Reklama Sopot Jazz Festival Scena Molo

O muzyce nade wszystko. Wokalne Grand Prix

Puśćmy wodze wyobraźni. Jak powinno przebiegać wyłonienie najlepszej wokalistki w konkursie, towarzyszącym festiwalowi „Ladies’ Jazz” (Gdynia, 21-26 lipca).

Kryteria powinny być jasne i obowiązujące wszystkie kandydatki, którym udało się wystąpić przed gdyńską publicznością w finale konkursu o Grand Prix. Jasne, że należałoby sprawdzić, jak kandydatki radzą sobie z porównywalnymi utworami z tej samej kategorii. Niech więc każda zaśpiewa jeden, a może dwa jazzowe standardy w średnim i szybkim tempie, jedną czy dwie ballady, a koncert zwieńczy prezentacja obowiązkowego utworu z polskim tekstem lub śpiewanego bez tekstu, no i jakiś dowolny utwór z częścią improwizowaną. Wokalistkom powinna akompaniować ta sama sekcja rytmiczna, która otrzymuje odpowiedni materiał nutowy od każdej z wokalistek.

Słuchacze koncertów konkursowych, jakie odbywały się w dniach 21-22 lipca w gdyńskim Konsulacie Kultury byli jednak świadkami całkiem odmiennego scenariusza. Liberalnego, czyli bez wymagań repertuarowych, formalnych i tematycznych, z drugiej strony nie ułatwiającego pracy konkursowemu jury, obradującego pod wodzą Urszuli Dudziak. Uczestniczki mogły bowiem śpiewać repertuar, jakie same sobie ustaliły, z towarzyszeniem samodzielnie dobranych muzyków.

Jak się można było spodziewać, koncerty w przeważającej części były egzemplifikacją własnych pomysłów kompozytorskich, aranżacyjnych, ale i tekstowych wokalistek, które w zapowiedziach otrzymywały dumną kwalifikację „poezji”.

Młodzi muzycy, którzy jazzu i muzyki rozrywkowej uczą się w szkołach i akademiach, nabywają przekonania, że skoro wiedzą wszystko na temat form, harmonii, zasad instrumentacji itp., to automatycznie stają się kompozytorami. A inni, gdy jest za nimi lektura tysiąca tomów poezji, zostają automatycznie poetami. Pomijają niestety trudne do przełknięcia pytanie o talent. 

Takie myśli chodziły mi po głowie, gdy słuchałem pierwszej wokalistki z finałowej czwórki, Józefiny Bałdyki. Grająca na gitarze i skrzypcach w kilku utworach wokalistka, dokooptowała do swojego składu kwartet smyczkowy i pianistę, zaś obok jazz originals w rodzaju Anthropology i pamiętnego Taki pejzaż z repertuaru Ewy Demarczyk proponowała własne kompozycje i teksty. Poczułem się na moment przeniesiony w okolice lat 60. i 70. XX wieku, bo autorka trzymała się pomysłów kompozycyjnych i aranżacyjnych, które wówczas uchodziły za awangardowe i takimi często były. Można takiej poetyki używać, czemu nie, ale pod warunkiem, że stylistyka to jedynie kanwa, na której wyhaftowany będzie oryginalny zestaw treści i barw. 

Wokalistka zaprosiła publiczność do zabawy. Zbudowała jeden z utworów na imitacji śpiewu ptaków i odgłosów lasu, jakie produkowali widzowie. Na identyczny pomysł wpadła kolejna finalistka, Aleksandra Raczyńska. Zmowa czy nowa moda? 

Aleksandra Raczyńska dysponuje głosem pięknie krystalicznym, ale z artykulacją jazzową nie zawsze się kojarzącym. Dała koncert przemyślany od strony form i budowy linii napięć. Jakość wynikała przede wszystkim z klasy akompaniatorów, a show bezapelacyjnie skradł Maks Kreft, prawdziwy geniusz perkusji, o którym jeszcze nie raz usłyszymy. Publiczność – i słusznie – najmocniej oklaskiwała aranżację ludowej piosenki Czerwone jabłuszko, gdzie działo się sporo i ciekawie. 

Kolejny dzień konkursu rozpoczęła Maja Babyszka, akompaniując sobie na fortepianie. Głos traktuje jako instrument, który prowadzi dialog z fortepianem, a że za obiema stronami dialogu stoi ta sama osoba z dziesiątkami pomysłów, jest czego słuchać. Jazzowi puryści mieliby powód do narzekań, ale jeśli za esencję jazzu uznamy jego rytmikę, wówczas zastrzeżenia muszą zniknąć. 

Konkurs zamknęła recitalem Patrycja Zarychta z własnym zespołem. To profesjonalna artystka, stylistycznie jednoznacznie ukierunkowana na soul, w tej jego wersji, której blisko do Whitney Houston czy Arethy Franklin. Jeśli ocenie miałaby podlegać koncepcja koncertu jako całości, to wokalistka i jej soul-jazzowy zespół mieliby nagrodę w kieszeni. I tak się stało.

Jury przyznało Grand Prix Patrycji Zarychcie, wyróżnienie dla Aleksandry Raczyńskiej. Nagrodę publiczności otrzymała Maja Babyszka.


tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Sopot Jazz Festival Scena Molo
Reklama Ziaja kuracja peptdowa