„Dziki dziki wschód” walczy o Złote Lwy. Jan Holoubek o filmie: - Dojrzewał przez lata
To jeden z 16 filmów, które powalczą o Złote Lwy. „Dziki dziki wschód” to film, który inaczej niż do tego przywykliśmy, opowiada o wojennej traumie i Holokauście. To bezkompromisowa opowieść w westernowym stylu (jest jeździec na koniu, a jakże) o chciwości, przemocy, walce i przetrwaniu.
Film w Gdyni zebrał już dobre recenzje, ale doceniono go także na świecie. Amerykański miesięcznik „Rolling Stone” umieścił go właśnie w dziesiątce najciekawszych produkcji filmowych minionego festiwalu w Toronto.
Do tego filmu reżyser, jak nam opowiedział, dojrzewał długo. Scenariusz dostał dawno, tak dawno, że myślał o tym temacie na debiut.
- Ale lata mijały. Ja zostałem reżyserem, ale ten scenariusz nigdy nie wyszedł z mojej głowy. Uważałem, że to wspaniały tekst. Na tamtym etapie uznałem, że to będzie kino historyczne, ale z biegiem lat okazało się, że temat jest coraz bardziej, niestety, aktualny. I właściwie traktuje o współczesności - mówił nam Jan Holoubek. I dalej tłumaczył: - Jestem reżyserem, który kocha kino gatunkowe i jeżeli wykraczamy poza gatunek, to jest to tylko rama. A ten film, po prostu, jest melanżem i dla mnie to naturalne środowisko. Był jednak pewnym eksperymentem, trudnym wyzwaniem. I nie byłem pewien, jak to się wszystko do końca poskłada.
Międzynarodowa obsada „Dzikiego dzikiego wschodu”
Stawka aktorów jest tu doborowa, nie tylko polskich. Występują m.in. Itay Tiran, Robert Więckiewicz, Jan Bülow, Joanna Kulig, Piotr Trojan i Magdalena Różczka.
Robert Więckiewicz był już wcześniej reżyserowany przez Holoubka, w serialu „Odwróceni”, który przyniósł aktorowi popularność. Teraz tak mówił m.in. o spotkaniu z tym filmem:
- Janek opowiedział mi o tej historii i dał scenariusz do przeczytania mniej więcej osiem lat temu, z taką sugestią: „mam dla ciebie rolę”. Przeczytałem z dużym zaciekawieniem, ale zdawałem sobie sprawę z tego, jaki jest cykl produkcyjny filmu w Polsce i czekałem cierpliwie, aż pojawi się producent, który będzie chciał sfinansować ten nietani film. A po drugie czekałem aż Janek nasyci się już innymi projektami jako reżyser i zbierze odpowiednie doświadczenie, jak sam to powiedział
Robert Więckiewicz
Aktor Piotr Trojan z kolei tłumaczył, że scenariusz miał okazję czytać przy pracy nad filmem „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy”.
- I on mną mocno wstrząsnął. Kiedy go czytałem po raz drugi jeszcze więcej w nim odkryłem. A potem już zaczęliśmy zdjęcia z ekipą, z którą pracowałem wcześniej przy „25 latach niewinności...”, „Rojście”, „Wielkiej wodzie”. Więc ja się czułem z nimi na planie jak w domu, nie jak w pracy. Ale wiedziałem, że to trudny film, podobnie jak jego konwencja. I ciągle siebie pytałem - jak coś takiego ugryźć, żeby to było prawdziwe w tej swojej sztuczności?
O czym opowiada film „Dziki dziki wschód”?
Akcja „Dzikiego dzikiego wschodu” dzieje się zimą 1943 roku. Do sennego miasteczka na wschodzie Polski przybywa Wolff, tajemniczy urzędnik z Berlina. Pilnie strzeże powodów swojej wizyty, ale sama jego obecność szybko burzy spokój w tej wyludnionej miejscowości.
Atmosfera nieufności i zagrożenia narasta. Każdy ma swoje sekrety, a pogłoski o zaginionym złocie sprawiają, że granica między prawdą a kłamstwem zaczyna się zacierać. To opowieść o ludziach uwikłanych w dramatyczne wybory, gdzie stawką jest życie, a każda decyzja niesie realne konsekwencje.
