Reklama
ReklamaActiva - Kamienice Pruszczańskie

Local content – wśród mitów i prawd

Realizacja państwowych megaprojektów i ich postępy spowodowały żywe zainteresowanie kwestią tzw. lokalnego komponentu. Temat szczególnie często poruszany jest w kontekście realizacji pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Niestety, wokół zagadnienia narosło wiele mitów. Warto się z nimi rozprawić i przekonać się, że polskie firmy mają perspektywy na włączenie się w atomowy łańcuch dostaw.
local content, PEJ
Zaangażowanie polskich firm do projektu „atomówki” to nie pieśń przyszłości, ale już rzeczywistość

Autor: PEJ

Bezprecedensowa kumulacja inwestycji o wielkiej skali i strategicznym dla Polski znaczeniu to także bezprecedensowe szanse dla krajowych firm na duże kontrakty. Nie dziwi więc, że local content szybko stał się gorącym tematem i był szeroko omawiany zarówno na poziomie administracji państwowej, jak i przedsiębiorców. Co warto wiedzieć, aby nie zginąć w informacyjnym chaosie i nie ulec dezinformacji i nieścisłościom? Sprawdźmy, jakie są fakty.

Zaklęty krąg zagranicy?

Jednym z najbardziej rozpowszechnionych mitów jest ten, że zagraniczny wykonawca preferuje zagraniczne firmy – najlepiej te ze swojego kraju. Okazuje się jednak, że wcale nie o paszport przedsiębiorstwa chodzi, tylko o jego wiarygodność. Szczególny pod tym względem jest sektor jądrowy obwarowany rygorystycznymi normami jakości i bezpieczeństwa, więc wykonawcy z reguły korzystają z godnych zaufania partnerów. To daje pewność, że usługi świadczone są na odpowiednio wysokim poziomie i z zachowaniem wszelkich standardów. Obecność zagranicznych firm nie wynika więc z „preferencji narodowych”, tylko z wcześniejszych doświadczeń, istniejących możliwości współpracy i dostępności kluczowych rozwiązań technologicznych. 

W przypadku pomorskiego projektu jądrowego brak tych preferencji oznacza, że polskie firmy nie zostaną arbitralnie wykluczone z możliwości włączenia się w łańcuch dostaw konsorcjum Westinghouse-Bechtel. Warto dodać, że Amerykanie, dążąc do optymalizacji logistyki i kosztów, kierują się zasadą: „We buy where we build”. To dobra wiadomość dla krajowych przedsiębiorstw – polski biznes będzie mógł więc zawalczyć o kontrakty nie tylko w zakresie części konwencjonalnej elektrowni, ale także – po uzyskaniu m.in. certyfikatu NQA-1 – tzw. wyspy jądrowej. Sześć polskich firm jest właśnie na drugim z trzech etapów wdrażania tego standardu, który umożliwi im wejście do globalnego grona partnerów Westinghouse i ubieganie się o zlecenia nie tylko w Polsce, ale w przyszłości także w Europie.

Twórczy chaos pojęć

Czasami niektórzy twierdzą też, że w temacie local content panuje chaos regulacyjny i definicyjny, który uniemożliwi polskim dostawcom udział w atomowej inwestycji. Rzeczywiście brakuje jednego wskaźnika, którym moglibyśmy mierzyć udział tzw. komponentu krajowego. Local content bowiem to nie ścisła formuła matematyczna czy jedna strategia inwestycyjna, ale zestaw praktyk, które mają umożliwić jak największy udział firm z Polski w łańcuchu dostaw projektu. Celem jest wzmocnienie gospodarki dzięki zleceniom, transferowi technologii i rozwojowi umiejętności. 

Wszystko to musi jednak mieścić się w ramach prawa UE oraz przepisów krajowych. Unia zakazuje preferencji opartych na narodowości, ale dopuszcza działania, które proporcjonalnie zwiększają odporność projektu i przynoszą wymierną korzyść bezpieczeństwu energetycznemu. Od dłuższego czasu trwają prace – prowadzone przez inwestora pierwszej polskiej elektrowni jądrowej we współpracy z administracją oraz instytucjami finansowymi i branżowymi – nad instrumentami, które budują kompetencje, poprawiają zaplecze technologiczne i sprzyjają trwałej obecności polskich firm w „atomowym ekosystemie”. Nie chodzi o faworyzowanie „za narodowość”, lecz o tworzenie warunków, które ułatwią podnoszenie jakości i stabilności całej inwestycji.

Czy poziom polskości można zmierzyć?

Istnieje także obawa, że poziomu local content nie da się zmierzyć. Więc przeciwnie – da się i to na wiele sposobów. Przykładowym jest wartość kontraktów i zamówień, które trafiają do polskich przedsiębiorstw. Za każdym zleceniem stoją jednak dalsze efekty: nowe miejsca pracy, zdobywanie kwalifikacji przez pracowników, inwestycje w technologie i usługi towarzyszące. To także element local content i ważny impuls rozwojowy dla gospodarki. Dlatego podejmowane są działania, aby zapewnić uczciwy, konkurencyjny start w wyścigu o zamówienia i budować odporny łańcuch dostaw. Tworzenie przyjaznego środowiska dla przedsiębiorców – od dostawców podstawowych po wyspecjalizowane usługi – wzmacnia trwałość projektu i przekłada się na długofalowe korzyści ekonomiczne.

Znajomość terenu i zasad gry

W przestrzeni publicznej można usłyszeć także pesymistyczne głosy, że polskie firmy nie mają szans w konkurencji o zlecenia dla pomorskiej „atomówki”. Tymczasem takie niedocenianie naszych przedsiębiorców to duży błąd – nie dość, że wcale nie są na straconej pozycji, to często dysponują przewagami nad zagraniczną konkurencją. Gdzie tkwi ich siła? Choćby w doskonałej znajomości przepisów, procedur budowlanych czy specyfiki pracy na krajowym placu budowy. To realne przewagi, których wykonawcy z zagranicy często nie mają i które – gdy odpowiadają na obiektywne potrzeby projektu – mogą być uwzględniane w procesie zakupowym.

Oczywiście w obszarach najbardziej zaawansowanej technologii, zwłaszcza w tzw. wyspie jądrowej, liczy się profesjonalizm potwierdzony m.in. certyfikatami. Te kompetencje buduje się latami, ale polskie firmy już je zdobywają, korzystając z programów wdrożeniowych i z udziału w kolejnych etapach łańcucha wartości. Kluczowe są równe szanse, tak aby mogły w pełni konkurować o zamówienia i maksymalnie wykorzystać swoje przewagi, co przełoży się na rozwój regionu i całego kraju. Takie podejście jest zgodne z prawem, racjonalne ekonomicznie i spójne z potrzebą strategicznego bezpieczeństwa w sektorze, który dostarcza stabilną energię w podstawie systemu.

Local content już się dzieje

Zaangażowanie polskich firm do projektu „atomówki” to nie pieśń przyszłości, ale już rzeczywistość. Od 2021 roku Polskie Elektrownie Jądrowe podpisały już ok. 380 umów z polskimi firmami o łącznej wartości blisko 1 mld zł, z czego 73 kontrakty – warte ponad 288 mln zł – trafiły do przedsiębiorstw z Pomorza. Wśród nich jest na przykład pięć umów ramowych na modernizacje dróg, z których trzy powierzono podmiotom z regionu. Także Bechtel i Westinghouse nawiązały już współprace z przedsiębiorstwami znad Wisły. Dane te pokazują, że krajowy biznes jest już realną częścią łańcucha dostaw projektu jądrowego – na długo przed rozpoczęciem budowy.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama