Reklama Sopot Jazz Festival

Zawsze Pomorzanie. Wspólnie tworzymy portret mieszkańców naszego regionu

Znani i nieznani. Młodzi i starsi. Ci, którzy wciąż historię regionu tworzą i ci, którzy odeszli zostawiając tu swoje ślady. Mieszkańcy Pomorza otwierają przed nami rodzinne albumy, by opowiedzieć o swoich bliskich, ale i o własnych, nie zawsze prostych, drogach na Pomorze. Każda z fotografii to pretekst do opowieści. O ludziach i regionie. Tworzymy portret rodzinny Pomorzan. Oto kolejna część naszej kolekcji.
Zawsze Pomorzanie. Wspólnie tworzymy portret mieszkańców naszego regionu
Maria Barcewicz mieszka w Oliwie od 80 lat. Urodziła się w Wilnie. Na zdjęciu w swoim ogrodzie, lata 60.

Autor: Arch. prywatne

Krzysztof Babicki

Krzysztof Babicki
W  wyprawach górskich towarzyszy Krzysztofowi Babickiemu córka Julia (Fot. Arch.prywatne)

W dzieciństwie marzył o archeologii, jednak ojciec, urodzony w Wilnie pediatra, chciał, by syn poszedł w jego ślady. W tym celu zawiózł go do Biskupina i nastraszył, że jako archeolog, będzie „siedział w błocie i komary odganiał”. Marzenie marzeniem, ale na komary nie mógł się zgodzić. 

Jak na ironię, przyszły wybitny reżyser teatralny w teatrze zakochał się dzięki … ojcu, który nieopatrznie zabrał – wtedy czternastolatka – do Teatru Wybrzeże na kultowe przedstawienie „Ulisses” w reżyserii Zygmunta Hübnera. 

Potem już szybko poszło. Najpierw teatr szkolny, słynna Jedynka, która stała się teatrem studenckim, dalej polonistyka, która utwierdziła go w szacunku dla słowa w teatrze. Reżyseria w Krakowie, gdzie pracował z mistrzami. Był dopiero na trzecim roku, gdy Ryszard Major zaprosił go do Teatru Wybrzeże, by zrobił „Sonatę widm” Strindberga, w obsadzie aktorzy, na których wychował się jako licealista! 

Tuż po stanie wojennym dyplom – „Hiob” w tłumaczeniu Miłosza w Teatrze Słowackiego w Krakowie! Po dyplomie zostaje etatowym reżyserem gdańskiej sceny. Na 25 lat. Przez trzy sezony, od 1991 roku, pełni też funkcję kierownika artystycznego. Zrealizował tu wiele ważnych, nagradzanych przedstawień, m.in. „Pułapkę” Różewicza (1984) czy „Wiśniowy sad” Czechowa (1985) z Haliną Winiarską w roli Raniewskiej, którą zobaczył w „Ulissesie” jako nastolatek. 

Twórca spektakli telewizyjnych i teatralnych w kraju i za granicą, między innymi w Finlandii, Holandii, Korei Południowej, Niemczech, Rosji. 

W latach 2011-2025 – dyrektor Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza w Gdyni. 

Od 1978 roku jest członkiem Klubu Wysokogórskiego Trójmiasto Polskiego Związku Alpinizmu. Zdobył wszystkie tatrzańskie szczyty w Polsce.

Mąż aktorki Moniki Babickiej, ojciec Julii, Zofii i Anny. 

Mieszka w Rumi. 

Daria Balabai

Działaczka społeczna, animatorka kultury, anglistka, urodziła się w Charkowie w roku 1980. Do Gdańska przybyła wraz z 15-letnim synem, mamą i kotką w marcu 2022 roku, po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Mąż, Sashko, artysta malarz musiał zostać w ojczyźnie, jest w wieku poborowym, udziela się na miejscu jako wolontariusz. 

