O muzyce nade wszystko. Miłe złego początki, czyli jak tworzył się polski show-business 1989

Co było potrzebne, aby wylansować na początku lat 90. XX wieku w Polsce rodzimy przebój muzyki pop lub rocka? Albo wyprodukować kasetę (później CD) w nakładzie pół miliona egzemplarzy? Co było potrzebne, aby wylansować na początku lat 90. XX wieku w Polsce rodzimy przebój muzyki pop lub rocka? Albo wyprodukować kasetę (później CD) w nakładzie pół miliona egzemplarzy?

Odpowiedź: dobrze było mieć talent do pisania chwytliwych melodii bądź riffów, znajomości wśród ludzi mediów (np. z harcerstwa, szkolnej ławy, praktyki studenckiej), i wierzyć, że skoro teraz wolno już wszystko, to trzeba działać!

Na podobne pytanie odpowiedź u progu roku 2026 jest inna. Po pierwsze, wyłączmy z porównania hip-hop i disco polo, bo obowiązują tam inne reguły. Trzymając się ścieżki muzyki pop i rocka, znawcy tematu odpowiedzą: nieważne co skomponujesz czy napiszesz, czy posiada chwytliwą melodię lub opiera się o fajny riff, czy masz znajomości w mediach (choć jeśli masz, oszczędzisz jakieś 100 tysięcy PLN), to musisz wydać co najmniej 300 tysięcy złotych na promocję. Zaś odpowiedź na drugą część pytania jest krótsza: obecnie status  platynowej płyty oznacza sprzedaż 15 tysięcy egzemplarzy CD, i niewielu wydawców go osiąga. Powodzenie przeboju oblicza się ponadto na podstawie ilości odsłon w serwisach internetowych.

Znając te odpowiedzi, można zanurzyć się w historię, kiedy po zmianach ustrojowych w Polsce rozpoczyna się tworzenie od podstaw tzw. branży muzyki pop i rock. Ową historię przedstawiano na wiele sposobów, a jej meandry zależą od autora. Inaczej będzie ją opowiadał np. Kazik, inaczej Marcin Jacobson, a z kolei Tomasz Lada zapisze ją w oparciu o wypowiedzi ludzi z Warszawy i „warszawki”, czyli  środowiska, w jakim obracał się w okresie „burzy i naporu”. 

Właśnie ukazała się książka, autorstwa Tomasz Lady, zatytułowana „Wszystko jak leci”. Polecam jej lekturę wszystkim, którzy chcieliby zrozumieć, czym jest  show business i dlaczego obecnie, również w Polsce, ma charakter korporacyjny, zaś względy artystyczne i pasje wykonawców są daleko w tyle za finansami i procedurami.

Miłe złego początki – książka bowiem opisuje okres dziesięciu lat od zaistnienia przemian politycznych i gospodarczych, czyli lata 1990-2000. To czas błyskawicznych karier nowych wykonawców, czas powstawania prywatnych studiów nagraniowych i stacji radiowych, czas tworzenia i upadku czasopism poświęconych muzyce pop i rock, czas walki z piractwem nagraniowym i wejścia do Polski wielkich koncernów nagraniowych (tzw. „majors”). 

Tomasz Lada w opisywanym okresie obracał się w środowisku warszawskim, a swoje oceny chronologicznie podanych  wydarzeń opiera na sympatiach i antypatiach wobec postaci tego środowiska. Lada zaprasza do mówienia o własnych historiach muzyków, menadżerów zespołów, właścicieli studiów nagrań, organizatorów koncertów, redaktorów, a także fanów niektórych wykonawców. Osią owego środowiska jest dla autora Marek Kościkiewicz, twórca zespołu De Mono i autor wielu przebojów, ale też człowiek, który stworzył z niczego studio nagrań i wytwórnię Zic Zac, po latach sprzedaną  jednemu z „majorsów”. Historia rozpoczyna się w momencie, gdy w zestawieniu Programu III Polskiego Radia za rok 1989  płytą roku zostaje „Kochać inaczej” grupy De Mono, z liczbą 37 tygodni na liście przebojów. Ogłasza to „Magazyn Muzyczny”, który wkrótce przestanie istnieć, a jego miejsce  próbują zająć (i kolejno padają) kolejne czasopisma.

CZYTAJ TEŻ: O muzyce nade wszystko. Zmierzch gigantów polskiego i europejskiego jazzu

Pojawiają się relacje, jak w cieniu rodzącej się spontanicznie konkurencji agencji, nowych stacji radiowych i koncernów rozwijają się i czasem gasną kariery takich m.in. wykonawców, jak Golden Life, Wilki, Latawce, Varius Manx, Edyta Bartosiewicz, Kasia Kowalska, Edyta Górniak, Big Day, Urszula, Grzegorz z Ciechowa, Anita Lipnicka, Justyna Steczkowska, Piasek, Ich Troje, Brathanki i wielu innych. Pojawiają się też (przeważnie na marginesie) nazwiska prominentnych trójmiejskich uczestników Wielkiego Wyścigu: Waldemara Rudzieckiego, Magdy Kunickiej, Marcina Jacobsona, Yacha Paszkiewicza – ale choć trójmiejska scena była dla w tamtych latach ważna dla kształtowania nowych rozdań, to nie oczekujmy zbyt wiele.


tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Ziaja kuracja peptdowa
Reklama Ziaja kuracja peptdowa
Reklama Strefa GDA - uzyskaj wsparcie