O planach saudyjskiego koncernu napisała w piątek „Rzeczpospolita”. Według gazety Aramco zleciło bankowi JPMorgan Chase zbadanie możliwości sprzedaży, a wstępna lista potencjalnie zainteresowanych liczy trzech chętnych. Na stole mają być dwa scenariusze: całkowite wycofanie się z Polski, łącznie ze sprzedażą udziałów w rafinerii, albo – co gazeta uważa za bardziej prawdopodobne – sprzedaż samej Aramco Fuels Poland, hurtowej spółki paliwowej, która w ubiegłym roku miała ponad 18 mld zł przychodów. Ostateczne decyzje nie zapadły, a według źródeł Business Insider Polska ani Aramco, ani jego doradcy nie poinformowali oficjalnie o zamiarze wyjścia z Polski.
Fuzja z obowiązkowym partnerem
Grupa Lotos przez lata była jedną z najbogatszych firm Pomorza i symbolem gospodarczej siły Gdańska. Rząd PiS forsował jednak jej połączenie z płockim Orlenem, kierowanym przez Daniela Obajtka. Komisja Europejska zgodziła się na fuzję pod warunkiem, że część aktywów Lotosu trafi do innych firm. W ten sposób w 2022 Saudi Aramco kupiło 30 proc. Rafinerii Gdańskiej, całą hurtową sprzedaż paliw Lotosu i połowę udziałów w spółce Air BP Aramco, zaopatrującej w paliwo lotnicze siedem polskich lotnisk. Saudyjczycy zobowiązali się też dostarczać około 45 proc. ropy potrzebnej Orlenowi.
Już wtedy wybór partnera budził wątpliwości. Krytycy pytali, czy dla saudyjskiego giganta polska rafineria będzie inwestycją na lata, czy tylko okazją, z której można się wycofać, gdy przestanie się opłacać – i komu wówczas trafi strategiczny zakład. Pytano też, czy umowa wystarczająco chroni Polskę przed odsprzedażą udziałów niepożądanemu inwestorowi.
NIK: miliardy poniżej wartości
Te pytania wróciły w lutym 2024 wraz z raportem Najwyższej Izby Kontroli. Według NIK za 30 proc. rafinerii Aramco zapłaciło około 1,15 mld zł, a aktywa Lotosu sprzedano w sumie ponad 5 mld zł poniżej ich wartości rynkowej. Izba wytknęła, że Aramco dostało prawo weta wobec kluczowych decyzji dotyczących rafinerii, a podmioty kontrolowane przez państwo straciły kontrolę nad około 20 proc. wytwarzanych w Polsce produktów rafineryjnych. Zarówno Orlen, jak i ówczesny minister aktywów państwowych Jacek Sasin odrzucali te ustalenia.
Wcześniej, w 2023, Daniel Obajtek przekonywał, że transakcja jest zabezpieczona. Wprawdzie prawo pierwokupu dla Orlenu wypadło z umowy na żądanie Komisji Europejskiej, ale – jak zapewniał – Orlen ma prawo zaakceptować nowego partnera, a jeśli go nie zaakceptuje – wskazać własnego.
Kto może kupić?
Dziś analitycy nie mają wątpliwości, że Saudyjczycy mogą na sprzedaży sporo zarobić. Szacunki wartości ich udziałów w rafinerii wahają się od 1,5 do ponad 4 mld zł. Dawid Czopek, ekspert rynku paliw, w rozmowie z money.pl wskazuje jako „naturalnego kupca” węgierski MOL, wymienia też giełdowy Unimot oraz firmę austriacko-szwajcarską, której struktura właścicielska – jak zaznacza – jest niejasna. To właśnie takie scenariusze budzą największy niepokój: nie wiadomo, kto mógłby stać za nabywcą, jeśli udziały trafiłyby do podmiotu o nieprzejrzystym kapitale.
Ostatnie słowo należy jednak do rządu, a państwo – jak ustalił Business Insider Polska – ma realne narzędzia, by zablokować niechcianą transakcję. Rafineria Gdańska jest objęta ustawą o kontroli niektórych inwestycji i znajduje się na liście podmiotów podlegających szczególnej ochronie. – Ewentualna sprzedaż udziałów w Rafinerii Gdańskiej będzie podlegać kontroli Ministerstwa Aktywów Państwowych – zapewnia resort. Minister może zgłosić sprzeciw, jeśli transakcja zagrażałaby funkcjonowaniu, ciągłości lub integralności infrastruktury krytycznej. Każdą zmianę właściciela będzie też analizować pod kątem konkurencji Komisja Europejska.
Orlen nie komentuje planów Aramco i zasłania się tajemnicą handlową umów. Ministerstwo podkreśla, że koncern „monitoruje rynek i ocenia możliwości akwizycji”. Business Insider Polska zwraca uwagę, że Orlen powinien sprawdzić, czy po latach może odzyskać aktywa dawnego Lotosu. Czy to realne, na razie nie wiadomo.



Napisz komentarz
Komentarze