Reklama

Uczniowie transmitują lekcje na TikToku bez zgody nauczycieli. Szkoły są bezradne

Transmisje na żywo z lekcji prowadzone przez uczniów na TikToku stają się coraz większym problemem w polskich szkołach. Nauczyciele nie mają narzędzi, by kontrolować prywatność i bezpieczeństwo w sieci, a dyskusja w mediach społecznościowych pokazuje skalę zjawiska i bezradność placówek wobec cyfrowej codzienności dzieci.
Uczniowie transmitują lekcje na TikToku bez zgody nauczycieli. Szkoły są bezradne
Uczniowie transmitują lekcje na TikToku bez zgody nauczycieli. W sieci trwa dyskusja o prywatności, bezpieczeństwie i bezradności szkół wobec cyfrowej rzeczywistości uczniów.

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Uczniowie transmitują lekcje na TikToku – problem narasta

Transmisje live z lekcji prowadzone ukradkiem przez uczniów na TikToku przestają być jedynie ciekawostką internetową. Po opublikowaniu wpisu przez profil Protest z Wykrzyknikiem temat zyskał szeroki zasięg, pokazując problem naruszenia prywatności nauczycieli i brak kontroli nad cyfrową codziennością dzieci.

W relacjach widać fragmenty klasy, uczniów i nauczycieli. Telefony bywają ukryte pod ławką lub w inny sposób maskowane, tak aby nauczyciel nie zauważył transmisji. Zjawisko powtarza się regularnie w różnych typach szkół.

Pomysł kamer w klasach – spór o prywatność i nadzór

W dyskusjach pojawił się pomysł montowania kamer w klasach z dostępem dla rodziców. Zwolennicy argumentują, że nagrania mogą chronić nauczycieli i stanowić dowód w przypadku nękania. Krytycy wskazują jednak na brak praktycznych możliwości nadzoru rodziców, ryzyko kontroli nauczycieli zamiast uczniów oraz trudności związane z lekcjami wychowania fizycznego czy zajęciami praktycznymi. Wśród wypowiedzi pojawił się też głos z organizacji społecznej, która twierdzi, że w ich szkole kamery w klasach już działają i skala problemów z nagrywaniem jest niewielka. Tyle że to raczej wyjątek niż reguła, a sama obecność kamer nie rozwiązuje kwestii transmisji z ukrycia – zwłaszcza gdy telefon można schować praktycznie wszędzie.

CZYTAJ TEŻ: Czy Polska pójdzie śladem Australii i zablokuje dzieciom dostęp do social mediów? Na szali wolność, albo życie

Odpowiedzialność rodziców i edukacja cyfrowa

Znacząca część komentarzy podkreśla brak kontroli rodzicielskiej nad czasem spędzanym w sieci i korzystaniem z mediów społecznościowych. Padają argumenty, że dzieci mają nowoczesne smartfony, dostęp do Wi-Fi i często włączone media społecznościowe, a mimo to rodzice rzadko korzystają z narzędzi typu kontrola rodzicielska, limity czasu czy blokady treści. W tej narracji źródłem problemu nie jest sam telefon, tylko brak zainteresowania i brak konsekwencji. 

Niektórzy postulują sankcje wobec rodziców w przypadku powtarzających się naruszeń zasad przez dzieci,  – od kar administracyjnych po uderzanie w świadczenia społeczne w sytuacjach, gdy dziecko notorycznie łamie zasady lub dopuszcza się agresji wobec nauczyciela. Ale w opinii innych jest to ryzykowne i nieskuteczne.

Ryzyko TikToka i nieodwracalność obiegu materiałów

Każda transmisja na TikToku może być nagrana, pobrana i udostępniona w nieskończoność. Z tego powodu uczniowie często nie zdają sobie sprawy, że materiały nie trafiają jedynie do klasy, lecz do potencjalnie nieograniczonej publiczności. Użytkownicy podkreślają, że w praktyce ochrona wizerunku w takich przypadkach bywa iluzoryczna, a kontakt z platformami – trudny lub pozorny.

To ważny kontekst, bo „live” z lekcji nie jest już tylko „chwilą”. Nawet transmisję da się nagrać ekranem i zachować. Pojawia się więc pytanie: czy młodzi ludzie rozumieją, że nie transmitują „dla klasy”, tylko dla nieograniczonej publiczności – również dorosłych, anonimowych, potencjalnie niebezpiecznych?

Zakazy czy edukacja – spór o sposób reagowania w szkołach

Część dyskusji wskazuje na konieczność twardych zakazów, np. ograniczenie smartfonów w szkołach czy blokowanie TikToka. Argument jest prosty: problemu nie da się opanować miękkimi metodami, bo technologia i tak wygra.Inni zwracają uwagę na edukację cyfrową, konsekwencje prawa do wizerunku i bezpieczeństwa w sieci jako skuteczniejszą metodę niż całkowite zakazy.

Z drugiej strony pojawia się krytyka „moralnej paniki” i ostrzeżenie przed myleniem wrażeń z danych. Jeden z komentarzy zwraca uwagę, że obejrzenie kilkudziesięciu transmisji nie mówi jeszcze o skali w całym kraju. W tej perspektywie kluczowa jest edukacja cyfrowa: uczenie konsekwencji, prawa do wizerunku, bezpieczeństwa, trwałości internetu i mechanizmów algorytmów – zamiast dokręcania śruby.

Ten spór nie jest czarno-biały. Nawet komentujący sceptyczni wobec zakazów przyznają, że same lekcje o „higienie cyfrowej” nie wystarczą, jeśli platformy zarabiają na czasie spędzanym w aplikacji i nie mają interesu w skutecznym ograniczaniu zasięgów treści tworzonych przez nieletnich.

Weryfikacja wieku i zagrożenia AI oraz deepfake

Wiek użytkowników TikToka jest w praktyce fikcją – dzieci mogą zakładać konta podając fałszywe dane. Dodatkowo pojawiają się zagrożenia związane z wykorzystaniem AI i deepfake’ów do tworzenia kompromitujących materiałów. Problem cyfrowej przemocy w szkołach staje się coraz bardziej złożony i coraz trudniej zatrzymać go prostym „zakazem telefonu”.

Bezradność nauczycieli wobec cyfrowych wyzwań

Choć komentarze różnią się w diagnozach i receptach, w jednym są zaskakująco zgodne: nauczyciele często nie mają realnych narzędzi reagowania. W debacie przewijają się obawy, że każda próba interwencji może skończyć się konfliktem, oskarżeniami o „nękanie ucznia”, skargami rodziców lub postępowaniami wyjaśniającymi. Jedni widzą w tym efekt „nadmuchanych praw ucznia”, inni – kryzysu zaufania i rozmycia odpowiedzialności.

A w tle pozostaje pytanie podstawowe: co ma zrobić nauczyciel, który dowiaduje się, że jego lekcja stała się elementem internetowego show?


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama