Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Stefan W. grozi piekłem i mówi, że jest „Bogiem”

Choć zabójca prezydenta Pawła Adamowicza we wniosku o zwolnienie z aresztu sygnowanym przez siebie i „pana Szatana” groził piekłem, wolności nie odzyskał. Proces Stefana W. zmierza ku końcowi, a przed sądem we wtorek zeznają kolejni świadkowie – m.in. policjant, do którego matka przyszłego zbrodniarza zgłosiła się zaniepokojona tym, że syn po wypuszczeniu z więzienia może stanowić zagrożenie. - Ja wiem wszystko, dosłownie wszystko. Jestem Panem Bogiem – zadeklarował w pewnym momencie wtorkowej rozprawy Stefan W.
Stefan W. grozi piekłem i mówi, że jest „Bogiem”

Autor: Karol Makurat | Zawsze Pomorze

Proces Stefana W. "Pan Szatan" 

- Wnoszę o natychmiastowe uchylenie aresztu, bo inaczej wasze rodziny i dzieci będą wiecznie cierpieć w piekle – napisał w cytowanym przez sędzię Aleksandrę Kaczmarek, przewodniczącą składu orzekającego w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, wniosku złożonym przed rozprawą podpisanym „pan Szatan i Stefan W.” oskarżony.

- Tak, popieram - powiedział Stefan W. dopytywany przez sąd o dokument. Jednak, co było dość oczywiste, zdecydowano się nie uwzględnić jego apelu.

W połowie grudnia w sprawie odbędą się dwa kolejne terminy rozprawy, na których zeznania złożyć mają biegli psycholodzy i psychiatrzy, którzy badali oskarżonego na różnych etapach postępowania. Obrońca, mecenas Damian Witt, wniósł o przesłuchanie również szczecińskich lekarzy, którzy mieli kontakt z W. w czasie, gdy przebywał na obserwacji w tamtejszym areszcie śledczym.

- Akurat nie słuchałem i nie wiem o co chodzi – powiedział Stefan W. pytany czy popiera stanowisko swojego adwokata.

Wnoszę o natychmiastowe uchylenie aresztu, bo inaczej wasze rodziny i dzieci będą wiecznie cierpieć w piekle

Stefan W.

Jak relacjonowała sędzia Aleksandra Kaczmarek z 10 przewidzianych na rozprawę świadków część nie odebrała wezwań - w sądzie nie pojawiła się m.in. Agnieszka B. - sądzona w równoległym procesie dotyczącym domniemanych nieprawidłowości przy organizacji gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, podczas którego doszło do tragicznego w skutkach ataku nożem.

Na wstępie wtorkowej rozprawy, odtworzono kilka nagrań finału WOŚP na Targu Węglowym, w tym te z bliska ukazujące moment zadania ciosów nożem i prezydenta siedzącego na jednej ze skrzyń już po ataku oraz zatrzymanie Stefana W. Oskarżony w milczeniu, ale momentami z wyraźnym uśmiechem przypatrywał się ekranowi telewizora ustawionego kilkanaście metrów przed nim – w drugim końcu sali.

Były policjant

- Pod koniec listopada skontaktowała się ze mną matka oskarżonego i poprosiła o kontakt w ważnej sprawie. Spotkaliśmy się w komisariacie III w Gdańsku [ul. Biała]. Przekazała, że syn opuszcza niebawem Zakład Karny na Przeróbce i jest bardzo zaniepokojona jego stanem, zachowaniem. Opowiadał, że po wyjściu z ZK zrobi – nie pamiętam dokładnie… - zeznał znajomy kobiety z dawnych lat, 52-letni dziś emerytowany były funkcjonariusz policji, który zastrzegł, że po tak długim czasie nie pamięta szczegółów. Dodał: - Uważał, że niesłusznie został skazany, bo [broń użyta podczas napadów na placówki bankowe, za które został skazany wcześniej na 5,5 roku więzienia] to była atrapa, a sąd uznał, że to była broń i po wyjściu weźmie prawdziwą broń i zrobi to samo. W tej rozmowie matka oskarżonego nie podała mi szczegółów gdzie miałby to zrobić ani kiedy. Z uwagi na to, że to mogło być realne, postanowiłem do tego podejść poważnie. Przekazałem te informacje mojemu komendantowi i z jego polecenia zostało sporządzone pismo do ZK. Też matka poprosiła mnie, żeby oskarżony nie dowiedział się, że była na policji, gdyż odgrażał się tym, że po wyjściu zerwie kontakt z rodziną i nie wróci do domu. Minęło kilka dni od napisania tego pisma i wysłania, bodajże 4-5 i dostaliśmy informację o zapoznaniu się z tymi informacjami z ZK. W tym piśmie, które otrzymaliśmy nie było niczego niepokojącego.

