Reklama Pomorze i podróże

Czy Polska pójdzie śladem Australii i zablokuje dzieciom dostęp do social mediów? Na szali wolność, albo życie

- W ostatnim czasie obserwujemy nie tylko w województwie pomorskim dzieci, które targnęły się na życie. Treści, które do nich docierają w mediach społecznościowych, bezpośrednio wpływają na ich emocje, myślenie i decyzje - mówi Anna Czarnowska - pedagog, ekspertka ds. zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży, członkini Pomorskiej Rady ds. Zdrowia Psychicznego.
Polska pójdzie śladem Australii i zablokuje dzieciom dostęp do social mediów?
Czy Polska zablokuje dzieciom dostęp do mediów społecznościowych? Eksperci alarmują o szkodach i proponują zmianę prawa.

Autor: rys. Krzysztof Ignatowicz

Ratujmy nasze dzielci, logoW grudniu tego roku Australia zablokowała dostęp do mediów społecznościowych dla dzieci poniżej 16. roku życia. Czy już wiadomo, jakie są efekty tych działań?
Uchwała australijskiego parlamentu weszła w życie 10 grudnia 2025 roku. Na efekty tak naprawdę będziemy musieli jeszcze poczekać, ponieważ jest na to zdecydowanie za wcześnie. Wiemy już jednak, że platformy ponoszą odpowiedzialność prawną i finansową za łamanie zakazu. Oznacza to, że odpowiedzialność nie jest przerzucana na rodziców, którzy często nie znają mechanizmów działania platform i nie wiedzą, jak skutecznie kontrolować obecność dzieci w mediach społecznościowych. Uznano, że treści, które dzieci widzą w sieci - na takich platformach jak TikTok, Instagram czy YouTube - nie są odpowiednie dla młodego odbiorcy. Niedojrzały jeszcze mózg dziecka nie jest przystosowany do odbioru tego typu treści.

CZYTAJ TEŻ: Wirtualne wyzwanie na śmierć. Twórczyni Kids Alert: Z bólem obserwuję, jak codziennie giną dzieci

Teoretycznie dzieci poniżej 13. roku życia nie mogą korzystać z platform społecznościowych. A jak jest naprawdę?
Dzieci doskonale wiedzą, jak obejść te ograniczenia - także w Polsce. Wystarczy, że siedmiolatek, logując się na platformę, zadeklaruje, że ma 13 lat. W Australii rząd świadomie uznał, że odpowiedzialność za łamanie ograniczeń ponoszą firmy technologiczne, a nie rodzice. Teraz to Big Techy ponoszą kary sięgające nawet 50 milionów dolarów australijskich. Do tego dochodzi usuwanie i blokowanie kont użytkowników poniżej 16. roku życia, co jest realnym narzędziem wymuszającym wdrożenie skutecznych mechanizmów weryfikacji wieku.

Co to zmienia?
Widać już pierwsze zmiany w modelu działania serwisów - ograniczanie treści kierowanych do młodszych odbiorców. Obecnie osoby, które promowały treści adresowane do dzieci i młodzieży, wypadają z rynku. Jest to działanie na korzyść młodych ludzi, ponieważ treści te często były przekazywane w sposób nieodpowiedzialny i szkodliwy.

To znaczy jaki?
Były to często treści rezygnacyjne, samobójcze, często pozbawione refleksji i odpowiedzialności. Ktoś na nich zarabiał, a dziś widoczne są konsekwencje ekonomiczne dla twórców, którym spadają zasięgi.

Można już mówić o poprawie zdrowia psychicznego najmłodszych w Australii?
Na taką ocenę jest jeszcze za wcześnie. Pierwsze analizy mogą pojawić się za około pół roku lub nieco później. Istotne jest jednak to, że kolejne kraje - zarówno w Europie, jak i na świecie - podążają w tym samym kierunku co Australia.

Wróćmy do weryfikacji wieku osoby korzystającej z portalu społecznościowego. Czy w Polsce jest to możliwe?
W tej chwili absolutnie nie, ponieważ nie jest to w żaden sposób usankcjonowane prawnie. Tak jak wspominałam - dzieci doskonale wiedzą jak obejść regulaminy które nie weryfikują wieku użytkowników.

To jak robią to w Australii?
Weryfikacja przebiega na podstawie dokumentu tożsamości, takiego jak legitymacja szkolna, dowód osobisty, paszport, a także przy wykorzystaniu rozwiązań biometrycznych, takich jak Face ID. Istnieje wiele mechanizmów, które realnie można wdrożyć na całym świecie. Każdy młody człowiek posiada dokument zawierający datę urodzenia i zdjęcie. I to platformy muszą wypracować skuteczne sposoby weryfikacji wieku, aby uniknąć wysokich kar finansowych.

