Pomorze będzie produkować coraz więcej energii. Już dziś potrzebuje przemysłu, który ją zużyje

Jak przenoszenie mocy wytwórczych z południa na północ kraju zmieni gospodarkę naszego regionu, czy pomorskie firmy mają szanse na udział w offshore i czy rozwój energetyki nie spłoszy turystów? O tym dyskutowaliśmy w Słupskim Inkubatorze Technologicznym podczas debaty zorganizowana przez redakcję „Zawsze Pomorze” we współpracy z Samorządem Województwa Pomorskiego oraz Pomorską Agencją Rozwoju Regionalnego.
debata „Zawsze Pomorze”, „Biznes wobec transformacji energetycznej Pomorza”, Słupsk 2026
Debata „Zawsze Pomorze” w Słupsku pt. „Biznes wobec transformacji energetycznej Pomorza”. Od lewej: Marek Dawidowski, Kazimierz Kleina, Jacek Greinke, Zbigniew Jarecki, Sławomir Koprowski, Jarosław Kumięga i Dariusz Szreter

Autor: Hubert Bierndgarski | Zawsze Pomorze

Zacznijmy od wspólnego pytania dla wszystkich: Jakie panowie mają pierwsze skojarzenie ze słowami „transformacja energetyczna Pomorza”?

Marek Dawidowski, współwłaściciel Baltic Wind: Jesteśmy jako kraj skazani na źródła odnawialne, dlatego że nie mamy źródeł kopalnych. W związku z tym, musimy inwestować w te źródła oraz magazyny energii. To przyszłość, która będzie miała duży wpływ na rozwój regionu.

Kazimierz Kleina, senator RP: To wielka zmiana w systemie energetycznym Polski, polegająca na tym, że źródła wytwarzania energii przenoszą się na Pomorze z południa kraju, gdzie były umiejscowione przez dziesiątki czy nawet setki lat. Za jakiś czas to właśnie ta część Rzeczpospolitej będzie dawała najwięcej energii elektrycznej dla odbiorców w Polsce, ale także na zewnątrz. 

Jacek Greinke, wiceprezes zarządu Łąccy-Kołczygłowy: Dla mnie transformacja energetyczna zaczęła się, gdy byłem w ósmej klasie i koledzy starali się w 1980 roku dostać do technikum atomowego, które miało powstać w Wejherowie. W końcu nie powstało. Teraz, gdy zbliżam się do wieku emerytalnego, mam nadzieję, że ta transformacja wreszcie się dokona.

„Biznes wobec transformacji energetycznej Pomorza”. Zobacz I część debaty

Zbigniew Jarecki, prezes zarządu Kaszubskiego Związku Pracodawców: Jeśli mam odpowiedzieć jednym słowem – będzie to: energooszczędność. Mam tu na myśli zarówno transformację energii procesów przemysłowych, jak również rozwiązania dotyczące indywidualnych osób, m.in. ocieplanie budynków.

Sławomir Koprowski, prezes Pomorskiej Agencji Rozwoju Regionalnego: W zasadzie, chciałem powiedzieć to samo, co mówił pan senator: zmiana mapy energetycznej kraju, zmiana mapy źródeł wytwarzania energii, co z kolei musi spowodować również zmiany gospodarcze. Tutaj za chwilę będą lokowane energochłonne przemysły, zwłaszcza energochłonne przemysły nowej gospodarki. 

Jarosław Kumięga, zastępca dyrektora Departamentu Rozwoju Gospodarczego Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego: Gdyby pan zapytał 15 lat temu, odpowiedziałbym: bezpieczeństwo energetyczne. Dziś to bezpieczeństwo jest elementem czegoś większego. Sama transformacja to instrument do tego, żeby mógł nastąpić bardziej dynamiczny rozwój gospodarczy.

Skojarzenia były różne, ale nie możemy uciec od tematu kosztów. Panie prezesie, reprezentuje pan lokalnych przedsiębiorców. Jak dziś wyglądają realne koszty energii dla pomorskich firm?

