Reklama
ReklamaActiva - Kamienice Pruszczańskie

Zabawna pomyłka w Gdańsku. Seniorki nie wpuściły księdza, bo wzięły go za oszusta

Na gdańskiej Oruni czujne seniorki wzięły nowego księdza za oszusta. Jak się okazało, zadziałał… lokalny system bezpieczeństwa. Historię sprzed ponad półtora roku przypomnieli w mediach społecznościowych gdańscy salezjanie.
seniorka z kijem baseballowym, Gdańsk
Czujne seniorki z Gdańska wzięły nowego księdza za oszusta. W gotowości czekał kij baseballowy!

Autor: Facebook | Salezjanie Gdańsk Orunia

Lokalny system ostrzegania w akcji

Do jednego z duchownych posługujących na Oruni w Gdańsku zadzwoniła zaniepokojona parafianka. Kobieta poinformowała, że po domach chodzi mężczyzna w stroju księdza i zapowiada wizyty u chorych w przyszłym tygodniu.

– U nas nikt nie zapowiada się z wyprzedzeniem. Jeśli są zmiany, ogłaszamy je w kościele albo dzwonimy – relacjonuje salezjanin

Ostrzegł więc parafiankę, że może chodzić o oszusta i zalecił ostrożność.

Nowy wikariusz kontra czujne parafianki z Oruni

Tydzień później, w pierwszy piątek miesiąca, do jednego z mieszkań zapukał nowy wikariusz – ks. Kuba. Niedawno przybył do parafii i chciał wcześniej przedstawić się wiernym oraz zapowiedzieć wizyty u chorych. Nie uprzedził jednak o tym innych księży.

Drzwi otworzyły czujne seniorki.

– My tu wiemy o takich! Przebierańcy! Oszuści! – usłyszał duchowny.

Ks. Kuba, nie wdając się w dyskusję, grzecznie się wycofał.

„Przebieraniec” zdemaskowany… na plebanii

Chwilę później na plebanii rozdzwonił się telefon z triumfalną informacją: 

– Ten przebieraniec przyszedł! Ale żeśmy go pognały!

Dopiero wtedy wyszło na jaw, że doszło do nieporozumienia. „Przebierańcem” okazał się nowy, jak najbardziej prawdziwy, ksiądz – w koloratce i bez żadnego kamuflażu.

Finał z kijem baseballowym w tle

Miesiąc później ks. Kuba ponownie zapukał do tych samych drzwi, tym razem już oficjalnie zapowiedziany. Atmosfera była zdecydowanie spokojniejsza, choć – jak się okazało – ostrożność została zachowana. Jedna z pań z uśmiechem przyznała, że poprzednim razem, jak i teraz, w pogotowiu stał… kij baseballowy.

Jak żartują sami mieszkańcy: na Oruni nawet duszpasterstwo ma poziom bezpieczeństwa premium.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama