Wyścig wyborczy na szefa Koalicji Obywatelskiej na Pomorzu zapowiada się nudno, bez emocji. Pan jest jedynym kandydatem. To dobre dla demokracji?
Emocje i dyskusje w polityce są zawsze. Niezależnie od tego, czy byłby jeden kandydat na szefa pomorskich struktur KO, czy też kandydatów byłoby więcej. Proszę pamiętać, że 8 marca nie wybieramy tylko przewodniczącego Koalicji Obywatelskiej na Pomorzu, ale także przewodniczących w powiatach. To zatem nieco bardziej złożona rzeczywistość. Po wyborach 8 marca, w niektórych miejscach trzeba będzie nieco uspokajać atmosferę, aby dalej budować środowisko.
Dlaczego? Skąd te emocje w powiatach?
Przypominam, że niedawno doszło do połączenie trzech partii i powstała Koalicja Obywatelska. Co prawda Inicjatywa Polska i Nowoczesna nie są dużymi formacjami, ale ich członkowie w wyborach np. powiatowych, mogą być języczkiem u wagi.
CZYTAJ TEŻ: Mieczysław Struk kandydatem na szefa pomorskiej Koalicji Obywatelskiej. Tym razem… bez konkurencji
Gdzie mogą wystąpić te największe emocje?
Bywają sytuacje zaskakujące, pojawiają się różne ambicje, więc nie podejmę się takich spekulacji. Jeżeli wybory potwierdzą na poziomie regionalnym mój mandat do działania, to wiem, że kolejnym wyzwaniem jest stworzenie zarządu regionu. Myślę, że tu też nie zabraknie emocji. Bo są nowi posłowie, którzy także mają aspiracje do znalezienia się w zarządzie. Reprezentacja w zarządzie nie może pochodzić tylko z dużych miast takich jak Gdańsk, Sopot czy Gdynia, lecz także z wielu powiatów w naszym województwie. A zarząd nie jest z gumy. Można wybrać tylko 15 osób. Zwłaszcza, że życzeniem Donalda Tuska, przewodniczącego Koalicji Obywatelskiej jest to, żeby politycy PO nie zdominowali zarządów. Żeby było w nich miejsce także dla kandydatów, wywodzących się z Nowoczesnej i Inicjatywy Polskiej. Jest więc co układać.
W kuluarach słychać jednak prześmiewcze słowa – gdzie ta demokracja w KO, skoro nie ma walki wyborczej.
Ale ja nie zamykam nikomu drogi do kandydowania. Każdy mógł zgłosić siebie albo inną osobę. Być może niektórzy chcieliby powtórki z wyborów w 2021 roku, w których moją kontrkandydatką była Agnieszka Pomaska. I może chcieliby wskazać teraz jakiegoś kandydata spośród nowych parlamentarzystów. Słyszałem o nazwiskach Patryka Gabriela czy Ryszarda Świlskiego...
Ale zarówno poseł Patryk Gabriel i senator Ryszard Świlski poparli pana.
Byli ze mną podczas konferencji, na której zapowiedziałem swój start w wyborach. I usłyszałem od nich, że moja kandydatura jest optymalna dla naszego ugrupowania. Nie chcę żeby to zabrzmiało zarozumiale, ale podobno mnie jest łatwiej rządzić strukturami regionalnymi, bo jestem na miejscu. Jeżdżę po całym województwie i rozmawiam ze wszystkimi. Posłom, zwłaszcza tym najaktywniejszym, trudno byłoby pogodzić obowiązki w Warszawie z działalnością w regionie. Zwłaszcza teraz, kiedy Koalicja 15 października rządzi. Co innego, kiedy byliśmy w opozycji. Wtedy tego czasu parlamentarzyści mogli mieć więcej. Ale powtarzam im, że powinni być teraz bardziej aktywni i częściej spotykać się z różnymi środowiskami w naszych, pomorskich gminach, przede wszystkim poza Trójmiastem. Tu są ich wyborcy. Nie zapominajmy, że w przyszłym roku na horyzoncie mamy wybory parlamentarne. Trzeba zintegrować środowisko i uaktywnić struktury, które 8 marca wybiorą swoich przewodniczących. Nie ma czasu na spory. Ciągle dynamicznie zmienia się otoczenie polityczne. Trzeba identyfikować nowe wyzwania, definiować je i brać się ostro do pracy.
Posłowie, którzy stoją przy panu, mówią: chcemy lidera, który łączy, nie dzieli. Rozumiem, że pan się sprawdził w łączeniu.
