Nurek utonął w Jeziorze Niedackim
Do tragedii doszło w niedzielę, 26 lipca, na Jeziorze Niedackim w powiecie starogardzkim. Kiedy już udało się wydobyć z jeziora nurka, służby ratownicze po przybyciu na miejscu, podjęły długą reanimację. Niestety, mimo tych wysiłków, 49-letniego nurka nie udało się uratować.
CZYTAJ TEŻ: Nurek utonął w Jeziorze Niedackim koło Borzechowa w powiecie starogardzkim
Robert Plutowski tego dnia wypoczywał nad jeziorem wraz z rodziną. Około godziny 16:50 znajdował się na pomoście na terenie ośrodka Twardy Dół.
- Tam jest bardzo czysta woda i pływa tam dużo nurków. W pewnym momencie, dwie panie, które płynęły rowerem wodnym, myślę, że były około 80 metrów od pomostu, zaczęły krzyczeć „Pomocy”. Krzyknęły to dwa razy. Podszedłem do barierki i zawołałem do nich „Co się stało?”. Usłyszałem ponownie: „Pomocy! Nurek woła pomocy!”.
Początkowo pomyślał, że może to być nieudany żart. Nie zwlekał jednak ani chwili. Zdjął koszulkę i klapki, po czym ruszył wpław w kierunku miejsca wskazanego przez kobiety.
Poszukiwania trwały kilkanaście minut
Po dopłynięciu do roweru wodnego świadkowie przekazali mu, że nurek wynurzył się na moment, zawołał o pomoc i ponownie zniknął pod wodą. W akcję szybko zaangażowali się inni wypoczywający nad jeziorem. Na miejscu działały załogi trzech rowerów wodnych oraz mężczyzna pływający na desce SUP. Z telefonu jednej z kobiet wezwano służby ratunkowe.
- Szukaliśmy nurka chyba z 15 minut. Cały czas miałem nadzieję, że ten pan jednak ma tlen czy jakiś inny sprzęt.
Ciało nurka znajdowało się na dnie jeziora
Pierwsze poszukiwania nie przyniosły rezultatu. Robert Plutowski doszedł do wniosku, że należy sprawdzić głębszą część akwenu. Poprosił o dostarczenie okularów do pływania, które pozostawił na brzegu.
- Zanurkowałem w głębsze miejsce i tam za drugim razem natknąłem się na nurka. Leżał na plecach, bez ustnika, ręce miał rozłożone. Ciało było na dnie jeziora.
Jak relacjonuje, ciało znajdowało się na głębokości około czterech metrów.
- Za trzecim razem chwyciłem go pod pachę i wyciągnąłem na powierzchnię. Miał na sobie cały sprzęt: butlę, płetwy, kombinezon i maskę. Brakowało jedynie ustnika – mówi.
Według świadków wskaźnik na butli miał wskazywać, że znajdował się w niej jeszcze zapas powietrza.
Co doprowadziło do tragedii na Jeziorze Niedackim, ustalą biegli. Odpowiedzi ma przynieść sekcja zwłok.



Napisz komentarz
Komentarze