Z.J.: Koszt energii jest, w mojej opinii, chyba największym powodem braku inwestycji prywatnych. Szczególnie borykają się z tym małe i średnie firmy. Wprawdzie w tym roku obserwujemy stabilizację cen energii, ale trudno przewidzieć, co będzie za rok, dwa czy trzy. A przecież inwestycje planuje się z kilkuletnim wyprzedzeniem. 

Pan prezes Greinke kieruje właśnie taką firmą, której produkcja jest energochłonna, a większość towaru trafia na eksport. Jak wpływa to na konkurencyjność wobec zagranicznych producentów?

Jeszcze 20-30 lat temu koszty energii oscylowały wokół 2 proc. kosztów ogółem w biznesie drzewnym. W latach 2015-2018 wzrosły do 3,5 proc., a dzisiaj jesteśmy na poziomie około 7 proc. Mimo że cały czas inwestujemy w maszyny mniej energochłonne, koszty nam rosną. Mamy nadzieję, że transformacja sprawi, że będą malały.

Jacek Greinke / wiceprezes zarządu Łąccy-Kołczygłowy

Jednym ze sposobów obniżania kosztów energii są zbiorowe zakupy dokonywane przez grupę podmiotów. Praktykują państwo coś takiego w Słupskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej?

S.K.: Wspólne zakupy energii w przypadku firm działających na obszarze naszej strefy nie wydają się możliwe – ze względu na duży obszar działania i bardzo zróżnicowany kapitał właścicielski. Ciekawszym kierunkiem są kwestie klastrowe. Najlepszym przykładem jest słupski klaster bioenergetyczny. Może już za kilka lat będziemy w stanie dostarczać energię w ramach usług klastrowych?

Mówił pan o nieuchronnym lokowaniu się na Pomorzu energochłonnych przemysłów. Właśnie byliśmy świadkami podpisania listu intencyjnego z amerykańska firmą Twenty20 Energy. Są jeszcze jakieś sygnały, że inne firmy chcą tu otwierać swoje biznesy czy to dopiero pierwsza jaskółka? 

S.K.: Prowadzimy mniej lub bardziej zaawansowane rozmowy z kilkoma innymi firmami. Potrzebna jest szersza akcja promocyjna na rynkach zewnętrznych, ze wsparciem instytucji centralnych. Jak wspomniałem, musimy odejść od obrazu Polski, gdzie producentem energii jest południe kraju. Ale też nie możemy doprowadzić do tego, że cała energia produkowana na północy będzie przesyłana na południe, bo to spowoduje straty na przesyle, co musi się odbić w cenie. W końcu nie będziemy mieli inwestorów ani tu, ani na południu, bo nikt najdroższej w Europie energii nie kupi.

A jak samorząd województwa jest przygotowany do takiego scenariusza, a więc – mówiąc kolokwialnie – najazdu inwestorów z branż energochłonnych?

J.K.: Na pewno brakuje jeszcze bardzo wiele, ale działania samorządu obejmują szerokie spektrum, zaczynając od planowania energetycznego, do którego marszałek jest zobowiązany ustawowo.

Transformacja składa się z trzech subobszarów. Pierwszy to inwestycje zwiększające produkcję energii: elektrownia jądrowa, morskie farmy wiatrowe, fotowoltaika. Dzięki nim prawdopodobnie będziemy w stanie zaopatrzyć około 80 proc. zapotrzebowania energii całego kraju. Premier Tusk mówił już o bilionie złotych inwestycji w tym obszarze w najbliższych latach.

Drugi obszar to zapewnienie możliwości odbioru nadmiaru energii. Przyjdą momenty, że ten nadmiar będzie potężny, a wtedy energia będzie najprawdopodobniej tania. Powinniśmy więc lokalizować przemysł energochłonny, żeby tę energię móc spożytkować po rozsądnych kosztach.

Trzeci aspekt to kształcenie kadr. I wreszcie spółdzielnie energetyczne – małe społeczności, które produkują energię i zużywają lokalnie, odciążając wielki system elektroenergetyczny.

Panie senatorze, promował pan offshore na Pomorzu już 15 lat temu. Na kolejnych inwestorów trzeba czekać tak długo, jak na wiatraki, czy da się to zrobić szybciej?

K.K.: Jesteśmy niesamowicie opóźnieni w sprawach pozainwestycyjnych. Energetyka wiatrowa na lądzie daje już tak duże ilości energii, że trzeba powoli wyhamowywać ten program. 

Cały system regulacji jest zdecydowanie opóźniony w stosunku do tej wielkiej produkcji. Elektrownia jądrowa będzie ważna, ale da relatywnie niewielką ilość energii – będzie stałym elementem układu, nie systemem stabilizującym. System zarządzania energią w Polsce jest absolutnie zapóźniony – mamy dwie taryfy, nocną i dzienną, tak jak 50 lat temu.

Kazimierz Kleina / senator RP

Zajmowałem się offshore od początku, czyli od 15 lat, kiedy większość ludzi w to nie wierzyła. W tamtym czasie ściągnięcie kogoś z rządu do Słupska na konferencję o energetyce morskiej było niezwykle trudne. W 2014 roku wydano pierwsze koncesje na budowę farm wiatrowych na morzu, ale po 2015 roku, gdy rząd zaczął mówić: „węgiel i tylko węgiel”, wszystko wstrzymano na kilka lat. Dopiero w 2021 roku uchwalono ustawę o energetyce na morzu. Dziś pierwsze farmy już działają. Ta na wysokości Łeby, zbudowana przez Baltic Power, we wrześniu uruchomi energię elektryczną.

Mamy już dziś nadwyżkę energii, bo nie ma dynamicznego zarządzania. Przed nami druga faza energetyki wiatrowej na morzu – żeby zwiększyć local content, trzeba dać szansę wydłużenia procesu budowy z 7 do 10 lat. To wymaga zmiany ustawowej, ale dałoby polskim firmom szansę na większy udział.

W ubiegłym roku odmówiono przyłączenia do sieci źródłom o mocy około 100 GW. Zdążymy z poprawą przepustowości, zanim te ogromne ilości energii z Pomorza będą mogły ruszyć do odbiorców?

M.D.: Odnosząc się do wcześniejszych wypowiedzi, chciałbym zapewnić, że koszty energii na pewno spadną. Tyle jest zainwestowanej mocy w OZE, że energii będzie coraz więcej, a ceny regulują podaż i popyt. Ważne są magazyny – przy taryfie dynamicznej ceny czasem bywają nawet ujemne, więc można magazynować energię, gdy jest tania, a pobierać ją, gdy jest najdroższa. A magazyny pięciokrotnie spadły w cenie. Natomiast będą rosły koszty dystrybucji. 

Co do przyłączeń – budowa offshore spowodowała rozbudowę Głównych Punktów Zasilania, ale jest dużo odmów, bo zakłady energetyczne obawiają się stałej dostawy dużych ilości energii odbiorów. Musimy więc rozbudować sieci – jesteśmy z tyłu w porównaniu do innych krajów.

Dane branżowe mówią, że w pierwszej fazie offshore udział polskich firm w łańcuchu dostaw wynosił 10-15 proc., a rząd celuje w 45-50 proc. po 2030 roku. Jak ocenia pan szansę na osiągnięcie tego poziomu przez firmy z naszego regionu?

M.D.: To ambitny poziom. Sam jestem prezesem spółki serwisującej siłownie wiatrowe na lądzie i wiem, jak ważna jest bliskość geograficzna, która daje możliwość szybkiej interwencji. Potrzebna będzie przychylność urzędów, żeby spółki serwisowe mogły tu powstać. To wiąże się z inwestycjami w statki serwisowe, magazyny części zamiennych. Już dziś musimy myśleć, jak szkolić techników, elektryków, mechaników, żeby nie trzeba ich było sprowadzać z zagranicy.

