Reklama
ReklamaActiva - Kamienice Pruszczańskie

Jak z godnością przetrwać irytujące zachowania nastolatka?

„Im bliżej dziecka, tym dalej od kłopotów dziecka” – mówi dr Marcin Szulc z Uniwersytetu Gdańskiego, psycholog i specjalista w zakresie resocjalizacji. Ekspert od lat spotyka się z nauczycielami, rodzicami i uczniami w całej Polsce, tłumacząc, jak rozumieć dorastanie i jak wspierać nastolatków w okresie intensywnych zmian emocjonalnych.
Jak z godnością przetrwać irytujące zachowania nastolatka?
Psycholog dr Marcin Szulc z Uniwersytetu Gdańskiego wyjaśnia, jak budować relacje z nastolatkami i wspierać je w okresie dorastania.

Autor: Canva | Zdjęcie ilustracyjne

Ile szkół Pan odwiedził?

Zapewne kilkaset. Nauczyciele chętnie współpracują z pracownikami Uniwersytetu Gdańskiego, słusznie uważając, że wiedza, którą posiadamy, jest bardzo użyteczna. Nauczyciele są najbardziej wyedukowaną grupą zawodową w Polsce. Ciągle się szkolą. Bywam zapraszany, by opowiedzieć o rozwoju nastolatka i umiejętnym wspieraniu go, gdy nastąpi kryzys. Dorastanie to szczególny czas w życiu człowieka, w którym doświadcza wielu wyzwań rozwojowych. W tym czasie wszyscy znajdujemy się jakby na rollekasterze. Typowe i normalne jest, że nastolatek doświadcza gwałtownych wahań nastroju, podejmuje zachowania ryzykowne i łamie obietnice. Nie robi tego złośliwie, po prostu tak funkcjonuje niedojrzały mózg i trzeba się z tym pogodzić. Co nie znaczy, by lekceważyć i odpuszczać. Trzeba stale być obecnym, rozumieć rozterki młodego człowieka, nie brać tego co mówi do siebie. Warto pracować nad odpornością psychiczną, by rodzic i nauczyciel przetrwali z godnością irytujące z punktu widzenia dorosłych zachowania. Na spotkaniach opowiadam, w jaki sposób budować relacje z uczniem i jak z nim rozmawiać o trudnych sprawach.

CZYTAJ TEŻ: Szkoła odzyskuje dzieci spod władzy telefonów! Od 1 września duże zmiany

Kto pana zaprasza?

Najczęściej szkoła w imieniu rodziców, bywa że miasto. Ostatnio owocnie współpracuję na rzecz rodziców z Wydziałem Edukacyjnym Gdyni. Bardzo lubię te spotkania. Mówię, czego może doświadczać dziecko, czego potrzebuje. Trochę mam wrażenie, że jestem ambasadorem dzieci w kontakcie z nauczycielami i rodzicami. Równocześnie jestem ambasadorem rodziców, gdy spotykam się z nastolatkami. Tłumaczę, co dzieje się w ich głowach i dlaczego rodzice mogą mieć ciężko w związku z ich dorastaniem, czemu nie rozumieją pewnych rzeczy i co robić, żeby pomóc w zbudowaniu relacji. Mówię o wychowaniu w duchu szacunku. Obecne pokolenie młodzieży wcale nie jest gorsze i trudniejsze od poprzedniego. Natomiast jest ono szczególnie narażone na krytykę. Żyjemy w czasach przeklętych mediów społecznościowych, które są właściwie bardziej antyspołecznościowe. I z igły robią widły, coś wylatuje wróblem a wraca wołem. Młodzi ludzie traktowani są stereotypowo. Każde starsze pokolenie uważa się za lepsze niż młodsze. Niestety, specyfika tych mediów sprzyja upowszechnianiu agresywnych stereotypowych treści. Młode pokolenie pada tego ofiarą. Tymczasem dzieci są naszym dziełem, więc jeśli mamy do nich pretensje, mamy pretensje do siebie. Narzekamy na pokolenie, które sami zaprojektowaliśmy.

Pan mówi to rodzicom?

Oczywiście. Staram się jednak, by przekaz miał lekki charakter, sam jestem rodzicem i uważam, że tylko dystans i poczucie humoru mogą nas uratować. Próbuję zrozumieć i przede wszystkim wsłuchać się w potrzeby nauczycieli, rodziców i uczniów. Staram się nazwać to, z czym się mierzą, czyli uporządkować informacje. Przecież polscy rodzice, co wynika z badań w 42 krajach, są na szczycie wypalenia rodzicielskiego. Jesteśmy najbardziej zmęczonymi rodzicami, a gdy nie ma zasobów, nie ma też sił, by unosić problemy dziecka. Rodzice bywają zaskoczeni, jak szybko dziecko zaczęło dorastać. Martwią się, dlaczego to słodkie, posłuszne i otwarte dziecko nagle zamyka się w pokoju i odpowiada monosylabami. Wyjaśniam, co dzieje się w mózgu nastolatka i że jako rodzice mamy niewiele czasu. Większość czasu spędzonego w trakcie naszego życia z naszymi dziećmi upłynie, gdy skończą 12 lat. Potem skoncentrują się na relacji koleżeńskiej, towarzyskiej, budując relacje z rówieśnikami. Gdy do tego czasu nie wytworzymy więzi opartej na zaufaniu możemy pewne rzeczy przegapić.

Jak pomóc?

Najskuteczniejszym czynnikiem chroniącym jest zbudowanie z dzieckiem bliskich, dobrych, ciepłych, zażyłych relacji. Im bliżej dziecka, tym dalej od kłopotów dziecka. Przy czym w relacji dorosłego z dzieckiem za relację odpowiada wyłącznie dorosły. Ma dojrzały mózg, kompetencje, by wesprzeć ucznia, podopiecznego, swoje dziecko. I to dorosły powinien zauważyć i dyskretnie, choć wprost, szczerze, z troską powiedzieć dziecku, co widzi. To on wie, co dalej z tym zrobić. A jak nie wie, to poszuka innego dorosłego, który jest specjalistą. Trzeba przy tym uważnie słuchać młodych ludzi. Możemy się od nich wielu rzeczy nauczyć, chociażby asertywności. To kompetencja społeczna pozwalająca młodym postawić granice, bardzo użyteczna umiejętność.

Wielu dorosłych tego nie akceptuje.

Bo my mówimy dziecku „bądź asertywna, ale nie do mnie, młoda damo". Nie spodziewaliśmy się, że dzieci będą używać naszych zaklęć przeciw nam. Chcieliśmy dać im coś, czego sami nie mieliśmy.

Widać długofalowe efekty tych spotkań?

Niedawno w Chojnicach podeszła mama nastolatki. Powiedziała, że była z mężem na spotkaniu ze mną przed trzema laty, gdy jej córka miała 14 lat. To, co wtedy usłyszeli, bardzo im pomogło. Są obecnie na zupełnie innym etapie relacji z córką. A na końcu naszej rozmowy chciałbym zwrócić się bezpośrednio do rodziców: Drodzy Rodzice! Jesteście dobrymi rodzicami i macie bardzo dobre dzieci.


Partnerem jest

NDI, logo
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama