Powstaje film o Mirosławie Hermaszewskim. Zdjęcia kręcono też w Gdyni

Usiądziemy wygodnie, zapniemy pasy i… polecimy w kosmos. Jeszcze nie teraz, ale wkrótce. Powstaje bowiem film o Mirosławie Hermaszewskim, pierwszym Polaku w kosmosie. Przez dwa dni w Gdyni kręcono w dużej tajemnicy zdjęcia do tej wyczekiwanej produkcji Łukasza Palkowskiego.
Mirosław Hermaszewski
Powstaje film o Mirosławie Hermaszewskim, pierwszym polskim kosmonaucie. Reżyseruje Łukasz Palkowski

Autor: https://web.archive.org/web/20070208040437/http://astro.zeto.czest.pl/astros/89.htm, Public domain, via Wikimedia Commons

Zdjęcia w Gdyni do filmu o Mirosławie Hermaszewskim. Dlaczego wybrano Trójmiasto?

Już na początku tego roku „gruchnęła” wieść, że Łukasz Palkowski – reżyser m.in. „Bogów” i „Najlepszego” (w obu filmach bohaterami były prawdziwe postaci), zaczyna prace nad produkcją filmową o pierwszym polskim kosmonaucie Mirosławie Hermaszewskim

Co prawda, nie był on na stałe związany z Trójmiastem, jednak ma w życiorysie gdyńskie akcenty. Jako wojskowy pilot służył przez kilka lat w 34. Pułku Lotnictwa Myśliwskiego.

Z tego powodu ekipa filmowa pojawiła się nad polskim morzem. W dniach 30-31 marca, m.in. na Klifie Orłowskim, kręcono zdjęcia do filmu o Mirosławie Hermaszewskim, bohaterze z czasów PRL. Wcześniej informowaliśmy o tym, że potrzebni są statyści do tych gdyńskich ujęć.

Łukasz Palkowski i Maciej Kawulski łączą siły. Kto zagra polskiego kosmonautę?

Ekipa filmowa nie zdradza jeszcze, kto wystąpi w roli głównej, czyli zagra Mirosława Hermaszewskiego, ani też nie podaje nazwisk innych aktorów. Wiadomo tylko, że reżyserem filmu jest Łukasz Palkowski, który wyjątkowo dobrze czuje się w portretowaniu bohaterów, którzy żyli naprawdę. 

To prawdziwy ekspert od kina biograficznego. Jest twórcą filmu „Bogowie”, nagradzanego nie tylko Złotymi Lwami, o życiu i pracy słynnego kardiochirurga Zbigniewa Religi. To także on jest reżyserem filmu „Najlepszy” o historii życia Jerzego Górskiego, który, mimo wielu przeciwności, został mistrzem świata w podwójnym triathlonie.

I wreszcie ostatni film Łukasza Palkowskiego, „Pojedynek”, również jest inspirowany losami prawdziwych bohaterów. Nic więc dziwnego, że to on jest reżyserem filmu o Mirosławie Hermaszewskim.

Producentem filmu jest Open Mind Production, firma związana z Maciejem Kawulskim, który znany jest jako współzałożyciel polskiej federacji KSW – organizacji promującej walki MMA, a także reżyser filmowy. W jego reżyserskim CV są m.in. filmy „Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa” oraz „Jak pokochałam gangstera”.

O czym będzie film?

O czym ma być najnowszy film tandemu Palkowski-Kawulski? Nie tylko o locie w kosmos, ale o całym życiu Mirosława Hermaszewskiego, które jest gotowym scenariuszem, z wieloma dramatami. Ale to przede wszystkim będzie opowieść o Polaku, który poszybował ku gwiazdom, stając się symbolem nie tylko narodowych ambicji, ale i niezłomnej ludzkiej woli.

Mirosław Hermaszewski, generał brygady i pilot Wojska Polskiego w czerwcu 1978 roku wyruszył w kosmos w ramach misji Sojuz 30. Do dziś pozostaje jedną z najważniejszych postaci w historii polskiej astronautyki. Zmarł w grudniu 2022 roku.

Wspomnijmy tylko, że na kolejnego polskiego astronautę czekaliśmy niemal pół wieku. Drugim Polakiem w kosmosie został Sławosz Uznański-Wiśniewski, inżynier związany z Europejska Agencją Kosmiczna, który poleciał na orbitę w czerwcu 2025 roku w ramach misji Ax 4.

Wspomnienia Mirosława Hermaszewskiego. Kosmos, polityka i cenzura

Mirosław Hermaszewski lubił Trójmiasto i często tu bywał, także z promocją książki.

Podczas jednej z takich wizyt, w 2011 roku, miałam okazję rozmawiać z pierwszym polskim kosmonautą. Wówczas w rozmowie stwierdziłam: Gdyby Pan dzisiaj poleciał w kosmos jako pierwszy Polak, byłby Pan celebrytą numer jeden. Ale Pan poleciał przed trzydziestu laty z Rosjanami.

Mirosław Hermaszewski mi odpowiedział: – Bo nikt inny nie zaproponował. Ale wracając jeszcze do polityków, muszę o tym powiedzieć, pewien prezydent chciał mnie nawet pozbawić stopnia wojskowego i emerytury. Wtedy jeszcze żył Stanisław Lem. Bardzo się tym faktem oburzył, mówiąc, że gdyby Hermaszewski poleciał francuską albo amerykańską rakietą, to pewnie byśmy go bardziej lubili.

Ale mimo tego gorzkiego stosunku polityków do niego, on czuł sympatię i szacunek ludzi. Gdziekolwiek się pojawiał, już po latach od lotu w kosmos, był przez Polaków fetowany.

Na moje inne stwierdzenie, że po takiej misji chyba każdemu kosmonaucie życie smakuje inaczej, odparł: 

– Człowiek zaczyna z tej kakofonii życia wyławiać lepsze akcenty. Poza tym, jeśli się spojrzy na ten uporządkowany kosmos, na tę piękną, błękitną Ziemię... Zawiesił głos.

Dla niego kosmos był niezwykle uporządkowany.

– Tylko to wy czasami mówicie: ale kosmos, co za chaos. Gdyby to był chaos, kosmos by nie istniał. Nie byłoby tego ruchu, tej harmonii. Z tego ruchu i tej harmonii wynika też filozofia kosmosu. My gdzieś tam jesteśmy. Kim jesteśmy w tym bezmiarze? Co się okazuje, jeśli się dobrze w to wgłębić? Że my wszyscy jesteśmy, jeśli nie dziećmi, to na pewno braćmi gwiazd. Bo każda gwiazda zbudowana jest przede wszystkim z wodoru. A pierwiastki, z których my jesteśmy zbudowani, są rezultatem reakcji termojądrowej zachodzącej w gwiazdach. Czyli składamy się z tego samego – mówił.

– Jeszcze raz wracam do tej pięknej, błękitno-białej Ziemi. Jak się na nią spogląda z tak wysoka, to ten błękit, ta forma budzą zaufanie. Gdyby leciał nad nią jakiś kosmiczny wędrowiec, pewnie pomyślałby, że tu muszą mieszkać same dobre istoty. Więc skoro ja tam byłem i to widziałem, przyrzekłem sobie – muszę taki być. A przynajmniej postarać się być dobrym. Ominęła mnie też szczęśliwie choroba gwiezdna, czyli sukces nie uderzył mi do głowy – opowiadał.

Wspominał też podczas naszej rozmowy o tym, jak łączył się podczas pobytu w kosmosie z mamą.

– Mama mi powiedziała: jesteś moim bohaterem, jestem z ciebie dumna. I mnie się, po prostu, wtedy głos załamał. – Mamo, to nie ja jestem bohaterem, tylko mama – powiedziałem. To była scena, którą ludzie zapamiętali bardzo dobrze. Ale kiedy film o locie robiła „Czołówka”, jeden z ważnych ludzi kazał to wyciąć. Wiedział, że to nagranie widziałem. Wezwał mnie i powiedział: Wiecie, to taki osobisty akcent, nikomu niepotrzebny, więc to wyrzuciliśmy. Co miałem powiedzieć? Ja byłem wtedy taki (pokazuje palcami), a on był wielki.

Ciekawe, jak Łukaszowi Palkowskiemu uda się ta historia.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze