Kaczyński, Nawrocki, Braun, a może jednak Tusk? Kto zyska na awanturze o Trybunał

Batalia o Trybunał Konstytucyjny jeszcze trwa. Kto do tej pory na niej zyskał, a kto stracił? Komu służy zamieszanie wokół TK? I czy dla strony, która ostatecznie wygra, będzie to rzeczywiste, czy tylko pyrrusowe zwycięstwo?
Kaczyński, Nawrocki, Braun, a może jednak Tusk? Kto zyska na awanturze o Trybunał
Prawo i Sprawiedliwość przeżywa teraz swoje „koderskie” doświadczenie walki „w obronie praworządności”

Autor: Robert Rozmus | Zawsze Pomorze

Kryzys konstytucyjny, mówiąc najkrócej, ma winowajców po obu stronach sceny politycznej. Faktem jest jednak, że od wielu miesięcy Trybunał kierowany przez Bogdana Święczkowskiego, prezesa z nadania PiS, był instytucją martwą. W miniony piątek, 30 października, nastąpiło jego zdecydowane ożywienie. Sytuacja rozwijała się błyskawicznie. Najstarsza stażem sędzia Anna Korwin-Piotrowska, wybrana do TK przez obecny Sejm, zarządziła przerwę w pełnieniu obowiązków prezesa Święczkowskiego i wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego, którym prokuratura chce postawić zarzuty. Doprowadziło to do niespotykanej od dawna eskalacji konfliktu. Gdy zawieszonych sędziów nie wpuszczono do budynku, doszło do przepychanek policji ze zwolennikami opozycji, którzy próbowali sforsować ogrodzenie. Jeden z protestujących, w asyście posła PiS Mariusza Goska, przeciął szlifierką łańcuch zabezpieczający bramę. Prezydent, który był w drodze do Senegalu, zawrócił samolot i po północy niemal siłą wszedł do siedziby TK.

Trybunał stał się w ten sposób areną nie tylko politycznej, ale też fizycznej walki.

Kolejnym krokiem – porządkującym sytuację według jednych, a potęgującym chaos według drugich – było zwołanie przez sędzię Korwin-Piotrowską Zgromadzenia Ogólnego. Ośmioro sędziów wybranych w tej kadencji uznało, że stanowi kworum, i zaczęło podejmować decyzje.

Kaczyński wygrał, prezydent pokazał słabość

Politolożka prof. Danuta Plecka uważa, że politycznymi zwycięzcami mogą się czuć Donald Tusk i Jarosław Kaczyński. Obaj wzmocnili polaryzację, która utwardza ich najwierniejsze elektoraty.

– Gdybym jednak miała wybrać zwycięzcę spośród tej dwójki, wskazałabym na Jarosława Kaczyńskiego – mówi. Powód jest prosty: prezes PiS znów wszedł w buty lidera prawicy, i to takiego, który potrafi zjednoczyć wokół jednej sprawy wszystkie partie prawicowe i skrajnie prawicowe. – Uśmiech prezesa Kaczyńskiego na zdjęciu z Grzegorzem Braunem świadczy o tym, że jest pewny swojego sukcesu – dodaje.

Prof. Plecka nie zgadza się natomiast z tymi politologami i publicystami, którzy prawdziwego wygranego widzą w prezydencie Karolu Nawrockim, a nawet twierdzą, że zepchnął on Kaczyńskiego z pozycji lidera prawicy.

– Kontrowersyjnym wtargnięciem do gmachu Trybunału prezydent ujawnił, moim zdaniem, tylko swoją słabość. Pokazał, że nie miał argumentów, więc użył siły. Ta stanowcza postawa, okrzyk: „prezydent idzie”, funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa kroczący za nim, zamiast torować mu drogę, mało delikatne zachowanie wobec sędzi Anny Korwin-Piotrowskiej, okrzyki w stronę sędziów: „wy nie jesteście sędziami” – wszystko to wskazuje, że sytuacja Nawrockiego przerosła i że nie miał pomysłu na jej rozwiązanie.

