Gdynia rozpoczyna świętowanie setnych urodzin. Za rok miasto obudzi się w euforii, czy... na kacu?

Gdynia jako miasto morskie, używając żeglarskiej parafrazy, musi przestać halsować pod wiatr i zacząć płynąć w jednym kierunku – mówi socjolog dr Wojciech Ogrodnik, przewodniczący Rady Dzielnicy Wzgórze św. Maksymiliana i założyciel Stowarzyszenia Wszystko dla Gdyni.
Kamienna Góra, Gdynia
Gdynia rozpoczyna świętowanie setnych urodzin

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Już w lutym 2026 r. minie 100 lat od nadania Gdyni praw miejskich. Kto właściwie powinien obchodzić urodziny miasta?

Przede wszystkim jego mieszkańcy. Jest to święto, które powinno nas, Gdynian, po pierwsze jednoczyć, a po drugie – kreować dumę i zadowolenie ze swojego miasta. Gdynianie mają zresztą poczucie wyjątkowości, gdyż Gdynia jest wyjątkowa, powstała 100 lat temu na skutek decyzji politycznej, od zera. Była to jedna z kluczowych inwestycji II Rzeczypospolitej. 

Gdynia symbolizuje pozytywny mit, że Polacy potrafią. Jeśli to przeniesiemy na pole dzisiejsze, czyli obecność Polski w Unii Europejskiej, Polski, która jest tak naprawdę beneficjantem tej akcesji, która rozwija się wspaniale, widzimy, jak te dwie rzeczy z sobą pięknie korespondują.

Już przed wojną politycy różnej maści chętnie przyklejali się do legendy „miasta obiecanego”, o czym ciekawie pisał, m.in., Grzegorz Piątek. Teraz będzie tak samo?

Politycy lubią grzać się w cieple sukcesu. Dopóki to ogrzewanie się ma pozytywny wymiar i pozytywną korelację, jest dobrze. Gorzej, gdy zechcą na tym święcie grać. A już robi się fatalnie, jeżeli święto jest używane do bieżącej walki politycznej. To jest niedopuszczalne, moim zdaniem.

Wojciech Ogrodnik
Dr Wojciech Ogrodnik, przewodniczący Rady Dzielnicy Wzgórze św. Maksymiliana i założyciel Stowarzyszenia Wszystko dla Gdyni (fot. gdynia.pl)

Słowo „niedopuszczalne” od dawna nie bywa używane w walce politycznej. Proszę wejść na strony w sieci poświęcone Gdyni i poczytać, co na temat organizacji urodzin tego miasta piszą przeciwnicy Aleksandry Kosiorek. Wszystko jest źle.

To bardzo niepokojące zjawisko. W politycznej walce należy dostrzec moment, gdy trzeba wcisnąć hamulce. Obchodzimy święto, które powinno nas, Gdynian, jednoczyć. Obojętnie, na jaką partię głosujemy i czy panią Kosiorek lubimy, czy nie. To nasze wspólne święto, które się zdarza raz na 100 lat, i nie dajmy go sobie zabrać.  

Nadszedł moment, kiedy możemy się poczuć wspólnotowo. Nie wchodźmy więc w wir nawalanki politycznej, bo z tego nic dobrego nie wyniknie. I dla każdego z nas osobno, i dla miasta.

To oznacza, że przez cały rok obchodów nie należy krytykować władz miasta za błędy w zarządzaniu?

Oczywiście, politycznie można się kłócić. Do poprawienia jest wiele rzeczy, na których można zbijać kapitał polityczny, ale święto urodzin miasta powinno być wyłączone z tej logiki. Ludzie potrzebują rytuałów przejścia, okrągłych rocznic, i bardzo je lubią. Jesteśmy wspólnotowi, jesteśmy stadni. Warto, aby stulecie miasta było momentem zatrzymania się. Program obchodów może się nam bardziej lub mniej podobać, ale wolałbym kłócić się przy stawkach za śmieci, o strefę płatnego parkowania czy komunikację miejską.

Jest szansa, że Gdynia na swoich urodzinach zarobi? Promocyjnie, finansowo, inwestycyjnie?

