Reklama

Budapeszt nie tylko nad Wisłą, ale też Motławą. Nowy premier Węgier wybiera się do Gdańska

Peter Magyar to jest człowiek, który wygrał z systemem, który wcześniej pozna od środka. W tym sensie trochę przypomina rewizjonistów z okresu PRL. Węgrom obiecał koniec wojny domowej.
Budapeszt nie tylko nad Wisłą, ale też Motławą. Nowy premier Węgier wybiera się do Gdańska
Dyskusja po budapesztańskim pokazie filmu Marcina Tulickiego „Ostatnie ostrzeżenie”. W środku pod ekranem siedzi Zbigniew Ziobro

Autor: Marzena Jagielska

Węgierskie wybory parlamentarne budziły zainteresowanie w Polsce z kilku powodów. Po pierwsze Jarosław Kaczyński już dawno obiecywał nam Budapeszt nad Wisłą, a teraz wygląda bardziej na to, że to Warszawa zawędrowała nad Dunaj. Po drugie – od wyniku wyborów zależały dalsze losy Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego ukrywających się na Węgrzech przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Po trzecie wreszcie, dotychczasowy przywódca opozycji, że – jeśli zostanie premierem – swoją pierwszą wizytę zagraniczną złoży w Polsce. A że tym premierem został, wybiera się do nas niebawem. Jak się okazuje także do Gdańska. 

Teraz Polska to Zachód

Peter Magyar już kilka miesięcy temu zapowiedział ekstradycję Ziobry i Romanowskiego do Polski, jeśli wygra wybory. Ale – co zrozumiałe – nie jest to sprawa, która budziłaby jakieś szczególne emocje na Węgrzech, inaczej niż u nas.

– Pamiętam jak jeszcze w styczniu jeździłam z dziennikarzem TVN 24, który przygotowywał materiał na temat azylu dla Ziobry i Romanowskiego i wielu Węgrów nawet nie za bardzo wiedziało, że taka sprawa miała miejsce – mówi Marzena Jagielska, z urodzenia Gdańszczanka, od 30 lat mieszkająca w Budapeszcie, właścicielka księgarnio-kawiarni „Gdańsk”. 

Jeżeli idąca po władzę partia TISZA nawiązywała w kampanii wyborczej do Polski, to raczej w tym kontekście, że nasze wybory z 2023 roku to dobry przykład na to, że autorytarne rządy można odsunąć od władzy. Ale też opozycja chętnie odwoływała się do porównania sytuacji gospodarczej obu naszych krajów. 

– Węgrzy odwiedzający w ostatnich latach Polskę zobaczyli różnicę w rozwoju. A przecież po zmianie systemu w 1989-90 wychodziliśmy w Polsce z komunizmu z zupełnie innego, niższego pułapu. To Węgry były tym takim „Zachodem”, a nie my – zauważa Marzena Jagielska. – A teraz w rozmowach ze znajomymi, w niezależnych mediach czy w przekazach internetowych bardzo często można było usłyszeć: zobaczcie jak Polska wygląda, to jest ta droga, którą trzeba iść.

Magyar, czyli pół-Tusk

Ale na przykład Polski powoływała się i druga strona politycznego sporu. Na finiszu kampanii w jednym ze stołecznych kin odbył się pokaz filmu Marcina Tulickiego „Ostatnie ostrzeżenie” ukazujący kulisy kampanii wyborczej na Węgrzech i porównujący jej przebieg z wydarzeniami w Polsce przed i po 2023. Reklamujący film plakat przedstawiał twarz człowieka, której połowa stanowiła podobiznę Donalda Tuska, a połowa Magyara. 

Reżyserowi w Budapeszcie towarzyszyli Michał Karnowski i Michał Adamczyk. A w dyskusji po filmie wziął udział Zbigniew Ziobro.

– Teza była taka, żeby nie głosować na Petera Magyara, bo naród węgierski się na nim tak przejedzie, jak naród polski przejechał się na Donaldzie Tusku – relacjonuje Marzena Jagielska, której udało się dostać na zamknięty pokaz (wejść można było po uprzednim zarejestrowaniu się na jednym z prorządowych portali). – Po premierze Michał Karnowski napisał, że tysiąc osób zgotowało owacje na stojąco, co jest nieprawdą, bo to kino ma około 400 miejsc, a w dodatku nie wszystkie były zajęte.