Jak wskazał b. policjant, ponieważ W. odsiedział cały wyrok, a w więzieniach są również inne źródła informacji, jego plany powinny wypłynąć na jaw.

- Komendant powiedział, że wszystko, co mogliśmy zrobić w tej sytuacji to zrobiliśmy. Ja nawet zainicjowałem, że skoro nie uzyskaliśmy żadnych niepokojących informacji, żeby sporządzić okólnik, że z uwagi, że był wcześniej karany za napady, żeby na wszelki wypadek rozpowszechnić na cały kraj ten dokument ze zdjęciem – zaznaczył funkcjonariusz.

Ja wiem wszystko, dosłownie wszystko. Jestem Panem Bogiem

Stefan W.

Okólnik miał posłużyć policjantom, by w razie jakiegoś napadu lub podobnego zdarzenia sprawdzić czy nie uczestniczył w nim Stefan W. Jednak matka oskarżonego miała już po zwolnieniu go z więzienia - między 7 a 9 grudnia 2018 r. – skontaktować się z tym samym policjantem i powiedzieć, że syn wrócił do domu i wszystko jest w porządku. Na pytania adwokata Jerzego Glanca – pełnomocnika rodziny Adamowiczów, były funkcjonariusz przyznał w sądzie, że z jego wiedzy wynika, że do Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku miał nie dotrzeć jego e-mail w sprawie przyszłego zabójcy prezydenta, choć postępowanie prowadzone przez prokuraturę miało z kolei potwierdzić, że tę wiadomość faktycznie nadał.

- Nasze serwery przechowują dane na 30 dni i to jest pytanie, o co chodzi? Być może teraz zwiększyli ten czas – wskazywał ex-policjant.

W zeznaniach do protokołu 5 dni po zabójstwie, świadek mówił zaś, że na spotkaniu przed zwolnieniem Stefana W. z wiezienia, jego matka powiedziała o napadach z wykorzystaniem maczety, które syn miał planować w Warszawie. Dopytywany przez sąd b. funkcjonariusz przyznał, że nie przypomina sobie by podobna sytuacja – gdy ktoś z rodziny osadzonego zaniepokojony pojawia się na policji – zdarzyła mu się kiedykolwiek wcześniej.

- Ja wiem wszystko, dosłownie wszystko. Jestem Panem Bogiem – zadeklarował Stefan W. w momencie, gdy przyszła jego kolej na zadawanie pytań świadkowi.

Policyjny wykładowca

- Bardzo szczegółowo zapoznawałem się z tymi publikacjami i pewne rzeczy mnie zainteresowały - zeznał z kolei 43-latek odnosząc się do listy lektur przekazanej mu, gdy po zabójstwie inni policjanci zgłosili się po pomoc w śledztwie dotyczącym zabójstwa prezydenta Adamowicza. Świadek również jest dziś emerytem, a wówczas był starszym wykładowcą Szkoły Policji w Słupsku i trenerem sztuk walki zapasów oraz jiu-jitsu. To do niego funkcjonariusze badający sprawę zgłosić się mieli z pytaniem o nóż, protokołem sekcji zwłok i listą książek oraz pytaniem, czy mogły mieć one związek z przygotowywaniem się do zabójstwa. Jak mówił, na nożu zauważył zniszczenia – zadrapania, które mogły być skutkiem jego „testowania”. Funkcjonariuszom w śledztwie sugerował kontakt z ekspertem, który mógłby to ocenić.

Na długo przed rozprawą, do protokołu 43-latek mówił, że w jego opinii atak miał być dla Stefana W. „momentem celebracji” (w świetle fajerwerków) i został on przygotowany wcześniej (ukrycie noża, wybór odpowiedniej chwili, ...), a nie był efektem nagłych emocji czy furii. W aktach sprawy świadek bardzo obszernie odnosił się do sposobu zadania obrażeń czy kierunku pchnięć nożem.

- Sądzę, że wszystko, co rozegrało się na scenie było przygotowane według zaplanowanego scenariusza – zeznał o zachowaniu Stefana W. - Sądzę, że W. miał pełną świadomość tego, co zrobi i jakie konsekwencje mu za to grożą – dodał w innym miejscu.

Dopytywany przez sąd przyznał, że przeprowadzenie ataku takiego jak z 13 stycznia 2019 roku, jest jednak możliwe bez książkowego przygotowania, a np. w oparciu o wiedzę z filmów sensacyjnych czy brutalnych gier komputerowych. Zaznaczył jednak, że nie wie czy uderzenie byłoby wówczas tak precyzyjne, jak w trakcie finału WOŚP. Inaczej zapewne wyglądałby również wybór narzędzia – najpopularniejsze są bowiem noże myśliwskie, a użyte przez W., nietypowe szpiczaste ostrze nie należy do powszechnie stosowanych, choć było używane przez samurajów, więc zainteresowanie taką tematyką mogło zdeterminować decyzję oskarżonego.

Były współosadzony - kolejny świadek

Po przerwie mec. Damian Witt uzupełnił wniosek dowodowy – jak powiedział – chce by za barierką dla świadków stanęli funkcjonariusze Służby Więziennej, którzy byli obecni na spotkaniach jego klienta Stefana W. z bliskimi. Sąd ogłosił zaś, że postanowił oddalić jego wcześniejszy wniosek dotyczący przesłuchania lekarzy.

Na sali, w roli publiczności zasiadł mężczyzna, który przedstawiał się jako „pełnomocnik Gospodarstw Domowych w Gdyni dla inwestora samorządowego”. Poznaliśmy również pierwszy termin rozprawy w 2023 roku – 9 stycznia.

- Byliśmy z oskarżonym na jednej celi w zakładzie karnym i jestem zaskoczony troszeczkę, bo niby mówił, jeszcze o jakiejś rzeczy, że jeszcze będzie sławny, ale ogólnie był bardzo spokojny. Jestem zaskoczony, bo ludzie czasem coś mówią, ale nie zawsze coś robią. On był wyjątkowo spokojnym osadzonym – powtórzył bezrobotny dziś 51-latek, wówczas tzw. starszy celi w ZK w Malborku. - Zawsze jak był na „eN-kach” – celach dla szczególnie niebezpiecznych. Mówił, że Służba Więzienna go torturowała i odnosił się do rządów PiS-u i PO. Jak przyszedł do nas to mówił, że za kilka tygodni wyjdzie. Nie pamiętam dokładnie. Chyba, że mu PO to obiecało, jeśli zdradzi coś na temat PiS-u. Stefan miał zegarek na ręku i co chwilę na niego patrzył. Był na tyle pewny, że zaraz wyjdzie, że jak mu powiedziałem, że nie wyjdzie, to założył się ze mną o ten zegarek – dodał mężczyzna, który mimo zwycięstwa w zakładzie, nie wziął wygranego czasomierza.

- Z tego, co ja pamiętam to chyba chodziło mu o pana Tuska. Można się domyśleć, że coś mu zrobi, ale on był bardzo spokojny i nie potraktowałem tego na serio – powiedział o niewypowiedzianej i zaledwie potencjalnej groźbie Stefana W. W zeznaniach ze śledztwa określił go jako „małomównego”, a zarazem człowieka, który „notorycznie mówił do siebie”. Jak wskazywał, Stefana W. interesowała polityka, wypożyczał sobie książki i zapowiadał, że będzie sławny oraz „było widać, że coś z nim było nie tak jak powinno”.

- Miałem styczność z osobami, które były wcześniej na eN-kach, ale nie pamiętam, żeby ktoś mówił, że był na przykład podtapiany w muszli klozetowej, włączano mu w nocy światło, żeby go zmęczyć psychicznie. Ogólnie mówił, że był gnębiony psychicznie i fizycznie – wspominał wypowiedzi dzisiejszego oskarżonego i zastrzegł, że W. mówił to z przekonaniem, choć trudno było mu uwierzyć.

Prokurator Agnieszka Nickel-Rogowska z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku dopytywała, czemu w zeznaniach ze śledztwa świadek nie wspomniał o planach dotyczących Donalda Tuska. Jednak 51-latek przyznał, że sam dopowiedział nazwisko byłego premiera, bowiem Stefan W. nie wspomniał o Pawle Adamowiczu, a zapewne kimś ważniejszym. Niedoprecyzowane „coś podobnego” miało być zemstą Stefana W. na Platformie Obywatelskiej za niewypuszczenie do domu.

- Jego się nikt nie bał. Myśmy na celi bardzo zgodnie żyli. On był bardzo spokojny. Nawet do Służby Więziennej był bardzo spokojny – powiedział były więzień, a dopytywany przez obrońcę o inne dziwne zachowania przyszłego zabójcy Adamowicza zaprzeczył by był ich świadkiem. Nie pamiętał również by W. twierdził, że był otruwany przez Służbę Więzienną, a o jego dziwnym zachowaniu powiedział: - Leżał, patrzył w sufit, kręcił kciukami i patrzył na zegarek.

Kolejny współwięzień

- Nie widzę związku mojego z tą sprawą – zaznaczył na wstępie 47-letni kierowca zawodowy, który ze Stefanem W. miał wspólnie przebywać pod celą „przez jakiś tydzień czasu” [z protokołu wynikało, że 3 tygodnie] w Zakładzie Karnym na Przeróbce. - Ja już po tylu latach nie pamiętam, co on mówił – dodał na temat Stefana W.

W zeznaniach ze śledztwa o byłym współwięźniu zaznaczył: „kodeks karny miał w jednym paluszku”, „nie ukrywał, że jest zwolennikiem PiS” [choć z tego, co później powiedział przed sądem wynikało, że były to wrażenia na podstawie epizodycznych, pojedynczych sytuacji] i zapowiadał, że będzie sławny. Miał też przekonywać, że po wyjściu na wolność poleci albo pojedzie do Warszawy, żeby coś zrobić, ale nie wiadomo co.

Funkcjonariusz Służby Więziennej

- Nie pamiętam go z ZK na Przeróbce. Natomiast spotkaliśmy się w Areszcie Śledczym w Gdańsku i tam mieliśmy dłuższy kontakt. Mieliśmy jedną rozmowę. To było bodajże na spacerniaku na oddziale N. Zapytałem się oskarżonego dlaczego zrobił to, co zrobił. Szczerze nie pamiętam już dokładnie co odpowiedział. Sporządziłem na ten temat notatkę – wspominał 32-letni dziś funkcjonariusz Służby Więziennej.

- Nie planowałem zabić Pawła Adamowicza tylko planowałem dokonać aktu terrorystycznego –miał usłyszeć na wspomnianym spacerniaku 9 miesięcy po zbrodni od zabójcy, który miał stwierdzić, że polityk [Adamowicz] „to taka osoba, której mało kto będzie żałował”. W czasie rozmowy W. miał wspominać o tym, że ze względu na chorobę psychiczną niedługo wyjdzie z więzienia, a później zacząć mówić, że żałuje zbrodni od momentu, gdy dowiedział się, że zamordowany prezydent Gdańska miał dwie córki.

Kolejne rozprawy zaplanowane zostały na 14 i 15 grudnia 2022 roku.

Zobacz: Strzelanina w Straszynie! Nie żyje napastnik


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama