Zabójstwo przy Kartuskiej w Gdańsku
Do zabójstwa doszło w nocy z wtorku na środę (21/22 stycznia) w mieszkaniu przy ul. Kartuskiej w Gdańsku. Mieszkanie Pawła I. we wtorkowy wieczór odwiedziło dwóch znajomych mężczyzn. Cała trójka zgodnie spożywała alkohol. Do czasu.
- W pewnym momencie między Pawłem I. a pokrzywdzonym 47-latkiem doszło do kłótni, w trakcie której Paweł I. zadał pokrzywdzonemu kilka ciosów nożem - informuje prok. Mariusz Duszyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. - Gdy Paweł I. zorientował się, że pokrzywdzony nie oddycha, zadzwonił na numer alarmowy informując, że „kolega umarł”. Przybyli na miejsce ratownicy medyczni stwierdzi, że pokrzywdzony nie żyje, a na jego ciele ujawnili ranę kłutą brzucha oraz liczne zasinienia.
CZYTAJ TEŻ: Zabójstwo w Brzeźnie. Ruszył proces, przed sądem młode małżeństwo i kochanek
Podczas przeszukania mieszkania funkcjonariusze policji znaleźli susz konopi.
Zarzuty i areszt
Jeszcze w środę, 21 stycznia Paweł I. został doprowadzony do Prokuratury Rejonowej Gdańsk - Wrzeszcz, gdzie prokurator przedstawił mu zarzut popełnienia w zamiarze bezpośrednim zbrodni zabójstwa. Dodatkowo prokurator przedstawił Pawłowi I. zarzut posiadania marihuany o wadze 0,73 gramów. Prokurator skierował do sądu wniosek o zastosowanie wobec podejrzanego tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy. Sąd uwzględnił wniosek. Pawłowi I. grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 10 lat albo kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Mężczyzna przyznał się do ugodzenia nożem pokrzywdzonego. Wyjaśnił, że zdenerwował się na pokrzywdzonego i uderzył go w twarz. Wprawdzie wziął nóż, ale - jak twierdzi - nie chciał zrobić krzywdy pokrzywdzonemu.
Gdy zauważył, że się nie rusza, wezwał pomoc
Libacja trwała jeszcze jakiś czas. Wreszcie w pewnym momencie gospodarz miał zauważyć, że gość się nie rusza. Zadzwonił wówczas pod numer alarmowy.
- Paweł I. całe zdarzenie traktuje jako wypadek - relacjonuje prokurator Duszyński. - Jak wyjaśnił, pokrzywdzony był jego kolegą, nie chciał go zabić.
Do posiadania marihuany gospodarz mieszkania już się nie przyznał. Stwierdził, że susz należał do pokrzywdzonego, a on sam go nie palił.
Śledztwo pozostaje w toku.
























Napisz komentarz
Komentarze