Reklama Tyczka na molo Sopot 2026

Często siadam do pianina. Lubię grać Chopina. A ostatnio też „We Are the Champions”

- Jesteśmy zespołem wielopokoleniowym. Łączenie doświadczenia z pasją, energią młodości to nasza przyszłość – mówi Marek Więcławek, dyrektor Cappelli Gedanensis
Często siadam do pianina. Lubię grać Chopina. A ostatnio też „We Are the Champions”
Występujemy na wielu różnych scenach, dla różnego odbiorcy, z przeróżnych okazji, nikomu nie odmawiamy muzyki - mówi Marek Więcławek, dyrektor Cappelli Gedanensis

Autor: Arch. Cappelli Gedanensis

Został pan uhonorowany ważnym wyróżnieniem. To medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, przyznawany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Gloria artis znaczy „chwała sztuce”. To mogłoby być pana życiowe motto?

Propagować sztukę wśród społeczeństwa - to moja misja. Upowszechniać piękno muzyki, muzyki przez duże M, zwłaszcza dziś, gdy - niestety - wielka sztuka często jest na drugim miejscu, w tle, przoduje to, co łatwe, co łatwo się sprzedaje, co przynosi szybki zysk, co jest dla mas. Zawsze czułem się opiekunem i propagatorem wysokiej kultury. Cappella Gedanensis, zespół, którym kieruję od ponad dekady, znalazł złoty środek. Prezentujemy muzykę dla wszystkich, w szerokim repertuarze, ale na wysokim poziomie.

W dniu 55. urodzin z Cappellą Gedanensis  Fot Arch. prywatne

Nie tak dawno, jeden z fanów napisał dla pana wiersz. 

Utalentowany poeta, wielbiciel naszego zespołu. Podobną niespodziankę zrobiła mi już kiedyś pewna pani podczas muzycznego spotkania autorskiego. To bardzo miłe i na pewno nieczęsto się zdarza.

Jest pan absolwentem Wydziału Kompozycji i Teorii Muzyki gdańskiej Akademii Muzycznej. Ale najbliższy jest panu śpiew.

Śpiewam od niepamiętnych czasów, czyli od matury. Chciałem zdawać na studia wokalne, ale nie wyszło, zabrakło czasu. Akompaniowałem za to innym śpiewakom, bardzo to lubiłem. W ogóle lubiłem grać. Miałem zaszczyt brać lekcje u prof. Lucjana Galona, który był jednym z pierwszych wykonawców muzyki Francisa Poulenca w Royal School of Music w Londynie oraz u innych znakomitych, zapomnianych, niestety, pianistów. 

Trochę żal, że zaniechał pan kariery śpiewaczej?

Występowałem solo, ale z czasem - najpierw jako zastępca dyrektora, a od roku 2015 jako dyrektor - skupiłem się nad kształtowaniem profilu Cappelli Gedanensis, temu poświęciłem się bez reszty, pochłonęło mnie to. Wieloma sprawami zajmowałem się osobiście, bo też nie mamy żadnego biura promocji czy kogoś od organizacji imprez. Działamy w bardzo małym gronie. Jednak jako śpiewak czuję się spełniony, mój głos jest obecny na kilkudziesięciu płytach, niezmiennie koncertuję z Cappellą Gedanensis. A w 1997 roku zdarzyło mi się wystąpić ze słynnym kompozytorem Mikisem Theodorakisem w nagraniu „Metamorfozy króla Dionizosa”, zrealizowano je w berlińskim studio. Powierzono mi partię Anioła. Miło wspominam ten czas. 

Z Mikisem Theodorakisem podczas nagrania „Metamorfozy króla Dionizosa”, lata 90.

Jako szef popularnego gdańskiego zespołu słynie pan z zaskakujących pomysłów i z entuzjazmem przyjmuje pan, często niełatwe, wyzwania.

Występujemy na wielu różnych scenach, dla różnego odbiorcy, z przeróżnych okazji, nikomu nie odmawiamy muzyki. Współpracowaliśmy z tak znakomitymi wykonawcami jak Giuliano Carmignola czy Konstanty Andrzej Kulka. Konstanty Andrzej Kulka to fenomen, mimo upływu lat, jako wykonawca, niezmiennie doskonały! Jestem dumny, że to honorowy patron Cappelli Gedanensis, nasz konsultant i, by tak rzec, „towar eksportowy” Gdańska, „towar”, który nigdy nie traci na wartości. 

Jak zaczęła się wasza przyjaźń?

Wiele lat temu przyjął nasze zaproszenie do udziału w koncercie i szybko się zadomowił. Został na dobre, wspiera nas… 

Zaprosił pan do wspólnego koncertowania wiele znakomitości, także Nigela Kennedy’ego. Markowi Więcławkowi się nie odmawia?

Zaprosiłem Nigela, bo zależało mi, by nieco zmienić opinię o Cappelli, by pokazać, że repertuar złożony z dzieł dawnych gdańskich kompozytorów w dzisiejszych, dynamicznych czasach nie może być priorytetem. Jednak do muzyki gdańskiej zawsze wracamy, jesteśmy na nią gotowi. Przykładem jest właśnie mistrz Carmignola, jeden z największych skrzypków świata. On nauczył naszych muzyków grać na instrumentach historycznych. Mamy w planach wspólną płytę. Szukamy repertuaru, tak z gdańskiej jak i światowej muzyki. 

Gala odebrania Platynowej Płyty z kolędami

Nie ma dla was rzeczy niemożliwych. Możecie występować w różnych składach, w zależności od oczekiwań, okoliczności, to może być kwartet, albo kwartet z solistką, solistka z klawesynem, trio, zespół wokalny, wreszcie sama orkiestra. Ta wszechstronność sprawiła, że wciąż jest zapotrzebowanie na Cappellę. 

Nigdy nie zdarzyło nam się odmówić występu, choć bywało, że jednego dnia graliśmy dwa koncerty. Czasem, oczywiście, nasze granice możliwości są przekraczane, ale nie dajemy się. Co ważne, Cappella jest zespołem wielopokoleniowym. Myślę, że łączenie doświadczenia z pasją, energią młodości to nasza przyszłość.

Jakiś rekord koncertowania?

Któregoś roku zagraliśmy 97 koncertów. Pewna ważna gdańska osobistość, która była obecna na trzech uroczystościach miejskich w ciągu jednego dnia, zauważyła, że na każdej z nich grała Cappella! To jest fenomen! - skwitowała. Logistycznie to są czasem wręcz niewykonalne kombinacje, jednak udaje się. Za niewyobrażalny wysiłek, poświęcenie artystów, którym często przychodzi grać w trudnych warunkach, w plenerze czy w nieogrzewanych kościołach, z serca dziękuję. 

W roli akompaniatora, obok Agnieszka Tomaszewska

Lata temu podczas urodzinowego przyjęcia u Lecha Wałęsy zaśpiewaliście mu przedwojenny hit „Mały biały domek”, z kolei w latach 90., na prośbę Jerzego Limona nagraliście staroangielskie pieśni miłosne dla księcia Karola, który gościł w Gdańsku. 

Następca tronu był zadziwiony. Wyznał, że na dworze angielskim tylko jeden jedyny ogrodnik zna jeszcze ten język! Z Oxfordu przyjechała wtedy do Gdańska aktorka Susan Hitch, która uczyła nas wymowy. Było to bardzo trudne, ale na długo zostało w pamięci. Całe miesiące nie mogliśmy wrócić do współczesnej angielszczyzny. (śmiech) Po latach prezydent Paweł Adamowicz zaprosił nas, by zagrać na powitanie pary książęcej Kate i Williama. Na Długim Targu, „Hymnów” Haendla słuchało wtedy 7 tysięcy ludzi! O naszym występie napisał nawet portal rodziny królewskiej. 

Były i słowa uznania od Margaret Thatcher. 

Po naszym koncercie z okazji wręczenia jej tytułu Honorowego Obywatela Gdańska rzekła, że właśnie tak się wykonuje „Alleluja” Haendla, jak robi to Cappella Gedanensis. Z kolei gdy towarzyszyliśmy Lechowi Wałęsie z wizytą u królowej Małgorzaty, nasza solistka Hanna Wit-Dolatko, dostała propozycję kontraktu w Operze Królewskiej. Do dziś mieszka w Danii. Cappella Gedanensis to zespół wspaniałych ludzi, grupa, która bohatersko przechodziła ogrom zmian, wielokrotnie zagrożona likwidacją. Jednak przetrwała te burze. To nas zahartowało. Na muzyków Cappelli zawsze można liczyć. Nauczyliśmy się mobilizacji, kiedy są przed nami duże wydarzenia, dynamicznie dostosowujemy się do zmiany repertuaru, to mamy we krwi. 

