Masakra w Sant’ Anna di Strazzema
12 sierpnia 1944 roku oddziały Waffen-SS wkroczyły do górskiej miejscowości Sant’ Anna di Strazzema i dokonały masakry ludności cywilnej. Historycy spierają się o to czy był to akt odwetowy za wcześniejszy atak partyzantów na wojska okupanta, czy też niczym niesprowokowany akt bestialstwa.
Wioska liczyła wówczas około 300-400 stałych mieszkańców, ale przebywali tam także uchodźcy z sąsiednich terenów, a nawet odległych miast, którzy sądzili, że na trudno dostępnym terenie nie dosięgną ich ani niemieckie represje, ani alianckie bomby spadające na przebiegająca przez te okolice obronną Linię Gotów. Liczbę przybyszów szacuje się nawet na tysiąc osób. Na widok zbliżających się wojsk większość mężczyzn uciekła do pobliskiego lasu. We wsi pozostały głównie kobiety, dzieci i starcy. Niemcy zapędzili ich do dużych budynków gospodarczych – stodół, stajni i rozstrzeliwali z broni maszynowej lub obrzucali granatami. Po masakrze spalono zabudowania, a także ciała ofiar, których było około 560, w tym 110 dzieci. Najmłodsze z nich miało zaledwie trzy tygodnie.
Była to druga pod względem liczby ofiar masakra popełniona w czasie II wojny światowej na włoskiej ludności cywilnej. Przez szereg lat po wojnie, tę zbrodnię otaczała we Włoszech zmowa milczenia. Rządząca przez dekady chrześcijańska demokracja postanowiła zamieść tę sprawę – jak i inne dotyczące niemieckich zbrodni – pod dywan w imię utrzymywania dobrych relacji z RFN. Wprawdzie kilka lat po wojnie w samej wiosce stanął monument upamiętniający ofiary, ale we Włoszech tragiczna historia Sant’ Anna di Strazzema była praktycznie nieznana. Dopiero ćwierć wieku po nazistowskiej zbrodni wioska została odznaczona Złotym Medalem za Męstwo Wojskowe, wręczonym przez ówczesnego premiera Emilio Colombo. Natomiast prezydent Republiki Włoskiej po raz pierwszy odwiedził oficjalnie to miejsce męczeństwa dopiero w 1982. A w 2000 utworzono tam Narodowy Park Pokoju.
Odpowiedzialni za masakrę nie zostali nigdy ukarani. Trudno, żeby było inaczej, skoro proces (zaoczny) dziesięciu byłych żołnierzy 16. Dywizji Grenadierów Pancernych SS podejrzewanych o udział w tej zbrodni rozpoczął się dopiero w 2003 r. Zostali oni wprawdzie uznani za winnych i skazani na dożywocie, ale Niemcy odmówiły ich ekstradycji.
Ocalić od zapomnienia i przestrzec współczesnych
– Przez kilkadziesiąt lat we Włoszech się w ogóle o tych masakrach nie mówiło – relacjonuje Andrzej Stelmasiewicz, gdański przedsiębiorca, animator kultury, szef Oliwskiego Ratusza Kultury. – To była ich trauma narodowa, wstyd, obciach, bo wśród tych mordujących byli także włoscy faszyści. I ci artyści są całym sercem po stronie ofiar i przeciwko ruchom faszystowskim. Tym, które były wtedy, ale i tym, które dalej istnieją. Przecież i we Włoszech, i w Polsce, i w każdym kraju są takie grupy ludzi. Członkowie toskańskiego kolektywu Skimmers, w najlepszy sposób, jaki w jaki potrafią, czyli za pomocą środków artystycznych, chcą z jednej strony ocalić od zapomnienia pamięć o tych masakrach, a z drugiej strony przestrzec współczesnych: nie pozwólmy, żeby się to powtórzyło.
Wystawę prac Skimmersów pt. „Prawdy pamięci” od Wielkiego Piątku można oglądać w Oliwskim Ratuszu Kultury.
Włoscy artyści trafili do Gdańska trochę po trosze dzięki zbiegowi okoliczności. W ubiegłym roku Andrzej Stelmasiewicz pojechał do Toskanii w poszukiwaniu nieruchomości do nabycia. Z zakupu nic nie wyszło, ale przy okazji poznał miejscowego artystę, Gualtiero Cagnę, którego prace zaintrygowały go na tyle, że złożył mu propozycję pokazania ich w Oliwskim Ratuszu Kultury. Gualtiero propozycję przyjął, ale zaproponował by na wystawie znalazły się także prace jego koleżanek i kolegów z kolektywu Skimmers.
To kilkunastoosobowa grupa zrzeszająca nie tylko malarzy, rzeźbiarzy, fotografików i artystów wizualnych, ale także pisarzy, aktorów i śpiewaczkę. Działają na obszarze południowo-zachodniej Toskanii, ale pochodzą z różnych regionów, nie tylko Włoch, ale i świata. Jest wśród nich Amerykanin, Niemiec i Chińczyk. Grupa ukonstytuowała się trzy lata temu, po pandemii.
– Postanowiliśmy się spotkać i stworzyć coś nowego w sztuce – opowiada Gualtiero Cagna. – Problem, który mamy we Włoszech, polega na tym, że w świecie sztuki jest dużo pieniędzy, ale to powoduje, że wielu artystów nie może wyrażać tego, co naprawdę myśli, ponieważ tworzą obrazy, rzeźby tylko dla celów komercyjnych.
Nie żeby w tym było coś złego, ale nie można podążać wyłącznie tą drogą. Musimy znaleźć równowagę, stworzyć jakąś „mieszankę” tego co się podoba i sprzedaje i tego, co ważne i prawdziwe. Staramy się odnaleźć właściwą formułę. To, co nam pomaga, to fakt, że w naszej grupie jesteśmy bardzo różni, jesteśmy w różnym wieku, mamy za sobą różne historie, różne sposoby tworzenia sztuki. A jednocześnie lubimy być razem. Jesteśmy szczęśliwi, śmiejemy się i tworzymy sztukę. Nie wiemy, czy to dobra, czy zła sztuka, ale jest prawdą o tym, co myślimy.
Mussolini był przestępcą. Kropka
Wystawa „Prawdy pamięci”, która jest rozszerzoną wersją wystawy, jaką przedstawili w ubiegłym roku w Pizie, kładzie nacisk na dwa punkty. Pierwszy to relacja profesora Leo Lazeriniego, ocalałego z masakry w Sant’ Anna di Strazzema. Relacja, która różni się od oficjalnej i instytucjonalnej narracji dotyczącej tego, co tam się wydarzyło. Drugi to próba odpowiedzi na szereg pytań: czy wspomnienia przypadków ludobójstwa z przeszłości pomagają nam zrozumieć i odpowiedzieć na zagrożenia teraźniejszości? Czy można użyć pamięci jako narzędzia do dialogu i pokoju?
– Jestem nauczycielem. Z tej racji wiem jak ważne jest, aby młodzi ludzie wiedzieli, co wydarzyło się w przeszłości, ponieważ teraz dzieje się to samo. W różnych krajach, z innymi ludźmi, na skutek innej polityki. Ale rok w rok widzimy, jak powtarza się to samo – stwierdza Gualtiero Cagna.
Na pytanie czy jego zdaniem we Włoszech istnieje obecnie realne zagrożenie faszyzmem, odpowiada ostrożnie.
– To bardzo złożone zagadnienie. Wiele osób uważa, że Mussolini stworzył także dobre rzeczy. O ile jeszcze jakoś jestem w stanie zrozumieć osoby w starszym wieku, które mówią takie rzeczy, to przeraża mnie, kiedy słyszę to od ludzi młodych i bardzo młodych. Ludzie muszą wiedzieć, że Mussolini był przestępcą. Tymczasem teraz we Włoszech próbuje się to niuansować, robić bilans zysków i strat, wskazywać, że w niektórych dziedzinach statystyki przemawiają na jego korzyść. Człowieku, nieprawda! On po prostu był przestępcą i doprowadził Włochy do katastrofy.
Cagna obwinia też rząd i media o to, że mają tendencję do zapominania prawdy.
– Nasze prace dotyczą właśnie prawdy. Prawda zawiera się w faktach, ale w naszych czasach funkcjonuje jest wiele „prawd” i moim zdaniem to nie jest dobrze. Włosi mają tendencję do zapominania. Myślę, że w innych krajach, na przykład w Niemczech, udało się jakoś pogodzić z przeszłością. We Włoszech – nie.
Pytany czy ich dotychczasowa działalność wywołała jakieś reakcje we włoskim społeczeństwie, Gualtiero Cagna przyznaje, że z najżywszym oddźwiękiem spotkał się przygotowany przez nich w ubiegłym roku program multimedialny o Sant’ Anna di Strazzema, połączony z elementami spektaklu i piosenkami. Jego autorami byli aktor i pisarz Ephraim Pepe oraz zmarły niedawno dramaturg Luigi Bruno, któremu dedykowana jest gdańska wystawa.
Wystawę „Prawdy pamięci” można oglądać do końca kwietnia w galerii Nowy Warzywniak w gdańskim Ratuszu Kultury, ul. Opata Jacka Rybińskiego 25, Gdańsk




















![Sopocki Klub Morsów zakończył sezon zimnych kąpieli [ZDJĘCIA] Sopocki Klub Morsów, kąpiel w Bałyku,](https://static2.zawszepomorze.pl/data/articles/sm-16x9-sopocki-klub-morsow-zakonczyl-sezon-zimnych-kapieli-zdjecia-1776004063.jpg)


![Morze świetnych muzyków. Najlepsza edycja Sea You za nami [ZDJĘCIA] Morze świetnych muzyków. Najlepsza edycja Sea You za nami [ZDJĘCIA]](https://static2.zawszepomorze.pl/data/articles/sm-16x9-morze-swietnych-muzykow-najlepsza-edycja-sea-you-za-nami-1776016572.jpg)
Napisz komentarz
Komentarze