Koniec kordonu sanitarnego wokół Brauna 

O Grzegorzu Braunie i jego wspólne selfie z prezesem PiS prof. Plecka mówi tak:

– Okazało się, że wcześniejsze zapewnienia Kaczyńskiego, iż z Braunem nie siada się do jednego stołu, są nic niewarte. Wydawało się, że wokół lidera Konfederacji Korony Polskiej istnieje kordon sanitarny, który odgradza go od politycznych salonów. Pamiętamy niedawne deklaracje prezesa PiS i innych polityków prawicy, że jeśli wygrają wybory, Brauna i jego ludzi w rządzie nie będzie. A teraz Prawo i Sprawiedliwość go „przytula”, a prezydent zaprasza ludzi z jego partii na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Prawej stronie nie przeszkadza już, że to wciąż ten sam Braun, który chwali się dobrymi relacjami z Putinem i otwarcie sprzyja Rosji w napaści na Ukrainę. Ten kordon był więc iluzoryczny, służył politycznej grze i uspokajał tych wyborców prawicy, którym Braun się nie podobał. Dziś nie tylko Jarosław Kaczyński, ale też Sławomir Mentzen, Krzysztof Bosak i Karol Nawrocki mówią jednym głosem: Braun jest nam potrzebny.

Czy spór o Trybunał stanie się mitem założycielskim zjednoczonej prawicy?

– Jest na to szansa, ale dziś nie można tego przesądzić. Sądzę, że to sklejenie Brauna z prawicą nie jest porażką premiera Tuska, tylko państwa polskiego, które dotąd nie poradziło sobie z Grzegorzem Braunem. To człowiek, który już dawno powinien być poza polityką. Tak działa demokracja, że również dla ludzi o skrajnych poglądach jest w niej miejsce. Ale po to są instytucje państwa i władza sądownicza, żeby radzić sobie z takimi osobami i nie pozwalać im harcować w przestrzeni publicznej wbrew prawu i przyjętym standardom – mówi prof. Plecka.

Nawrocki wygrywa na punkty

Politologa dr. Bartosza Rydlińskiego najbardziej uderza to, że Prawo i Sprawiedliwość przeżywa teraz swoje „koderskie” doświadczenie. Jedenaście lat temu tak samo protestowali obywatele skupieni wokół Komitetu Obrony Demokracji. Polityka zatoczyła koło. Dla niego przegranym tego sporu jest przede wszystkim majestat i powaga państwa.

– Trybunał Konstytucyjny od ponad jedenastu lat nie cieszy się autorytetem. Nie wszystkie siły polityczne uznają jego wyroki za ostateczne. Rodzi się więc pytanie, czy Trybunał, który zebrał się m.in. po to, by uchwalić swój budżet, będzie respektowany: po pierwsze przez polityków, po drugie przez obywateli, a po trzecie przez władzę sądowniczą, w tym sądy powszechne – mówi dr Rydliński.

Dlaczego Donald Tusk zdecydował się na taki ruch na rok przed wyborami?

– To tylko moje przypuszczenie, ale premier chce udowodnić, szczególnie najbardziej zaangażowanym wyborcom, że mimo obiektywnych problemów jest zdeterminowany, by przywrócić praworządność. Moim zdaniem rację ma jednak prof. Marcin Matczak, który przyznaje, że to PiS zniszczył Trybunał, ale twierdzi, że praworządności nie przywraca się siłą, a jeśli ten organ ma być naprawiany tak jak obecnie, to może „lepiej niczego nie ruszać”. Podobnie wypowiedziała się w swoim oświadczeniu Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Nawet ci, którzy wcześniej krytykowali PiS za brutalne przejęcie Trybunału, teraz przestrzegają przed pójściem tą samą drogą – tłumaczy.

Jego zdaniem premier nie przewidział zachowania Karola Nawrockiego, które spodobało się prawicowemu elektoratowi.

– Pierwszy obywatel Rzeczypospolitej, zwierzchnik sił zbrojnych, nie powinien z nikim szarpać się w tłumie. Ale prezydent zachował się tak, jak oczekiwał jego elektorat – z pozycji siły. Jego obecność przed Trybunałem „ważyła” więcej niż obecność Jarosława Kaczyńskiego – ocenia dr Rydliński.

Politolog uważa, że Nawrocki nie rozumie, iż jego rolą w tym sporze powinno być mediowanie, a nie podkręcanie emocji – godzenie, a nie dzielenie. W takiej sytuacji można być albo rozjemcą, albo aktorem. Prezydent opowiedział się po jednej ze stron i wybrał rolę aktora.

Czy to zarazem rozgrywka o przywództwo na prawicy? I kto zdobył w niej więcej punktów?

– Jeśli użyć porównania do meczu bokserskiego, Karol Nawrocki wygrywa na punkty z Jarosławem Kaczyńskim, i to wyraźnie. Zakładam, że Sławomir Mentzen, Krzysztof Bosak czy Grzegorz Braun nie stawili się pod Trybunałem dlatego, że usłyszeli, iż są tam Telewizja Republika i Jarosław Kaczyński. Przybyli, bo usłyszeli, że prezydent zawrócił samolot znad Gibraltaru. To jest ta symboliczna różnica. Kaczyński był na tym wiecu jednym z wielu, a Nawrocki tym jedynym, najważniejszym – podsumowuje dr Rydliński.

Polityka podwórkowa

Socjolog prof. Cezary Obracht-Prondzyński, zanim zacznie mówić o tym, co dzieje się wokół Trybunału, ciężko wzdycha. Mówi, że właściwie to mógłby być jego komentarz.

– Wątków jest tak wiele, że trudno skomentować je wszystkie, ale od strony proceduralnej ocena jest bardzo prosta. Wystarczy pamięć instytucjonalna, która cofnie nas do pewnych nocy i decyzji z 2015, które zmieniły kształt Trybunału na wiele lat. Jeszcze w 2023, na ostatniej prostej tamtego rządu, tuż przed porażką wyborczą, wprowadzono kolejne zmiany w działaniu TK, po to, żeby nowej władzy nie udało się w nim niczego zmienić. Do tego dochodzi delegitymizowanie Sejmu przez prezydenta. To Sejm wybiera sędziów TK. Koniec i kropka. Ten wybór nie podlega akceptacji głowy państwa. To wynika z trójpodziału władzy zapisanego w Konstytucji. Tymczasem prezydent, który często się na Konstytucję powołuje, nie akceptuje decyzji Sejmu: albo nie przyjmuje ślubowania od prawidłowo wybranych sędziów, albo przyjmuje je wybiórczo, rosząc sobie prawo do decydowania, od kogo je przyjąć, a od kogo nie – mówi.

Zdaniem prof. Obrachta-Prondzyńskiego nie sposób dziś przesądzić, kto w tej sytuacji dostanie więcej politycznego tlenu.

– Mówiono, że wzmocniona polaryzacja skonsoliduje elektoraty wokół Koalicji Obywatelskiej i PiS i odbierze tlen mniejszym ugrupowaniom. Ale tak być nie musi. Może któraś z małych partii coś zyska, bo część wyborców powie: nie, to poszło za daleko, zatrzymajmy się albo zróbmy krok wstecz – tłumaczy socjolog.

Czy prezydent urósł w siłę?

– A co to znaczy? Społeczne poparcie, jak wiemy, na pstrym koniu jeździ i nie przekłada się na pozycję ustrojową głowy państwa. Dla mnie pytanie jest inne: czy prezydent, robiąc to, co robi, może uzurpować sobie dodatkowe kompetencje ustrojowe? Moim zdaniem właśnie o to może chodzić Karolowi Nawrockiemu i jego środowisku. Robiąc „porządek” w TK, prezydent pokazał, że może sobie rościć prawo do wejścia do każdej instytucji w Polsce, a osoby, które tam są, nie będą mogły bronić swoich uprawnień. Tak budowana jest dziś narracja po prawej stronie – narracja majestatu nie funkcji, lecz osoby. Ty nie możesz krytykować, nie możesz dotknąć, ale osoba prezydenta może wszystko i nikt jej nie podskoczy. To polityka podwórkowa, w której silniejszy ma zawsze rację. A tak naprawdę to anarchia instytucjonalna, która rozkłada państwo. Prezydent nie może ot tak wejść na przykład na posiedzenie rządu, bo wydaje mu się, że głowie państwa wszystko wolno. Jeśli takie zachowania wejdą do politycznego krwiobiegu, to hulaj dusza, piekła nie ma. A przede wszystkim nie ma żadnych reguł. Tak państwo nie może funkcjonować.

Zdaniem profesora ostatnie wydarzenia niewiele jednak zmienią w podziałach elektoratu.

– Karty są rozdane. Materia ustrojowa i proceduralna jest niezwykle skomplikowana. Ci, którzy interesują się tematem i uważają tamtych za bandytów, anarchistów i zbrodniarzy, nadal będą tak uważać. Ci po drugiej stronie będą myśleć podobnie. Jest jednak niemała grupa obywateli, którzy nie mają w tym orientacji i dlatego nie zajmą stanowiska. Jest też część społeczeństwa, która mówi wprost: mnie to nie obchodzi, niech oni się nawzajem zaciukają, mnie i tak od tego lepiej nie będzie.


tekst alternatywny
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama Ziaja kuracja peptdowa
Reklama Ziaja kuracja peptdowa