Niezbadane są ścieżki wyroków boskich, a tym bardziej algorytmów podrzucających nam różne treści w internecie. Mnie na przykład kilka dni temu wyświetlił się pochodzący sprzed ponad dwóch lat wpis Przemysława Wiplera w sprawie „probierza patriotyzmu”. Była to reakcja na sondaż, z którego wynikało, że w razie ataku Rosji na Polskę, 31 proc. badanych Polaków (płci obojga) zadeklaruje chęć ucieczki, a zaledwie 15,7 proc. zgłosiłoby się do wojska.
„Jedni wmawiają nam, że miarą polskości jest to, czy nienawidzisz Niemiec i na każdym kroku tropisz niemieckie wpływy. Drudzy twierdzą, że polskość to bezkrytyczny zachwyt nad Brukselą i Unią Europejską. Jeszcze inni mierzą patriotyzm stosunkiem do tego czy innego rządu, popieraniem konkretnych programów socjalnych albo głośnością krzyczenia haseł na wiecach. To wszystko nie ma żadnego znaczenia” – perorował poseł Konfederacji, konkludując, że jedynym testem na bycie Polakiem jest właśnie zachowanie w godzinie próby, czyli ewentualnego zbrojnego ataku na Polskę.
Brzmi sensownie, a jednak trudno mi bezwarunkowo przyklasnąć tej konstatacji, zwłaszcza po lekturze wydanej właśnie książki Rahy Nikandisza „Teheran płonie. Zapiski z Iranu po ataku Izraela i USA” (W.A.B., Warszawa 2026). Pokazuje ona, że godzina próby potrafi zjednoczyć naród równie łatwo, co go rozerwać. Autor, który ze względów bezpieczeństwa używa pseudonimu, przed rokiem wrócił z 14-letniej emigracji. Europa go nie chciała, co Wipler i jemu podobni nie tylko doskonale rozumieją, ale i ochoczo propagują. Ostatnio zakłócając gdański wiec w obronie ukraińskich uchodźców „Nie bądź obojętny”. Niektóre media wprawdzie podawały, że to była Młodzież Wszechpolska, ale na chorągwiach, które trzymali ci rozhisteryzowani młodzieńcy, widniał wyraźny napis: Nowa Nadzieja.
Wróćmy jednak do Iranu, kraju, gdzie od 47 lat rządzą religijni ortodoksi, a ostatnio także rosnąca inflacja. Pensja wykładowcy wyższej uczelni nie wystarcza nawet na dojazdy do pracy, dlatego żeby przeżyć, Raha nocami jeździ jako kierowca Snappa – miejscowego odpowiednika Ubera. To daje okazję do rozmów z ludźmi, coraz śmielej mówiącymi o swoim negatywnym stosunku do rządu. Ale też o obawach o eskalację konfliktu z Izraelem i włączenie się doń USA.
Kiedy w lutym amerykańskie okręty skierowały w kierunku ich wód terytorialnych Irańczycy nie mieli złudzeń, że płyną żeby ich wyzwolić spod władzy opresyjnego rządu. Wiedzieli, że chodzi o zablokowanie eksportu irańskiej ropy.
– Wojna nie burzy murów więziennych, tylko zwala dachy więźniom na głowy – mówi jeden z rozmówców Rahy. Ale drugi w odpowiedzi na wyrażone obawy, że w amerykańskim ataku mogą zginąć niewinni ludzie, ripostuje: – Nikt w naszej historii nie wyrządził nam tyle zła co ci mułłowie.
Nic zatem dziwnego, że 28 lutego 2026, po informacji, iż w „Epickiej Furii” Trumpa śmierć poniósł Ajatollah Chamenei, nocne ulice Teheranu wypełniły się świętującymi ludźmi. Za to następnego dnia na miejskich placach słychać było zawodzenie żałobników, zwołanych przez rządowe media. A siły bezpieczeństwa zaapelowały o denuncjowanie „zdrajców”. I jak tu wybrnąć z pułapki „dwóch narodów”?
P.S. Według sierpniowego sondażu IBRiS, w razie konfliktu zbrojnego 19,9 proc. Polaków zgłosiłoby się do walki całkowicie na ochotnika, a 19,7 proc. starałoby się opuścić kraj. A może warto zaapelować do państw ościennych, żeby w razie czego odsyłały nam do kraju obywateli w wieku poborowym, tak jak PiS chce to robić z Ukraińcami? Ciekawe która partia odważy się to wpisać do programu wyborczego?



Napisz komentarz
Komentarze