Lokalny system ostrzegania w akcji
Do jednego z duchownych posługujących na Oruni w Gdańsku zadzwoniła zaniepokojona parafianka. Kobieta poinformowała, że po domach chodzi mężczyzna w stroju księdza i zapowiada wizyty u chorych w przyszłym tygodniu.
– U nas nikt nie zapowiada się z wyprzedzeniem. Jeśli są zmiany, ogłaszamy je w kościele albo dzwonimy – relacjonuje salezjanin.
Ostrzegł więc parafiankę, że może chodzić o oszusta i zalecił ostrożność.
Nowy wikariusz kontra czujne parafianki z Oruni
Tydzień później, w pierwszy piątek miesiąca, do jednego z mieszkań zapukał nowy wikariusz – ks. Kuba. Niedawno przybył do parafii i chciał wcześniej przedstawić się wiernym oraz zapowiedzieć wizyty u chorych. Nie uprzedził jednak o tym innych księży.
Drzwi otworzyły czujne seniorki.
– My tu wiemy o takich! Przebierańcy! Oszuści! – usłyszał duchowny.
Ks. Kuba, nie wdając się w dyskusję, grzecznie się wycofał.
„Przebieraniec” zdemaskowany… na plebanii
Chwilę później na plebanii rozdzwonił się telefon z triumfalną informacją:
– Ten przebieraniec przyszedł! Ale żeśmy go pognały!
Dopiero wtedy wyszło na jaw, że doszło do nieporozumienia. „Przebierańcem” okazał się nowy, jak najbardziej prawdziwy, ksiądz – w koloratce i bez żadnego kamuflażu.
Finał z kijem baseballowym w tle
Miesiąc później ks. Kuba ponownie zapukał do tych samych drzwi, tym razem już oficjalnie zapowiedziany. Atmosfera była zdecydowanie spokojniejsza, choć – jak się okazało – ostrożność została zachowana. Jedna z pań z uśmiechem przyznała, że poprzednim razem, jak i teraz, w pogotowiu stał… kij baseballowy.
Jak żartują sami mieszkańcy: na Oruni nawet duszpasterstwo ma poziom bezpieczeństwa premium.
























Napisz komentarz
Komentarze