Pracę znalazła w Fundacji RC, Regionalnym Centrum Informacji i Wspomagania Organizacji Pozarządowych. Przydało się doświadczenie w tworzeniu projektów kulturalnych i społecznych w Ukrainie. Wspierała przybyłych na Pomorze rodaków, koordynowała pomoc humanitarną, prawną. Ale szukała też pomysłu dla tych, którzy zaczęli tu tworzyć nowe miejsce do życia. Tak powstał pomysł, by założyć ukraińską bibliotekę, pierwsze książki przywieźli z Ukrainy w maju 2022 roku wolontariusze z fundacji „Tczew dla Ukrainy”. Najpierw były to trzy regały na korytarzu siedziby na al. Grunwaldzkiej. Dziś to już duży, prężnie działający ośrodek w budynku Fundacji RC na ul. Wita Stwosza – ponad 6 tys. książek, także w innych językach. Ale to nie tylko biblioteka. To również spotkania literackie, wystawy, koncerty, rezydencje artystyczne. Tu, z pomysłu i inicjatywy Darii, powstał coroczny Festyn „Dom/Дім – our Home”, integrujący wszystkich mieszkańców Pomorza, tych, którzy się tu urodzili, jak i tych, którzy przybyli tu z różnych stron świata, aby stworzyć swój nowy dom. Przyjazne miejsce dla wszystkich – taka była idea, gdy tworzyła bibliotekę, przestrzeń solidarności poprzez literaturę, kulturę i sztukę.

W 2023 roku została wyróżniona w ramach Gdańskiej Nagrody Równości im. Pawła Adamowicza za zaangażowanie społeczne oraz działania na rzecz równego traktowania i wsparcia. W roku 2024 otrzymała Nagrodę specjalną Marszałka Województwa Pomorskiego w dziedzinie kultury.

Mówi, że czuje się Pomorzanką, że tu jest jej dom.

Maria Barcewicz z d. Mackiewicz

Czas studiów (Fot. Arch. rodzinne)

Urodziła się 1944 roku w Wilnie. Do Gdańska ledwie roczna dziewczynka przybywa z rodzicami i falą repatriantów. Na ul. Liczmańskiego w Oliwie czeka dom – znalazł go wujek Marii, przybył tu wcześniej. Dom duży, ale do remontu, w wyniku działań wojennych bomba przebiła dach. Na szczęście jest lato. Całe miesiące rodzina spędza w ogrodzie, pod wysokimi drzewami, dziś to pomniki przyrody. 

Dzieciństwo w Oliwie było bajką. Wszędzie jabłonki, śliwy, grusze, wierzby, brzozy. Mnóstwo miejsca do zabawy. Pachnie bez i jaśmin. 

W Oliwie kończy szkołę podstawową, uczy się tu też starszy brat Henryk. Po wojnie na świat przychodzą siostry: Wanda i Danuta. 

Kończy Liceum Sióstr Niepokalanek w Szymanowie – to już tradycja rodzinna. Na studia wraca do Gdańska. Wybiera chemię. Zaczyna na Politechnice Gdańskiej, kończy na Uniwersytecie Gdańskim. Wszyscy w rodzinie to chemicy. Także mąż Karol, poznają się w czasie studiów. 

Od dziecka lubiła zaglądać do laboratorium ojca, pracował w Zakładzie Przemysłu Tłuszczowego na ulicy Twardej. Po studiach i ona bada normy tłuszczu eksportowej szynki w laboratorium w Sopocie. Potem dostaje pracę w Zakładach Mięsnych w Gdańsku, a gdy w 1993 roku zostają zamknięte, trafia do Zakładów Przemysłu Tłuszczowego Olvit, przed wojną niemiecka Amada. 

W roku 1972 na świat przychodzi pierwszy syn, po siedmiu latach – drugi. Pierworodny też kończy chemię, to czwarte pokolenie chemików w rodzinie. Maria ma nadzieję, że nie ostatnie. 

Na kilka lat zostawiła Oliwę, gdy mąż dostał mieszkanie na Osiedlu Młodych, ale wszystkie wakacje spędzali pod starą wierzbą w oliwskim ogrodzie. To też czas, gdy uczyła fizyki i chemii w osiedlowej szkole. Ze swoimi uczniami ma kontakt do dziś. 

Wróciła do Oliwy na dobre jeszcze przed śmiercią rodziców. 

Emerytura to czas spędzony w ogrodzie oraz dzieci i wnuki, którym z Liczmańskiego nie chce się wyjeżdżać. 

