Rok Jacka Kuronia i film „Nasza rewolucja”
Gdyby Jacek Kuroń żył, 3 marca skończyłby 92 lata. W Europejskim Centrum Solidarności przygotowano symboliczne urodziny legendarnego opozycjonisty, założyciela Komitetu Obrony Robotników, działacza Solidarności i ministra pracy w wolnej Polsce. To wydarzenie inauguruje Rok Jacka Kuronia. W 2026 mija bowiem 50 lat od wydarzeń Czerwca '76 w Radomiu i Ursusie oraz powołania Komitetu Obrony Robotników, na którego czele stał Kuroń.
Na urodzinach w ECS pojawili się m.in. Magdalena Popławska i Arkadiusz Jakubik - aktorzy grający Jacka Kuronia oraz jego żonę Gajkę w filmie pt. "Nasza rewolucja" oraz przyjaciele - Anna Blumsztajn i Seweryn Blumsztajn. W spotkaniu, a potem w warsztatach brali udział nauczyciele z całej Polski, dyskutując o tym jak pokazywać i przypominać bohaterów tamtych czasów, a także jak o nich opowiadać.
CZYTAJ TEŻ: Arkadiusz Jakubik o najnowszej roli: Wszedłem w buty Kuronia, ale uszyte na mój rozmiar

Film o miłości silniejszej niż strach i represje
W trakcie spotkania pokazano fragmenty dwóch powstających filmów o Jacku Kuroniu - wspomniany już fabularny pt. "Nasza rewolucja" , którego producentem jest Next Film. A reżyseruje go Piotr Domalewski, nagrodzony m.in. Złotymi Lwami w Gdyni za "Cichą noc" i "Ministrantów" oraz dokumentu „Nie palcie komitetów" (reż. Maria Zmarz-Koczanowicz, Jacek Petrycki).
Przypomnijmy, że Gdański Fundusz Filmowy partycypuje finansowo w "Naszej rewolucji" (kwotą 200 tysięcy złotych). Część zdjęć kręcono w Gdańsku.
Robert Kijak producent Next Film podczas spotkania z nauczycielami mówił, że nad samym pomysłem "Nasze rewolucji" pracowali sześć lat. Jego zdaniem, dzisiaj młodych ludzi łatwiej przekonać historią obrazkową i stąd film, który ma opowiedzieć młodszemu pokoleniu, a starszemu przypomnieć, kim był Jacek Kuroń, jakie wyznawał wartości i dlaczego one są nadal ważne. Że wolność wywalczona w 1989 roku przez m.in Jacka i Gajkę oraz wiele innych osób, którzy poświęcali życie aby nam się żyło lepiej, jest bezcenna. I nigdy dana na zawsze.
„Nasza rewolucja" to historia miłości silniejszej niż strach, represje i polityczna przemoc. To opowieść o dwojgu ludziach, którzy wierzyli, że razem mogą zmieniać świat – i którzy tę wiarę potrafili przekuć w działanie. On – charyzmatyczny, bezkompromisowy, gotowy zapłacić najwyższą cenę za swoje przekonania. Ona – odważna, pełna ciepła i determinacji, cicha siła stojąca u podstaw wspólnej walki. Ich uczucie nie jest tłem dla historii – jest jej sercem i motorem - mówią twórcy filmu.
Świat, który już nie istnieje
Magdalena Popławska zapytana o to, jaką lekcję zabrała ze sobą z pracy nad filmem powiedziała:
- Czuję smutek, tęsknię za światem, który wydaje mi się, że już nie istnieje, że ta klasa polityków zaangażowanych, odpowiedzialnych zaginęła. Jak się przygotowywałam do tego filmu, to dla mnie bardzo bliska była część Jacka wychowawcy, bo już takich ludzi nie ma. Jacek wszystkich traktował tak samo poważnie, był zaangażowany społecznie i miał potrzebę rozmowy, nawet z największym wrogiem - tłumaczyła.
Arkadiusz Jakubik, który do roli przygotowywał się sześć lat tak mówił: - Pamiętam moje rozmowy z reżyserem i producentem, żeby Jacka nie pokazywać jako świętego, jako bohatera, tylko żeby przemycić najwięcej tych niefajnych rzeczy, co było w nim pod spodem. To dla mnie jako człowieka, jako aktora i potencjalnego widza jest najciekawsze. I nie powiem nic odkrywczego, ale po tym filmie została mi jedna rzecz, jakkolwiek banalnie to zabrzmi, miłość jest najważniejsza. Miłość i zdrowie - dodał.
Aktor zapytany o ocenę tych fragmentów "Naszej rewolucji", które obejrzał z publicznością, odparł: - Dzisiaj pierwszy raz je widziałem. Prawda jest taka, że aktor za drugim albo dopiero trzecim razem śledzi akcję w filmie, w którym zagrał. Za pierwszym razem ogląda siebie. I nie interesuje go historia, ani to jak świat został przedstawiony. W jego głowie pojawiają się pytania - czy reżyser wziął najlepszy dubel czy nie, dlaczego wyrzucił najważniejszą scenę w filmie, co za kretyn? Przecież na coś innego się umawialiśmy - opowiadał przy wtórze śmiechu z widowni.
Potem żartował sobie z prezentowanej publiczności scenie.
- Ileż można oglądać moje owłosione plecy...
Arkadiusz Jakubik w rozmowie z dziennikarzami mówił, że kilka ról w swoim życiu zagrał, ale przed żadnym planem filmowym nie był tak zestresowany jak przed tym.
- I tu nie chodziło o ciężar roli czy graniczne emocje, które trzeba było w sobie znaleźć. Ale chodzi o to, że do tej pory nie grałem bohatera, który żył kiedyś naprawdę. A ten bohater w dodatku nazywał się Jacek Kuroń i był obdarzony charyzmą, niezwykłym, charakterystycznym sposobem bycia, mówienia. I do ostatniego momentu przed rozpoczęciem zdjęć zadawałem sobie pytanie - czy pójść w kierunku naśladowania Jacka Kuronia, czy jednak skupić się na tym, żeby to było jak najbardziej prawdziwe, wiarygodne emocjonalnie i poruszało widza w kinie.