Pan jest w zespole od początku. 

Zaczynałem jako tenor, podczas tournée po Francji zastąpiłem kolegę, który nagle zrezygnował z wyjazdu. To był piękny czas, w katedrze w Reimes nagraliśmy utwory gdańskich kompozytorów. W następnym roku pojechaliśmy do Wiednia, gdzie dokonaliśmy nagrania filmu z muzyką polskiego renesansu „Polska w czasach Jagiellonów”, wydarzenie transmitowała telewizja ORF. 

Z Cappellą, lata 90.

Przed nami otwarcie nowej sali koncertowej Cappelli Gedanensis. 

Trwa adaptacja dawnego kościoła Menonitów na centrum kultury. Odkryłem ten zabytek w 2012 roku. Wszedłem do środka, było pusto, zaśpiewałem „Gaude Mater Polonia” i zakochałem się, w tej akustyce, w tym wnętrzu. W roku 2013, 1 grudnia odbył się tu pierwszy nasz koncert, wystąpił Konstanty Andrzej Kulka. Po raz pierwszy i ostatni zagrał niewykonalne Rondo e -dur Karola Lipińskiego, utwór, przy którym, jak powiedziała nasza koncertmistrzyni, łamie się palce. Nigdy nie zapomnę tego wieczoru. To, że tamtego dnia trafiłem na ten obiekt to przeznaczenie. Los. W 2020 roku podpisałem akt notarialny użyczenia tego miejsca Cappelli Gedanensis na 50 lat. Otwarcie sali koncertowej planowane jest na rok 2028. Z wielkimi trudnościami, ale udało się tego dokonać. Pamiętam, gdy rzuciłem pomysł, by powstał tu ośrodek kultury, o tej części Gdańska mówiono, że to prowincja, nie było jeszcze pobliskiej galerii Forum. Dziś to tętniące życiem centrum miasta! Ta sala to będzie kiedyś wizytówka Gdańska. Piękny zabytek, z którego popłynie muzyka. Długo musiałem zabiegać, by pomysł uzyskał akceptację. Pierwszy wyraził entuzjazm Paweł Adamowicz. Ogromnie się cieszę i dziękuję, że pani prezydent Aleksandra Dulkiewicz podtrzymała ideę. 

Gdańsk jest dla pana muzyką?

Choć urodziłem się w Sopocie to Gdańsk jest moim miastem. Tak, jak dla mojego przyjaciela Romana Peruckiego, dyrektora Filharmonii Bałtyckiej, którego podziwiam, za jego energię, różnorodność działania. 

Podczas koncertu świątecznego czasu pandemii wystąpiliście w duecie dyrektorskim - Roman Perucki (organy) oraz Marek Więcławek (tenor). 

W kolędowym repertuarze. W roku 1999 Cappella nagrała kolędy dla Jana Pawła II. Platynowa płyta! Zaśpiewałem „Nie było miejsca dla ciebie”, to utwór, który powstał w obozie koncentracyjnym. Dla mnie - ogromne wzruszenie. Zresztą wszystko co robię jest zawsze pełne emocji, nie umiem inaczej. 

Jak pan zaczyna dzień?

Od sprawdzenia wiadomości w telefonie, czy któryś z artystów nie zachorował, to ważne zwłaszcza w dniu koncertu. Muszę być na to przygotowany.

Pan nigdy nie choruje?

Adrenalina działa cuda. Poza tym wciąż czuje się bardzo młodo. (śmiech)

Jak pan kończy dzień?

Często siadam do pianina w domu. Lubię grać, zwłaszcza Chopina. A ostatnio też „We Are the Champions”… (śmiech) Kiedy Lechia awansowała do ekstraklasy graliśmy to na stadionie. Słuchało nas 40 tysięcy ludzi! Ogromne wzruszenie. Gdy schodziliśmy do szatni, wszyscy wstali nam wiwatować… 


tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Ziaja kuracja peptdowa
Reklama Tyczka na molo Sopot 2026
Reklama Ziaja kuracja peptdowa