Rościszewski. Rejs był najdłuższą wyprawą w historii Generała Zaruskiego, żaglowca pływającego pod gdańską banderą od 13 lat. 20 lipca jednostka dotarła do Hornsundu, gdzie mieści się Polska Stacja Polarna. Tym samym, załoga osiągnęła cel po 21 dniach żeglugi. Rejs rozpoczął się w Gdańsku 30 czerwca. W jego trakcie załogi, zmieniające się co kilka tygodni, odwiedziły 10 portów i pięć polskich stacji badawczych. W pierwszym etapie uczestniczyli młodzi ludzie z Gdańskiej Szkoły Pod Żaglami prowadzonej przez Gdański Ośrodek Sportu. Drugi etap zrealizowali studenci Uniwersytetu Wrocławskiego w ramach projektu naukowego Instytutu Nauk Geologicznych.

Łącznie przez pokład „Generała Zaruskiego” przewinęło się 140 osób, głównie młodzież. Kapitan Marcin Dobrowolski, który dowodził w pierwszych etapach rejsu, nie krył uznania dla uczestników.
– To fantastyczni ludzie, z którymi chciałbym się spotykać częściej, najlepiej na pokładzie naszego żaglowca. To nie tylko jednostka pływająca, ale też ogromny kapitał społeczny i edukacyjny. Najważniejsze nie są liczby, ale to, co zostało w uczestnikach. Cieszę się, że społeczna misja „Zaruskiego” trwa – mówił.
Trudny koniec sportowego roku
Zima to łatwe skojarzenie kibiców z hokejem na lodzie. W Gdańsku mamy bogate tradycje hokejowe, z sukcesami jest trochę gorzej. Nie pomaga w tym sytuacja z gatunku kuriozalnych, czyli brak dostępu do lodowiska w Olivii innemu gdańskiemu klubowi hokejowemu Fudeko GAS. To oczywista konkurencja dla GKS Stoczniowiec, którego zarząd na czele z prezesem Markiem Kosteckim uchwalił taką decyzję, będąc zarządcą miejskiego obiektu. Efekt tej polityki jest taki, że grudniowe derby Gdańska, których gospodarzem było Fudeko GAS… odbyły się w Elblągu. Sytuacja absurdalna, której nie zmienią zapewniania lokalnych polityków o gościnności lodowiska „Helena” w Elblągu i ich zaangażowaniu w rozwiązanie tego problemu.
Koniec roku 2025 był pomorskiego sportu trudny także z innego powodu. 19 grudnia w Gdańsku zmarł nagle jeden z naszych medalistów olimpijskich, wybitny polski wioślarz Maciej Łasicki. Oprócz brązowego medalu olimpijskiego z 1992 roku wywalczył także trzy medale mistrzostw świata. Wszystkie jako zawodnik AZS AWFiS Gdańsk, choć był wychowankiem Stoczniowca, a w chwili śmierci pracował jako trener w GTW Gedania. To ogromna strata dla jego żony, także byłej wioślarki, Jadwigi Łasickiej i czwórki dzieci, ale także całego polskiego wioślarstwa.
Oby przyszłoroczne podsumowanie sportowego roku na Pomorzu moglibyśmy kończyć w lepszych nastrojach.





















Napisz komentarz
Komentarze