Stanisław Esden-Tempski

Stanisław Esden-Tempski
Stanisław Esden-Tempski (Fot. Arch. rodzinne)

Poeta, prozaik i dziennikarz. Autor tomów poetyckich: „Wytrwale rozwijam swe złe skłonności”, „Wpędzony do raju”„A przecież umarłem”, czy powieści: „Człowiek, który udawał psa”„Łowca orchidei”„Ucieczka do Polski”

Urodził się w Gdańsku w 1952 roku jako syn Jana Antoniego, przybyłego na Wybrzeże z Bydgoszczy, i Janiny, pochodzącej z Nowogródczyzny. Jego dziadek był w okresie międzywojennym wicewojewodą pomorskim. 

Maturę zdaje w Technikum Tworzyw Sztucznych w Gdyni. Studiuje psychologię na Uniwersytecie Warszawskim oraz filologię na Uniwersytecie Gdańskim. 

Jako poeta debiutuje w „Literach” w roku 1972 wierszem „Jak szybko wyparowałaś…”. Rok później w grupie młodych, gdańskich literatów, m.in. z Antonim Pawlakiem czy Aleksandrem Jurewiczem, opublikuje poetycki zbiór „Muzea samowiedzy” oraz wspólną deklarację programową formacji poetyckiej „Nowa Prywatność”.
Uczestnik strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku. W ostatnim dniu stanu wojennego zostaje pobity przez ZOMO. Doświadcza śmierci klinicznej, traci pamięć i mowę. Powrót do zdrowia trwa ponad rok. Powstała wtedy książka „Między Sierpniem a młotem” jest swego rodzaju autoterapią.

Po trudnych doświadczeniach decyduje się na wyjazd z Polski, najpierw do Stanów Zjednoczonych, gdzie współpracuje z prasą polonijną, potem do Wielkiej Brytanii. Wraca na Wybrzeże w 1999 roku. Angażuje się w działalność społeczną. Występuje z pomysłem, by kompleks checzy rybackich w Jelitkowie przeznaczyć na pracownie dla malarzy i pisarzy. Gdańska dzielnica artystów, o której marzył, nie zostaje jednak zrealizowana.

Swoją trzecią żonę, Beatę poznał w 1994 roku podczas spotkania literackiego w Gdańsku, gdy na krótko przyjechał z Wielkiej Brytanii. Po kilku latach spotkali się ponownie, każde już po rozwodzie. Byli razem do końca. Stanisław Esden-Tempski zmarł w 2025 roku.

Bronisław Gierszewski

Bronisław Gierszewski w PKP przepracował 43 lata. Zaczynał od wagonowni (Fot. Arch. prywatne)

Ojciec Bronisława, Alojzy przybył do Płociczna z Chwarzna. Tu poznał swą przyszłą żonę Stefanię. Bronisław urodził się w domu nad jeziorem, był rok 1944. Wcześniej na świat przyszła Krystyna, a już po wyzwoleniu: Paweł i Maryla.

W czasie wojny Alojzy zostaje wcielony do wojska niemieckiego, udaje mu się uciec, do Anglii. Na froncie jest kierowcą karetki, która wozi rannych żołnierzy. Po wojnie chce zostać za granicą, ściągnąć rodzinę. Ze względu na chorą matkę, Stefania nie decyduje się na emigrację, Alojzy wraca do Polski. Zamieszkali w Malborku.

Do podstawówki na Piaskach Bronisław ma daleko, codziennie 4 km, na piechotę. Pracować zaczyna w wieku 16 lat, po zawodówce. Robota na kolei jest ciężka, ale on jest silny i ambitny. Zaczyna od wagonowni, gdzie dźwiga ciężkie zestawy kołowe, ładuje złom. Po latach trafi do dyrekcji DOKP, zostanie inspektorem Transportowego Dozoru Kolejowego, na koniec - kierownikiem działu konstrukcyjno-technologicznego. W PKP przepracował 43 lata.

Po drodze była wojskowa służba czynna w szkole podoficerskiej w Świeciu. Studia na Politechnice Gdańskiej, Wydział Maszynowy.

Jeszcze przed wojskiem jest w grupie ministrantów, która towarzyszy księdzu w drodze na mszę do Włocławka. W oknie zobaczył dziewczynę, której, zauroczony, oznajmił: Zostaniesz moją żoną. Ślub wzięli w 1968 roku. Wcześniej jednak dzielą ich lata rozłąki. Elżbieta decyduje się na studia w Łodzi. Chłopak jeździ do niej, co tydzień.

Po ślubie zamieszkali w Gdańsku. Na świat przychodzą: Dariusz, Marek, Katarzyna, Jan i Anna. W 2020 roku Bronisław i Elżbieta sprzedali dom w Osowej i przeprowadzili się do Borowca, by być bliżej dzieci, które z czasem wyprowadziły się z miasta. 

Gdy pytać Bronisława, co robi na emeryturze śmieje się, że po latach tak ciężkiej pracy najbardziej odpowiada mu „leżenie bykiem”, ale od pomocy żonie, choćby przy kwiatach w ogrodzie nie miga się. Dziś, najlepszy czas to ten spędzony z rodziną. To dzieci i wnuki.

Katarzyna Golwiej-Savolajnen z d. Petrach

Po wojnie we Lwowie. (Fot. Arch. rodzinne)

 Urodziła się w miejscowości Prusynów pod Lwowem w roku 1943. Miała dziewięć miesięcy, gdy - będąca przy nadziei - matka dziewczynki wychodzi z domu, by już nigdy nie wrócić. Zabiera z sobą tylko starszego synka. Z córką spotkają się po latach. Katarzyna nigdy nie dowiedziała się, dlaczego matka ją zostawiła. 

Ojca nie poznała, nie wrócił z wojny. Wychowała ją sąsiadka, która samotnie opiekowała się dwanaściorgiem dzieci. Długo starała się - przez Czerwony Krzyż - odszukać matkę dziewczynki. Udaje się w roku 1958. Katarzyna jedzie na spotkanie z matką do wsi Zombrowo pod Malborkiem. Przez sześć lat będą próbowały odnowić relacje. Dziewczyna pomaga w gospodarstwie, ale czuje się obco. 

W Zombrowie poznaje Franka, elektryka z zakładów utylizacyjnych „Bacutil”. W 1964 roku biorą ślub. Wkrótce wprowadzi się do rodzinnego domu męża w Oliwie. Mieszka tam do dziś.

Na świat przychodzą córki: Jolanta i Krystyna.

Pierwsza praca Katarzyny to oliwskie przedszkole nr 3, była tu salową, wydawała dzieciom obiady. Przez dziesięć lat pracuje przy czyszczeniu i ważeniu pierza na kołdry w zakładzie usług pierzarskich na Obrońców Wybrzeża. Ostatni etap, przed emeryturą, to hotel Marina w Jelitkowie, gdzie była pokojową. Tam poznaje drugiego męża. Ma 49 lat. Od roku 1981 jest wdową. 

Drugi mąż, Fin, przyjechał do Gdańska na wczasy. To małżeństwo na odległość, żadne nie chciało opuszczać kraju na stałe. Jak zatęsknili, kursowali między Turku a Gdańskiem.

Erki Savolajnen zmarł w 2002 roku, tuż po tym, jak telefonicznie złożył żonie imieninowe życzenia.

Dziś życie pani Katarzyny to radość z trójki wnuków i prawnuczki. Choć - jak wyznaje - choroby, które ją dręczą, trudno zliczyć, wszędzie jej pełno, dokarmia bezdomne koty i zbiera łąkowe kwiaty. Wszyscy ją znają w Oliwie. 

Jan Kusiewicz

Zamiast na operowe sceny Wiednia, Jan Kusiewicz trafił do obozu koncentracyjnego (Fot. Arch. rodzinne)

To on zagrał Jana Kiepurę w filmie „Pamiętnik pani Hanki” z 1963 roku. Wybitny polski tenor. Legenda Opery Bałtyckiej. Zadebiutował w 1950 roku partią Leńskiego w operze Czajkowskiego „Eugeniusz Oniegin”. Był Radamesem, Faustem, Don Ottaviem, Jontkiem, Cavaradossim, Don Carlosem, Trubadurem. Trzy tysiące występów i 50 partii operowych. Rolę Stefana ze „Strasznego dworu” Moniuszki zaśpiewał dwieście razy! 