„Biznes wobec transformacji energetycznej Pomorza”. Zobacz II część debaty

To samo pytanie kieruję do pana senatora.

K.K.: Włączenie polskich firm do pierwszego etapu offshore jest trudne, bo już wcześniej zostały podpisane umowy z głównymi dostawcami turbin. Niestety, nie wykorzystano szansy, żeby zbudować flotę małych jednostek serwisowych. Dlatego drugi etap będzie kluczowy. 

L.D.: Do 2030 roku ma zostać na morzu zainstalowane 6 GW, a do 2040 roku – 18 GW. Trzeba to wykorzystać, żeby w przyszłości było jak najwięcej inwestycji na Pomorzu.

Czego najbardziej brakuje małym i średnim firmom z Pomorza, żeby wejść w ten łańcuch dostaw?

Dwie najważniejsze bariery to koszt energii i stabilność prawa. Kolejny element to przeregulowanie gospodarki i wprowadzanie nowych obowiązków bez przygotowania. Następny element to ludzie: brak pracowników, brak kwalifikacji. W kształceniu ustawicznym jesteśmy w ogonie Europy. W Finlandii ponad 30 proc. ludzi systematycznie się dokształca, u nas to 5-6 proc. Jedną z naszych propozycji jest to, by te przetargi dzielić na mniejsze, wtedy nasze szanse wzrastają.

Zbigniew Jarecki / prezes zarządu Kaszubskiego Związku Pracodawców

Elektrownia jądrowa w Choczewie to projekt rządowy, ale jej realizacja niesie konkretne wyzwania dla samorządu województwa: infrastruktura towarzysząca, drogi, kadry, współpraca z gminami. Jakie są dziś największe zadania po stronie marszałka w związku z tą inwestycją i na ile samorząd jest już w to realnie zaangażowany?

J.K.: Staramy się robić to samo, co przy poprzednich dużych inwestycjach: stawiać na transparentność. Na stole są 292 miliardy zł, bo tyle ma ta elektrownia kosztować. Już w 2022 roku podjęliśmy się koordynacji oczekiwań gmin, przedsiębiorców i mieszkańców zlokalizowanych najbliżej planowanej lokalizacji: Wejherowo, Puck, Słupsk. Próbowaliśmy uzgodnić z gminami wiele rzeczy: drogi, koleje, bazy noclegowe. Powstało memorandum, które dwa lata później aktualizowaliśmy.

W tej chwili prowadzimy bardzo ścisły dialog z Polskimi Elektrowniami Jądrowymi. Silnym ramieniem naszego działania jest Agencja Rozwoju Pomorza: identyfikacja przedsiębiorców, identyfikacja baz noclegowych, wiele różnych aspektów, które mają ułatwić realizację tej inwestycji. PGE Baltica zorganizowała już kilka warsztatów dla dostawców na terenie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego. To wsparcie informacyjne ma na celu, by jak najwięcej potencjalnych przedsiębiorców mogło uczestniczyć w tym local content.

Jarosław Kumięga / zastępca dyrektora Departamentu Rozwoju Gospodarczego Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego

Jak pańska firma, zwracam się do pana Jacka Greinke, z branży odległej od energetyki jądrowej ocenia obecność tak dużej inwestycji w regionie? Czy widzi zagrożenia, np. że będzie podbierać pracowników, czy raczej szanse?

J.G: Jesteśmy na rynku 40 lat i do wolnej konkurencji jesteśmy przyzwyczajeni – są okresy lepsze i gorsze. W trudnych okresach ściągaliśmy ludzi z Ukrainy, Kolumbii, Białorusi. Gorzej jest z wysoko wykwalifikowanymi, ale nie widziałbym tu wielkiego problemu. Naszym wyzwaniem jest, żeby nie być zaskakiwanym nowymi regulacjami, bo to powoduje, że Europa staje się mniej konkurencyjna wobec innych rynków.

A jak te wielkie inwestycje energetyczne wpływają na turystyczny charakter Pomorza? I jak reagują na to firmy turystyczne zrzeszone w kaszubskim Związku Pracodawców?

Z.J.: Zawsze będą zadowoleni i niezadowoleni. Zresztą, skutki tych inwestycji będą ograniczone praktycznie do regionu 10-20 km wokół. Polskie Elektrownie Jądrowe podpisały układ ze starostwem w sprawie dróg dojazdowych. Zgłosiło się ponad 40 miejsc noclegowych do programu Agencji Rozwoju Pomorza. Najtrudniejszy będzie tu sam okres budowy, kiedy na placu będzie nawet 10 tysięcy osób, a wokół całej infrastruktury kolejne 40-50 tysięcy pracowników.

Niektórzy wręcz wieszczą, że kiedy to się skończy, może nawet rozwinąć się turystyka atomowa.

M.D.: Pewnie tak będzie, jak z Przekopem Mierzei...

K.K.: To jest jednak sprawa trochę bardziej poważna. Problem jest na przykład dla wsi Słajszewo. To konkretni ludzie, rodziny, które od wielu lat prowadzą działalność związaną z agroturystyką, których miejsca pracy są zagrożone. Tym ludziom trzeba zrekompensować utracone możliwości funkcjonowania. Choćby było to 10 czy 20 rodzin – są oni tak samo ważni jak dziesiątki tysięcy, które mogą być zadowolone z całej inwestycji. Te sprawy muszą być załatwiane, a reaguje się zawsze dopiero na sytuację kryzysową. Jak z wózkami dojeżdżającymi na plażę, które najpierw zatrzymano, a potem ostatecznie to odwołano, ale ile złej krwi już zostało – tego się już nie da naprawić. 

Popieramy tę inwestycję, ale nie może się odbywać kosztem lokalnych społeczności. 

Na koniec proszę o krótką wypowiedź: jaki widzą panowie scenariusz dla biznesu na Pomorzu wobec transformacji energetycznej w perspektywie pięciu lat: optymistyczny czy pesymistyczny. Z uzasadnieniem. 

Wydaje mi się, że wpływ transformacji będzie pozytywny. Były obawy, że offshore wpłynie negatywnie na turystykę, zniszczy „dziką naturę”, ale siłownie są budowane 20 km od brzegu i prawie ich nie widać. Mało tego, turystyka żeglugowa, by zobaczyć turbiny z bliska, też może być atrakcją.

Marek Dawidowski / współwłaściciel Baltic Wind

K.K.: Te wielkie zmiany będą miały pozytywny efekt dla mieszkańców regionu i w długiej perspektywie dokonają wielkiej transformacji gospodarki.

J.G: Żyjemy w bardzo dynamicznych czasach. Musimy działać, naciskać, żeby powstało to, co powinno powstać – żeby nie było tak, jak z tym technikum atomowym, które nie powstało. Za pięć lat może nie będzie to widoczne na morzu, ale będzie wielki ruch budowy na północy. Jestem optymistą, to olbrzymi impuls dla rozwoju regionu.

Jestem umiarkowanym optymistą. Przy odpowiednim wykorzystaniu możliwości transformacji energetycznej region Słupska i Koszalina może być jednym z niewielu w Polsce, poza największymi ośrodkami miejskimi, gdzie nie nastąpi depopulacja. Mamy szansę zbudować tu naprawdę dobre kadry, dobre społeczeństwo, nowoczesną gospodarkę.

Sławomir Koprowski / prezes Pomorskiej Agencji Rozwoju Regionalnego

J.K.: Patrzę na mapę opublikowaną przez Energa Operator – Słupsk to wielka czerwona plama, możliwość odbioru energii na poziomie najwyższych napięć. To poważny atut dla rozwoju gospodarczego regionu. Ale transformacja energetyczna to nie sprint, to maraton – przedsiębiorcy muszą się do tego przygotować, jak do biegu maratońskiego, poprzez mniejsze ćwiczenia i etapy.


Partnerem debaty gospodarczej był Samorząd Województwa Pomorskiego

Samorząd Wojwództwa Pomorskiego, logo
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze