Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Ziaja kosmetyki kokos i pomarańcza

Współosadzony o Stefanie W.: W nocy lunatykował

Przed sądem stanął 27-latek, współwięzień Stefana W. w półotwartym oddziale Zakładu Karnego w Gdańsku-Przeróbce. Po kilku dniach spędzonych w celi zapamiętał go jako cichego, wycofanego człowieka, który wpadał w szał w trakcie „Wiadomości” oraz „Faktów”. - Jak leciały „Fakty” w TVN, to wyzywał ludzi z PO. Mówił sam do siebie w środku nocy. Lunatykował – zeznał przed sądem 27-latek.

Autor: Karol Uliczny | Zawsze Pomorze

Trwa proces oskarżonego o zabójstwo Pawła Adamowicza, Stefana W. W piątek (22.07.) w Sądzie Okręgowym w Gdańsku zeznawali konferansjerzy prowadzący w 2019 r. gdański finał WOŚP, członek służby informacyjnej agencji ochraniającej imprezę oraz współosadzony ze Stefanem W. w gdańskim zakładzie karnym. To kolejna rozprawa, na której wysłuchaliśmy relacji z feralnej niedzieli 13 stycznia. Upływający czas zamazuje większość szczegółów. Zeznania świadków w większości odnoszą się do, niewiele wnoszących ogółów, natomiast poszczególne kwestie, jak to, czy napastnik groził innym osobom na scenie oraz jak się zachowywał po zatrzymaniu, są przypominane dopiero po odczytaniu przez sędzię protokołów z przesłuchań na policji. Zeznania 27-latka, który w 2018 r. dzielił ze Stefanem W. celę, zobrazowały jednak w jakim stanie emocjonalnym, przed 13 stycznia 2019 r., znajdował się oskarżony o zabójstwo.

„Mówił do siebie w środku nocy”

27-latek spędził w towarzystwie Stefana W. kilka dni (w sądzie zeznał, że 2-3, policji, że tydzień), gdy oskarżony o zabójstwo prezydenta Gdańska odsiadywał wyrok 5,5 roku więzienia za cztery napady na banki z bronią w ręku. Zapamiętał go jako samotnika, z nagłymi napadami agresji. Na własny użytek, zdiagnozował go jako schizofrenika.

- Mówił, że siedział za jakieś pistolety. Że napadał na banki z atrapą, a dostał wyrok za prawdziwą broń – zeznawał mężczyzna. – Z tego co pamiętam dziwnie się zachowywał. Moja mama jest lekarzem, dlatego radziłem się jej, co takie objawy mogą oznaczać. Powiedziała, że są to prawdopodobnie objawy schizofrenii. Mówił do siebie w środku nocy. Lunatykował. W więzieniu miałem bardzo czujny sen.

Fot. Karol Uliczny | Zawsze Pomorze

Według mężczyzny, Stefan W. miał impulsywnie reagować na widok polityków Platformy Obywatelskiej w telewizji. Po „Wiadomościach” czy „Faktach” miał być wyjątkowo pobudzony. Nie słyszał jednak, by w więzieniu użył wobec któregoś ze współosadzonych przemocy fizycznej.

- Stefan był cichy i do nikogo się nie odzywał. Ale jak były „Wiadomości” i było coś o PO, to wyzywał Tuska od kur** . Powtarzał, że Platforma mu życie zmarnowała, a ukradł tylko 30 tys. zł. Wtedy chodził po celi i mówił, że zaraz komuś przypier****. Dla mnie nie był szkodliwy. Był agresywny słownie, ale nie doszło do tego, by coś komuś zrobił. Z zachowania nie wyglądał jednak normalnie. Chyba brał przy mnie jakieś leki, ale nie wiem dokładnie na co.

Były osadzony powiedział przed sądem, że Stefan W. nie mówił, że na wolności dokona jakiegoś przestępstwa.

- Ja z nim tak naprawdę w ogóle nie rozmawiałem – oświadczył.

„Myśleliśmy: chce skraść show”

Konferansjerzy z finału WOŚP nie widzieli momentu ataku. Chwilę po, nie wiedzieli co tak naprawdę wydarzyło się na scenie. W piątek zeznali, że pamiętają panujący na niej chaos, nerwowo zachowującego się mężczyznę, który, jak wówczas myśleli, „chciał skraść show”, a także prezydenta, który z niewyjaśnionych powodów, w pewnym momencie zaczął osuwać się na ziemię. Zeznawał również zatrudniony przez agencję ochrony pracownik służby informacyjnej. Podobnie, jak obecny w sądzie dzień wcześniej były ochroniarz, w dniu ataku miał 16-lat.

(fot. Karol Uliczny | Zawsze Pomorze)

- Przed finałem ustawiliśmy się pod sceną. Ja stałem akurat na samym środku. Miałem informować czy w tłumie jest jakieś zagrożenie. Przed samym wydarzeniem nic szczególnego się nie działo – mówił dziś 20-letni mężczyzna. - Dopiero później dostaliśmy informację, że prezydent wchodzi na scenę. Nagle zrobiło się dziwne poruszenie. Zobaczyłem, że ktoś chodzi i biega po scenie. Odwróciłem się, ale wyglądało to jakby ktoś się cieszył. Gdy zobaczyliśmy jego twarz, to myśleliśmy, że to szczęśliwy człowiek, który pomaga ludziom. Chyba któryś z nas zauważył, że ma nóż. Kolega pobiegł na scenę. Nie bardzo wiedzieliśmy, co mamy robić. Poszedł krzyk, że rozpier****** barierki. Wcześniej nóż został wykopany na lewą stronę. Gdy technik obezwładnił napastnika, to wbiegli chłopaki z ochrony. To wtedy pchnęli nóż za scenę. Miałem go przed sobą, ale byłem zajęty tym, żeby zdemontować barierki, by mogła wjechać karetka. Powiedziałem koledze, żeby stanął na ten nóż. Myślę, że miał ok. 25 cm. Był czarny.

Stefan W. nadal milczy. Sędzia Aleksandra Kaczmarek wyznaczyła termin kolejnej rozprawy na 8 września.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama Kampania 1,5 % Fundacja Uśmiech dziecka