Reklama
ReklamaActiva - Kamienice Pruszczańskie

To jedyne takie zdjęcie Andrzeja Wajdy! Zrobił je fotoreporter z Gdańska

W setną rocznicę urodzin oraz dziesiątą rocznicę śmierci jednego z najwybitniejszych twórców polskiego i światowego kina, Senat RP ustanowił rok 2026 Rokiem Andrzeja Wajdy. Wizyty reżysera w Gdańsku utrwalił przed laty fotoreporter Grzegorz Mehring
To jedyne takie zdjęcie Andrzeja Wajdy! Zrobił je fotoreporter z Gdańska
Andrzej Wajda w obiektywie Grzegorza Mehringa. Fotoreporter z Gdańska wspomina spotkania z mistrzem kina. Na zdjęciu: Andrzej Wajda na tarasie hotelu Radisson w Gdańsku (2009)

Autor: Grzegorz Mehring

Od kiedy zacząłeś fotografować Andrzeja Wajdę?

Najpierw były sporadyczne zdjęcia na zlecenie redakcji „Dziennika Bałtyckiego”, gdzie pracowałem. Wtedy nie było moim zamiarem dokumentować jego wizyty na Wybrzeżu. Początek poświęconej Andrzejowi Wajdzie kolekcji fotografii to chyba rok 2009 i gdański Zjazd Hamletów, wydarzenie zatytułowane „Aktorzy przyjechali”...

Kilkudziesięciu aktorów, przybyłych do Gdańska na zaproszenie Andrzeja Wajdy, odgrywało na Długim Targu sceny ze sztuk Szekspira.

Wpadłem tam nieco spóźniony, wcześniej miałem sporo innych zleceń. Zrobiłem zdjęcia aktorom, ale do relacji brakowało mi fotografii reżysera. Dowiedziałem się, że zanim się pojawiłem, Mistrz wraz ze wszystkimi aktorami, zapozował fotoreporterom. Załamałem się, że nie mam takiego ujęcia. Postanowiłem odnaleźć pana Andrzeja. Ktoś mi powiedział, że zatrzymał się w hotelu Radisson, w pokoju z tarasem. I że stamtąd obserwuje wszystko to, co dzieje się na Długim Targu. W minutę byłem na miejscu. Ale ktoś z otoczenia Andrzeja Wajdy ukrócił moje zapędy mówiąc, że fotografowanie nie wchodzi w grę. Jednak zawziąłem się. Ruszyłem na górę, do apartamentu reżysera, fuksem udało mi się wejść do środka wraz z – jak przypuszczałem – umówioną wcześniej ekipą telewizyjną. Andrzej Wajda siedział na tarasie. Otwarcie wyznałem, że nie wyobrażam sobie wydania gazety bez jego fotografii na okładce. Zgodził się bez problemu. Usiadł w miejscu, gdzie miałem lepsze światło. Dokładnie tak, jak chciałem. W tle: Ratusz Głównego Miasta i ulica Długa. Po chwili dołączyła też jego żona, pani Krystyna Zachwatowicz. Tym swoim spokojem, uśmiechem, chęcią współpracy kompletnie mnie zauroczył! Pomyślałem, oto prawdziwy Mistrz, reżyser filmów, które uwielbiam, po prostu pozuje mi do zdjęć. Ta okazana mi serdeczność... Czułem wzruszenie. I wdzięczność. 

CZYTAJ TEŻ: Patrzą z półek wielkimi oczami i wiem, że wiele widziały
Z Robertem Więckiewiczem na planie filmu "Człowiek z nadziei", 2012 r. (fot. Grzegorz Mehring)

Potem były kolejne okazje do fotografowania. 