Na razie miasto na rocznicę wydaje dość duże kwoty, co zresztą jest normalne. Wiadomo, że jeśli ma się urodziny, trzeba je za coś zorganizować. Natomiast za tym, o czym pani mówi, kryje się poważniejszy problem miasta, które jest zadłużone, a równocześnie boryka się z brakiem biznesu i z tym, że musimy ten biznes zapraszać do Gdyni. 

Byłoby dobrze, gdyby PR-owe działania przełożyły się na drugi oddech dla naszej stulatki. Czeka nas poważna debata, jakim miastem ma być Gdynia. Czy miejscem, w którym się wypoczywa, polską Riwierą zabudowaną pięknymi rezydencjami? A może miastem, w którym musi dojść do odbudowania przemysłu, nowych technologii? Wszyscy widzimy, że Gdynia się wyludnia. Co roku ubywa nam mniej więcej 1500 mieszkańców.

Cała Polska się wyludnia.

Racja, Polska jest jednym z szybciej wyludniających się krajów w Unii Europejskiej. Jednak procentowo odpływ ludzi w Gdyni jest o wiele większy niż, np., w pobliskim Gdańsku. Przekleństwem Gdyni jest to, że do końca nie potrafimy się określić. Gdynia powstała jako projekt polityczny, aby Polska jako kraj miała dostęp do morza w sytuacji, gdy Gdańsk był Wolnym Miastem związanym blisko z Niemcami. 

Jednak po II wojnie światowej Gdańsk wrócił do Polski i Gdynia przestała być jedynym naszym okienkiem na świat. Za czasów PRL-u działały tu Polskie Linie Oceaniczne, rozwijał się tu bardzo prężnie przemysł stoczniowy, okrętowy, chociaż, na co wskazał po rewolucji Solidarności Lech Wałęsa, aż 80 proc. naszej produkcji szło wówczas do Związku Sowieckiego na potrzeby wojenne. Jednak – to trzeba sobie jasno powiedzieć – czas PRL-u to historia sukcesu i rozwoju Gdyni.

Po 1990 r. miasto znalazło się w zupełnie innej sytuacji. Wydaje się, że zaczęło dryfować w różnych kierunkach, bez jasnego celu.

Dziś znowu przestawiamy gospodarkę na tory wojenne...

Paradoksalnie, trzeba sobie zadać pytanie, czy nie będzie to pewnym zastrzykiem dla miasta. Stocznia Wojenna się rozwija, szuka pracowników, prężnie działa stocznia Crist. Mamy więc potencjał gospodarczy, który zaczyna się odradzać. Świetnie sobie radzi i rozbudowuje się gdyński port. Co istotne – Gdynia jest ważnym portem wojennym NATO. Niedługo powstanie osławiona Droga Czerwona. 

Nie chciałbym, by z moich słów wybrzmiało, że zagrożenie wojną będzie dla Gdyni szansą, ale widać, iż w obecnej sytuacji geopolitycznej otwiera się dla miasta „okienko pogodowe”. Może nam się to jakoś przełoży na drogi, te dziurawe chodniki, na podatki.

Wróćmy do urodzin miasta. Na razie głównie słyszy się o biesiadnym stole, który ma stanąć na al. Piłsudskiego. A jak, pana zdaniem, powinno wyglądać to świętowanie?

Pomysł jak pomysł, niechaj będzie stół, ale oprócz niego, czeka nas wiele atrakcji. Osobiście też trochę pracuję w ramach Komitetu Obchodów 100-lecia Gdyni. Zebraliśmy grupę wszystkich uczelni wyższych w Gdyni (Uniwersytet Morski, Akademia Marynarki Wojennej, Uniwersytet WSB Merito, Wyższa Szkoła Administracji i Biznesu), które zorganizują dużą debatę, a następnie będą przez cały rok dawały popularnonaukowe wykłady dla mieszkańców i dla turystów. Będzie to atrakcyjnie podana dawka wiedzy m.in. na temat historii, najnowszych technologii, perspektyw przemysł stoczniowego, morskiego, sztucznej inteligencji, zagrożeń dla naszej gospodarki... 