„Exotic” – mikrobudżetowy film o odzyskiwaniu siebie
Innym filmem, dziejącym się już współcześnie, który można było zobaczyć pierwszego dnia gdyńskiego festiwalu, był „Exotic” Sonji Orlewicz-Zakrzewskiej.
Główna bohaterka Mila ma 30 lat, trochę kompleksów, skłonność do analizowania wszystkiego i więcej czułości dla innych niż dla samej siebie. Kiedy przyjaciółka w ostatniej chwili odwołuje wspólny wyjazd, mimo obaw jedzie sama na obóz pole dance.
Wśród wysportowanych tancerek, skąpych ubrań i wysokich koturnów od początku czuje się nieswojo i nie na miejscu. Z dystansem i ironią patrzy na ludzi wokół – wydają jej się zbyt pewni siebie, zbyt utalentowani, zbyt „exotic”.
CZYTAJ TEŻ: Joanna Łapińska: Polskie kino pokazuje nasze lęki, historię i przyszłość
A jednak właśnie tam, poza własną bańką i z dala od kontrolującego chłopaka, zaczyna powoli odzyskiwać siebie. Podczas szalonych wakacji, treningów tańca na rurze, niezręcznych sytuacji, śmiechu i nocnych rozmów Mila odkrywa, że bycie odważną nie zawsze oznacza wielką przemianę. Czasem chodzi po prostu o to, by po raz pierwszy od dawna nie przepraszać za swoje ciało, emocje i miejsce, które zajmuje się w świecie.
Tak w skrócie można opisać ten film. I aż trudno uwierzyć, że to kolorowe kino zostało zrobione w ramach mikrobudżetu za 900 tysięcy złotych, a na planie spędzono tylko 15 dni.
Sonja Orlewicz-Zakrzewska: „To był bardzo ciekawy materiał na film”
Reżyserka tak wspominała, skąd wziął się pomysł na film. - Magda Koleśnik (aktorka grająca w tym filmie) zaprosiła mnie na urodziny. W domu miała rurę. I impreza zakończyła się tak, że wszyscy obok imprezowali, a ja sama jedna do 3 nad ranem ćwiczyłam sobie na tej rurze. Następnego dnia miałam takie zakwasy, że nie mogłam wstać z łóżka, ale zapisałam się na pole dance razem z Jaśminą Polak (aktorką grającą w filmie Milę). Niedługo potem pojechałam na taki obóz. I byłam onieśmielona, bo moje umiejętności nie były wielkie. Będąc na tym obozie dosyć szybko doszło do mnie, że to jest bardzo ciekawy materiał na film - opowiadała.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Festiwalowi weterani kontra młodzi na 51. FPFF w Gdyni
Bartosz Bielenia: „To była inwestycja w przyszłość”
Jedną z męskich ról w „Exotic” zagrał Bartosz Bielenia („Boże Ciało”, „Kos”), który w tym filmie pełnił różne funkcje na planie.
- Życie aktora w Polsce nie jest łatwe. Trzeba sobie dorabiać jak tylko można - żartował. A potem już poważniej tłumaczył: - Bardzo mi zależało na tym projekcie osobiście, ponieważ wierzę ogromnie w wyobraźnię i talent Sonji, która jest niezwykle zdolną i dobrze rokującą twórczynią. I bardzo liczę na więcej pracy w przyszłości. Pomyślałem, że jak się okaże, iż jestem przydatny w innych rejonach, to może da mi coś więcej, niż te kilka scen. To była inwestycja w przyszłość. Wiedziałem, że mając tylko trzy dni zdjęciowe będę przez cały plan z ekipą. I jak to jest przy mikrobudżetach najwięcej traci się na czasie i rękach do pracy. Powiedziałem, że gdzie mogę być pomocny, tam chętnie pomogę - mówił dalej.
Dużo pomagał np. przy dźwięku, ale też przy zszywaniu kotar do filmu. Pracy było dużo, to też była wielka szkoła robienia filmu. Mogłem wyjść z jakiegoś swojego wyobrażenia aktora, który jest w centrum tego wszystkiego, co się wydarza.



Napisz komentarz
Komentarze