Ja swoje rozważania ograniczę do jednej kategorii: fortepianu. Powodem jest festiwal pianistyczny Piano Perspectives, zorganizowany w dniach 20-22 lutego przez gdyński Konsulat Kultury. Dwa projekty każdego wieczoru, w wykonaniu artystów średniego i młodego pokolenia.
Zainaugurowała festiwal Kasia Pietrzko, pianistka z generacji najmłodszej, w ankiecie JF na miejscu dwudziestym trzecim. Towarzyszył jej na saksofonach Marcin Kądziela, doceniony miejscem czwartym w kategorii saksofonu altowego. Wartym odnotowania elementem koncertu Pietrzko były tzw. wizualizacje, czyli plastyczne komentarze wrzucane na ekran. Towarzyszyły one zresztą większości prezentowanych projektów. Organizatorzy tak je opisali: „Za warstwę wizualną odpowiadają dydaktycy Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, w tym dr Filip Ignatowicz i dr Hanna Szumska”.
Dwuczęściowy recital dał pianista obecny na polskiej scenie od kilkunastu lat, w ankiecie JF na miejscu dziewiętnastym – Piotr Orzechowski, znany jako „Pianohooligan”. Pierwsza część na „czystym” fortepianie, w drugiej fortepian spreparowany. Mimo, że repertuar zarówno Pietrzko jak Orzechowskiego był wynikiem pracy kompozytorskiej, to słuchacz miał prawo myśleć o obu występach w kategoriach kontrastu, gdzie duet Pietrzko – Kądziela odgrywał wcześniej zapisane melodie przybrane w przemyślane harmonie, brzmienia i dynamikę, zaś Orzechowski wydawał się niespiesznie poszukiwać sekwencji i współbrzmień. Na takie wrażenie zapracowało odwołanie się pianisty do konwencji minimalizmu i zestawianie niedokończonych motywów melorytmicznych. Pomysł interesujący dla muzycznych szaradzistów, o ile tacy istnieją, ale prowokujący mnie jako słuchacza do ziewania.
Tymczasem Pietrzko pokazała piękne miniaturki o melodiach jakby zaczerpniętych z niespodzianie odnalezionego śpiewnika, do których duet dopisał dla zabawy a to improwizacje oparte na różnych skalach, a to przybrał w szaty nostalgii, jakiej nie powstydziłby się sam Tomasz Stańko. Nad talentem kompozytorskim Pietrzko unosi się niewątpliwie jego duch, trafne jest także skojarzenie z kompozycjami filmowymi Krzysztofa Komedy. Lepszej rekomendacji dla kompozytora chyba nie ma.
Jeśli idzie o wyobraźnię, otwierającą pole do swobodnej improwizacji, to dobrym jej przykładem był koncert Joanny Dudy (nr 4 na liście JF w kategorii syntezator/keyboards) w ostatnim dniu festiwalu. Duda podzieliła swój set na dwie części, brzmieniem fortepianu opatrując pierwszą, w drugiej operując dźwiękami wygenerowanymi w komputerze. Nie był to jazz kojarzony z jakąkolwiek definicją, raczej „muzyka improwizowana”, bez ograniczeń formalnych, w której może pojawić się cokolwiek. Otwierała różne pola wyobraźni, a publiczność wydawała się włączać odbiorniki na tej samej fali. Jednak największe brawa zebrał występujący w ostatnim dniu pianista średniego pokolenia Piotr Wyleżoł (na liście JF z numerem piętnastym). Jego recital przenosił słuchaczy w indywidualny melanż wyobraźni dźwiękowej. Bynajmniej nie zamknięty w jazzowym kręgu. Wyleżoł niczego nie naśladował ani nie parafrazował – a jednak uruchamiały się skojarzenia z Erikiem Satie, Albenizem, Belą Bartokiem, Lisztem, późnym Beethovenem, Chopinem itd. – obejmujące harmonie, pulsowanie dynamiki, pomysły formalne, kontrapunkt i czego tam więcej trzeba. Na pierwszym miejscu zaś skojarzenie z wyobraźnią i geniuszem Keitha Jarretta.
Żałowałem, że nie udało mi się wysłuchać festiwalu w całości – przez co straciłem możliwość wysłuchania dwóch oryginalnych pianistów: Marcina Maseckiego (numer siódmy na liście JF) i gdańszczanina Michała Ciesielskiego (chwilowo poza listą).
























Napisz komentarz
Komentarze