Miło to słyszeć, choć pewnie w tym trochę kurtuazji. Łączenie nie jest łatwe. O wiele łatwiej dzielić. Mamy w Koalicji Obywatelskiej kilka takich miejsc, w których od wielu lat tlą się konflikty albo wprost wybuchały jak, na przykład, w Tczewie. A to czwarte miasto na Pomorzu pod względem liczby mieszkańców. W przeszłości notowaliśmy tam w wyborach dobre wyniki. Trzeba więc popracować nad tym, żeby dalej tak było. Lokalne środowisko KO, być może przy wsparciu regionu, powinno odświeżyć swoją ofertę dla mieszkańców, przyciągnąć więcej młodych a na pewno skończyć z jałowymi sporami, które zniechęcają wyborców. Podobnie jest w Lęborku. Nie mam wątpliwości, że wraz z nastaniem nowej kadencji po 8 marca, będzie sporo pracy organizacyjnej.
Co może być miarą pana sukcesu? Kiedy mandat uzyskany w wyborach 8 marca, uzna pan za silny?
To prowokacyjne pytanie. Ale wiem, co było miarą naszego, wspólnego sukcesu w 2023 roku. To na Pomorzu Platforma Obywatelska uzyskała najlepszy wynik wyborczy – prawie 40 procent. A krajowy był mniej więcej o 10 procent niższy. W sejmiku mamy 20 na 33 radnych – to dobry rezultat. W ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego jako Pomorze też się przyłożyliśmy. Teraz przygotowujemy się do wyścigu wyborczego w 2027 roku. I to jeśli dobrze się do nich przygotujemy, będzie miarą naszego sukcesu. W tej chwili stawiamy sobie za zadanie zbudowanie takiego programu i oferty dla Polaków, żeby strona demokratyczna wygrała wybory i mogła te plany zrealizować.
Powtórzyć sukces sprzed trzech lat będzie trudno, zwłaszcza kiedy się rządzi. W dodatku na Pomorzu w niektórych rejonach nadal są bastiony PiS.
Mamy jeszcze sporo do zrobienia. Oczywiście są gminy i powiaty, w których konieczne jest zdecydowane wzmocnienie środowisk proobywatelskich. Świat się ciągle zmienia, rosną też aspiracje i oczekiwania mieszkańców regionu, więc trzeba na nie odpowiadać. Rozumiem, że nasze środowisko polityczne, pomorskiej Koalicji Obywatelskiej, powinno być nastawione jednocześnie na ciągłość, ale też zmianę. Naturalna jest zatem ewolucja. Dlatego te wybory 8 marca mają pomóc wybrać takich ludzi, którzy zaangażują się mocno w pracę dosłownie w całym regionie – we wsiach, miasteczkach i w dużych miastach.
Pytanie: wokół jakich kwestii ma się toczyć ten spór na Pomorzu i w Polsce. Niektóre tematy wydają się oczywiste jak bezpieczeństwo, wojna za wschodnią granicą, stosunek do cudzoziemców. Wyzwaniem jest też zachowanie i rozwój naszej tożsamości zarówno narodowej, jak i regionalnej, pomorskiej. Ten komponent wartości, jakie konstytuują naszą wspólnotę jest niezwykle ważny.
Pomorze przeżywa teraz szczególny czas, bo realizuje się tutaj wiele projektów, które mają i będą mieć w przyszłości wpływ nie tylko na życie Pomorza ale też Polski.
W ostatnich dwóch latach mamy na Pomorzu ogromny postęp w wielu dziedzinach. Jednym tchem mógłbym wymieniać wielkie środki m.in. na ochronę zdrowia, na onkologię, psychiatrię czy opiekę długoterminową, ale też na rozwój komunikacyjny Pomorza, które przyspieszyły modernizacje strategicznych linii kolejowych 201 czy 202 zapewniających dostęp do naszych portów pełnomorskich. Chodzi o to, żeby przez Polskę przechodziły jak największe strumienie towarów – to bardzo korzystne dla budżetu państwa, a ze zrozumieniem wagi i znaczenia gospodarki morskiej w naszym kraju w przeszłości bywało różnie… Także akcenty lokalne mają kapitalne znaczenie dla naszych mieszkańców. Przypomnę zaangażowanie premiera Donalda Tuska w modernizację linii kolejowej Kartuzy – Sierakowice – Lębork. Za chwilę, mam nadzieję, usłyszymy o odbudowie linii kolejowej Lipusz – Bytów – Korzybie. To pomaga też w naszej walce z wykluczeniem komunikacyjnym mniejszych ośrodków.
Sukcesów mamy wiele, jak choćby potwierdzenie konieczności budowania na naszym terenie elektrowni atomowej. Budowane są też farmy wiatrowe na Bałtyku, to olbrzymie inwestycje. Zatem z Pomorza i morza za chwilę będzie zasilana w energię polska gospodarka.
Ale żyjemy w dwóch rzeczywistościach politycznych. Opozycja a szczególnie PiS znowu wraca do tego, że rujnujecie kraj... Zapytam jednak o coś innego. Jako marszałek bierze pan na barki jeszcze szefowanie partii na Pomorzu. Czy to nie będzie tak, że coś kosztem czegoś?
Myślę, że przez ostatnie dwa lata dostarczyłem licznych dowodów na to, że można te funkcje bez uszczerbku i z powodzeniem wypełniać. Oczywiście jestem wspierany przez posłów z Pomorza, zwłaszcza przez Agnieszkę Pomaskę, Zbyszka Konwińskiego, Jacka Karnowskiego czy Ryszarda Świlskiego. I ta współpraca przynosi efekty. Nie kryję, że mnie to sporo kosztuje i wiem, że kosztować będzie. Ale ja i wiele osób podjęliśmy się tej odpowiedzialności za nasz region. Z tego zobowiązania wobec obecnych i przyszłych pokoleń mieszkańców Pomorza i Polski trzeba się rzetelnie wywiązać.
Czego się pan nauczył jako szef pomorskiej KO na Pomorzu?
Nasze pomorskie doświadczenia uczą, że budowanie ugrupowania politycznego to są lata mozolnej pracy i musi ono bazować na różnych grupach, nieco odmiennych, ale dyskutujących, a czasami nawet rywalizujących wewnętrznie – niektórzy może pamiętają jeszcze debaty sprzed lat między naszym konserwatywnym i liberalnym skrzydłem. Jednak całość takiego ruchu musi być zjednoczona w idei i do tego, jako szef pomorskiej KO, zawsze staram się doprowadzać. Tworzymy wspólnie szerokie środowisko „pomorskiej Koalicji Obywatelskiej” – każde z tych słów jest nieprzypadkowe, niesie za sobą treść. Tak jak zmienia się nasze społeczeństwo, musi zmieniać się też program. Nauczyłem się tego, a właściwie ciągle utwierdzam się w przekonaniu, że aktywność liderów politycznych tj. parlamentarzystów czy samorządowców nie może być tylko przejawiana w czasie kampanii wyborczej. Potencjał kadrowy trzeba angażować i wykorzystywać cały czas do budowania środowiska. To ważne, żeby politycy i eksperci, których w naszym ugrupowaniu nie brakuje, systematycznie jeździli i słuchali ludzi w różnych miejscach. Bo do zwycięstwa wiedzie droga długa, mozolna i ciężka. Jako doświadczony już samorządowiec zdaję sobie sprawę, że to nie może być krótki marsz. Mam poczucie, że po wygranych przez Koalicję 15 października wyborach, za dużo czasu i energii marnowaliśmy na tarciach między partiami stanowiącymi zaplecze rządu. Dla wielu ludzi, którzy na wezwanie Donalda Tuska uczestniczyli w wielotysięcznych czy nawet milionowych wiecach, to miało prawo być irytujące. Mnie to też denerwowało. Teraz koalicja rządząca musi sobie odpowiedzieć na pytanie – jakie mamy priorytety i czego kraj najbardziej potrzebuje? Ta refleksja i odpowiedź jest potrzebna, żeby uniknąć rozczarowania i rozgoryczenia Polaków. Mam nadzieję i wierzę, że w wyniku wyborów parlamentarnych 2027 roku Koalicja Obywatelska dalej będzie tworzyła zaplecze polityczne rządu.
ZOBACZ TAKŻE: Trudna sejmowa sytuacja KO. W sondażu prowadzi, ale rządu nie utworzy
Emocje będą też przy tworzeniu list wyborczych. To także pana rola.
Wszystko w swoim czasie. Zobaczymy, jak będę funkcjonować parlamentarzyści, szefowie powiatowych struktur, czy będą często pojawiać się w terenie. To wsłuchiwanie się także w głosy krytyki musi być immanentną cechą aktywności polityka, który chce się znaleźć na listach wyborczych.
To znaczy, że obecni posłowie będą rozliczani?
Zarówno posłowie jak i ci, którzy mają aspiracje nimi być. Nadchodzi zmiana warty. Pesel dla niektórych jest nieubłagany. Dlatego odświeżenie nazwisk na listach będzie konieczne.
Marszałek brzmi dumnie. Ale pan nie myśli, żeby jednak kandydować do parlamentu?
Jest jeszcze wiele do zrobienia w regionie. Dlatego zostanę. Znam dobrze Pomorze i jego mieszkańców. Dla tej sprawy poświęciłem kawał serca i aktywności publicznej, a mam jeszcze szereg tematów do dokończenia, na przykład w dziedzinie kolei czy kultury. Marzę o tym, aby Pomorze było najlepszym miejscem do życia także dla pokolenia moich wnuków. Mam więc co robić i jako marszałek i jako ewentualnie wybrany na kolejną kadencję przewodniczący pomorskiej KO.

























Napisz komentarz
Komentarze