Zmarnowana szansa Lechii Gdańsk i płaska tabela Ekstraklasy
Gdyby Lechia Gdańsk nie została ukarana pięcioma ujemnymi punktami, do meczu z Zagłębiem Lubin przystępowałaby również z 32 punktami i ewentualne zwycięstwo mogłoby ją wywindować na podium.
Obecny sezon jest w ogóle absurdalny – tabela jest tak płaska, że seria kilku meczów wygranych lub przegranych może wywrócić wszystko do góry nogami. Liga tak wyrównana czy tak słaba? Wielu skłania się ku tej drugiej opcji.
Szybkie ciosy „Miedziowych”. Zagłębie Lubin dominuje do przerwy
Mecz rozpoczął się od szybkiej bramki Zagłębia. Już w 3. minucie Mateusz Grzybek dał prowadzenie gościom precyzyjnym strzałem głową. Zagłębie wykorzystało pasywność lechistów w obronie i szybko wyszło na prowadzenie.
Biało-zieloni weszli w mecz nerwowo i bez pomysłu. Zdziwieni, że mogą grać tak, jak lubią. A przecież trzeba było wziąć odwet za jesienną klęskę, kiedy w Lubinie padł wynik 6:2 dla „Miedziowych”.
Pierwszy kwadrans to zaledwie jedna dobra akcja Lechii. Zagłębie bardzo dobrze radziło sobie z zespołem Johna Carvera – grało na wyprzedzenie, zamykało korytarze, wymuszało niecelne podania, niwelowało wszystkie ofensywne atuty piłkarzy z Gdańska. Dodatkowo – po wyjściu na prowadzenie – goście oddali inicjatywę, szukając jedynie sporadycznych ataków i świetnie ustawiając się w defensywie. Bardzo mądry ruch, ponieważ wszyscy wiedzą, że atak pozycyjny to dla Lechii gehenna.
W 26. minucie goście prowadzili już 2:0. Marcel Reguła chytrze uderzył sprzed pola karnego po dalszym słupku i Paulsen musiał ponownie wyciągać piłkę z siatki. Bramka oczywiście nie wzięła się z niczego – była efektem dłuższego oblężenia pola karnego Gdańszczan, którzy nie potrafili skutecznie wybić piłki.
Kryzys liderów Lechii i taktyka Leszka Ojrzyńskiego
Fatalnie wyglądała Lechia na początku tego spotkania. Biało-zieloni w ogóle nie przypominali zespołu, który tak wszystkich zachwycał w ostatnich tygodniach. Kulało wszystko. Obrona elektryczna bardziej niż zwykle, Kapić słabo, Zhelizko słabo, Mena obudził się dopiero, gdy rywale zaczynali być zmęczeni, Bobček odcięty od podań, a kiedy już dochodził do okazji, podejmował złe decyzje.
Nawet nie było widać chęci do agresywnego pressingu, którzy wyróżniał przecież podopiecznych Carvera. Wiadomo było, że to będzie trudny mecz, jednak postawa Lechii była jednocześnie zaskakująca, jak i rozczarowująca.
Należy jednak docenić postawę zespołu Leszka Ojrzyńskiego – wykorzystał przede wszystkim doświadczenie swoich obrońców, którzy nic nie robili sobie z prób gospodarzy.
Przebudzenie w drugiej połowie i kontrowersje z systemem VAR
Od początku drugiej połowy John Carver dokonał zmian. W miejsce Wójtowicza – który rozgrywał najsłabszy mecz od dawna – pojawił się Kłudka, a bezproduktywnego Cirkovicia zastąpił Sezonienko. To był jasny sygnał – większa rotacja pozycji z przodu i próba uspokojenia tyłów.
I już w 46. minucie była szansa na bramkę kontaktową, ale dwie próby Pllany i jedna Meny ugrzęzły w nogach obrońców „Miedziowych”. Lechia weszła w drugą połowę „z buta”.
Blisko było też jedenastki dla gospodarzy, ale sędzia wraz z VAR-em uznali, że faulowany Neugebauer był na spalonym. To decyzja o tyle kontrowersyjna, że zawodnik biało-zielonych nie brał udziału w akcji w momencie podania, a został kopnięty już w kolejnej, po nieudolnym wybiciu piłki, przez defensorów gości.
To jednak nie zdeprymowało Gdańszczan, którzy w końcu się obudzili, jednak musieli uważać, żeby nie nadziać się na kontrę gości. Lechiści zaczęli grać przede wszystkim szybciej, co momentalnie przekładało się na jakość ataków. Wciąż brakowało jednak tzw. kropki nad „i”, a czas uciekał. Kibice mogli się tylko zastanawiać, co stało na przeszkodzie, żeby tak prezentować się w pierwszej połowie.
Bicie głową w mur przed Derbami Trójmiasta
Na kwadrans przed końcem – mimo lepszej postawy i chęci – nic jednak nie wskazywało, że wynik może ulec zmianie. Przypominało to walenie głową w mur. Biało-zieloni byli bezradni, a Zagłębie kompletnie już nie grało, ale wciąż świetnie spisywało się w obronie.
Lechia próbowała i kombinacyjnie, i szybko, i ze stałych fragmentów, ale albo strzelali po trybunach, albo blokował ich „miedziany autobus”. Tak to już wyglądało do końca meczu.
Lechia przegrała niezwykle ważny mecz przed własną publicznością. Mogła złapać oddech i odskoczyć na kilka punktów od grupy pościgowej z dołu tabeli, jednak wciąż nie może być pewna bezpiecznej pozycji.
Derby Trójmiasta czekają nas w piątek, 27 lutego. Jeśli Lechia zagra, jak w drugiej połowie tego meczu, powinna sobie w Gdyni poradzić. Jeśli jednak znowu zaśpi i da Arce Gdynia się rozpędzić – już tak łatwo nie będzie o kolejny prestiżowy triumf w Ekstraklasie.
Lechia Gdańsk - Zagłębie Lubin. Wynik i strzelcy meczu
Lechia Gdańsk - Zagłębie Lubin 0:2
Bramki: Grzybek ('3), Reguła ('26).

























Napisz komentarz
Komentarze