Video Studio Gdańsk zaprosiło mnie z aparatem, gdy realizowano dokument o Teatrzyku Bim-Bom, wypowiadał się tam właśnie Andrzej Wajda. W studio, gdzie powstawały zdjęcia było bardzo ładne światło. Zaproponowałem Mistrzowi portret, na propozycję przystał bez ceregieli. Potem dowiedziałem się, że w Suwałkach, jego rodzinnym mieście, w tamtejszym ośrodku kultury otwarto salę imienia Andrzeja Wajdy. Na bazie portretu, który zrobiłem wyrzeźbiono tablicę pamięci patrona. Aż tu nagle gruchnęła wiadomość, że w Gdańsku będą kręcić zdjęcia do filmu „Człowiek z nadziei”! Wiedziałem, że muszę wejść na plan, przyszło mi do głowy, że to przecież może być ostatni film tego wielkiego twórcy. Na starcie usłyszałem, że dla każdej z redakcji przewidziano tylko jeden dzień zdjęciowy. Na coś takiego nie mogłem się zgodzić! Sobie tylko wiadomym sposobem, znalazłem się na planie podczas kolejnych kilku dni… Praca tam była czymś absolutnie fenomenalnym. 

Ile zdjęć zrobiłeś Andrzejowi Wajdzie?

Nie liczyłem. Ale najwięcej chyba w Europejskim Centrum Solidarności, gdzie bywał częstym gościem. Fotografowałem go podczas wielkich wydarzeń, takich jak wręczenie Nagród Neptuna, kiedy to udało mi się utrwalić chwilę, gdy żarliwy hołd składał panu Wajdzie inny wspaniały reżyser, Volker Schlöndorff. Nie mogło mnie zbraknąć, gdy wyróżniono go tytułem Honorowego Obywatela Gdańska. Ale fotografowałem też pana Andrzeja niejako „przy okazji”, w samochodzie, w garderobie czy w Dworku Sierakowskich w Sopocie w 2011 roku, gdzie odbyła się wystawa jego rysunków. Właśnie w Dworku podarowałem mu zdjęcie, które zrobiłem wtedy, na gdańskim tarasie. Dostałem piękną dedykację. Zresztą zdjęciami obdarowywałem go wielokrotnie. 

Które lubisz szczególnie?

Może to zrobione przy historycznej Bramie Stoczni? Wraz z ekipą ustawiał sytuację na planie „Człowieka z nadziei”. Zapozował mi, w kaszkiecie, a potem zaproponował, by zrobić drugie ujęcie, bez czapki. Ta chęć współpracy, którą mi okazywał, ta serdeczność, którą mnie obdarzył… Do dziś mnie wzrusza i trochę zadziwia. Fotografuję wiele lat i wiem, jak rzadko coś takiego się zdarza zwłaszcza w przypadku fotografowania wielkich ludzi. Andrzej Wajda traktował wszystkich z szacunkiem. Był w nim spokój, jakaś pokora wobec świata. Wrażliwość.

W pewnym sensie byłeś jego „kolegą” po fachu. Rozumiał to, co robisz, bo tak jak ty pracował światłem, obrazem. Z ludźmi.

Pamiętam jak w ECS jakaś dziewczyna robiła sobie z nim selfie, instruował ją w kwestii ujęcia, radził, jak zrobić dobre zdjęcie… Odniosłem wrażenie, że lubił dzielić się wiedzą. Może cenił też tę moją konsekwencję, solidność, i w jakimś sensie uczciwość, że nie robiłem mu zdjęć ukradkiem, że zawsze pytałem o zgodę. W Roku Wajdy, za twoją namową, wróciłem do tych fotografii, po latach... 

I co?

Czuję pewien niedosyt. Może powinienem był zrobić więcej, może bardziej się postarać, zabiegać? Na pewno zostało mi dobre wspomnienie. Wnukom będę opowiadał, że poznałem kogoś takiego! A wszystko dzięki temu, że wybrałem taki wspaniały zawód. Że jestem fotoreporterem, że utrwalam świat i ludzi, którzy go tworzą. Aparat otwiera wiele drzwi, 17 lat temu otworzył także tamte, na hotelowy taras, gdzie siedział sobie Mistrz, pan Andrzej Wajda. Jakby czekał na mnie…

Więcej zdjęć w najnowszym wydaniu tygodnika "Zawsze Pomorze"!

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama