Rząd sięga po zyski dystrybutorów
Ministerstwo Energii razem z innymi resortami pracuje nad koncepcją, która miałaby zmusić do wzięcia na siebie części kosztów związanych z cenami prądu czterech największych dystrybutorów energii: PGE Dystrybucja, Tauron Dystrybucja, Enea Operator i Energa Operator. Rozpatrywane są dwa warianty:
- podział rekordowych zysków, jakie spółki dystrybucyjne wypracowały w ostatnich latach,
- albo restrukturyzacja i cięcie kosztów wewnętrznych.
Opłaty dystrybucyjne odpowiadają już za blisko 50 proc. wartości domowego rachunku za prąd. W tym roku sama stawka wzrosła z ok. 430 do ok. 463 zł za MWh, a łącznie z opłatami systemowymi (mocowa, OZE, kogeneracyjna) koszty te stanowią 46–48 proc. rachunku.
Wspomniane zmiany są na razie na etapie koncepcyjnym, żadnych decyzji jeszcze nie podjęto, ale branża już się broni, ostrzegając przed skutkami ubocznymi. Przypomina, że w ubiegłym roku regulator ograniczył już dystrybutorom tzw. WACC, czyli maksymalny zwrot z zainwestowanego kapitału. Dalsze cięcie zysków mogłoby spowolnić rozbudowę i modernizację sieci. Do tego dochodzi rosnąca cena energii na giełdzie (z ok. 420 do ok. 448 zł za MWh w rocznym kontrakcie), która może zniwelować efekt ewentualnych oszczędności przy ustalaniu taryf na 2027.
Oszczędzisz, jeśli jesteś sową
Losy wspomnianej wyżej reformy są zatem niepewne. Pozostają jednak inne rozwiązania, które już wpisano w projekt rozporządzenia Ministerstwa Energii. Chodzi o korzystanie z prądu w nocy. Projekt przewiduje, że w godzinach 22–6 składnik zmienny opłaty sieciowej będzie mógł zostać obniżony nawet do 30 proc. standardowej stawki.
Takie mechanizmy istnieją już dziś, ale skorzystać z nich może niewielka grupa odbiorców. Aż 90 proc. gospodarstw domowych korzystających z taryf grupy G ma dziś ofertę z jednakową ceną prądu przez całą dobę – średnio 0,62 zł brutto za sprzedaż energii i ok. 0,51 zł brutto za dystrybucję, niezależnie od pory dnia. Żeby realnie odczuć nocną zniżkę, trzeba mieć możliwość przesunięcia poboru energii. Na przykład zaprogramować pralkę, zmywarkę czy ładowanie samochodu elektrycznego na późne godziny.
Opłata abonamentowa zniknie, ale i tak ją zapłacisz
To najbardziej nagłośniona zmiana – i jednocześnie ta, po której nie należy się spodziewać niższego rachunku. Ministerstwo Energii chce przenieść stałą, miesięczną opłatę abonamentową z części dystrybucyjnej rachunku do części sprzedażowej. Resort wprost zastrzega, że to nie generuje żadnej nowej pozycji dla odbiorcy korzystającego z taryfy regulowanej – zmienia się jedynie przypisanie kosztów i podmiot, który tę opłatę pobiera.
Ta opłata to pozostałość po czasach, gdy inkasenci osobiście odwiedzali klientów, żeby odczytać i skontrolować licznik, a jej wysokość zależy od częstotliwości takich wizyt. Dziś opłata abonamentowa przy rozliczeniu miesięcznym wynosi od 3,84 zł (Enea Operator) do 5,61 zł (Tauron Dystrybucja) – Energa-Operator, obsługująca Pomorze, pobiera 4,64 zł.
Nowa opłata, która pojawi się po stronie sprzedaży, ma pokrywać koszty obsługi klienta, wystawiania faktur i innych działań handlowych sprzedawcy. Zgodnie z zapowiedziami ministerstwa będzie ona podlegać taryfowaniu przez Urząd Regulacji Energetyki (URE) i formalnie nie ma być źródłem dodatkowego zysku, tylko odzwierciedlać realne koszty.
Inteligentne liczniki – Pomorze liderem
Ministerstwo zdecydowało się na tę reformę w związku z postępującą wymianą tradycyjnych liczników na urządzenia zdalnego odczytu, które same przesyłają dane o zużyciu, przez co inkasenci nie muszą już chodzić od domu do domu. Na koniec marca 2026 w Polsce działało już blisko 10,27 mln takich liczników, co stanowi 52,9 proc. wszystkich urządzeń pomiarowych w kraju. Dla porównania: w Niemczech smart liczniki ma ok. 15 proc. odbiorców, podczas gdy w Szwecji już od 2009 korzystają z nich wszyscy odbiorcy.
Liderem wymiany liczników w Polsce jest Energa-Operator – spółka z grupy Orlen działająca głównie na Pomorzu i Kujawach – z wynikiem aż 93 proc. zainstalowanych liczników zdalnego odczytu. Dla porównania Enea Operator, obsługująca Wielkopolskę i zachód kraju, ma ich zaledwie 17 proc.
W praktyce oznacza to, że mieszkańcy Pomorza już dziś rzadko widzą u siebie inkasenta, a koszty tradycyjnych odczytów w Enerdze są od dawna niskie. Sama zmiana sposobu księgowania opłaty abonamentowej będzie więc u nas mniej odczuwalna niż w innych regionach.
Rozliczenie na oko? Będzie łatwiej z niego zrezygnować
Projekt rozporządzenia nakłada też na sprzedawców energii obowiązek informowania klientów o możliwości rezygnacji z rozliczeń opartych na prognozowanym zużyciu na rzecz płacenia za energię faktycznie zużytą. Zmiana ma być całkowicie dobrowolna – kto woli dotychczasowy system prognoz, będzie mógł go zachować.
To właśnie prognozy oparte na starych, wysokich cenach energii doprowadziły w 2024 do sytuacji, w której część klientów zobaczyła na fakturach nieoczekiwaną, wysoką podwyżkę, a sprawa odbiła się szerokim echem medialnym. Dla świadomych konsumentów, którzy pilnują swojego zużycia, przejście na rozliczenie rzeczywiste może więc realnie uchronić przed podobną niespodzianką.
Kiedy zmiany wejdą w życie?
Nowe przepisy mają wejść w życie jesienią 2026, ale realnie odczujemy je dopiero wtedy, gdy Urząd Regulacji Energetyki zatwierdzi na ich podstawie taryfy na 2027.
To już drugie podejście resortu do uproszczenia rachunków za prąd. Podobne przepisy, uchwalone przez Sejm w ramach ustawy deregulacyjnej, zostały rok wcześniej zawetowane przez prezydenta Karola Nawrockiego. Poprawiony projekt rząd przyjął 5 maja 2026, a prezydent podpisał go ostatecznie 2 lipca.



Napisz komentarz
Komentarze