Podzielona Polonia 

Polacy na Węgrzech stanowią stosunkowo niewielką grupę, szacowaną mniej więcej na 20 tysięcy osób. Ale – co ważne – część z nich stanowi oficjalnie uznaną mniejszość narodową, z czym wiążą się określone konsekwencje. 

Żeby należeć do mniejszości polskiej na Węgrzech trzeba mieć obywatelstwo węgierskie i wpisać się do rejestru mniejszościowego. Nie trzeba natomiast przedstawiać żadnych papierów. Wystarczy samo oświadczenie, że ma się polskie pochodzenie, jakiegoś dziada, pradziada, czy inne związki z Polską. 

Mniejszość Polska, podobnie, jak i inne mniejszości narodowe została w ostatnich 16 latach niejako „włączona” w struktury państwowe. Mniejszości oficjalnie dostają pieniądze z budżetu na przykład na założenie szkoły, na wydawanie gazety, prowadzenie teatru – w zależności od tego, jak liczna i aktywna jest dana mniejszość. Polacy – jak już powiedziano – są jedną z najmniejszych licznych grup. 

Pytana o to jak się manifestuje to życie polonijne Marzena Jagielska nieco ociąga się z odpowiedzią. 

– Samorząd polski jest, powiedziałabym, mniej aktywny i niekoniecznie wychodzący do młodych. Istnieje duży rozziew między tą oficjalną mniejszością narodową i Polakami, którzy mieszkają na Węgrzech. 

Imprezy polonijne nie za bardzo przyciągają młodych Polaków, którzy przyjeżdżają na Erasmusa, zaczęli tutaj pracę, czy przyjechali ze względu na związek. 

Moja rozmówczyni przyznaje też, że radni narodowościowych samorządów na Węgrzech zasilanych z budżetu państwa w większości przypadków byli przez te 16 lat lojalni w stosunku do rządu Viktora Orbana. Ona sama była przez jakiś czas redaktorką naczelną ogólnokrajowego pisma „Polonia Węgierska”, ale zrezygnowała, ponieważ władze związku nie życzyły sobie innych publikacji, poza „laurkami”, które nie wzbudzałyby niezadowolenia rządu. 

Natomiast „niezrzeszona” Polonia nie tylko sympatyzuje z dotychczasową opozycją, ale też nierzadko brała czynny udział w protestach. Marzena Jagielska wspomina, że na wszystkich dużych manifestacjach antyorbanowskich widoczne były grupki z biało-czerwonymi flagami. 

Czy TISZA jest jak Solidarność?

Wracając do bieżących spraw politycznych – skąd decyzja Petera Magyara by z pierwszą oficjalną wizytą jako premier udać się do Polski? 

– Na pewno, o czym wspomniałam przed chwilą, Polska jest jakimś wzorem dla Węgier – wyjaśnia Marzena Jagielska. – A druga sprawa to ta ponad tysiącletnia przyjaźń polsko-węgierska, która po agresji rosyjskiej na Ukrainę bardzo się rozjechała. Nawet ci polscy politycy i działacze, którzy oficjalnie wspierali Orbana i wcześniej przyjeżdżali tutaj 15 marca na Święto Narodowe Węgier, nie bardzo chcieli się w ostatnich latach pokazywać na tych Marszach Pokoju, bo wiedzieli, że to będzie miało bardzo zły oddźwięk w Polsce. 

Marzena Jagielska przyznaje, że cieszy się, że nowy węgierski premier odwiedzi Gdańsk. Wspomina, że jej dom rodzinny mieścił się przy ulicy Jana z Kolna, a podwórko, na którym bawiła się jako dziecko znajdowała się w sąsiedztwie dzisiejszego gmachu ECS. 

Niedawno w Budapeszcie z okazji 45-lecia Solidarności została zorganizowana wystawa poświęcona polsko-węgierskim kontaktom w tamtych czasach. Na wernisażu pojawili się muzycy założonego w 1980 alternatywnego zespołu Kontroll Csoport wykonując napisaną przed dekadami piosenkę „Polak-Węgier”. 

– Na otwarcie tej wystawy przyszła moja znajoma, która jest aktywistką TISZY, ale nie należy do partii, tylko jako jedna z pierwszych założyła takie koło obywatelskie TISZA Szigetek – opowiada Marzena Jagielska. – Bardzo się ucieszyła, że przyszła, bo dowiedziała się wielu rzeczy, o których nie miała pojęcia. A na koniec zapytała mnie: Słuchaj, a myślisz, że te nasze TISZA Szigetek to jest coś takiego jak u was wtedy Solidarność?

Koniec z wojną domową

Pytana czego się spodziewa po zwycięstwie TISZY Marzena Jagielska jako pierwszą rzecz wymienia… powrót do Budapesztu polskiego ambasadora, odwołanego do kraju na znak protestu przeciwko udzieleniu azylu Romanowskiemu i Ziobrze. 

Jeśli chodzi o poprawę sytuacji gospodarczej, to nasza krajanka mieszkająca nad Dunajem zdaje sobie sprawę, że żadnych cudów z dnia na dzień nie można oczekiwać. Niemniej faktem jest, że na Węgrzech „leży” cała sfera usług publicznych: oświata, opieka zdrowia, transport kolejowy. 

– Ale myślę, że jeszcze ważniejsze od aspektów gospodarczych jest zbudowanie w społeczeństwie poczucia jedności. Peter Magyar, kiedy udzielił swojego pierwszego wywiadu po wyjściu z Fideszu, podkreślił że nie jest przeciwko zwolennikom Fideszu. Owszem, trzeba rozliczyć tych, którzy byli u władzy i jej nadużywali, ale jednocześnie jego celem jest skończenie z retoryką wojny domowej. To samo mówił przez całą kampanię wyborczą. 

ECS: obowiązkowy punkt programu

Europejskie Centrum Solidarności to obowiązkowy punkt programu wizyt szefów rządów i głów państw podczas ich pobytu w Gdańsku. Jak się dowiadujemy do tej pory było ich tam 52, z czego ponad 30 premierów. Właśnie ogłoszono, że w przyszłym tygodniu pojawi się tu prezydent Francji Emmanuel Macron.

Trudno zatem przypuszczać, że Peter Magyar nie zjawi się pod Pomnikiem Ofiar Grudnia, nie zwiedzi wystawy stałej, nie sfotografuje się pod biało-czerwonymi karteczkami układającymi się w napis Solidarność. A kto wie czy nie spotka się z Lechem Wałęsą, który ma w ECS swoje biuro. 

Magdalena Mistat, p.o. dyrektorka ECS, potwierdza, że oczekuje gościa z Węgier, choć nie zna jeszcze oficjalnego terminu jego wizyty. 

– Jestem szczęśliwa i zadowolona z obecności każdego, dla którego wartości demokratyczne i europejskie są ważne i są mu bliskie – zapewnia.

Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie Peter Magyar prawdopodobnie przyjedzie do Polski w pierwszej połowie maja. 

Nawrócony na demokrację

A co nam mówi fakt, że z pierwszą podróżą nowy premier Węgier wybiera się do Polski? Zdaniem Adama Balcera, dyrektora programowego Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, Węgrzy także wierzą w mit tysiącletniej przyjaźni między naszymi narodami, ale przede wszystkim jest to wybór polityczny. Koalicja Obywatelska jest głównym sojusznikiem TISY i Magyara i wspierała go bardzo jednoznacznie. Obie partie są w europejskiej frakcji EPP [Europejska Partia Ludowa]. Kolejne zapowiedziane wizyty to Wiedeń, z którym Budapeszt też łączą historyczne więzi oraz Berlin. Tam także rządzą chadecy. 

– A co do planowanej wizyty w kolebce Solidarności, to – ok, fajnie, że Magyar odwołuje się do tej tradycji, tylko nie róbmy z niego takiego opozycjonisty, który konsekwentnie przez dekady przeciwstawiał się Orbanowi i w końcu go pokonał. Nie, to jest człowiek, który wygrał właśnie między innymi dlatego, że wcześniej poznał ten system od środka. W tym sensie trochę przypomina rewizjonistów z okresu PRL, którzy najpierw byli w PZPR, a później „nawrócili” się na demokrację – ocenia Adam Balcer.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

powtarzalny wzorzec... 19.04.2026 12:50
Wymiana pokoleń i elit lewarowana kapitałem. Są dwie strategie przejęcia, głowę się kupuje lub obcina. Reszta to bezwładne mięso.

Reklama
Reklama
ReklamaActiva - Kamienice Pruszczańskie
Reklama