Wiadomo jednak, że wielu młodych zakłada konta pod pseudonimem albo wpisuje fałszywe dane. To też można zweryfikować?
Rzeczywiście, bardzo wielu młodych ludzi potrafi omijać zabezpieczenia i kontrolę rodzicielską. Tworzą dodatkowe adresy e-mail i kilka kont. W efekcie jako dorośli nie jesteśmy w stanie skutecznie kontrolować, co dzieci robią w sieci. Jeśli jednak odpowiedzialność leży po stronie Big Techów, administratorzy platform muszą te działania weryfikować i blokować.

Jest pani osobą, która jako pierwsza w Polsce przedstawiła propozycję ograniczenia dostępu najmłodszych do platform społecznościowych w Sejmie, na Parlamentarnym Zespole ds. Prewencji Suicydalnej. Na jakim kraju powinniśmy się wzorować?
Przedstawiłam tę propozycję na przykładzie Danii, która również przymierza się do wprowadzenia podobnych rozwiązań. Ograniczenia wiekowe mają być tam niższe niż w Australii i obejmować osoby do 15. roku życia. Podkreślałam, że musimy pamiętać, iż tego, co zobaczy się w sieci, nie da się „odzobaczyć". Treści oddziałują na niedojrzały jeszcze mózg jak mantra - to, co oglądasz nieustannie, staje się twoją rzeczywistością, drąży głowę jak przysłowiowa kropla skałę. A później widzimy tego dramatyczne i często tragiczne konsekwencje.

ZOBACZ TAKŻE: Nastolatkowie z Pomorza popełnili samobójstwo. Byli nękani w sieci? Jest śledztwo policji

Można łączyć wzrost liczby prób samobójczych dzieci z treściami dostępnymi na platformach społecznościowych?
Niestety tak. W ostatnim czasie obserwujemy - nie tylko w województwie pomorskim, ale w całej Polsce - dzieci, które targnęły się na życie. Mają skrajnie niskie poczucie własnej wartości, nie chcą żyć, nie widzą sensu dalszego funkcjonowania. Treści, które do nich docierają w mediach społecznościowych, bezpośrednio wpływają na ich emocje, myślenie i decyzje. Jeżeli czytasz o sobie w sieci, że jesteś „niefajny", gruby, śmierdzący - może to wpłynąć na twoje decyzje. Wasz portal ujawnił wstrząsające treści publikowane na grupie spotted.puck, gdzie prawie 80 dzieci zostało obrażonych z imienia, nazwiska lub przezwiska. Było to brutalne i publiczne upokorzenie. Jeżeli dorosły człowiek czyta o sobie, że jest nic niewart i najlepiej, żeby umarł, nie zawsze potrafi sobie z tym poradzić. A co dopiero dziecko, które dopiero buduje swoją tożsamość i za wszelką cenę chce być akceptowane i przynależeć do grupy. Odnoszę wrażenie że w dzisiejszych czasach hejterzy czują się bezkarni, a wiemy doskonale ze hejt może doprowadzić do tragedii.

Kilka dekad temu takie słowa, jeśli już, mówiono bezpośrednio, w cztery oczy. Teraz łatwiej kogoś obrazić?
Mamy ogromny problem komunikacyjny, jeśli chodzi o młodych ludzi, którzy coraz rzadziej potrafią ze sobą rozmawiać. Siedzą naprzeciwko siebie, piszą do siebie na telefonach, przeglądają rolki. Kontakt bezpośredni zanika. Musimy sobie zdać sprawę, jak niebezpieczne są te treści i jaką szkodę wywołują w głowie młodego człowieka. To, co oglądasz, to, czym się karmisz, staje się twoją rzeczywistością.

Świat dzieci nie staje się coraz bardziej okrutny 12-latka zabija rok młodszą koleżankę, 16-latek rzuca się z nożem na ojca, uczniowie wulgarnie i bezkarnie obrażają nastoletnią córkę znanego siatkarza PlusLigi. Jak to jest z odpowiedzialnością młodych ludzi?
Dziecko do 13. roku życia nie ponosi odpowiedzialności karnej, a do ukończenia 17. roku życia podlega postępowaniu w sprawach nieletnich. Uważam, że ten system wymaga zmian. Młodzi ludzie czują się bezkarni, myślą, że mogą hejtować, poniżać, a takimi działaniami doprowadzać rówieśników nawet do prób samobójczych. Coraz częściej spotykam się z sytuacją, w której to nie sprawca, lecz ofiara hejtu ponosi konsekwencje.Tak było w jednej z pomorskich szkół, gdzie dziecko zdecydowało się zwierzyć psychologowi, co wiązało się dla niego z ogromnym wysiłkiem emocjonalnym, opowiadając o doświadczonym poniżaniu ze strony rówieśników. Efekt? Rodzicom przekazano, że skoro sytuacja jest tak trudna, najlepszym rozwiązaniem będzie przepisanie dziecka do innej szkoły.

