Mróz i śnieg a zmiany klimatu. Fakty i mity
Zadymka, gołoledź, unieruchomione samochody, autobusy, a nawet karetki, odwołane zajęcia szkolne, więźniowie pomagający w odśnieżaniu – ostatnich kilka dni przypomniało nam, jak może wyglądać prawdziwa zima. Może – bo to, co zafundowała nam ostatnio pogoda, dalekie jest od tego, co naprawdę zima potrafi. Śnieg gdzieniegdzie nadal sięga po kolana, ale nie brodziliśmy w zaspach, nie trzeba było tworzyć śnieżnych tuneli, nawet niskie psy nie gubiły się w śniegu.
Wystarczył rok przytwierdzania nakrętek do plastikowych butelek, a już zmiana klimatu się skończyła – w Internecie pojawia się mnóstwo takich memów, a przy nich potwierdzające to zdjęcia: samochody w gigantycznym korku na S7, pociągi stojące na Mazowszu. Doniesienia o zbliżającej się do Polski srogiej zimowej temperaturze, bo prognozowano nawet ponad -20 st. C.
A choć zima z takimi temperaturami staje się coraz rzadsza, to nie powinna aż tak dziwić – jednak to wystarczyło, by nie tylko pojawiło się określenie „zima stulecia”. Dla wielu to nawet argument, że globalne ocieplenie to bajka.
To nie jest nowy trend – już 13 lat temu Andrzej Duda, wówczas jeszcze nie prezydent, pisał podczas zimnego i śnieżnego początku wiosny:
„Jak sobie pomyślę, że płacimy za »globalne ocieplenie« i popatrzę za okno, to mnie trafia szlag”.
– Taka zima nie przeczy zmianom klimatu, pogoda raczej wpisuje się w nią – wyjaśnia prof. Mariusz Figurski z Wydziału Inżynierii Lądowej i Środowiska Politechniki Gdańskiej i zastępca dyrektora ds. naukowych Instytutu Łączności – Państwowego Instytutu Badawczego.
Ocieplający się klimat nie oznacza bowiem zaniku zimy, ale częstsze pojawianie się kontrastowych i ekstremalnych epizodów pogodowych. Jak mówi profesor: to, co teraz widzimy, to raczej gościnne występy zimy niż jej wielki powrót. Zimy sprzed lat wracać będą od czasu do czasu, raczej jako wyjątek, niż norma.
Wir polarny. Strażnik zimna i jego wpływ na zimę 2026
Zima 2026 ma jedną wspólną cechę z najbardziej znaną „zimą stulecia”, czyli tą z przełomu lat 1978/1979: pojawiła się – wydawałoby się – znienacka. Wówczas klęska zaczęła się ostatniego dnia starego roku od gwałtownych opadów śniegu. Sypało przez całą noworoczną noc, w dodatku gwałtownie obniżyła się temperatura, spadając do ponad -20 stopni.

W tym roku także zima dala o sobie znać nieoczekiwanie, choć nie tak ostro. Jednak już jesienią, podczas opracowywania prognoz długoterminowych, meteorolodzy zwracali uwagę, że tegoroczna zima może być zupełnie inna od poprzednich. Dlaczego? Wszystko przez „strażnika zimna” – jak meteorolodzy nazywają wir polarny – a raczej jego nietypowe zachowanie.
Wir polarny zaczyna tworzyć się zwykle u schyłku lata i na początku jesieni, ale najsilniejszy jest zwykle zimą. Jeśli ma silną moc, zimne powietrze wirując wokół niżu zostaje uwięzione nad biegunem. Jednak naukowcy zauważyli, że jesienią 2025 roku struktura wiru była w wyjątkowo słabej kondycji – a to zawsze sprzyja bardziej mroźnej i śnieżnej zimie. W przypadku słabego wiru, mróz zostaje bowiem wyrzucony na południe, co zwiększa szansę na srogą zimę w Europie czy Ameryce Północnej.
Gdy ten atmosferyczny „strażnik zimna” traci swoją zwartą strukturę, chłodne masy powietrza mogą spływać daleko na południe, przynosząc mróz i śnieg również tam, gdzie w ostatnich latach bywały one rzadkością.
prof. Mariusz Figurski z Wydziału Inżynierii Lądowej i Środowiska Politechniki Gdańskiej i zastępca dyrektora ds. naukowych Instytutu Łączności – PIB
Według portalu Severe Weather Europe, to, co działo się z wirem polarnym jesienią 2025 roku, do złudzenia przypominało sytuację z października 1981 roku. Wtedy wir polarny zachowywał się bardzo podobnie, jak obecnie. Skończyło się to tym, że w lutym 1982 roku ogromne obszary północnej półkuli zostały zalane falą wyjątkowo zimnego powietrza. Mrozy i śnieżyce sparaliżowały transport, a temperatury spadały miejscami poniżej -30°C, tworząc ogromne zaspy blokujące drogi i linie kolejowe.
W Polsce zbiegło się to z wprowadzeniem stanu wojennego – zdjęcia z tego czasu pokazują żołnierzy odśnieżających ulice i ogrzewających się przy koksownikach.
Obserwując obecny wir polarny, meteorolodzy zakładali więc, że tegoroczna zima może być bardziej nieprzewidywalna niż wcześniejsze, i prognozowali śnieżny oraz mroźniejszy styczeń.
Globalne ocieplenie a zimy w Polsce. Co mówią eksperci?
Zdaniem ekspertów, mróz i śnieg, które utrzymują się w Polsce, nie są więc argumentem przeczącym zmianie klimatu.
– Globalne ocieplenie nie oznacza zaniku zimy, oznacza natomiast większą nieprzewidywalność w pogodzie – powtarzają.
Zmiana klimatu działa tak, że jeden chłodniejszy okres nie przekreśla globalnej zmiany klimatu.
prof. Bogdan Chojnicki z Katedry Bioklimatologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu
Kilka dni temu w Radiu Poznań mówił:
– Zimy nie zostały usunięte z naszego kalendarza, ale wraz z globalnym ociepleniem zdarzają się po prostu coraz rzadziej. Ostatnio tak zimno było 23 lata temu, i to powinno dawać do myślenia. W latach 80-tych takiego podmuchu z północy nikt by nie zauważył, bo takie temperatury po prostu były w grudniu standardem.
- Co więcej – ubiegły 2025 rok okazał się trzecim najcieplejszym rokiem w historii pomiarów – zaraz po 2023 roku i rekordowym 2024 roku.
Ostatnie 11 lat to najcieplejszy okres w historii pomiarów na świecie. Europa ociepla się znacznie szybciej niż średnia globalna.
- Jak pokazuje raport Copernicusa (Copernicus Climate Change Service) – każdy miesiąc w 2025 roku, z wyjątkiem lutego i grudnia, był cieplejszy niż odpowiadający mu miesiąc w dowolnym roku przed 2023 rokiem.
– Tak zimny miesiąc jak dotychczasowy styczeń wcale nie zaprzecza faktowi zmian klimatycznych – podkreśla prof. Bogdan Chojnicki.
Ocieplanie się klimatu nie polega na tym, że temperatura wyłącznie rośnie, zawsze będą występowały wahania w dół i w górę. Globalne ocieplenie nie oznacza też, że nie będzie zim i mrozów, a to, iż takie okresy będą coraz rzadsze.
Zmiany klimatu w pamięci Polaków
Ale też – zdaniem meteorologów – musimy się liczyć z silniejszymi opadami śniegu. Będą one co prawda coraz rzadsze, ale w ocieplonym świecie mogą być bardziej intensywne – oceniają.
Co więcej – badania wskazują, iż ocieplenie Arktyki może sprzyjać takim zaburzeniom, jak słabnący wir polarny, a to zwiększy prawdopodobieństwo „zimowych epizodów”.
Wystarczy zresztą nasza pamięć, by zauważyć, jak bardzo zmniejszyła się liczba mroźnych dni na przestrzeni ostatnich kilkunastu, kilkudziesięciu lat.
– Klimat to w zasadzie pogoda, jaką pamiętamy z przeszłości – mówi prof. Bogdan Chojnicki. – Na bazie tej pamięci, spoglądając za okno, spodziewamy się określonej pogody. Dzisiaj śnieg za oknem nas zaskakuje, bo dla bardzo młodych osób to nie jest widok tak normalny, jak dla starszych. Innymi słowy, już widać, jak zmienił nam się klimat, a będzie jeszcze cieplej.
Starsi pamiętają, jak w styczniu czy lutym było po kilkanaście stopni mrozu, i nie robiło to na nikim specjalnego wrażenia.

– Dzisiaj mamy kilka stopni mrozu, i od razu się o tym mówi. Przeczytałem gdzieś takie zdanie: jeśli pamiętasz ferie zimowe ze śniegiem, to oznacza, że emerytura jest bliżej niż myślisz – śmieje się meteorolog. – No niestety, jest w tym dużo prawdy. Teraz uczniowie mają raczej ferie z deszczem.
Tak będzie pewnie i w tym roku. Najnowsze prognozy pokazują, że w następnym tygodniu z zimy zostanie nam przede wszystkim gołoledź.
Najmroźniejsze zimy w Polsce – „zimy stulecia”
Zimy stulecia (pod względem mrozów i śniegu) mieliśmy na terenie dzisiejszej Polski w XX i XXI wieku kilkanaście razy:
- w 1928/1929 roku zamarzł port w Gdańsku, a jeszcze w kwietniu w rejonie Morskiego Oka było 267 cm śniegu;
- w 1939/1940 roku padł rekord temperatury na nizinach w Siedlcach – termometry wskazały -41,0 st. C;
- w 1962/1963 roku, w styczniu i w lutym, pozamykano większość szkół, a z powodu braku energii wstrzymywano produkcję w fabrykach. 28 lutego odnotowano w Krakowie -28 st. C, w Nowym Targu -35 st. C, a w Rzeszowie -35,8 st. C.;
- w 1978/1979 roku zima była wyjątkowo śnieżna. W lutym w Suwałkach były 84 cm śniegu, w Łodzi – 78 cm, w Warszawie – 70 cm. Do odśnieżania torów i dróg skierowano wojsko z ciężkim sprzętem;
- w 1987 roku mieliśmy wyjątkowo mroźny styczeń, w wielu miejscach temperatury spadły poniżej -30 st. C;
- 1995/1996 rok – najdłuższa zima XX wieku. We znaki wdał się wtedy Polakom nie ekstremalny mróz, a wyjątkowo długie i silne opady śniegu. Biała pokrywa utrzymywała się, według oficjalnych statystyk, aż przez 137 dni, od połowy listopada 1995 roku do połowy kwietnia 1996 roku.
- 2005/2006 rok oraz 2009/2010 rok – dotychczas dwie najcięższy zimy w XXI wieku. 30-stopniowe mrozy po raz kolejny w niektórych częściach kraju wymusiły zamknięcie szkół, zakłóciły działanie komunikacji publicznej i uszkodziły systemy energetyczne oraz wodociągowe.























Napisz komentarz
Komentarze