Nadszedł czas, by się naszymi uczelniami pochwalić. Jeśli nie będziemy przyciągali studentów, młodych ludzi, którzy będą się chcieli w Gdyni uczyć, jednocześnie wiążąc swoją karierę z osiedlaniem się tutaj, nie rozwiniemy miasta.

Uważam, że budowanie mieszkań na wynajem jest ważne, ale powinien to być jeden malutki wyimek w strategii. Samymi mieszkaniami nie sprowadzimy do Gdyni nowych podatników.

Jeśli już mówimy o mieszkaniach, to są one jednymi z najdroższych w Polsce. Nie ma szans, by gdyńska oferta mieszkaniowa ściągnęła młodych ludzi na dorobku.

Niestety, jesteśmy zakładnikami naszej pięknej lokalizacji. Ale problem jest głębszy i dotyczy tego, o czym przed chwilą mówiliśmy – braku kursu miasta. Gdynia jako miasto morskie, używając żeglarskiej parafrazy, musi przestać halsować pod wiatr i zacząć płynąć w jednym kierunku. Może to być kierunek związany z atrakcyjną lokalizacją, gdzie morze styka się z porośniętymi lasem wzgórzami morenowymi, gdzie mamy czyste powietrze i gdzie coraz więcej zamożnych osób uzna, że warto zainwestować w mieszkanie na wynajem, użytkowane głównie w sezonie i traktowane jako źródło dochodu. Ale to oznacza, że gdyńskie mieszkania będą horrendalnie drogie. Niewielu będzie na nie stać i ludzie zaczną się osiedlać w tzw. obwarzanku Gdyni. 

Równocześnie okaże się, że w pseudocentrum jesienią i zimą nikt nie mieszka, nikogo tam nie ma. To jest klasyczna gentryfikacja i zarazem śmierć dla miasta, bo nie ma ani podatnika, który w nim mieszka, ani ludzi, którzy generują przychody.

Z drugiej strony można też postawić na przemysł, nowe technologie, start-upy, czyli na kierunek modernizacyjny, będący w pewnej opozycji do traktowania Gdyni jak Riwiery. Myślę, że stulecie miasta może być momentem, kiedy będziemy o Gdyni i jej przyszłości rozmawiać.

To już nie tylko świętowanie, ale także zadawanie pytań?

Oczywiście. Nie można dalej rozwijać miasta na zasadzie: dwa kroki do przodu, trzy w bok, jeden do tyłu i znowu dwa do przodu.

Nie obawia się pan, że po szumnie ogłaszanych ogólnopolskich obchodach za rok pozostaniemy z poczuciem niedosytu? Niewykorzystania danej nam raz na sto lat rocznicowej szansy?

Musimy zdawać sobie sprawę, że problemy miasta nagle nie znikną jak za pomocą magicznej różdżki. Zrobimy „pstryk”, i już wszystko jest fajnie. Boję się tylko, żebyśmy się nie obudzili po rocznicowej imprezie na kacu, że stulecie minęło, a nasze  problemy zostały nawet niedotknięte.

Dlatego tak ważne jest, żeby podczas obchodów poruszać także tematy najbardziej wrażliwe, obejmujące sprawy podstawowe, o których rozmawialiśmy. Zastanowić się, dokąd idziemy, co chcemy zrobić, w jakim czasie. Wypadałoby wreszcie jasno określić, w którym kierunku idziemy. Jeśli tego nie zrobimy, Gdynia albo będzie miastem akademickim, gdzie przyjeżdżają studenci, gdzie warto studiować, w którym ludzie wiążą swoje życie ze swoimi przyszłymi karierami, albo będziemy przedmieściami rozwijającego się dziś błyskawicznie Gdańska.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Rysk 13.01.2026 22:57
Kosiorek, Piesiewicz, Bzdęga i Szemiot to najgorsze co mogło spotkać Gdynię na 100 lecie. Upartyjniają miasto i tworzą z niego prywatny folwark. Zadłużają je aż PIĘCIOKROTNIE szybciej niż poprzednicy mimo obietnicy zmniejszenia deficytu....

ReklamaPomorze i podróże