Zamiatanie pod dywan?
To absolutnie nie powinno tak wyglądać. Trzeba głośno mówić o hejcie, przemocy i krzywdzie wyrządzanej dzieciom. Dyrektorzy szkół, w których dochodzi do takich sytuacji, mówią często: „my nic nie widzieliśmy". To nie jest prawda. Jak można przez osiem godzin pobytu ucznia w szkole nie zauważyć, że coś jest nie tak? Są przecież podstawowe symptomy: dziecko jest samotne, przygaszone, smutne, zawsze siedzi z boku. Wystarczy się nad nim pochylić, zapytać, czy można pomóc, zwyczajnie porozmawiać. Dziecko może się w tym momencie nie otworzyć, ale już wie, że jest ktoś, kto może być dla niego ,,latarnią na wzburzonym morzu’’ - że może przyjść, porozmawiać i zostanie wysłuchane. A dziecko zignorowane, słyszące, że „nic się nie stało", że to „twoja wina, pewnie prowokowałaś", zostaje samo. Nie możemy mówić, że białe jest czarne, a czarne białe. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu: jesteś prześladowcą, zrobiłeś źle i musisz ponieść konsekwencje. Musimy zdać sobie sprawę, że dzieci są lustrzanym odbiciem dorosłych oraz tego, czym są karmione od najmłodszych lat.

Także w sięganiu do mediów społecznościowych?
Jakiś czas temu byłam na warsztatach dla klas 1-3. Z premedytacją zadałam pytanie: „Kochane dzieci, kto z was ma Facebooka?" Sto procent dzieci w wieku 6-8 lat podniosło ręce. Następnie zapytałam o Instagrama - około 80 procent rąk powędrowało w górę. Na końcu zapytałam o TikToka, którego korzystało „tylko" 60-70 procent.To my, dorośli, ponosimy odpowiedzialność za to, co dzieci oglądają w sieci. Jako mama nastolatka wiem również, jak trudno jest dziś odmówić dziecku dostępu do Facebooka, Instagrama czy TikToka. Dlatego rozwiązania wprowadzone w Australii mają charakter systemowy- zdejmują odpowiedzialność z rodziców i przenoszą na platformy. Australijskie dziecko nie przyjdzie już do mamy z argumentem, że koleżanka ma dostęp, a ono nie. Tam nikt nie ma dostępu.

W Polsce o szkodliwości dostępu dzieci do mediów społecznościowych mówimy od dawna, ale nie zdecydowano się na zmianę prawa. Teraz obywatelską inicjatywę ustawodawczą zapowiada zespół powołany po ostatniej serii samobójstw dzieci przez marszałka województwa pomorskiego Mieczysława Struka. Na jakim etapie są wasze prace?
Obecnie pracujemy nad konkretnymi propozycjami zmian. Jest to proces, który wymaga czasu. Na przykładzie Australii widać, że prawo uchwalone pod koniec 2024 roku weszło w życie dopiero rok później. Mam nadzieję, że w Polsce uda się przejść tę drogę możliwie sprawnie.

Trochę to przypomina walkę Dawida z Goliatem. Z jednej strony grupa ekspertów przy marszałku jednego województwa, z drugiej dysponujące ogromnymi pieniędzmi Big Techy.
Obawa przed Big Techami jest realna. Po publikacjach dotyczących szkodliwości m.in. TikToka niektóre prywatne rozgłośnie radiowe zaczęły emitować spoty reklamowej tej platformy, przedstawiając ją jako miejsce bezpieczne i edukacyjne. Dla mnie to jest zatrważające. Nie spotkałam się z sytuacją, w której Facebook, Instagram czy YouTube reklamowałyby się w radiu. To pokazuje, że pewne zagrożenie jest tam wyraźnie odczuwalne. Musimy mieć świadomość, że żadne z tych miejsc nie jest w pełni bezpieczne i edukacyjne.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Gra w wisielca i hejt wśród nastolatków. W Gdańsku obradował specjalny zespół

Patrząc na liczną grupę tzw. wolnościowców, dla których wszelkie ograniczenia są działaniem zbrodniczym, widać, że nie będzie łatwo.
Musimy jednak stawić temu czoło, bo to, co się dzieje, jest naprawdę zatrważające. Analiza materiałów dotyczących dzieci, które targnęły się na swoje życie, jasno pokazuje, co mogło doprowadzić do tej ostatecznej decyzji. A tzw. ,,wolnościowcom” chciałabym powiedzieć jedno: tu jest Polska i w naszym kraju musimy przede wszystkim dbać o bezpieczeństwo oraz zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży. Nie chodzi już o ,,wolność” - chodzi o życie! Mimo działań edukacyjnych i szkoleń kadr pedagogicznych statystyki samobójstw dzieci nie spadają, utrzymując się na niebezpiecznie wysokim poziomie. Musimy mieć świadomość, że taka tragedia może dotknąć każdego z nas – jako rodzica, dziadka, babcię, wujka czy ciocię. Dopóki dramat nie dotknie kogoś bliskiego, łatwo mówić o ,,wolności”. Ale tu nie chodzi już o abstrakcyjne hasła czy ideologiczne spory – chodzi o bezpieczeństwo i życie dzieci. To jest dziś najważniejsze.

