Trump nie odpuści Ukrainy „za darmo”. Nie odda też Europy. Z wyrachowania, nie z miłości

Stawiam tezę, że Donald Trump może nie doczekać tych dobrych, według niego, skutków swojej polityki, ponieważ wcześniej oburzy się jego baza elektoratu – mówi Piotr wójcik, autor książki „Trumponomika”.
Trump nie odpuści Ukrainy „za darmo”. Nie odda też Europy. Z wyrachowania, nie z miłości
Dla Trumpa kompletnie nie ma dla niego znaczenia, czy Ukraina będzie w rosyjskiej strefie wpływów, czy w europejskiej. Dla niego ważne jest tylko, żeby spektakularnie nie przegrać, np. oddając Rosji całą Ukrainę, bo to pokaże jego słabość

Autor: Facebook | The White House

Donald Trump obiecywał Amerykanom gospodarcze prosperity, co w popierającym go ruchu MAGA dość powszechnie rozumiano jako skupienie się na sytuacji wewnętrznej. Pan powtarza, powołując się na Ranę Foroohar z Financial Timesa”, że tak naprawdę cele ekonomiczne Donalda Trumpa są pochodną jego celów geopolitycznych. A więc jednak prymat będzie miała polityka międzynarodowa, co zresztą widać po 15 miesiącach jego rządów.

Agresywna polityka handlowa, taryfy celne nakładane jednostronnie na różne państwa, nie mają na celu poprawy bytu klasy pracującej w USA. To była jedynie narracja polityczna na użytek wyborczy. Jego celem jest odbudowa potencjału produkcyjnego USA, żeby móc stanąć w szranki, przede wszystkim z Chinami, ale też ogólnie – utrzymać pozycję Stanów Zjednoczonych jak światowego hegemona. Donald Trump zdaje sobie bowiem sprawę, że to potencjał produkcyjny jest obecnie kluczem do zwycięstwa, co widać choćby przy okazji wojny w Ukrainie.

Czy Trump zapłaci za swoją politykę?

Odbudowa potencjału produkcyjnego, czyli przez przeniesienie z powrotem fabryk do Ameryki. 

Nie wszystkich. To nie dotyczy produkcji koszulek w Bangladeszu, ale fabryk technologicznych, przemysłowych. Ta odbudowa potencjału produkcyjnego wcale nie musi iść w parze z poprawą bytu pracowników, bo ekspansywna polityka przemysłowa stosowana na przykład przez Koreę Południową czy Chiny, tak naprawdę polega na głodzeniu pracowników. Widać to zresztą w działaniu Trumpa, gdy zniósł rozporządzenie Joe Bidena nakładające na wykonawców zamówień publicznych obowiązek stosowania co najmniej minimalnej stawki godzinowej, wynoszącej obecnie 17 dolarów. Poza tym rozbił związki zawodowe w szeregu agencji rządowych. On chce mieć potencjał produkcyjny, chce pracy dla Amerykanów, ale nie za wysokie stawki, bo wtedy ten przemysł nie będzie konkurencyjny. Jego ustawa – One Big Beautiful Bill Act dokonała reformy podatkowej, która najwięcej korzyści przynosi najlepiej zarabiającym, natomiast dla tych dolnych warstw finansowych jest wręcz niekorzystna. Dlatego też stawiam tezę, że Donald Trump może nie doczekać tych dobrych, według niego, skutków swojej polityki, ponieważ wcześniej oburzy się jego baza elektoratu. Zresztą to już widać w sondażach przed wyborami połówkowymi. 30 proc. wyborców, którzy wcześniej głosowali na Trumpa, nie zamierza teraz głosować na kandydatów republikańskich. Są niezadowoleni z polityki taryfowej, reformy podatkowej i ogólnie z polityki ekonomicznej. Coraz większe jest też oburzenie na politykę migracyjną, z powodu brutalności ICE. Widać po prostu, że elektorat Trumpa jest coraz bardziej zawiedziony. Także wojną w Iranie, która doprowadziła do ogromnego wzrostu cen paliw. Trump mówił, że to trzeba przeczekać, że są ważniejsze cele. Oburzonych wzrostem cen nazwał nawet głupcami. Pojawiają się zresztą teorie, że tak naprawdę dla Trumpa ta drożyzna jest pożądana, ponieważ napędzi zyski spółkom paliwowym. Natomiast bazie jego elektoratu to ewidentnie zaszkodzi. Ceny paliwa w USA są znacznie ważniejsze niż na przykład w Polsce, bo tam prawie wszyscy jeżdżą samochodami. 

Myśli pan, że Trump może przegrać wybory i odejść? Bo wielu analityków twierdzi, że zmiany w amerykańskim systemie politycznym idą w takim kierunku, by Trump i Republikanie utrzymali się u władzy niezależnie od nastrojów społecznych. 

Wszystko się okaże, kiedy Trump uzna, lub nie, wyniki listopadowych wyborów, w których Republikanie najprawdopodobniej utracą Kongres. Czy taki wynik to byłby dla niego duży problem? Cóż, wprowadzając stan wyjątkowy na meksykańskiej granicy Trump udzielił sobie uprawnień wynikających z przyjętej jeszcze za rządów Jimmy Cartera (1976-80) ustawy IEEPA, dzięki czemu w wielu aspektach po prostu omija Kongres. Tylko że sądy mu to jednak potem kwestionują. Wprowadzone przez niego taryfy celne zostały niedawno unieważnione przez Sąd Najwyższy. Widać więc opór instytucji, głównie sądów. 

Pojawiają się wręcz takie teorie, że Trump w ogóle nie dopuści do tych wyborów, bo sondaże są jednoznacznie negatywne dla Republikanów. 

W to wątpię. Ryzykować rewoltę w Stanach Zjednoczonych, gdzie wszyscy są uzbrojeni po zęby, to byłoby skrajnie niebezpieczne nawet dla trumpistów. Trump próbuje wprowadzić tzw. autorytaryzm elekcyjny, czyli układ, w którym legalnie wybrany rząd sprawuje władzę autorytarną – do kolejnych wyborów. Widać jednak bardzo duży instytucyjny opór przeciwko temu. Na przykład Elon Musk i jego DODGE mieli doprowadzić do zwolnienie kilkuset tysięcy osób w instytucjach publicznych. Ale skończyło się na kilkudziesięciu tysiącach i w efekcie Musk dosyć szybko odszedł ze stanowiska, bo nie dał rady spełnić swoich zapowiedzi. Więc wydaje mi się, że amerykańskie instytucje polityczne, chociaż są one w wielu aspektach kompletnie nieprzystające do 21 wieku – jak np. elektorski system wyłaniania prezydenta – nie dopuszczą do autorytaryzmu. 

Trump i Putin: bardzo szorstka przyjaźń

Zostawmy Amerykanów z ich problemami wewnętrznymi i skupmy się na reperkusjach międzynarodowych polityki Trumpa. Jaką rolę pełni w niej konflikt w Ukrainie? Sankcje nałożone i wciąż nakładane na Rosję po lutym 2022 popychają ją w objęcia Chin. Czy to znaczy, że Trump zechce ją znów przyciągnąć do siebie nawet za cenę niepodległości Ukrainy? Nikt mu nie powiedział, że to może w konsekwencji oznaczać oddanie całej Europy pod rosyjską hegemonię? 

Trump nie interesuje się Ukrainą jako taką. Kompletnie nie ma dla niego znaczenia, czy ona będzie w rosyjskiej strefie wpływów, czy w europejskiej. Dla niego ważne jest tylko, żeby spektakularnie nie przegrać, np. oddając Rosji całą Ukrainę, bo to pokaże jego słabość. Oczywiście naciska na Zełenskiego, bo chciałby zakończyć ten konflikt i może nawet wejść w jakieś interesy z Rosją. Natomiast nie odpuści Ukrainy „za darmo”. Nie odda też Europy. Nie dlatego, że ją kocha, tylko dlatego, że Europa jest głównym nabywcą amerykańskich usług. A Ameryka jest gigantycznym eksporterem usług: finansowych, streamingowych, chmurowych. Nie ma więc opcji, żeby on się zgodził po prostu tak oddać Europę pod rosyjską kuratelę. Chciałby natomiast, żeby Europa się sama broniła i żeby mógł wycofywać stąd żołnierzy. Miejmy nadzieję, że z Polski będzie ich wycofywał na samym końcu. 

Nie wierzy pan w specjalne stosunki Trumpa z Putinem?

Oczywiście początkowo Trump chciał resetu z Rosją, liczył na zastosowanie „odwróconego Nixona” – a więc wyrwania Rosji z ramion Chin i jej zbliżenia do USA. Ale po tych długich negocjacjach przekonał się, że to prawdopodobnie się nie uda. Dlatego mówił, że choć lubi Putina i ma z nim świetne relacje, to się na nim zawiódł. Z drugiej strony działania Trumpa nie zawsze są korzystne dla Rosji. Zaostrzył sankcje na główne rosyjskie firmy paliwowe, bo Rosja jest też dla niego konkurentem na rynku paliw. Wojna w Iranie w pewnych aspektach jest sprzyja dla Rosji, ale w innych już nie. Iran to drugi, po Chinach, najważniejszy sojusznik Moskwy. Dostarczał jej Shahedy, był jej „oknem” na Ocean Indyjski. Zresztą wojna w Iranie to – według mnie – jest coś kompletnie „obok” głównej polityki Trumpa. Wydaje mi się, że to premier Izraela Netanjahu, z którym Trump ma bardzo dobre relacje, przekonał go do tej wojny. Ta administracja jest filosemicka w wersji ekstremalnej, wystarczy zobaczyć kogo nam wysłano na ambasadora. Thomas Ross jest po prostu lobbystą żydowskim. Natomiast interwencja w Wenezueli, wszczęta ewidentnie po to, żeby zdobyć kontrolę nad tamtejszymi zasobami ropy, była niewątpliwie bardzo niekorzystna dla Rosji. 