W czasie wojny głos uratował mu życie. Zamiast na operowe sceny Wiednia, trafił do obozu koncentracyjnego Stutthof. – Kazali nam, więźniom, chodzić w kółko i śpiewać „Wyganiała Kasia wółki…”. Taki rodzaj upokorzenia – wspominał. Na jego głos zwrócił uwagę sztabowy, rozkazał mu zaśpiewać więźniom. Z jego serca popłynęła wtedy pieśń, którą przed wojną śpiewał w kościele: „Pieta signore... Łaski o Boże! Zlituj się nad nimi”...  Sztabowy, zdumiony jego odwagą, oczarowany barwą głosu, powiedział: Chłopcze, ja tobie umrzeć nie dam. 

Urodził się w 1921 roku w Rzeplinie na Podkarpaciu. Rozpoczęte przed wojną w Toruniu studia muzyczne kontynuował w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Sopocie. Ukończył je z wyróżnieniem w klasie prof. Stefana Beliny-Skupiewskiego – śpiewaka znanego wielu teatrom Europy, także mediolańskiej La Scali. To on przekazał Janowi tajemnice włoskiego belcanta.

Syn Jana, również śpiewak operowy, Piotr Kusiewicz urodził się w dniu premiery „Halki” w 1953 roku. - Od rana pochłonięty byłem sprowadzeniem do domu akuszerki, o 14 dziecko przyszło na świat, a już o 19 śpiewałem arię Jontka na scenie Opery Bałtyckiej – wspominał. Śpiewał o miłości do Halki, mając w sercu żonę... Halinę.

Słynne „wysokie c” - marzenie tenorów miał na zawołanie o każdej porze dnia i w każdym miejscu, do końca. Podczas gali 90. urodzin sprowokowany przez artystów i widownię brawurowo zaśpiewał arię z Rigoletta. 

Wyróżniony tytułem Doctora Honoris Causa gdańskiej Akademii Muzycznej oraz Złotym Medalem Gloria Artis. Jego autograf został umieszczony w Piernikowej Alei Gwiazd w Toruniu. 

Zmarł w roku 2015. 

Marek Więcławek

Rok 2002. Marek Więcławek podczas gali wręczenia Platynowej Płyty z kolędami  (Fot. Arch. prywatne)

Dyrektor Cappelli Gedanensis urodził się w Sopocie, gdzie po wojnie – z kujawsko-pomorskiego – przybyli jego rodzice. 

Choć ukończył Wydział Kompozycji i Teorii Muzyki gdańskiej Akademii Muzycznej, najbliższy był mu śpiew. Śpiewał od młodych lat. Chciał nawet zdawać na studia wokalne, ale zabrakło czasu. A że lubił też grać, z radością akompaniował śpiewakom. Lekcje fortepianu brał m.in. u prof. Lucjana Galona, ale też u innych znakomitych pianistów. 

Mimo że solowej karierze się nie poświęcił, jako śpiewak czuje się spełniony, jego głos jest obecny na kilkudziesięciu płytach. W 1997 roku wystąpił ze słynnym kompozytorem Mikisem Theodorakisem w nagraniu „Metamorfozy króla Dionizosa”, zrealizowano je w berlińskim studio. Powierzono mu partię Anioła. 

Od 1981 roku jest też tenorem w Cappelli Gedanensis. Od roku 1992 pełnił tu obowiązki zastępcy dyrektora, a w roku 2015 zaczął zarządzać instytucją. 

Zawsze była w nim pasja śpiewania muzyki renesansowej i barokowej. Dziś, jako dyrektor ważnego gdańskiego zespołu, miłość do muzyki dawnej, przekazuje młodym. Edukowanie kolejnych pokoleń to – podkreśla – misja Cappelli, która od czasu, gdy otrzymała status instytucji kultury Miasta Gdańska, jako kontynuatora tradycji Kapeli Rajców Miejskich, stara się wpływać na wysoki poziom kultury muzycznej w regionie. 

Wiele wydarzeń w historii zespołu zaistniało dzięki jego niebanalnym pomysłom i kreatywności. Gdańscy muzycy koncertowali przed najwybitniejszymi osobistościami. To za jego kadencji udało się pozyskać do współpracy tak znakomitych artystów jak Konstanty Andrzej Kulka, Giuliano Carmignola czy Nigel Kennedy. Inicjator pomysłu utworzenia sali koncertowej w dawnym kościele Menonitów w Gdańsku. 

W sierpniu 2026 roku uhonorowany medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. 

Więcej o autorze / autorach:
tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Ziaja kuracja peptdowa
Reklama Ziaja kuracja peptdowa