Jak zagrać Jacka Kuronia?
Naśladowanie Kuronia mogło, jak dodał, prowadzić do parodii i komedii na ekranie.
- I w końcu, tak mi się wydaje, zostawiłem z boku tę charakterystyczność Jacka. Bardziej zawierzyłem własnej intuicji zwyczajnego widza, dla którego najważniejsze w kinie są emocje. Zostawiłem tylko jedną, charakterystyczną cechę Jacka Kuronia, czyli palenie papierosów. Umówiłem się z reżyserem, Piotrem Domalewskim, że mój bohater pali niemal w każdej scenie, w każdym ujęciu. To był czas kiedy paliło się niemal wszędzie, nawet w szpitalu, czy na sali sądowej. Trudno nam było znaleźć sceny, w których Jacek byłby bez papierosa.
Na stwierdzenie, że to wyjątkowe poświęcenie, aktor odparł żartem, że poinformował produkcję filmu, że badania płuc i ewentualne leczenie będą na koszt producenta. - Rekwizytor pan Krzysztof podliczył wszystkie przeze mnie wypalone na planie papierosy, które mi dostarczał i okazało się, było to 4 i pół tysiąca sztuk.
ZOBACZ TAKŻE: Bunt w Czarnem 1989. Czuliśmy, że nadchodzą ciemne chmury, ale nikt nie spodziewał się takiej burzy

Aktor podczas rozpoczęcia zdjęć zapowiadał, że nie wejdzie w buty w Jacka Kuronia, a jeśli już, to będą buty szyte na jego miarę. - Proszony o komentarz do tych słów, odparł:
- Starałem się jak najwięcej przemycić rzeczy, pokazujących, że Jacek nie był takim do końca pomnikowym bohaterem. Sam jako widz kocham bohaterów nieoczywistych, którzy mają odrobinę "brudu za paznokciami". Na których nie patrzy się z perspektywy klęczenia na kolanach, tylko widzi się prawdziwego człowieka. Każdy z nas ma coś za uszami. Jacek też miał. Ale na ile się udało pokazać Jacka z tej drugiej, mniej fajnej strony, przy całym szacunku do niego, to się okaże, kiedy zobaczę film.
Na pytanie o trudne momenty w filmie, ciężkie sceny do zagrania odparł ze śmiechem, że to było pokazanie jego owłosionych pleców (scena w rzece).
- To było osiem godzin spędzonych w wodzie. Byłem zły i zmarznięty, ale to nie były sceny najtrudniejsze. Film opowiada o czterech, ostatnich latach Gajki i Jacka. Niczego nie zaspojleruję, jeśli powiem, że kończy się odejściem Gajki. I wiedziałem, że w tej scenie muszę tego Jacka wziąć "do środka". To była masakra. Niezwykle trudna scena - w szpitalu, w którym Gajka odchodziła, a Jacek dowiaduje się od Marka Edelmana przepięknie granego przez Jacka Komana, że to już koniec. To było dla mnie w tej historii najtrudniejsze. Bo to są rzeczy właściwie nie do zagrania. Trzeba w to wejść, jakby ci ktoś najbliższy odchodził i świat się kończy. A po drugiej stronie nie ma już nic. Czarna dziura. Pustka. I do takiego stanu trzeba się na planie filmowym doprowadzić - tłumaczył aktor.

Jego zdaniem, mimo, że Jacek Kuroń kojarzy się przede wszystkim z opozycją i polityką, to nie ona będzie osią tego filmu.
- Zrobiliśmy film w absolutnie świadomy sposób o miłości. Przy całym szacunku do opozycji, nasze dramatyczne losy wrzuciliśmy na drugi plan. Po to, żeby opowiedzieć uniwersalną historię o relacji dwojga ludzi - najpiękniejszej i najbardziej dramatycznej miłosnej historii Romea i Julii, którzy kochali się na zabój i żyć bez siebie nie umieli. Był tu oczywiście trójkąt miłosny, w którym od zawsze była też ta trzecia - żeby nie zabrzmiało to patetycznie - Polska. I między nimi Jacek musiał cały czas wybierać. Kiedy jednak nadszedł ten najbardziej dramatyczny moment i trzeba było opowiedzieć się po jednej ze stron, nie miał wątpliwości, że Gajka jest od ojczyzny ważniejsza.
Magdalena Popławska - filmowa Gajka Kuroń, nie miała wielu materiałów, na których mogła się oprzeć. Bo to były takie czasy, że mężczyźni stali na barykadach, ale kobiety pilnowały, żeby mieli dokąd potem wrócić.
Aktorka mówi, że zarówno film "Nasza rewolucja" jak i wcześniejszy musical "1989" przywracają głos tym kobietom, którzy często stały za mężczyznami zmieniającymi świat i politykę. A tak naprawdę ci mężczyźni mogli to robić dzięki kobietom, które budowały im domy, dawały stabilizację, wspierały, ogarniały życie i dzieci. A niejednokrotnie, jak w przypadku Gajki, walczyły o swoich mężczyzn wyciągając ich z więzień, wspierając intelektualnie w walce, kiedy pojawiały się bardzo trudne momenty, w których traciło się nadzieję.
- Cieszę się, że w końcu zaczynamy opowiadać o tych kobietach, które były bardzo ważne - tłumaczyła.
SPRAWDŹ TEŻ: Legenda Solidarności w Przodkowie. Spotkanie z Henryką Krzywonos-Strycharską
To rola kostiumowa, osadzona w latach 70. i 80. Bo film pokazuje cztery przełomowe lata 1978-1982, nie tylko dla Kuroniów.
- Wszyscy mi powtarzali, że Gajka była zjawiskową, piękną kobietą. Ale to piękno wynikało też z jej niezwykłego charakteru, z jej skromności i miłości do ludzi. To budowało takie światło pełne nadziei, którym emanowała. Kobiety wtedy dbały o siebie. Może miały tylko po trzy sukienki, ale szyte przez siebie i to miało inny charakter.
Dla niej "Nasza rewolucja" to też historia o miłości. O niezwykłej miłości, bo tak opowiadając o związku Kuroniów, którzy ich znali. Miłość, ale osadzona na tle przełomowych czasów w naszym kraju i Europie.
- Myślę, że wyjście z tej perspektywy miłości, która dotyczy każdego z nas, bo każdy potrzebuje tego uczucia, to ważny krok w kierunku komunikacji z młodzieżą. Mam nadzieję, że pociągnie ich ta historia - opowiadała.
Premiera "Naszej rewolucji zaplanowana jest na 11 listopada 2026 roku.

























Napisz komentarz
Komentarze