Runda jesienna, a zwłaszcza, jej końcowa faza, była dla Lechii obiecująca. Gdańska drużyna do meczu w Poznaniu przystępowała jako jedyna, która potrafiła zdobyć w jednym spotkaniu więcej niż dwa gole. Już choćby to pokazywało - kibicom, którzy nieco zapomnieli do lidze - ofensywne możliwości biało-zielonych.
Lechia przed meczem z Lechem była najskuteczniejsza ekipą w PKO BP Ekstraklasie, bo zdobyła w 18 spotkaniach 37 bramek. Sęk w tym, że także tyle dali sobie wbić, co oznaczało, że mieli po stronie strat najwięcej bramek. Te liczy w dużej miarę przyczyniły się do tego, że mecze Lechii były najbardziej emocjonujące, stąd i pora rozgrywania go w sobotni wieczór. Po drugiej stronie argument też był mocny – Lech Poznań to aktualny mistrz Polski. Choć na sobotni wieczór prognozy pogody mówiły o -8 stopniach Celsjusza w stolicy Wielkopolski, to można było być pewnym, że na trybunach stadionu przy ul. Bułgarskiej, będzie gorąco.
- Cieszę się, że wróciliśmy. Jesteśmy podekscytowani. Za nami obóz w Turcji, a ja jestem zadowolony z pracy, jaką tam wykonaliśmy. Jestem zachwycony z tego, jak zespół pracował. Jedyne rozczarowanie to kontuzja Maksa Diaczuka. To był dobry obóz pod kątem taktycznym i fizycznym. Rok temu mieliśmy bardzo dobrą wiosnę po zakończeniu zgrupowania i jeśli to powtórzymy, to będę zadowolony – powiedział na przedmeczowej konferencji trener Lechii John Carver.
Absencja Diaczuka, to nie jedyny problem personalny, bo za nadmiar żółtych kartek w Poznaniu nie mógł zagrać Rifet Kapić. To nie wzmacniało pozycji Lechii przed tym meczem. Obecny na konferencji Bogdan Wiunnyk był jednak pełen optymizmu.
– Wierzę, że po obozie w Turcji, wrócę na boisko wlepszej swoje wersji. Oczywiście, pamiętam mecz z Lechem w Gdańsku. Przykro było go przegrać, mimo trzech strzelonych goli, ale mam nadzieję, że w Poznaniu będzie odwrotnie – powiedział ukraiński piłkarz Lechii.
Gospodarze byli po 17 meczach na 8. pozycji i gdyby nie kara ujemnych 5 punktów dla Lechii, obie drużyny byłyby sąsiadami w tabeli, bo Lech do sobotniego meczu miał 26 punktów. To stawiało go w roli faworyta, ale że w polskiej ekstraklasie każdy może wygrać z każdym, można było spodziewać się dobrego pojedynku.
I mecz dobrze się zaczął dla Lechii. To gdańszczanie rzucili się na rywala, nie dając mu swobody w rozegraniu piłki. Taka postawa zaprocentowała bardzo szybko bo w 3 minucie świetna akcję lechistów wykończył precyzyjnym strzałem przy słupku Tomasz Neugebauer. Lech starał się grać spokojniej, dłużej utrzymując się przy piłce. To dało mu możliwość bliższego podejścia do bramki Lechii a jedna z akcji gospodarzy dała im gola, którego zdobył Irańczyk Ali Gholizadeh.
Pierwsza polowa meczu mogła podobać się kibicom bo obie drużyny grały szybko, strzeliły po jednej bramce i wiele wskazywało na to, że podobnie będzie w drugiej części meczu.
Chwilę po rozpoczęciu drugiej odsłony Lechia prowadziła już 2:1. Gospodarze zaczęli dążyć za wszelką cenę do wyrównania i byli zespołem atakującym, ale Lechia wykazała się bardzo pragmatyczną postawą na boisku. Nagroda przyszła w postaci trzeciego gola, którego po efektownej akcji zdobył wyśmienicie grający Tomas Bobcek.
Lechia już do końca dobrze broniła się przed atakami Lecha i wywiozła z Poznania zasłużone zwycięstwo.
Lech Poznań – Lechia Gdańsk 1:3 (1:1)
Bramki: Ali Gholizadeh (26) – Tomasz Neugebauer (3), Antonio Milić (47, samob.), Tomas Bobcek (55).























Napisz komentarz
Komentarze