Pierwiastki ziem rzadkich – waluta XXI wieku

Kontrowersyjny, acz chętnie czytany i komentowany, amerykański ekonomista Zoltan Poszar twierdzi, że fundamentem zaufania do walut w nowym porządku gospodarczym świata staną się towary, a zwłaszcza surowce naturalne i paliwa kopalne. Do tej pory zwykle mówiło się, że eksporterzy surowców mają mniejsze szanse rozwojowe, niż państwa, które potrafią je przetwarzać, dysponują no zaawansowanymi technologiami. 

Mówimy o zupełnie innych realiach. To już nie jest gospodarka napędzana surowcami, których jest mnóstwo. Obecnie wysokie technologie – czy to silniki elektryczne, czy usługi chmurowe – wymagają takich surowców, których jest bardzo mało. Więc tu już nie chodzi tylko o ropę czy gaz. Iran uderzył teraz w fabrykę w Katarze, która produkowała 1/3 helu na świecie. A hel jest bardzo ważny w wysokich technologiach, podobnie jak krzem, lit, wszystkie metale ziem rzadkich, ale też miedź i siarka. Bez dostępu do nich, tworzenie najnowszych technologii jest niezwykle trudne lub też w ogóle może być niemożliwe. Niewątpliwie w najbliższym czasie zaczną się ujawniać te wszystkie wąskie gardła łańcuchów produkcji. Dlatego Trumpowi tak zależało na Grenlandii, bo tam jest mnóstwo metali ziem rzadkich, które nie są eksploatowane. Stąd też tak dobrym ruchem ze strony Unii Europejskiej było podpisanie umowy z Mercosurem, gdyż w Brazylii też jest bardzo dużo metali ziem rzadkich, które są prawie w ogóle nieeksploatowane. Poza tym trzeba pamiętać, że gospodarka bliskiej przyszłości, będzie niezwykle prądożerna. Niedawno niedawny raport Międzynarodowej Agencji Energetyki pokazał, że zużycie prądu w najbliższych latach będzie rosnąć skokowo, między innymi w związku z rozrostem tej infrastruktury chmurowej i budową gigantycznych serwerowni. 

Skąd więc taka niechęć Trumpa do odnawialnych źródeł energii? 

Moim zdaniem ma ona charakter ideologiczny. Ale jest też w dużej mierze deklaratywna. To tak jak u Czarnka – mówi: OZE-sroze, a cały dach ma w panelach. Poza tym Trump nie wierzy w ocieplenie klimatu. Według niego prąd będzie można spokojnie robić nawet i z ropy. Są przecież takie elektrownie, choć jest ich bardzo mało. Jego cel to zdobywać energie jak najtaniej się da. 

Skoro i ideologii mowa, to jak dużą rolę odgrywa ona w polityce Trumpa? Skąd to jego poparcie dla skrajnej prawicy w Europie czy antyimigranckie akcje ICE, które są zupełnie nieracjonalne z gospodarczego punktu widzenia? 

Właśnie. W polityce antyimigracyjnej widać to najbardziej. Trump zmusił najpierw Koreańczyków, podobnie jak i Unię, do podpisania umowy zobowiązującej do ulokowania, bodajże około 300 miliardów dolarów, w inwestycjach w USA. Tymczasem gdy Hyundai stawiał fabrykę w Arizonie wpadło tam kilkuset funkcjonariuszy różnych służb i wyciągnęli około pół tysiąca rzekomo nielegalnych imigrantów, głównie Koreańczyków. Powsadzali ich do autokarów i wywieźli do ośrodka przetrzymywania 100 kilometrów dalej. A przecież to było sprzeczne z głównym celem polityki Trumpa – reindustrializacją. Widać więc, że ten sprzeciw wobec imigracji jest mocno ideologiczny. Podobnie jak filosemityzm, który bezpośrednio prowadzi na manowce. Ta wojna w Iranie jest tak nieudana i lekkomyślna. Zresztą widać jak nagle schował się J.D. Vance. Podobnie Marco Rubio też był znacznie mniej chętny do wypowiedzi, bo oni po prostu wiedzą, że to jest niemądre.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze