Polska polityka nie zwalnia tempa, ale ty też nie zwalniasz w jej komentowaniu. To ci się jeszcze nie znudziło?
Piszę felietony od... 45 lat. To niektórych szokuje. Ale zacząłem je pisać jako 17-latek w piśmie podziemnym „Gilotyna”. Wydawałem je nielegalnie w gdańskim LO nr 1. Byłem redaktorem naczelnym tego pisma, wydawcą i głównym felietonistą. Do „Gilotyny” pisywali też swoje teksty Maciej Kosycarz i Marek Wałuszko - znani później Gdańszczanie. A było o czym pisać. Zresztą dziś polska rzeczywistość też dostarcza tematów, na które można patrzeć satyrycznym okiem.
Pytam, czy to ci się nie znudziło, bo dzisiaj niemal każdy komentuje politykę w mediach społecznościowych.
Z przerażeniem obserwuję, że coraz więcej tzw. komentatorów, w tym polityków, korzysta ze sztucznej inteligencji. Oni nawet nie mają świadomości, że styl AI jest rozpoznawalny, bo często popełnia różne błędy. Ale sztuczna inteligencja, w przeciwieństwie do niektórych polityków, uczy się. Co będzie za kilka lat? Czy będziemy czytać felietony, komentarze prawdziwych autorów czy robotów? To jest wyzwanie.
Ale ty swoje felietony piszesz sam.
Mam swój charakterystyczny styl, nie do podrobienia.
Jest coś, co ostatnio w polskiej polityce zrobiło na tobie duże wrażenie?
Myślę, że nie tylko na mnie, ale na wielu Polakach, wrażenie zrobiła ucieczka Zbigniewa Ziobry do Ameryki. Wiadomo było, że to raczej tchórz, który dobrowolnie nie wróci do kraju, żeby stanąć przed wymiarem sprawiedliwości. Nie wróci, żeby usłyszeć zarzuty aż 26 przestępstw, w tym kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Bo on wie, że to nie są błahe historie, a sprawa dotyczy systemowego okradania ofiar przestępstw.
Ale tu raczej nie ma nic do śmiechu.
Zabawne jest to, jak on sam te swoje ucieczki tłumaczy. Na Węgry pojechał, podobno, na konferencję. I został tam na osiem miesięcy. Do czasu, aż jego opiekun, wielki pampers Victor Orban stracił władzę i Ziobro musiał szukać innych protektorów. Znalazł ich w Stanach Zjednoczonych. Teraz w Ameryce udaje korespondenta. Zastanawiam się, co dalej? Bo sądzę, że to dopiero początek niezłego scenariusza do filmu „Ze Zbigniewem dookoła świata”. Na razie, jak się dowiadujemy, ukrywa się podobno pod stertą amerykańskich hamburgerów na zapleczu domu Jacka Kurskiego pod Waszyngtonem.

Nie masz pretensji do obecnej władzy, że jest, po prostu, nieudolna? Obiecała przecież rozliczać.
Obecna władza stosuje zasady państwa prawa. Gdybyśmy byli Izraelem, to pewnie załatwiono by to inaczej. Albo Rosją, która usuwa swoich zbiegów przy pomocy np. nowiczoka. Ale my nie jesteśmy krajem autokratycznym, czy terrorystycznym. W końcu decyzje o ucieczce podejmuje sam Zbigniew Ziobro. Dla mnie jednak, im Ziobro dalej od Polski, tym lepiej. Może uciekać nawet całe swoje życie. Ludziom się wydaje, że to takie fajne mieszkać sobie w apartamencie gdzieś pod Waszyngtonem. Ale to nie jest fajne. Jesteś w stresie, cały czas na walizkach. Twoje życie rodzinne jest w ruinie.
No i leczenie w Ameryce jest droższe niż w Polsce.
Na pewno. Narzekamy na polską opiekę medyczną, ale w Ameryce nie ma darmowych leków dla emerytów, podobnie jak wielu innych rzeczy. Tam trzeba być nie tylko nieźle sytuowanym, ale wręcz milionerem, żeby się dobrze leczyć. Moim zdaniem, Ziobro myśli, że jeśli tylko Jarosław Kaczyński przejmie w Polsce władzę to on natychmiast będzie mógł wrócić. Ale czy to nastąpi? Tego nie wiemy. Poza tym Ziobro jest także kłopotem dla prezesa i jego partii. Ta ucieczka przed wymiarem sprawiedliwości wygląda źle. Generuje zbyt dużo żartów i dowcipów, które potrafią być „bronią atomową” w polityce. Żartowano, że na Węgry pojechał, bo rozsmakował się w węgierskim gulaszu, a teraz, że wybrał Amerykę, bo chce na żywo oglądać rodeo itd.
Ale jednak część elektoratu KO mówi, że to klęska Donalda Tuska.
Gdyby Ziobro wrócił i został aresztowany, robiłby za męczennika. Na pewno byłyby zbiorowe modlitwy w Radiu Maryja, kółka różańcowe w intencji uwolnienia go, nie tylko pod aresztem, w którym by przebywał, ale też pod prokuraturą. Robert Bąkiewicz ze swoimi bojówkami protestowałby na jakimś kolejnym moście. I byłby jeden wielki cyrk. A w robieniu cyrku Ziobro i jego ludzie są naprawdę dobrzy. Przetestowali to już nie raz. Poza tym prezydent Karol Nawrocki mógłby go po kilku tygodniach ułaskawić. To też już prawa strona ma przećwiczone.
Ale Ziobro tak się boi tego aresztu i pobytu w więzieniu, że ucieka. Bo wie, że te zarzuty wobec niego są poważne i są też niepodważalne dowody jego współpracowników, którzy zostali w kraju i „sypią”.
Śledzisz pracę dwóch płuc Prawa i Sprawiedliwości - jak to określił Jarosław Kaczyński?
Nie trzymałbym się kurczowo tego podziału PiS na dwa płuca. To fałszywy obraz, bo frakcji jest znacznie więcej. To zresztą ciekawe zjawisko - rozmnażanie się przez podział. Wiadomo, że kiedy notowania partii spadają, jak teraz w przypadku PiS, to zaczynają się kłótnie o władzę i wpływy w partii. Nie ma już dostępu do publicznej kasy, rodzi się więc frustracja. Do tego dochodzi walka o sukcesję po słabnącym mocno Jarosławie Kaczyńskim.
Tych frakcji w PiS, moim zdaniem, jest kilka. Jedną z nich jest grupa Maślarzy, na czele której stoi Tobiasz Bocheński, człowiek, który wszędzie wyśledzi niemieckie masło i stąd ich nazwa. Druga grupa to Harcerze Mateusza Morawieckiego, z nim samym na czele. To politycy, którzy byli jak Morawiecki w harcerstwie i do dziś lubią bawić się w podchody i zdobywać sprawność Rumcajsa. Jak wiadomo Rumcajs był rozbójnikiem, który zabierał bogatym i oddawał to biednym, a oni zabierali biednym, a dawali sobie, czyli bogatym.
Od siebie dodałbym jeszcze frakcję Grzybiarzy, czyli polityków podobnych do grzybów, której przewodzi Ryszard Terlecki. Jest też grupa Pampersów, czyli politycy, którzy chcą trzymać władzę, ale mają problem z trzymaniem moczu. I jest grupa Krasnoludków, czyli osób niższych od Jarosława Kaczyńskiego. To wydaje się niemożliwe, ale tacy są. Do niej należą posłowie Mariusz Gosk i Dariusz Matecki.
To rozmnażanie przez podział o czym świadczy?
O szukaniu winnych utraty władzy, o szukaniu przyczyn - dlaczego naród przestał nas kochać. Dlatego uważam, że Prawu i Sprawiedliwości też nie jest teraz na rękę powrót Ziobry. Dla wszystkich to dobre rozwiązanie, że Zbigniew Ziobro jest w Ameryce. Dla Tuska, bo dzięki temu nie ma problemów z ewentualnym teatralnym męczeństwem Zbigniewa w kraju. I dla prezesa, bo nie musi tłumaczyć, że pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości nie poszły na konto ofiar przestępstw tylko m.in. na promocję Solidarnej Polski i PiS. Niech więc Ziobro trzyma się z dala od Polski i ucieka przez całe życie. Mnie to nie przeszkadza.
Czy w koalicji rządzącej też są sprawy, które chętnie byś skomentował?
Jest coś, co mnie drażni. Donald Tusk popadł w taką manierę podlizywania się tzw. elektoratowi narodowemu Konfederacji i PiS. Traci przez to swój naturalny matecznik. Wszystkie te obywatelskie ustawy, to byłby ukłon w stronę lewicowego elektoratu, który jest troszkę zaniedbany. Ale co Konfederacja wpadnie na jakiś pomysł, to Sikorski z Tuskiem przechwytują go, modyfikują i próbują wprowadzić w życie. Brakuje odwagi, konsekwencji w realizowaniu własnych obietnic. Chociaż w całym tym polskim cyrku Tusk wydaje się jedynym, który zna się na polityce i ogarnia całość.
Społeczeństwo jest już zmęczone tymi politycznymi walkami. Mam wrażenie, że chwilami jesteśmy uczestnikami jakiejś bitwy w domu wariatów, które dotyczą tego, kto jest Napoleonem na oddziale.
Sporo miejsca w swoich felietonach poświęcasz Donaldowi, ale Trumpowi, nie Tuskowi.
Ale dlatego, że już niemal wszyscy są zgodni co do tego, że to prezydent nieobliczalny i nieprzewidywalny. Mamy kolejny przykład z wycofaniem wojsk amerykańskich. To przez lata były w Europie bazy nienaruszalne, tymczasem teraz z Niemiec, Polski i Rumunii mają być usuwani amerykańscy żołnierze, mimo trwającej wojny Rosji z Ukrainą, której koniec nie zapowiada się w jakiejś niedalekiej przyszłości.
Ta decyzja Trumpa jest zostawianiem sojuszników na pastwę rosyjskiego potwora. Amerykański prezydent uważa naiwnie, że jak Putin zapewnia go o tym, iż jest fanem Ameryki, to wszystko jest OK. Co więcej, Trump powiesił w Białym Domu zdjęcie Putina jak kogoś ważnego i szanowanego. Żadnemu prezydentowi USA nie zdarzyło się wcześniej powiesić sobie zdjęcia któregoś przywódcy Związku Radzieckiego, chyba, ze przy pisuarze.
Widać jak w tym szaleństwie daleko zaszliśmy.
I widzi to cały świat. Podobnie jak widzi, co się dzieje w Rosji. Jak się zamyka ludzi w łagrach za poglądy. Jak się ich wysyła do obozów pracy za to, że walczą o społeczeństwo obywatelskie, o wolność i pokój. Takich Rosjan nie brakuje. Setki tysięcy z nich zmuszono do emigracji. Niektórzy sami wyjechali, nie godząc się na to, co się dzieje. Takim przykładem jest Ałła Pugaczowa, która tuż po napaści Rosji na Ukrainę opuściła swój kraj, bo nie chciała brać udziału w popieraniu reżimu. To tak, jakby u nas Maryla Rodowicz uciekła za rządów Czarzastego.
W ostatnim czasie bardzo zmieniły się wektory Ameryki. Prezydent tego kraju porzuca swoich sojuszników, atakuje Kanadę, Grenlandię... Musimy więc zbudować swój europejski sojusz na twardych zasadach. Bo sojusz z Ameryką jest chwiejny, a o samym prezydencie Trumpie aż trzydziestu lekarzy z USA wypowiedziało się, że nie ma on świadomości podejmowanych decyzji. Czyli podejmuje je na ślepo, albo pod wpływem emocji czego dowodem fakt, że często sobie zaprzecza.
Chwieje się też sympatia Polaków do Ameryki, na co wskazują różne badania.
Ameryka bardzo pomogła Europie w czasie pierwszej i drugiej wojny światowej, nie tylko militarnie ale też gospodarczo. Całe moje pokolenie uwielbiało Amerykę. Kochało amerykańską muzykę i gumę Donald, amerykańskie filmy. Ale niestety ten obraz Stanów Zjednoczonych zepsuł nam Donald Trump swoim bezmyślnym działaniem. A nasze bezpieczeństwo nie może - jak myśli Karol Nawrocki - zależeć od humorów człowieka, który będzie rozgrywać sobie partię golfa na Florydzie, kiedy my staniemy w obliczu prawdziwego zagrożenia.
Wspomniałeś o prezydencie Karolu Nawrockim, ale rzadko o nim piszesz.
Chciałoby się mieć prezydenta, obojętnie z jakiej partii, który byłby politykiem poważanym na świecie. Pozycja Karola Nawrockiego w Stanach to pozycja klienta albo fana. Donald Trump nie musi się nim przejmować, bo wie, że co by nie zrobił, to Karol Nawrocki będzie mu klaskał. To żenujące i straszne. Przypominam sobie, że kiedy Donald Trump obraził m.in. polskich żołnierzy, tych którzy walczyli w Afganistanie i Iraku, to polski prezydent nie zaprotestował ostro. Kurczowe trzymanie się nogawki obecnego prezydenta USA to jego pomysł na bycie w polityce międzynarodowej. Ale to za mało. Chciałoby się mieć prezydenta, który godzi i jednoczy Polaków. Który może coś załatwić dla naszego kraju. Niestety, Karol Nawrocki jako „słup” Jarosława Kaczyńskiego jest tylko politykiem od sypania piasku w tryby rządowe. Jego weta już na nikim nie robią wrażenia. Rząd nauczył się je obchodzić, tak jak omija się pijanego na ulicy.
W jednym z majowych sondaży - na pytanie kogo zaprosiłbyś na grilla, najwięcej respondentów wskazało na wariant - nie zaprosiłbym żadnego polityka - a z grupy, która zaprosiłaby jakiegoś polityka, na pierwszym miejscu był Karol Nawrocki.
Może po to, żeby go przekonywać, iż trzeba się nauczyć dobrze języka angielskiego i że za ustawki kibolskie trzeba się wstydzić? Myślę, że Karol Nawrocki zostanie zapamiętany jako pierwszy prezydent, który miał własną markę dresów. I to jest, jak do tej pory, jego największe osiągnięcie.
























Napisz komentarz
Komentarze