Kiedy tego typu prawo ma szansę wejść w życie w Polsce?
Nie mam wpływu na proces legislacyjny, jednak jako zespół merytorycznych ekspertów, powołanych przez marszałka województwa pomorskiego, będziemy wywierać presję. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, być może w ciągu dwóch lat uda się wykonać realny krok w tym kierunku.

Apel o zmianę polskiego prawa

Internet stanowi zagrożenie dla zdrowia fizycznego i psychicznego małoletnich - alarmują europosłowie, wzywając do ograniczenia dostępu do mediów społecznościowych osób przed 16. rokiem życia. Kolejne kraje zmieniają prawo, zakazując dzieciom korzystania z social mediów zobowiązując platformy społecznościowe do skutecznej weryfikacji wieku użytkowników.
W Polsce masowo nie jest przestrzegany zakaz korzystania przez dzieci z social mediów. Z drugiej strony coraz częściej widać, jak treści rezygnacyjne w nich występujące wpływają na ryzyko prób samobójczych, a pełne nienawiści wpisy niszczą psychikę nastolatków.

Redakcja "Zawsze Pomorze", prowadząca od marca 2022 r. akcję społeczną "Ratujmy Nasze Dzieci" , zwraca się z apelem do polityków, prawników, autorytetów i całego społeczeństwa o poparcie inicjatywy obywatelskiej, mającej na celu zmianę polskiego prawa. Będziemy przypatrywać się postępom prac komisji, powołanej w tym celu przez pomorskiego marszałka. Będziemy szukać sprzymierzeńców.

"W końcu wyznaczamy granicę. Wyraźnie mówimy platformom: wasze usługi nie są przeznaczone dla dzieci. I na tym kończy się eksperyment" - powiedziała w Parlamencie Europejskim i Christel Schaldemose z Danii. Niech to będzie i nasze motto.


Partnerem jest

NDI, logo
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Roman 06.01.2026 16:14
Witam Jestem bylym wolnym jurnalista.pisalem rowniez do dzienika baltyckiego,rzeczpospolitej,wyborczej.Co do SPRAWY!!! jest to nie tylko w polsce powoli zauwazalne,mam 75 lat mieszkam od lat w Berlinie i od lat obserwuje wplyw calej tej nowej zbawiennej technologi.Wspanialym przykladem jest poruszanie sie srodkami lokomocji publicznej na 10 osob 9 nie rozmawia z osoba obok a z swoim telefonem,smarfonem gdzie mozna poza przydatnymi wiadomosciami rowniez przez dostep do Tik Tokow itp sie tak to sie tylko wydaje ZRELAKSOWAC. Problem tej calej sprawy RODZICIE!!! przeciez to jest indoktrynacja MOZGU sami dorosli nie zdaja sbie z tego sprawy i jak maja to przekazac swoim dziecia?Juz dzisiaj uzaleznienie od tej nowej technologi jest u wiekszosci niczym innym jak NALOGIEM ktory rujnuje wszystkie potrzebne wiezi bez ktorych nie damy rady podozac oczekujacym nas wyzwaniom.jesli nawet zostana wprowadzone ograniczenia nawet kary to kogo mamy karac? Ojca,matke,dorosla siostre czy doroslego brata ktory pomoze nam obejsc te przepisy,szkole.Wprowadzenie w Niemczech coraz czesciej ZABRONIONE uzywanie smatwonow podzas pobytu w szkole to pierwszy WAZNY KROK i do tego nie potrzebujemy lat ani zadnych komisji i ustaw tylko dobrej checi A WIEC DZIALAJMY!!! pod motem NEC TEMERA NEC TEMIDE niech wojewodztwo Pomorskie zacznie od ZAKAZU UZYWANIA SMARFONOW w czasie obecnosci w szkole. Jesli w wiekszosci polskich domow nie ma nawet jednej KSIAZKI!!! to z pewnoscia EDUKACJi nie znajdziemy poprzez te urzadzenia. [email protected]

a może? 07.01.2026 13:13
Zakaz powinien dotyczyć domu (trudne do egzekucji) a dozwolenie w szkole. Wtedy zaczną tam chodzić... ;)

Reklama
ReklamaPomorze i podróże